wracam do tego co napisała Bronislawa wcześniej, że pytanie może być źle postawione. i mi sie wydaje że to jest klucz. pytamy "naukowiec vs duchowny" a tak naprawdę pytamy "co decyduje o tym że odczyt jest pomocny dla osooby w złym stanie". i to nie jest kwestia tytułu czytającego
a może chodzi po prostu o to czy czytający umie zauważyć ze pytajacy potrzebuje czegoś innego niz odczytu? bo nie ważne czy jesteś z wykształceniem czy z tradycji, jeśli nie widzisz ze ktoś siedzi naprzeciw ciebie i plącze, to twoja kompetencja w runach nic tu nie pomoże
Sugilitka06 mhm, i tu jest ta granica o której Wrozanka pisała wcześniej - kiedy powiedzieć "nie zrobię ci teraz odczytu". to wymaga wrażliwości na człowieka, nie znajomości futhorcu. sama miałam raz klientkę, nie do run tylko do rytuału, i musialam jej powiedzieć żeby najpierw porozmawiała z kimś bliskim bo ona po prostu potrzebowała byc wysłuchana, a nie żaden rytuał. nie byłam na nią zła i ona ostatecznie mi podziękowała po paru tygodniach
Wrozanka tak, chyba właśnie to. i Sugilitka też to uchwycila - że kompetencja w runach i kompetencja w czytaniu człowieka to dwie różne rzeczy i obie muszą być obecne. a wracając do tytułu - może różnica między "naukowcem" a "duchownym" to właśnie ta druga kompetencja? duchowny w tradycji miał obowiązek znać człowieka, nie tylko tekst. naukowiec mierzy się ze źródłem. i może dlatego to rozróżnienie coś w sobie niesie, nawet jeśli jest uproszczone
czytam tę wymianę zdań od dłuższego czasu i mam jedno zastrzeżenie do całego kierunku. 😀 zakładacie że "duchowny" automatycznie jest lepszy w czytaniu człowieka. ale skąd to założenie? duchowni w różnych tradycjach bywali bardzo odlegli od potrzeb zwykłych ludzi, a bardzo blisko własnych dogmatów. to nie jest atrybut roli, to jest atrybut konkretnej osoby
dobra ale mi sie wydaje ze trochę za szybko zamykacie temat 🙂 bo zostało pytanie Polaryskiej bez odpowiedzi - co z samoodczytem dla kogoś kto sie boi siebie? Almandynka napisała ze sama sie zakrzywiła Wunjo, ale to nie jest to samo co ktos kto permanentnie siebie nie lubi. czy są jakieś techniki żeby to obejść przy samodzielnej pracy? 😉
a ja mam inne pytanie bo nie widziałem żeby ktos to poruszył - co z osobą ktora sie boi siebie i dostaje rune Isa? bo to jest moze najtrudniejsza sytuacja, zamrożenie, stagnacja, i dla kogoś kto juz ma niskie poczucie wartości to może być dosłownie potwierdzeniem że nic sie nie zmieni. jak wy to interpretujecie żeby nie wyjść na kogoś kto kopie leżącego
bo to jest moze najtrudniejsza sytuacja, zamrożenie, stagnacja, i dla kogoś kto juz ma niskie poczucie wartości to może być dosłownie potwierdzenie najgorszego. i teraz pytanie - czy duchowny czy naukowiec, kto lepiej sobie z tym poradzi? bo obie te osoby mogą powiedzieć "Isa to nie wyrok" ale czy to wystarczy?
ale moment bo mam wrażenie że wszyscy zakładają że "złe" odczytanie Isy dla kogoś w złym stanie to błąd czytającego. a może odczyt trafnie oddaje sytuację i problem nie jest w interpretacji, tylko w tym że ta osoba wogóle nie powinna TERAZ robic odczytu? serio pytam, nie retorycznie
ale co to znaczy "nie powinna teraz robić odczytu"? kto ma to ocenić? bo jak sie jest w złym stanie to własnie zazwyczaj szuka się jakichś odpowiedzi, nie poczeka się spokojnie aż będzie lepiej. to jest trochę jak mówienie komuś choremu żeby poczekał z lekarzem az wyzdrowieje
Polaryska ma rację w tym sensie że nie można powiedzieć "najpierw wyjdź z dołka a potem porozmawiamy". ale Czarek też ma rację że moment ma znaczenie. to nie jest "nie rób teraz odczytu", to jest "zanim zaczniemy, chcę wiedzieć jak się czujesz i co z tym pytaniem naprawdę chcesz zrobić". to jest różnica. i to jest umiejętność niezależna od tradycji
ale wróćmy na chwilę do Isy bo to dobry przykład. miałam odczyt gdzie Isa wyszła jako runa pozycji środkowej i osoba która ją ciągnęła powiedziała od razu "no tak, wiedziałam że nic się nie zmieni". i to zdanie powiedziane ZANIM ktokolwiek cokolwiek zinterpretował. co z tym robić? 🙂
ale to jest chyba norma przy odczytach, nie? ludzie często przychodzą z gotową interpretacją i czekają aż ktoś to zatwierdzi. nie widzę w tym nic szczególnie alarmującego, każdy szuka potwierdzenia od czasu do czasu
słuchajcie bo mam wrażenie że cały czas kręcimy sie wokół tego samego: kompetencja człowiecza vs kompetencja runologiczna. ale nikt nie powiedział wprost - czy te dwie rzeczy mogą istnieć niezależnie?? bo może jest ktos kto świetnie zna runy i jest do niczego jako towarzysz człowieka. i odwrotnie. i może to jest wlasnie odpowiedź na tytuł tematu - runy "zrobione przez" kogoś nie sa różne,różni sie to co sie dzieje dookoła run
