Hej, mam takie pytanie bo ostatnio kupiłam zestaw run z wyjazdu - byłam na Islandii i znalazlam male kamyki z wyrzezbionymii runami w takim sklepiku przy jednym z gejzerów. No i teraz sie zastanawiam czy ta energia miejsca jakoś tam zostaje w tych runach, czy to tylko zwykle kamyki które dostaly wzory. Bo jak wróciłam do domu i wyjęłam je z torby to mialam takie dziwne odczucie, jakby w dłoniach bylo cieplo inaczej niz przy moim starym zestawie. Moze mi sie tylko wydawało ale chcialam zapytac czy ktos miał coś podobnego z runami przywiezionymi z podróży?
Pytanie ciekawe, ale zanim ktoś zacznie opowiadać o energii gejzerów i nordyckich duchach to powiem jedno - ważne jest skąd te runy faktycznie pochodzą. Masowa produkcja turystyczna z Islandii to często Chiny, nie żartuję. Sprawdziłaś materiał, czy to lokalny kamień? Bo jeśli tak, to owszem, kamień ma swój skład mineralny, swoje pole, swoją historię geologiczną - to nie jest żadna magia, to fizyka i chemia. Ale jeśli to plastik z metką 'made in Iceland' to odpowiedź brzmi: nie, żadna energia nie została. Co do odczucia ciepła - ludzki umysł jest bardzo sprawny w kreowaniu doznań pod wpływem oczekiwań. Nie mówię że kłamiesz, mówię że to warto brać pod uwagę.
No Halineczkaa ma rację co do materiału, ale ja bym nie skreślała tego tak szybko. Pamiętam jak przywiozłam obsydian z Meksyku i porównywałam go z obsydianem kupionym w polskim sklepiku ezoterycznym - i mimo że oba to był obsydian, praca z nimi była zupełnie inna. Opisałam to sobie w notatnikach i po kilku tygodniach nadal widziałam tę różnicę. Więc może to nie tyle 'energia miejsca' jako taka, ale coś w samym kamieniu, w jego historii, w tym gdzie leżał. Patrycelka61, a z czego te kamyki są? Wiesz w ogóle jaki to kamień?
Sorki ale Halineczkaa i Sigilia77 mówią dwie różne rzeczy i trochę to miesza. Energia miejsca to nie to samo co skład mineralny kamienia. Jak ktoś wyrzeźbi runy w bazalcie islandzkim to ma bazalt islandzki - i tyle. Żadna energia gejzerów, zorzy polarnej ani Odyna w tym nie zostaje. Chyba że ktoś celowo intencjonalnie tę energię 'zakodował' podczas wyrobu. A w masowej turystyce nikt tego nie robi. Skup się na rytuałe oczyszczenia i własnym ładowaniu - to ma sens, tamto nie.
Każde miejsce na tej ziemi nosi swoją historię w skale, w glebie, w powietrzu. Islandia to jeden z miejsc gdzie ogień i woda spotykają się od milionów lat - i bazalt stamtąd nie jest zwykłym bazaltem, nawet jeśli brzmi to nieracjonalnie. Nie chodzi o to że energia 'zostaje' jak w pojemniku, ale że kamień jest częścią tego miejsca i niesie coś ze swojej drogi. To odczucie ciepła które opisujesz - ja bym nie bagatelizowała.
Talizmanka04 to pięknie brzmi, ale bazalt islandzki i bazalt z dowolnego innego miejsca wulkanicznego jest mineralogicznie niemal identyczny. Skałom nie zostają 'wspomnienia miejsc'. Chcę być precyzyjny - kwestia odczuć podczas pracy z runami jest inna niż twierdzenie że kamień zachowuje energię konkretnego miejsca. To drugie jest twierdzeniem empirycznym i nie ma na to żadnych danych. Natomiast to że pracujesz z przedmiotem który ma dla ciebie osobistą historię i skojarzenia - to psychologicznie jak najbardziej może zmieniać charakter praktyki. I tyle.
