No ona właśnie sama poprosiła o te konkretne, bo podobały jej się wizualnie i chciała coś z historią. Powiedziała że woli coś co już gdzieś było niż coś nowe z pudełka. Trochę się martwiłam tym samym co Ildefons ale koleżanka jest zdecydowana.
Jeśli koleżanka sama wybrała z intencją, to to już jest pierwszy krok jej własnej relacji z tym zestawem. Wybór nie jest przypadkowy. Oczyszczenie przed przekazaniem i może małe wprowadzenie od Basieńki - co ona z nimi robiła, na co uważać - to chyba najlepsze co można zrobić w tej sytuacji.
Fraida, to co napisałaś o wyborze koleżanki jako pierwszym kroku jest piękne, serio. Ale mam pytanie - czy Basieńka powinna coś powiedzieć koleżance o tej konkretnej pracy z svadhisthaną? Tzn. czy to w ogóle ma znaczenie dla kogoś kto dopiero zaczyna, czy można to pominąć?
Dobra ale ja wróce do tego co pytałam wcześniej bo nie dostałam jasnej odpowiedzi - ten związek runów z czakrami to jest jakiś system, czy każdy po prostu robi co chce? Bo czytam ten wątek i trochę mi się miesza co jest metodą a co improwizacją Basieńki.
Hej, a wracajac do Basieńki i tej koleżanki - czy ktoś miał już doświadczenie z przekazywaniem runów komuś kto jest kompletnie zielony? Bo mnie zastanawia czy te runy nie będą dla niej za trudne na start bez żadnego wprowadzenia.
No właśnie to mnie też gryzie trochę. Koleżanka jest entuzjastyczna ale faktycznie nie zna podstaw. Myślę że mogłabym jej dać jakieś proste ćwiczenie na początek albo polecić coś do poczytania. Znacie jakieś dobre polskie źródło dla totalnego początku?
Dla zupełnego początku to Lisa Peschel ma przetłumaczoną książkę, dość przystępna. Albo nawet Edred Thorsson 'Futhark' jako pierwsze poważniejsze podejście. Ale szczerze, na sam start wystarczy że koleżanka po prostu siada z runami, losuje jedną dziennie i zapisuje co czuje. Teoria przyjdzie z czasem.
Przepraszam że wejdę z boku, ale mam takie podstawowe pytanie - jak ktoś losuje jedną runę dziennie to co właściwie z nią robi? Siedzi i patrzy? Medytuje? Nie bardzo rozumiem jak to wygląda w praktyce, bo nigdy nie próbowałem.
Ja robiłem coś takiego przez jakiś czas z kartami i to naprawdę daje efekty po dłuższym czasie. Człowiek zaczyna łapać połączenia, które wcześniej by go ominęły. Z runami pewnie podobnie działa, choć sam runami się nie zajmuję.
Arnold, nie pamiętam dokładnych stron ale mapowania pojawiają się u innych autorów którzy rozwijali jego prace. Anyway to nie jest mój główny punkt. Chodziło mi o to że jest więcej niż 'każdy robi co chce'. Czy Basieńka to czuła intuicyjnie czy miała jakiś konkretny powód żeby połączyć te runy z drugą czakrą?
I to jest uczciwa odpowiedź. Praca intuicyjna na podstawie tego co ktoś sam rozumie z różnych źródeł to nie jest gorszy rodzaj pracy. Ważne że było spójne wewnętrznie i że Basieńka wiedziała co robi i dlaczego. Nie każda praktyka musi mieć książkowe uzasadnienie.
Tyle że to jest ryzyko przy przekazywaniu komuś takiego zestawu. Koleżanka dostaje przedmiot z historią pracy której nie rozumie, od osoby która sama pracowała intuicyjnie na podstawie kilku źródeł. To nie jest zarzut wobec Basieńki, ale warto to nazwać wprost zamiast robić z tego coś bardzo mistycznego.
O matko, to brzmi jakby te runy były jakos skażone tą historią. Czy naprawdę aż tak głęboko wchodzi to co właściciel z nimi robił? Pytam serio, bo mam własny zestaw i teraz się zastanawiam czy moje emocje przy pracy z nimi zostają w runach na stałe.
Ok ale wracam do tego co napisała Przylaszczka bo to mnie uderzyło - nasycone a nie skażone. Rozumiem różnicę na poziomie słownym, ale w praktyce jak to odróżnić? Znaczy, czy jest jakiś sposób żeby sprawdzić czy dana runa 'niesie' coś co może mi przeszkadzać przy pracy z nią, czy to się po prostu czuje?
To uczucie przy trzymaniu runy to nie jest mit, naprawdę. Znam osoby które dostają bardzo konkretne wrażenia biorąc cudzą runę do ręki - raz ciepło, raz jakiś rodzaj ciężaru, raz po prostu nic. Problem jest taki że nie da się tego zobiektywizować i każdy interpretuje inaczej. Nie wiem czy to jest 'sprawdzanie nasycenia' czy po prostu nasz umysł robi skojarzenia. Ale to nie znaczy że należy to ignorować.