to co Metody napisał mi pasuje - tzn, ma sens. bo runy jako symbole są tym czym są. ale przestrzeń wokół odczytu to jest coś innego. i może właśnie tu jest różnica między naukowcem a duchownym - nie w runach ale w tym jak budują tę przestrzeń. duchowny może ją nasycić czymś co wykracza poza analizę ale może terz zdominować własną doktryną. naukowiec może dać czyste tło, ale może też zostawić człowieka bez oparcia
Pranava i Metody - tak, i to chyba jest najciekawszy kierunek jaki pojawił się w tej rozmowie. bo pytanie w tytule jest o runy ale naprawdę pytamy o człowieka który je czyta. i wtedy "naukowiec vs duchowny" to tylko skrót myślowy dla dwóch różnych podejść do tej przestrzeni którą Pranava opisał
ale mam jeden zarzut do tego co Pranava napisal. bo mówisz że duchowny może "nasycić przestrzeń czymś wykraczajacym poza analizę",ale co to znaczy konkretnie? bo jak ktos z zewnątrz patrzy to to brzmi jak tłumaczenie że duchowny robi cos mistycznego czego nie można zweryfikować. i dla kogoś w złym stanie to może być właśnie pułapka, bo daje poczucie że cos wyjątkowego sie dzieje a tak naprawde może być kompletnie bez sensu
hej bo czytam całą tę dyskusję i mam pytanie trochę z boku - czy ktoś tu kiedyś sam prosił o odczyt będąc w naprawdę złym miejscu i potem żałował? albo odwrotnie że to pomogło nawet jeśli wyniki były ciężkie? bo dużo tu teorii a chcę wiedzieć jak to wygląda naprawdę
słuchajcie, bo chcę wrócić do czegoś co Leonek napisał o Hagalaz i interpretacji minimalnej. bo mam wrażenie że to jest klucz do całej tej dyskusji o naukowcu vs duchownym. interpretacja minimalna to nie jest błąd, to jest czasem jedyna słuszna odpowiedź. i duchowny nie zawsze robi ją lepiej, bo duchowny może mieć pokusę żeby "dopowiedzieć" coś od siebie, żeby to brzmiało bardziej kompletnie, bardziej mądrze. a naukowiec może się zatrzymać właśnie dlatego że wie gdzie kończy się tekst, a zaczyna jego własna projekcja. 🙁
no dobrze ale jak mamy to ocenić przed odczytem? bo nie wiem czy czytający ma samoświadomość dopóki nie zobaczy jak reaguje na trudne przypadki. a do trudnych przypadków zaliczam właśnie kogoś kto sie boi siebie albo nienawidzi. to jest sytuacja która wyciągnie każdą projekcję na wierzch jesli jest.
ale wróćmy na chwile do tego co Szafirowa pytała, bo nikt tak naprawdę nie odpowiedział na to pytanie o żałowanie. ja miałam odczyt kiedy byłam w złym miejscu i nie żałuje że go zrobiłam, ale żałuje że czytająca nie zatrzymała sie żeby zapytać co ja właściwie chce z tym zrobić. po prostu pojechała z interpretacją i ja wyszłam z tym sama
o matko tak, to jest hyba najgorzej kiedy dostaniesz cieżki odczyt i zostaniesz z nim sama. bo co ty masz z tym zrobic? polozyc sie i umrzec? to jest przeciez bez sensu, nawet jak odczyt jest trafny
hej, wchodzę tu trochę z boku ale czytam od rana i chcę zapytać o jedno. mówicie o tym że czytający ma zobaczyć człowieka. ale co jeśli człowiek sam siebie nie widzi? bo mam znajomą która zrobiła kilkanaście odczytów u różnych osób i za każdym razem brała z tego jedną rzecz, tą która jej pasowała do tego co już myślała. i nie chodziło o manipulacje, ona poprostu tak działała. i żaden czytający tego nie przebił, ani duchowny ani taki bardziej analityczny.
Krokusik ma rację ale terz trochę mnie to uwiera,bo to brzmi jakby czytający mógł umyć ręce po każdym trudnym odczycie. "powiedzialem co jest, reszta do ciebie". tylko że to nie działa tak kiedy ktoś przychodzi w bardzo złym stanie. wtedy "reszta do ciebie" to może być naprawdę ciężka puenta.
ale jak odczyt jest dla kogoś kto sie nienawidzi,to czy runy wogóle mają szanse cos przekazac? bo jesli ktos filtruje wszystko przez "jestem do niczego" to nawet Sowulo będzie odczytana jako cos złego. znałem taką osobę, dostała same pozytywne runy i powiedziała ze "to na pewno nie dotyczy jej, pewnie pomylily sie"
to co Wrozbiarz opisał z tą osobą, że pomyliły się runy, to mnie jakoś mocno uderzyło. bo to brzmi jak coś co wychodzi poza ezoterykę w ogóle. to jest chyba właśnie ta sytuacja którą Czarek nazywał że ktoś nie powinien teraz robic odczytu?? nie dlatego że runy nie działają, ale dlatego że ta osoba nie jest w stanie tego przyjąć? 🙂
Szafirowa tak i to jest pytanie na które chyba nikt nie ma dobrej odpowiedzi. bo nie możesz powiedzieć komuś "przyjdź kiedy będziesz zdrowszy psychicznie" bo to jest absurdalne. ale terz nie możesz udawać że odczyt zadziała tak samo u kogoś kto siebie nienawidzi i u kogoś kto jest stabilny. co wiec robic z tą przestrzenią między?
