Mam takie pytanie do Was, bo od jakiegoś czasu hodzi mi po głowie i nie moge się z tym uporać. Robiłam sobie niedawno zestaw run - wycinałam je z drewna, rzeźbiłam, olejowałam, całość zajęła mi z tydzień. I gdzieś po drodze zaczęłam się zastanawiać: czy to w ogóle ma znaczenie, kto te runy robi? Bo w sensie, czy runy wyrzeźbione przez kogoś, kto podchodzi do tego czysto naukowo, historycznie, bez wiary w to że działają - są "inne" energetycznie niż te zrobione przez kogoś, kto naprawdę wierzy, modli się, ma intencję? i z tym się wiąże jeszcze jedno, bo czytałam o tym że przy wróżeniu dla kogoś, kto podświadomie się siebie boi albo... nie wiem jak to nazwać, nie lubi siebie, to runy reagują inaczej. Ktoś coś wie na ten temat?
No to jest wlasnie pytanie, na które nie ma jednej prostej odpowiedzi, i nie mówię tego żeby unikać tematu. Sama mam kilka zestawów run i powiem szczerze - czuję różnicę między tymi które robiłam z głową a tymi co kupiłam kiedyś w jakimś sklepiku z pamiątkami. Ale czy to dlatego, że robił je rzemieślnik bez intencji, czy po prostu dlatego, że moje własne nie są "naładowane" przeze mnie? To jest naprawdę trudne do rozplątania. Twoje pytanie o naukowca kontra duchownego - tu bym powiedziała, że chodzi o intencję przy tworzeniu, nie o tytuł czy zawód.
Szczerze?? to mit że runy "same z siebie" są naładowane albo puste w zależności od tego kto je robił. Runy to alfabet. system symboliczny. To że ktos wierzy albo nie wierzy podczas rzeźbienia nie zmienia samego znnaku. Wszystko dzieje się w głowie odczytującego, nie w kawałku drewna
hmm ale ja bym się nie zgodził z tym upraszczaniem do psychologii. bo jeśli przez tydzień ktoś trzyma kawałek drewna w rękach,myśli o każdym znaku, oddycha razem z tym procesem - to zostawia na tym jakiś ślad. nie chemiczny, nie mierzalny, ale energetyczny. to nie jest "w głowie" w sensie złudzenia, to jest realne oddziaływanie. pytanie bronisławy jest wlasnie o to, czy intencja tworzy ten ślad.
wracając do pytania które postawiła bronisława, bo mnie bardziej interesuje ten drugi wątek - o osobach które się boją albo nie lubią siebie. robiłam kiedyś odczyt dla koleżanki i wychodziły jej cały czas runy związane z blokadami, z lękiem, z zamknięciem. mówiła że to bez sensu bo jest "spokojna". ale po dłuższej rozmowie wyszło że ona naprawdę nie potrafi sobie wybaczyć pewnych rzeczy. czy runy to widziały? nie wiem. ale to było uderzające.
właśnie ten wątek o samonienawiści jest ciekawy. bo ja miałam podobne doświadczenie - sama dla siebie robiłam rozkłady i za każdym razem wychodziło mi Hagalaz albo Isa, czyli blokada, zamrożenie, burza. przez długi czas myślałam że to coś zewnętrznego. a potem dotarło do mnie że to moje własne nastawienie do siebie blokuje interpretację, albo może faktycznie te runy to odzwierciedlają. nie wiem które, ale coś tam jest.
i to jest właśnie to co mnie interesuje - czy to zmiana w tobie zmieniła odczyt, bo zaczęłaś inaczej interpretować, czy runy "wyczuły" że coś się zmieniło? i jak to się ma do pytania bronisławy o osoby z tym problemem, bo jeśli ktoś głęboko się siebie boi, to czy w ogóle można zrobić dla niego rzetelny odczyt?