Wajdelota mówi coś sensownego i chciałam dopytać - bo sam efekt psychologiczny to chyba też coś, nie? Znaczy jeśli te runy kojarzyłam z Islandią, z tą podróżą, z konkretnym momentem, to czy nie jest tak że praca z nimi będzie po prostu inna niż z zestawem kupionym za rogiem? Nie jako dowód na 'energię miejsca' ale jako realne sposób do budowania intencji?
ok ale pytanie praktyczne - te runy z podrózy trzeba w ogóle czyścić i ładować na nowo czy nie? bo sie kłócicie o energie a nie wiadomo co z nimi robic
Ja się uczę dopiero run i chciałem zapytać - jak czyścicie bazalt? Bo słyszałem że soli nie można dawać do niektórych kamieni, czy bazalt jest ok z solanką?
To co opisujesz - że sam wpadł do ręki - to w ogóle nie brzmi głupio. Ja zawsze mówię że dobry zestaw sam się wybiera, a nie ty jego. Miałam kiedyś podobnie z zestawem tarota, stałam przy stoisku z kilkoma taliami i jedna po prostu nie puszczała. Przy runach to chyba działa tak samo. I wiesz, ta historia wyboru jest już częścią zestawu, niezaleznie od teorii o energii miejsca.
Myślę że Tomir i Gwiazdarka70 mówią o dwóch różnych poziomach tej samej rzeczy i wcale nie ma tu sprzeczności. Zmysły które czują wagę i fakturę są częścią ciebie, a ty jesteś częścią czegoś większego - więc czy to 'ty' wybierasz czy 'coś przez ciebie' - to może być pytanie bez dobrej odpowiedzi. Wróćmy do Patrycelka61 - bardziej mnie ciekawi czy już coś z tymi runami zrobiłaś, jakiś odczyt, cokolwiek?
Oj, faza księżyca to nie musi być wymóg przy pierwszym kontakcie z zestawem. Ja zawsze zaczynałam od prostego powitania - brałam każdą runę po kolei, mówiłam jej nazwę na głos i patrzyłam chwilę. Nic specjalnego, żadnych rytuałów, tylko ten pierwszy kontakt. Notuję potem pierwsze skojarzenia z każdą runą zanim zajrzę do żadnej książki, i to jest dla mnie ważniejsze niż to kiedy zaczynam.
Ja z kolei mam zupełnie inne pytanie - czy te runy islandzkie mogą być w ogóle dobre do pisania? Bo słyszałam że niektórzy używają run do inspiracji twórczej, do pisania i takich rzeczy. I zastanawiam się czy runy z takiego miejsca jak Islandia, no wiadomo tam runy to jednak coś bliższego tradycji, mogłyby jakoś pomagać np. przy blokowaniu pisarskim albo szukaniu pomysłów?
Halineczkaa ale to super że o Ansuz wspomniałaś, bo właśnie o to mi chodziło! Czy jak ktoś pisze np. powieści albo wiersze to może ciągnąć runę przed sesją pisania i to jakoś pomaga? Mnie bardziej chodzi o konkretne zastosowanie, nie teorię 🙂
Ja kiedyś próbowałam czegoś podobnego z afirmacjami i runami razem - wyciągałam runę rano i traktowałam jako swoisty 'motyw dnia', coś w rodzaju pytania do siebie. Przy pisaniu myślę że mogłoby to działać podobnie, bo runa uruchamia jakieś skojarzenia których normalnie byś nie szukała. Ansuz to jedno, ale Kenaz to też ciekawa opcja dla twórców - tradycyjnie łączy się z ogniem poznania i rzemiosłem, dosłownie z tworzeniem czegoś z materiału. Nie wiem czy to pomaga piszącym, bo sama więcej piszę notatki niż teksty artystyczne.
Wielkie dzięki za odpowiedź z tym bazaltem i solanką Kachna91, to mi bardzo pomogło! A wracając do pisania i run - to w ogóle jak ktoś nie wierzy w magię to czy runy do inspiracji twórczej mają sens? Znaczy czy da się ich używać tak czysto... nie wiem jak to nazwać, symbolicznie?
