właśnie to mnie uderza. Niecierpliwość w mieszaniu to nieprzypadkowy szczegół. Kiedy jesteś w trybie napięcia, wszystko robisz szybciej, mniej uważnie. Pytanie do ciebie, czy przed losowaniem w ogóle robisz cokolwiek, żeby wejść w inny stan? Jakikolwiek oddech, chwila ciszy, cokolwiek?
A to właśnie! To może być cały problem. Bez tej chwili zatrzymania to prawie jak pytanie kogoś o radę kiedy on akurat krzyczy przez telefon. No to jak ma ci dobrze odpowiedzieć?
Ale jeśli interpretację i tak robimy sami, to po co losować w ogóle? Mam na myśli, czy nie prościej byłoby po prostu zapisać co się czuje i to przeanalizować, bez losowania?
Wracając do Rezedy, bo myślę, że dwa wątki nam się teraz splatają. Jedno to pytanie o sens losowania w ogóle, a drugie to konkretna sytuacja z brakiem kontaktu fizycznego i chaotycznymi odczytami. I to pierwotne pytanie o wahadło dające sprzeczne odpowiedzi jeszcze w ogóle nie zostało rozwiązane. Rezeda, czy wróciłaś do wahadła od czasu tego posta?
To co opisujesz z wahadłem to klasyczny efekt utraty zaufania do własnych sygnałów. I to jest właśnie ta głębsza warstwa tego, co się dzieje. Nie chodzi już tylko o energię zestawu czy upadek, chodzi o to, że straciłaś pewność własnego odbioru. To się nie naprawi jednym dobrym odczytem.
Ale jak odbudować to zaufanie, jeśli nie możesz sprawdzić, czy odczyt był dobry, zanim minie czas? Bo to jest trochę pułapka, pytasz wahadłem, nie ufasz odpowiedzi, więc pytasz znowu i to już na pewno nie zadziała.
To co napisała Dominisia01 o pułapce właśnie mnie zatrzymało. Bo tak, dokładnie w to wpadłam. Pytam, nie ufam, pytam znowu, przez co jeszcze mniej ufam poprzedniej odpowiedzi. I nie wiem, jak z tego wyjść inaczej niż po prostu odłożyć wahadło na jakiś czas. Ale to też nie odpowiada na pytanie, czy coś przeoczyłam.
A czy wahadło może w ogóle dawać złe odpowiedzi z powodów, powiedzmy, zewnętrznych? Nie z winy osoby tylko, nie wiem, miejsca, pogody, czegoś takiego? Pytam bo słyszałem coś o wpływie geopatii na odczyty ale nie wiem, czy to nie jest wymówka.
Ale czy ktoś tutaj w ogóle powiedział wprost, jak długo taka przerwa powinna trwać? Bo słyszę 'zrób przerwę' i 'odłóż wahadło' ale nikt nie mówi na ile. Tydzień? Miesiąc? Do pierwszego pełnego księżyca?
Właśnie tego nie wiem. Nie mam żadnego wyznacznika. Wcześniej po prostu czułam, że chcę sięgnąć po runy i to było naturalne. Teraz sięgam po nie z niepokoju, a nie z ciekawości. I chyba to jest różnica, którą dopiero teraz widzę.
To co teraz napisałaś to naprawdę ważne rozróżnienie. Sięgasz z niepokoju, nie z ciekawości. To zmienia wszystko, bo w pierwszym przypadku szukasz uspokojenia, a runy nie są do tego. To nie jest ich funkcja, a przynajmniej nie powinna być jedyna.
Hm, ale czy to jest złe, że ktoś sięga po runy kiedy jest niespokojny? Mnie się zawsze wydawało, że to właśnie wtedy ludzie szukają wróżenia, bo chcą się dowiedzieć jak sobie poradzić z tym co trudne. Kiedy wszystko dobrze, to po co losować?
Zresztą to samo działa w numerologii. Jak ktoś przychodzi z gotową odpowiedzią i chce tylko żebym ją potwierdziła, to wiadomo z góry, że odczyt będzie niesatysfakcjonujący bez względu na to, co wyjdzie. Pytanie musi być otwarte.
I tu wracamy do sedna tematu, bo to jest właśnie ta kwestia z utratą kontaktu. Rezeda nie straciła kontaktu z runami przez upadek zestawu, ona straciła kontakt z własnym odbiorem. Zestaw jest tym samym zestawem. To jest moje wrażenie po tej całej dyskusji.
Moim zdaniem upadek zestawu to jednak sygnał, który nie jest bez znaczenia. Nawet jeśli główny problem leży po stronie osoby, to nie jest tak, że przedmiot magiczny jest na to obojętny. Runy mogą wymagać oczyszczenia po takim zdarzeniu, szczególnie jeśli upały na podłogę poza przestrzenią rytualną.
To jak w takim razie Rezeda ma zacząć? Od oczyszczenia run, od przerwy, od rytuału wejścia, od pracy z oddechem? Bo z tej dyskusji wynika, że trzeba zrobić wszystko naraz, a to chyba też nie jest dobra rada dla kogoś kto jest już przytłoczony.
Właśnie. Czuję się trochę jak po wizycie u kilku lekarzy, gdzie każdy mówi co innego i wszyscy mają rację, ale nie wiem od czego zacząć. Może najpierw faktycznie ta przerwa, bo bez niej reszta i tak nie zadziała. Chociaż cały czas mam z tyłu głowy, że może coś ważnego mnie omija.
To co napisałaś na końcu, Rezeda, o tym 'coś z tyłu głowy' - to mnie najbardziej niepokoi. Bo przerwa, oczyszczenie zestawu, wszystko to może zadziałać, ale jeśli wchodzisz w to z przekonaniem, że może jednak coś przepuściłaś, to ta przerwa będzie tylko przerwą w działaniu, a nie prawdziwym odpoczęciem. I tu wracam do pytania, które w sumie nikt tu wprost nie zadał: co tak naprawdę próbowałaś ustalić runami, zanim zestaw upadł? Bo mam wrażenie, że to może być klucz do całej tej spirali ze sprzecznymi odpowiedziami wahadła.
