no własnie, dzieki Kachna, trochę mi ulżyło bo zaczynałam się martwic że mam zwykłe turystyczne pamiątki a nie 'prawdziwe' runy i że praca z nimi nie bedzie taka sama. Ale to moze głupie że sie w ogole tym martwię.
Patrycelka nie masz czego się martwić, serio. Nie ma 'prawdziwych' i 'nieprawdziwych' run. To nie zegarki z certyfikatem autentyczności. Albo z nimi pracujesz i coś z tego wynika, albo nie pracujesz i leżą w szufladzie - to jedyna różnica która ma znaczenie.
dokładnie to samo myślę co Tomir! i właśnie przez to pytanie Patrycelki zastanawiam się teraz czy mój zestaw który dostałem z aliexpress jest 'prawdziwszy' czy 'mniej prawdziwy' niż ten z islandii haha 😀 pewnie ktoś powie że aliexpress to już totalny dół
właśnie i tu wracamy do pytania z tytułu tego wątku bo Wickuś dotknął czegoś ważnego. Skoro miejsce zakupu nie ma znaczenia, to co właściwie ma znaczenie jeśli chodzi o miejsce POCHODZENIA surowca? Bo Patrycelka pyta o energię Islandii w tych runach, ale czy to w ogóle nie jest trochę ta sama dyskusja co Wickuś teraz?
To nie jest ta sama dyskusja, choć rozumiem skąd to skojarzenie. Wickuś mówi o miejscu zakupu jako punkcie handlowym, a tytuł wątku dotyczy miejsca geograficznego jako nośnika pewnych cech środowiskowych - krajobrazu, historii, atmosfery. To dwie różne warstwy. Sklep przy drodze na Islandii to sklep, ale Islandia jako tło dla przedmiotu który tam nabyłaś - to już jest coś o czym można rozmawiać sensownie. Choć też nie bezkrytycznie.
Halineczkaa to rozróżnienie jest bardzo trafne i mi kliknęło coś przy tym. Mam naszyjnik który kupiłam na targu w małym miasteczku w górach, nie pamiętam nawet jak się nazywało, i coś w nim jest dla mnie inaczej niż w rzeczach z galerii. Czy to energia miejsca, czy po prostu moje wspomnienie i skojarzenie z tym wyjazdem - szczerze nie wiem i chyba nie muszę wiedzieć żeby to działało.
dokładnie to samo mam z kilkoma rzeczami z podróży. I właśnie dlatego Patrycelka jak pisałaś wcześniej że te runy mają dla ciebie historię tej podróży - to jest coś co moim zdaniem jest ważniejsze niż jakikolwiek certyfikat tradycji. Ta historia jest twoja i te runy ją niosą.
ok ale to trochę brzmi jakby każda pamiątka z wyjazdu była magiczna, magnes na lodówkę z Islandii też ma energię miejsca? bo jeśli tak to nie rozumiem gdzie jest granica
Kachna mówi to co zwykle mówi i jest to wewnętrznie spójne. Ja tylko dorzucę że jeśli przyjąć że to intencja i uwaga decydują, a nie miejsce - to odpowiedź na pytanie tytułowe brzmi: nie, energia miejsca nie pozostaje w zestawie, bo żadna energia miejsca tam nie wchodzi. Wchodzi twoja relacja z tym miejscem i to zupełnie co innego. Co nie sprawia że jest mniej wartościowa, po prostu jest inaczej nazwana.
Wajdelota jak zawsze precyzyjny i jak zawsze redukuje. Mnie interesuje coś czego ta precyzja nie ogarnia - dlaczego akurat te runy islandzkie dla Patrycelki mają inny ciężar niż inne zestawy. To nie jest tylko 'mam wspomnienie wyjazdu'. Coś w tym miejscu zostało, choćby jako ślad atmosfery. Islandia jest geologicznie żywa, tamten teren to ogień i woda i para, i to się czuje w powietrzu nawet jak stoisz w kolejce do gejzeru.
Talizmanka to własnie probowalam opisac na początku watku i nie umiałam! to bylo cos takie.. nie wiem.. gęste? Nawet w tym sklepie bylo cos w powietrzu, moze to tylko byłam ja i moje nastawienie bo wiedziałam gdzie jestem, ale czułam ze te runy to jest coś wiecej niz zakup. No ale moze Wajdelota ma racje i to wszystko moje projekcje.
a może oba mają rację jednocześnie? tzn. twoje projekcje + realna atmosfera miejsca = razem coś co jest większe niż każde z osobna? nie wiem czy to możliwe ale tak mi się to układa w głowie jak czytam tę dyskusję
Faye mam dokładnie takie samo przeczucie i tak bardzo cieszę się że to napisałaś bo sama nie umiałabym tego tak ładnie ująć! to nie musi być zero-jedynkowe chyba, albo magia miejsca albo projekcja - może oboje i może właśnie to nakładanie się jest tym co działa 🙂
a ktoś sprawdzał empirycznie czy te islandzkie runy dają Patrycelce inne odczyty niż poprzedni zestaw? bo możemy gadać o atmosferze i projekcjach godzinami ale ciekawi mnie co się dzieje przy konkretnej pracy z nimi, czy jest jakaś różnica którą Patrycelka sama zauważyła
Właśnie o to chodzi Patrycelka i dobrze że to czujesz. Ta odpowiedź jest uczciwa i lepsza niż gdybyś od razu twierdziła że już widzisz różnicę. Za mało czasu, za mało prób - jeszcze nic nie wiadomo. Wróć z wnioskami za kilka miesięcy regularnej pracy, wtedy będzie co porównywać.