To dobre pytanie. System runiczny jako zbiór archetypicznych symboli ma wartość nawet bez żadnego kontekstu magicznego. Coś na kształt kart do burzy mózgów, tylko ze starszą historią. Pisarz który ciągnie Hagalaz i siedzi z symbolem zniszczenia i przełomu przez godzinę może wyjść z tego z czymś innym niż gdyby po prostu usiadł przed pustą kartką. To nie magia, to metoda.
Wajdelota ma rację i to jest chyba pierwsza rzecz w tym wątku z którą się w stu procentach zgadzam. Runy jako zestaw promptów dla wyobraźni - ok, sens jest. Ale potem ktoś napisze że runa sama wybrała temat powieści i wrócimy do początku.
A wie ktoś czy te runy islandzkie Patrycelki mają wygrawerowane nazwy czy tylko kształty? Bo zastanawiam się czy dla osoby piszącej ważne byłoby żeby też znać nazwy i ich historię, nie tylko sam kształt znaku. Bo jeśli ktoś ciągnie runę i nie wie jak się nazywa ani co za nią stoi kulturowo, to trochę wróży z fusów a nie z run, nie?
Sa same kształty, nazw nie ma wyrytych. Ja mam ksiazeczke ktora dostałam razem z pierwszym zestawem i tam sa nazwy i opisy, ale w norweskim 😀 wiec na poczatku to bylo serio wyzwanie zeby to ogarnac. Teraz juz pamietam wiecej. A te islandzkie to jeszcze bez ksiazeczki.
o kurcze, norweska ksiązeczka to dopiero wyzwanie haha. Ja jak zaczynałem to miałem opis po polsku i i tak długo mi zajęło żeby zapamiętać różnice między Tiwaz a Teiwaz, bo gdzieś czytałem że różne tradycje inaczej zapisują. Patrycelka jak sobie poradziłaś koniec końcem z tą norweską?
To nie jest głupie rozumowanie, to zresztą dość klasyczna zasada uczenia się przez wysiłek własny. Rzeczy do których dochodzimy sami, z pewnym trudem, zostają lepiej niż te podane wprost. Pytanie do ciebie Patrycelko - czy przy nowych runach islandzkich zamierzasz przejść tę samą drogę, czy tym razem zaczynasz od gotowych źródeł po polsku? Bo to może mieć wpływ na to jak je w ogóle odbierzesz i czy zbudujesz z nimi podobną relację jak ze starymi.
Właśnie to mnie ciekawi - ta 'relacja' z zestawem. Halineczkaa czy ty myślisz o tym serio w kategoriach relacji, czy to bardziej taki skrót myślowy? Bo jak dosłownie to czytam to brzmi jakby zestaw run miał z tobą jakiś kontakt zwrotny, a tego chyba nie ma.
Przy tych runach do pisania, przepraszam że się wtrącam, ale czy ktoś próbował medytować z runą przed pisaniem, a nie tylko ją ciągnąć i odkładać? Tzn siedzieć z nią jakiś czas i zobaczyć co się pojawia w głowie zanim się usiądzie do tekstu?
to ile tych minut to minimum żeby cokolwiek zadziałało? pytam bo to brzmi jak kolejna rzecz którą trzeba robić pół godziny żeby zobaczyć efekt
Wróćmy na chwilę do miejsca skąd przyszły te runy, bo mam wrażenie że ten wątek trochę umarł a był ważny. Islandia to nie jest zwykłe miejsce na mapie dla tego tematu - tam runy mają żywą tradycję do dzisiaj, galdrastafir i cała ta tradycja magicznych znaków. Czy zestaw kupiony właśnie tam, a nie gdziekolwiek indziej, ma inny kontekst dla osoby która o tym wie? Mnie wydaje się że tak.
Wajdelota ma rację co do galdrastafir kontra futhark, to faktycznie różne rzeczy. Ale ja bym dodała że to nie znaczy że te runy są 'gorsze' albo bez historii - po prostu historia którą mają jest historią podróży ich właścicielki i to jest wystarczające. Nie potrzebujemy żadnej lokalnej tradycji żeby zestaw był wartościowy w pracy.
