Słucham tej dyskusji i mam pytanie może trochę z boku, ale się waham od dłuższego czasu: zanim w ogóle zacznę galdr, to czy powinnam znać wszystkie runy? Bo znam może ze cztery i czuję, że to za mało żeby zacząć.
Natko, ja zaczęłam od jednej! Naprawdę, nie czekaj aż wszystko poznasz, bo to może trwać w nieskończoność. Ja wzięłam Fehu bo akurat na niej trafiłam i po prostu próbowałam. Nie twierdzę, że to idealne podejście, ale jakoś trzeba zacząć.
Dobra, to skoro mam zacząć od jednej runy, to od której? Bo to chyba nie jest bez znaczenia, którą wybiorę jako pierwszą do galdru?
Właśnie, i tu jest problem z komunikowaniem tych doświadczeń. Jak mówisz 'runa się podaje', to jedni rozumieją to dosłownie, inni jako opis stanu skupienia. I potem mamy dyskusje w których ludzie mówią zupełnie o różnych rzeczach.
Och, to prawda co Krwawnik pisze! Ja się z tym sama borykam, czytam różne rzeczy i nie wiem co jest ważniejsze, głos, oddech, słowa, czy coś jeszcze. Gerwazy, czy jest jakaś hierarchia tych elementów, coś co powinno być na pierwszym miejscu?
Ale zaraz, to znaczy że galdr bez dźwięku w ogóle nie jest galdrem? A jak ktoś nie może śpiewać, czy mówić głośno, bo np. mieszka z rodziną która nie wie o jego praktykach? To już dyskwalifikacja?
Słucham tej dyskusji i zastanawiam się czy ktoś próbował szeptać zamiast śpiewać. Bo szept to jednak dźwięk, wibracje są, tylko bardzo małe. To może być środek między głośnym śpiewem a całkowicie wewnętrznym.
Wracając do pytania Michalinka o galdr bez głosu. Są tradycje, i tu mówię ostrożnie bo to nie jest moja specjalność, w których galdr mógł być też wewnętrzny, ale to raczej zaawansowany etap, nie punkt startowy. Pytanie Tadka o efektywność jest dobre, ale trudno je porównać jeśli nie mamy żadnego miernika. Co ty, Tadek, uznajesz za sygnał że coś działa?