Hmm, to ciekawe ale troche podejrzane dla mnie. Jak trzymam klucze od domu to tez czuje metal i ksztalt, nie czuje cudzej energii. Skad wiadomo ze to co sie czuje przy runie to naprawde cos 'z niej' a nie po prostu efekt sugestii ze ktos wczesniej jej uzwal?
No i właśnie tu jest pies pogrzebany. Cały czas czytam że ktoś 'czuje' coś przy runiej, ale jak zaczynamy pytać jak to sprawdzić to okazuje sie że nie ma metody. Nie mówię że ktoś kłamie, ale bez jakiegoś sposobu weryfikacji to jest po prostu wiara a nie technika. I to ok, ale nazwijmy to po imieniu.
jak mnie zapytacie to ja w ogóle nie rozumiem po co tyle filozofii wokol tego - ktos dał runy, ktos bierze, jesli chce czyści, jesli nie chce to nie czyści i tyle? Basienka i ta kolejanka niech same zdecyduja co im pasuje, nie?
Właśnie, no. Nie chodzi mi o to czy istnieje jakiś kosmiczny obowiązek oczyszczania, tylko bardziej - czy z perspektywy kogoś kto będzie tym pracował to ma sens jako pierwszy krok. I chyba doszłam do wniosku że tak, głównie przez to co pisała Przylaszczka o tym resecie. Powiem koleżance żeby poczuła się z nimi przez chwilę najpierw, a potem zdecydowała.
To mądre podejście. Przy pracy z drugą czakrą szczególnie, bo svadhisthana to sfera bardzo osobista - emocje, kreatywność, relacje, przepływ. Jeśli Basieńka pracowała tam przez dłuższy czas, te runy mogły 'wejść' w ten rejestr. Nie straszę, ale nowa osoba może to odbierać intensywniej niż by się spodziewała przy 'neutralnych' runach.
hej, a ja mam inne pytanie - bo cały czas mówicie o oczyszczaniu ale nikt nie powiedział konkretnie co to znaczy 'oczyszczanie run'. Sól, dym, woda, księżyc? Bo słyszałem różne rzeczy i nie wiem co faktycznie działa a co to tylko rytuał dla samopoczucia.
Dobre pytanie i uczciwe. Najczęściej stosowane metody to: wystawienie na światło księżyca (pełnia szczególnie), zakopanie w ziemi na krótko jeśli runy są drewniane lub kamienne (metal niekoniecznie), dym z szałwii albo jałowca, trzymanie w soli przez noc. Każda z tych metod ma uzasadnienie w różnych tradycjach. Która 'działa' - nie powiem ci, bo to zależy co rozumiesz przez działanie. Które zmieniają stan skupienia pracującego? Wszystkie, pod warunkiem że robisz to z intencją.
Wydaje mi sie ze to troche jak z medytacja. Nikt na poczatku nie medytuje w pustym pokoju w ciszy, najpierw potrzebujesz swieczki, muzyki, poduszki, rytualu. Potem z czasem wszystko to odpada bo juz wiesz jak sie skupic bez tych rzeczy. Moze z runami podobnie.
O tak, to dobre porównanie Bogdan. I to właśnie dlatego moim zdaniem fizyczne oczyszczanie ma sens dla Basieńki i koleżanki nawet jeśli 'obiektywnie' nie różni się od czystego zamierzenia. Rytuał robi różnicę w głowie i to jest efekt realny, nie imaginowany.
Wracając do meritum - Basieńka pracowała konkretnie z obszarem drugiej czakry, energetycznie rzecz biorąc. To jest ośrodek który u wielu osób wiąże się z dużo naładowanymi treściami. Niezależnie od tego czy wierzymy w energetyczne nasycenie przedmiotów, warto żeby koleżanka wiedziała z jakiego kontekstu te runy przyszły. Sama informacja może jej pomóc interpretować własne doświadczenia na początku pracy z nimi.
Tak, już podjęłam decyzję że jej powiem wszystko. Wydaje mi się że to po prostu uczciwe. Opowiem jej czym pracowałam, jakie runy były używane szczególnie intensywnie, i zaproponuję żeby sama zdecydowała czy chce je najpierw wyczyścić czy od razu zacząć. To jej wybór ostatecznie.
To co napisała Basieńka na końcu brzmi dla mnie super sensownie, ta szczerosc wobec kolezanki to naprawde dobry pomysl. Ale mam pytanie do Liliany - napisałaś że svadhisthana to sfera bardzo osobista i ze runy mogly 'wejsc' w ten rejestr. Co to znaczy w praktyce? Czy chodzi o to ze one dosłownie przechowuja jakies emocje, czy bardziej ze sa naladowane intencja? Bo to jest dla mnie roznica