Heniek ma rację w kwestii czasu, ale mam jedno pytanie do Patrycelki bo mnie to autentycznie ciekawi - czy przy nowym zestawie masz inny rytuał przed wróżbą? Np. inaczej je trzymasz, inaczej tassujesz, coś dodałaś do sposobu pracy? Bo czasem zmiana nawyku przy nowych runach sama w sobie zmienia jakość odczytu, niezależnie od materiału ani miejsca.
Sigilia porusza cos bardzo ważngo. Ja jak dostałem drugi zestaw to przez pierwsze tygodnie byłem na nim bardziej skupiony, więcej czytałem przed każdym rzutem, dłużej siedziałem z runami. i odczyty były jakby głębsze. ale to byłem JA, nie runy. dopiero po kilku miesiącach mi się wyrównało i teraz oba zestawy dają mi mniej wiecej podobne doświadczenia
Można, ale wymaga pracy - zmiany kontekstu, nowych pytań, innego ustawienia sesji. Nowość sama w sobie jest motywatorem który wygasa, to znane zjawisko w psychologii uczenia się. Dlatego niektórzy celowo rotują zestawy albo co jakiś czas zmieniają rytuał przed wróżbą. Nie dlatego że stary przestał działać, tylko żeby utrzymać świeże spojrzenie.
o matko, Wajdelota właśnie powiedział cos co mnie troche zatrzymało. ze zmiana rytaułu sama z siebie może dawac ten efekt głębszych odczytów. bo jak tak o tym myśle, to rzeczywiście przy tych islandzkich siedzę dłuzej, biorę je inaczej do reki, jakos bardziej.. uważnie? i teraz nie wiem czy to runy czy to JA po prostu robilam cos inaczej od poczatku
no właśnie to jest sedno. i cieszę się że Patrycelka to sama zauważyła, bo to uczciwe. więc wróćmy do pytania tytułowego, bo chyba nikt do tej pory nie powiedział wprost: czy ktokolwiek tutaj uważa że energia geograficzna miejsca REALNIE zostaje w przedmiocie, bez udziału kupującego? nie jako wspomnienie, nie jako nastawienie, tylko obiektywnie?
ja uważam że tak. i wiem że zaraz Wajdelota napisze coś o tym że to niemierzalne. ale mam zestaw z Gotlandii i mam zestaw kupiony w polskim sklepie internetowym, kamień ten sam, rękodzieło podobne. i to nie jest kwestia mojego nastawienia bo kupiłam oba nie wiedząc który skąd pochodzi, specjalnie. gotlandzki czuć inaczej i nie umiem tego inaczej wytłumaczyć
Talizmanka, to ciekawy eksperyment, ale blind test na jednej osobie to nie jest dowód, tylko anegdota. twój mózg może znajdować różnice których nie ma, to się nazywa efekt placebo i dotyczy każdego, nawet doświadczonych praktyków. nie mówię że kłamiesz, mówię że ludzka percepcja jest zawodna i właśnie po to są powtarzalne eksperymenty a nie pojedyncze obserwacje
oboje macie rację i oboje mówicie o czymś trochę innym. Wajdelota mówi o epistemologii, Talizmanka mówi o doświadczeniu praktycznym. to nie są sprzeczne pozycje, to są dwie różne rozmowy toczące się pod tym samym pytaniem. ja bym chciała wrócić do czegoś co Patrycelka napisała - że w tym sklepie w Islandii było coś w powietrzu. to mnie ciekawi bardziej niż debata o dowodach, bo to jest konkretne doświadczenie sensoryczne. co tam czułaś dokładnie?
to co Patrycelka opisuje to jest chyba ważniejsze niż cała dyskusja o geografii. rzemieślnik który pracuje przy swoich wyrobach, który siedzi i rzeźbi - to jest obecność twórcy w przedmiocie. i to jest coś co można poczuć. nie wiem czy to 'energia Islandii' ale energia człowieka który to robił - to tak, to rozumiem i sama to czułam przy podobnych zakupach
Gwiazdarka dotknęła czegoś co mi się bardzo układa. mam w domu kilka rzeczy ręcznie robionych i faktycznie te od konkretnego człowieka którego widziałam przy pracy mają inny ciężar niż te z anonimowego warsztatu. nie wiem jak to nazwać, ale intencja twórcy to chyba osobna warstwa od intencji kupującego i od miejsca. i te warstwy mogą być ze sobą albo mogą nie być
dobra ale wróćmy do tematu bo mam wrażenie że odpłynęliśmy. pytanie brzmiało czy energia MIEJSCA pozostaje. teraz mówimy o energii rzemieślnika. to nie jest to samo. czy ktoś uważa że samo bycie wykonanym w Islandii, z islandzkiego drewna albo kamienia, daje coś czego nie daje to samo drewno z polskiej tartaku?
to dobre pytanie i mam na nie dość prostą odpowiedź - jeśli surowiec pochodzi z konkretnego miejsca, to jego właściwości fizyczne są takie jakie są. bazalt islandzki różni się mineralogicznie od granitu karkonoskiego. ale czy to ma znaczenie dla runy jako narzędzia wróżebnego - to zupełnie inna historia i tu już nie ma prostej odpowiedzi
