Mam taki problem i nie wiem, czy to tylko u mnie. Kilka tygodni temu moje runy leżały luzem w torbie i część z nich się rozsypała, kiedy potknęłam się na schodach. Zebrałam wszystko z podłogi, ale od tamtego momentu czuję, że kontakt jest jakiś urwany. Jakby rysowanie ich nie dawało już tego samego, co wcześniej. Czy ktoś miał coś podobnego? Czy fizyczny upadek może jakoś zakłócić energię zestawu?
To zależy, jak rozumiesz ten kontakt. Czy chodzi ci o to, że rysowane runy nic nie mówią, czy raczej że sam akt trzymania ich w dłoni jest inny? Bo to dwie różne sprawy.
Wahadło i runy to dwa różne kanały. Jeśli oba naraz dają ci chaos, to problem raczej nie leży po stronie przedmiotów. Mam w notatkach kilka sytuacji podobnych do twojej i zazwyczaj chodziło o rozbicie koncentracji u osoby pytającej, nie o sam zestaw. Co się u ciebie działo ostatnio poza tym wypadkiem na schodach?
Ja bym powiedziała, że jak runy upadły, to mogło do nich przejść jakieś obce. Zawsze trzeba je po czymś takim przeoczyścić. Chociaż przyznam, że z runami nie mam dużego doświadczenia, bardziej czakry i kamienie. Ale zasada oczyszczania po kontakcie z podłogą chyba wszędzie jest podobna?
Dokładnie to samo powiem. Upadek to kontakt z energią miejsca i podłoża. Trzeba natychmiast przeprowadzić oczyszczenie, najlepiej dymem z białej szałwii, i zostawić na dobę w soli. Wtedy wróci wszystko do normy. Sama tak robiłam z moim zestawem i efekty były od razu.
Zgadzam się z Agatową. Zanim w ogóle sięgniesz po oczyszczanie, warto sprawdzić, co się dzieje z tobą samą. Wahadło reaguje na pole energetyczne osoby, która je trzyma. Jeśli twoje pole jest rozchwiane, wahadło będzie chaotyczne niezależnie od pytania. To nie wróżka z wahadłem ma problem, tylko sama wróżka. Czy ostatnio dużo stresu, duże zmiany, brak snu?
Spokój zewnętrzny to nie to samo co spokój wewnętrzny. Możesz siedzieć bez ruchu i jednocześnie mieć totalny chaos myślowy. Miałem taki okres, kiedy wahadło działało jak szalone, a dopiero po kilku tygodniach zobaczyłem w notatkach, że to był czas największego napięcia w pracy. Wtedy skończyłem na jakiś czas z wahadłem i skupiłem się tylko na runach, bez weryfikacji.
Przepraszam, że się wtrącam, bo dopiero poznaję temat. Czy wahadło zawsze musi być kalibrowane przed sesją? Bo wydawało mi się, że wystarczy je po prostu wziąć i pytać. Nigdy nie słyszałem o tym, że stan osoby ma aż taki wpływ.
A co to znaczy sprawdzasz jak reaguje? Jakie pytanie zadajesz?
Ale czy to ma sens z runami? Pytam serio, bo nie rozumiem, po co w ogóle łączyć wahadło z runami. To nie są te same systemy.
Właśnie, i tu jest pytanie, czy te dwa systemy mogą w ogóle weryfikować jeden drugiego. Jak zadasz wahadłem pytanie o runę, to co tak naprawdę mierzysz? Swoją pewność co do interpretacji? Bo jeśli interpretacja jest niepewna, wahadło tylko wzmocni tę niepewność.
To jest bardzo dobra uwaga. W pracy energetycznej mówi się, że wahadło wzmacnia to, co już jest w polu. Jeśli masz wątpliwości, dostajesz chaos. Jeśli masz klarowność, dostajesz klarowność. To nie jest obiektywny miernik.
Ale wracając do tych run. Twierdzę, że oczyszczenie jest konieczne, niezależnie od tego, co się dzieje z wahadłem. Upadek to upadek i tyle. Sama Agatowa może weryfikować moje metody, ale zasada jest stara.
Zenek, przez utratę kontaktu rozumiem właśnie to poczucie. Nie mam żadnego mierzalnego wskaźnika, więc może to złe słowo. Wcześniej kiedy trzymałam runy w dłoni, czułam coś w rodzaju ciepła albo lekkiego mrowienia przy konkretnych znakach. Teraz nie czuję nic. Równa, neutralna temperatura, żadnych sygnałów. I to niezależnie od tego, którą runę trzymam.