Powiem szczerze, chcę wrzucić kamień do ogrodu - kwestia tego kto robi runy jest historycznie złożona. u germańskich ludów runy wycinali konkretni ludzie, nie przypadkowi rzemieślnicy, ale też nie kapłani w dzisiejszym sensie tego słowa. to była wiedza przekazywana i wiązała sie z konkretnym rozumieniem tych znaków. wiec pytanie "naukowiec kontra duchowny" jest troche fałszywą alternatywą, bo żaden z nich nie pasuje do oryginalnego modelu. prawdziwą kwestią jest czy osoba robiąca runy rozumie i szanuje system ktury odwzorowuje.
wlasnie,granica jest płynna i to jest uczciwa odpowiedź. historycznie liczyła się inicjacja w sensie - ktoś cię wprowadził w ten system, wytłumaczył znaczenia nie tylko literalnie ale i energetycznie. naukowiec ktury poświęcił lata na studia nad runami zna je głębiej niż niejeden "duchowny" ktury po prostu wierzy. ale czy ta wiedza bez intencji wystarczy? szczerze wątpię ale nie jestem pewien.
słuchajcie, a co wy wogóle sądzicie na temat run kpowanych, nie własnoręcznie robionych? bo większość ludzi nie wyrzeźbi sobie sama zestawu, tylko kupi gotowe. i co, te runy są gorsze? bo jeśli tak, to połowa z nas powinna wyrzucić swoje zestawy do kosza 😀
Tak wogóle,przepraszam ze sie wtrącę, bo jestem raczej poczatkujaca w runach, ale mam wrażenie ze to pytanie o naukowca i duchownego to troche jedno z tych pytań na ktore każdy odpowie inaczej w zależności od tego w co sam wierzy? bo jesli ktos mysli ze runy to tylko symbole to powie ze nie ma znaczenia, a jesli mysli ze maja "energie" to powie ze ma. trochę tautologia 🙂
Polaryska ma racje i to dobrze że to mówi, bo często tak jest w ezoteryce że pytanie zakłada odpowiedź. ale mnie bardziej interesuje praktyczna strona tego co bronisława napisała na końcu, bo temat odczytu dla osoby z samonienawiścią to nie jest takie proste. robiłam kilka razy tarota dla takich osób i problem jest nie w kartach czy runach tylko w tym że taka osoba zawsze znajdzie potwierdzenie swoich najgorszych myśli w odczycie. nawet jak wychodzi coś pozytywnego.
no wiec wracajac do tego co Wrozanka napisala - jesli ktos sie głęboko boi siebie, to jak w ogóle podejsc do takiego odczytu? bo ja mialam kiedys sytuacje ze robilam odczyt znajomej i ta kobieta miala tak gleboka niechec do siebie ze dosłownie cofała reke jak probowałam jej podać runy. i to bylo fizyczne, nie metaforyczne. co wy robicie w takiej sytuacji?
właśnie o to mi chodziło kiedy to pisałam i dobrze że to rozwijasz. ja w takiej sytuacji zazwyczaj najpierw pytam czy ta osoba w ogóle chce wiedzieć co wyjdzie. bo to brzmi banalnie, ale naprawdę - są ludzie którzy siadają do odczytu, a podświadomie wolą żeby nic nie wyszło. i wtedy cokolwiek wyciągną, zinterpretują jako potwierdzenie że są beznadziejni. więc zanim zacznę, pytam wprost: co chcesz z tego odczytu wynieść? 😉
Wiecie co,dorzuce cos do watku o mechanizmie i o tym kto robi runy, bo widzę że ta rozmowa poszła w stronę odczytów dla osób z problemami z własną wartością, i to ciekawe połączenie. historycznie, odczyty run nie były przeznaczone dla każdego w każdej chwili. to nie był system "zapytaj kiedy chcesz". były sytuacje kiedy pytający musiał wykkazać gotowość do usłyszenia odpowiedzi. i to miało sens - runa Isa na kogoś kto juz jest zamarznięty wewnętrznie może go tylko bardziej przybić, jeśli nie ma kto wytłumaczyć kontekstu
O rany, leonek właśnie to mnie ciekawiło od początku, że to rozdzielenie na naukowca i duchownego jest nasze, współczesne. wtedy to była jedna osoba z jedną rolą. i moje pytanie może być źle postawione, bo zakłada podział który może nie istnieć. ale jednak coś mnie ciągnie żeby zapytać - co jeśli ktoś uczy się run z książek, rozumie karzdy znak, zna etymologię, ale nie ma żadnego doświadczenia mistycznego? czy runy które wycina będą "inne"?