Okej, to jest konkretna informacja. To mrowienie czy ciepło, które opisujesz, czułaś od początku pracy z tymi runami, czy pojawiło się po jakimś czasie?
Mam w notatkach podobny schemat u siebie, tylko z ogamem. Intensywny okres odczuwania, potem urwanie. Zastanawiam się, czy to nie jest po prostu punkt, w którym przestajesz potrzebować tego fizycznego sygnału i wchodzisz w inny tryb pracy. Tylko że to zwykle nie idzie w parze z chaosem przy ciągnieniu.
Nie rozumiem jednej rzeczy. Jak można mieć pewność, że to co się czuło wcześniej to był kontakt z runą, a nie po prostu uwaga skupiona na dłoni? Pytam bez złośliwości, bo sam zaczyna mi się kręcić w głowie.
Ale jeśli nie ma pewności, to na jakiej podstawie w ogóle oceniamy, że odczyt był trafny? Serio pytam, nie próbuję podważać całej praktyki, tylko nie rozumiem jak zamknąć to koło.
A wracając do sedna sprawy, bo trochę odchodzimy od tematu Rezedy. Ona mówiła, że upadek był pomiędzy tymi dwoma zdarzeniami. To jest ważna kolejność. Może właśnie kontakt z podłogą coś rozregulował w zestawie i to spowodowało dalszy chaos? Ja nadal uważam, że oczyszczenie powinno być pierwszym krokiem.
Dobra, ale czy ktoś zapytał wprost, skąd w ogóle ten pierwszą zanik? Bo rozmawiamy o objawach, a może przyczyna jest gdzie indziej. Rezeda, powiedziałaś Energetyczce, że sporo się zmieniło. Co to znaczy, jeśli można zapytać?
To mnie nie dziwi zupełnie. Długotrwały stres dosłownie zmienia sposób, w jaki jesteśmy obecni w ciele. Mrowienie i ciepło podczas pracy z runami wymagają pewnego stopnia skupienia i otwarcia, które bardzo trudno utrzymać kiedy jesteś od tygodni w trybie przetrwania. To nie jest utrata kontaktu z runami, to jest utrata kontaktu z sobą na czas, kiedy tego potrzebujesz do tej pracy.
Ale co można zrobić żeby to odzyskać? Czy w ogóle trzeba z czymś czekać?
Ja bym jednak nie rezygnowała całkowicie z pracy z runami w tym czasie. Sama przez to przechodziłam i okazało się, że właśnie wtedy, kiedy jesteś rozbita, runy mogą dawać ci ważniejsze przekazy niż kiedy wszystko idzie gładko. Trzeba tylko zmienić podejście, nie pytać o przyszłość, tylko prosić o wskazówkę na dany moment.
Słucham tej wymiany i właściwie to jest moje pytanie w innym kształcie. Jak mam wiedzieć, czy moje obecne chaotyczne losowania to sygnał do przeczekania, czy właśnie ważna informacja, której nie chcę przeoczyć? Bo sama już nie wiem jak ocenić, który tryb teraz jestem.
To jest chyba kluczowe pytanie całego wątku. I myślę, że Energetyczka celnie to wcześniej postawiła, że najpierw zanikło odczuwanie, potem chaos w losowaniach. To dla mnie wskazuje raczej na problem po stronie osoby, nie zestawu. Ale Rezeda, czy w tych chaotycznych odczytach jest jakiś wzorzec? Czy te same runy wracają?
Hagalaz kilka razy z rzędu to zdecydowanie nie jest przypadek. To runa chaosu i przełomowych zmian, które są konieczne. W połączeniu z tym, że fizycznie upuściłaś zestaw, powiedziałabym, że zestaw dosłownie stara się przekazać ci tę samą wiadomość różnymi kanałami. Może warto posłuchać zamiast się martwić, że odczyty są chaotyczne?
Przy tarocie mamy dokładnie ten sam problem z powtarzającymi się kartami. I tak, statystycznie ktoś może losować tę samą kartę wielokrotnie nie dlatego, że to przekaz, tylko dlatego, że mieszanie jest nierówne. Rezeda, jak mieszasz runy przed losowaniem? Bo to naprawdę może mieć wpływ na to, co wychodzi.