Bronislawa postawiłaś to w końcu wprost i mi się ta forma pytania podoba bardziej. bo tak postawione - można na to odpowiedzieć. mam znajomego który jest językoznawcą, specjalizuje się w staroislandzkim, zna futhorc lepiej niż większość z nas, i zrobił sobie zestaw run z książki. i powiem wam - używa ich. i jego interpretacje są... precyzyjne. może nawet zbyt precyzyjne. ale nie ma w nich tego co ja bym nazwala odczuciowością. on widzi znak i cytuje znaczenie. ja widzę znak i czuję kierunek. nie wiem które jest lepsze
hej a ja mam inne pytanie do ogółu - wracając do tych run kupionych kontra własnoręcznych bo nie dostałem odpowiedzi na wszystko co chciałem wiedzieć 😀 jesli ktos kupił runy i przez rok z nimi pracuje, a potem siada do odczytu dla osoby która się boi siebie, to co ważniejsze - że te runy były kupioe przez obcego czy że ten ktos rok z nimi chodził i nimi oddychał?
ale wracajac do osób które sie nie lubia - czy ktoś kiedyś probował zrobic odczyt dla kogos takiego i ta osoba dosłownie odrzucała interpretacje? znaczy - cokolwiek powiesz, ona znajdzie sposob żeby to bylo przeciwko sobie? bo ja miałam tak ze klientce wyszla Sowilo, czyli słońce, siła, i ona powiedziała "no tak, słońce mnie parzy bo jestem do niczego". i co z taką interpretacja zrobić?
Sugilitka06 o matko, dokładnie to samo. mnie wyszla raz Gebo przy pytaniu o relację i zamiast pomyśleć o wymianie i darze, to od razu pomyślałam "pewnie daruję im siebie a nic nie dostanę". dopiero po jakimś czasie dotarło do mnie że sama zakrzywiałam każde znaczenie. więc nie wiem czy runy kłamią czy my je kształtujemy swoim lękiem 🙁
to jest kluczowe pytanie i chyba najważniejsze w tym wątku do tej pory. bo jeśli interpretacja zawsze przechodzi przez filtr osoby, to odczyt dla kogoś ze skrajną samonienawiścią jest z góry przekrzywiony. i nie chodzi o runy ani o to kto je robił. chodzi o to że sposób działa przez człowieka, a człowiek jest uszkodzony w tym momencie. i co wtedy?
właśnie tu wchodzi kwestia czy jako osoba robiąca odczyt masz obowiązek powiedzieć "nie zrobię ci tego teraz". bo ja miałam taką sytuację i odmówiłam. i ta kobieta była na mnie zła. ale naprawdę czułam że cokolwiek wyjdzie, ona to obróci na swoją niekorzyść. i wolałam poczekać aż będzie w lepszym miejscu
ale Wrozanka, kto ty jestes żeby decydować kiedy ktoś jest gotowy na odczyt? to trochę paternalistyczne. może ona miała prawo usłyszeć nawet przekrzywioną interpretację i samej wyciągnąć wnioski
nadrabiam ten wątek i strasznie mi sie podobna ta rozmowa, ale mam pytanie które mnie nurtuje od jakiegos czasu - czy jeśli osoba która sie "boi siebie" (tak to Bronislawa napisała) zrobi odczyt SAMA dla siebie, to jest lepiej czy gorzej niż gdyby ktoś inny zrobił? bo może wtedy przynajmniej filtr jest ten sam i nie ma rozdwojenia?
no dobra,ale zaraz, bo wchodzimy w obszar ktury juz jest psychologią a nie runiką. to czy ktoś zakrzywia interpretację to jest kwestia stanu psychicznego tej osoby, nie właściwości run. runy wyjdą tak samo niezależnie od tego co pytający czuje do siebie. co z tym dalej zrobi to już inna sprawa
ale mam wrazenie że Czarek i Krokusik mówią o dwóch różnych rzeczach i obie naraz mogą być prawdziwe. losowanie jako fizyczne zdarzenie - ok, można uznać że jest niezależne od stanu. ale intencja przed losowaniem, skupienie, to co "wpuszczamy" do pytania - to już nie jest mechaniczne. i tu wchodzi kwestia czy runa odpowiada na pytanie które zadaliśmy wprost czy na pytanie które naprawde mamy w środku
hej wracając do kwestii naukowca vs duchownego bo jakoś wątek poszedł mocno w strone psychologii odczytu - czy ktos ma doświadczenie z osobą ktura PODCHODZI do run czysto naukowo i naukowo interpretuje, tzn. trzyma sie źródeł, etymologii, historii - i jak ta osoba radzi sobie z kimś kto siedzi po drugiej stronie i sie siebie boi? oj tam bo wydaje mi sie że "naukowe" podejście morze być wręcz bardziej bezpieczne w takim przypadku, bo jest mniej miejsca na projekcję
