Hej, chciałam zapytać o coś dość osobistego, mam nadzieję że nikt nie będzie się śmiał. Od jakiegoś czasu zmagam się z przyjęciem własnej orientacji i koleżanka powiedziała mi żebym spróbowała popracować z runami, bo podobno mogą pomóc w samoakceptacji i zrozumieniu siebie. Nie wiem za bardzo od czego zacząć. Czy ktoś ma jakieś doświadczenia z tym tematem? Jakie runy w ogóle dotyczą tożsamości, wewnętrznej drogi? Szukam czegoś co faktycznie pomogłoby mi wewnętrznie, nie na zasadzie wróżenia co będzie tylko bardziej żeby zrozumieć siebie.
To jest bardzo odważne że o tym piszesz. Runy absolutnie mogą tu pomóc, choć raczej nie w sposób magiczny z góry na dół, tylko jako zwierciadło. Ja bym zaczęła od Perthy i Sowulo. Perta to runa tajemnic i tego co ukryte, często też czegoś co czeka na odkrycie w sobie. Sowulo to słońce, jasność, taka energia ujawniania prawdy o sobie. Niektórzy też pracują z Dagaz jako runą przełomu i transformacji. Ale szczerze powiedziawszy, to nie jest tak że przyłożysz runę i nagle wszystko stanie się jasne. To wymaga czasu i pewnie medytacji z nimi.
Hmm, nie chce być nieprzyjemny, ale mam pytanie które mnie nurtuje. Skąd w ogóle mamy pewność ze runy działają na coś tak... wewnętrznego jak orientacja czy tożsamość? Bo rozumiem wróżenie, rozumiem symbolikę, ale tu mówimy o psychologii w zasadzie. Jaromir albo ktoś bardziej ogarnięty niż ja - czy sa jakieś tradycyjne zastosowania run w tym kierunku, czy to jest czysto wspołczesna interpretacja?
Ooo nie wiedziałam że ten Blum tak dużo zmienił w tym jak się postrzega runy! To ciekawe. Ale wracając do tematu autorki - myślę że nawet jeśli to nie jest czysta tradycja to może działać, bo chodzi o intencję i pracę z symbolem. Sama kiedyś ciągnęłam runy w momencie kiedy byłam zagubiona emocjonalnie i Kenaz mi wyszła, i jakoś to trafiło w punkt. Ta runa to takie wewnętrzne światło, wiedza o sobie. Może warto od niej zacząć?
Poczekajcie, bo to trochę się miesza. Kenaz OK, ale trzeba uważać na pochopne interpretacje. Runy nie 'dają odpowiedzi' o orientacji, one nie są testem ani wyrocznią w stylu tak/nie. Jeśli ktoś szuka akceptacji siebie, to runa może pomóc skupić myśli, nadać jakiś symboliczny język temu co czuje, ale nie zastąpi realnej pracy ze sobą. Nie chciałabym żeby ktoś wyciągnął runę i na jej podstawie zdecydował coś o swoim życiu. To nie tak to działa, przynajmniej nie powinno.
Tak, to ma ogromny sens. Właśnie o to chodzi w pracy z runami głębiej niż tylko wróżenie. Jeśli wylosujemy runę z intencją i potem przez kilka dni nosimy jej obraz w myślach, patrzymy co to w nas budzi, to jest to forma aktywnej medytacji. W twoim przypadku może warto nie losować na oślep, tylko świadomie wybrać runę z którą chcesz popracować. Ja powiedziałabym że Sowulo albo Dagaz są idealne na to o czym mówisz.
Mogą iść i do psychologa i z runami pracować jednocześnie, to się nie wyklucza. Wielu ludzi potrzebuje jakiegoś rytuału, czegoś namacalnego, co wyciąga emocje na powierzchnię. Symbol działa na inną warstwę niż rozmowa terapeutyczna. Ale żeby nie było, zgadzam się że w poważnych sprawach jedno i drugie naraz jest lepsze niż samo wróżenie.
A da się to w ogóle zrobić szybko? Znaczy czy jest jakiś konkretny rytuał z runami na to żeby przepracować taki wewnętrzny opór? Pytam bo czytałem gdzieś o bindrunach, że można złączyć kilka run w jedną i to ma silniejszy efekt. Czy coś takiego miałoby sens tutaj?
Sama mam runy od niedawna i właśnie to co pisze Wieszczbita.pl bardzo mi trafia. Siedziałam kiedyś z Isa przez kilka dni i to było dziwne doświadczenie, taka cisza wewnętrzna, zatrzymanie. Może dla autorki to nie jest ta runa, Isa raczej zatrzymuje niż otwiera, ale te długie sesje z jedną runą naprawdę coś dają. Nie wiem czy to magia czy autosugestia, ale efekt jest.
Saturnela, właśnie, i tu jest moje pytanie do całej tej dyskusji: czy my rozmawiamy o magii czy o psychologii przez symbol? Bo to są dwa różne podejścia i warto wiedzieć w co się wierzy, żeby wiedzieć czego oczekiwać. Jeśli to magia, to działa niezależnie od tego czy wierzysz. Jeśli to symbolika jungowska, to działa bo sam sobie coś uruchamiasz. Autorka, jak ty to widzisz u siebie?
Szczerze nie wiem jak to widzę i chyba to też jest część problemu, he he. Nie jestem pewna czy wierzę w magię w sensie dosłownym, ale czuję że symbole na mnie działają. Jak patrzę na pewne obrazy, czytam pewne rzeczy, coś we mnie drga. Może to właśnie jest to o czym mówisz, ta psychologiczna warstwa. Nie oczekuję cudu, tylko narzędzia do myślenia. Ojej, chyba za dużo filozofuję.
Nie filozofujesz za dużo, to jest ważne żeby wiedzieć po co się coś robi! A wracając do konkretów, ktoś wspomniał Perthę, Sowulo, Kenaz, Dagaz. Czy można by jakoś ułożyć z tych run taką małą sekwencję do pracy, nie bindruna, tylko po prostu jedna po drugiej przez kolejne tygodnie? Czy to ma sens czy lepiej losować i reagować na to co wychodzi?
Oj, to zależy od podejścia. Ja np. prowadzę notatki od dwóch lat i mam wrażenie że u mnie lepiej działa losowanie, bo wtedy runa mnie zaskakuje i muszę się z nią skonfrontować. Jak sama wybieram to zawsze biorę te co lubię albo co znam i nie ma tego efektu zaskoczenia. Ale słyszałam o ludziach którzy właśnie świadomie dobierają runy do konkretnego tematu i też im wychodzi. Myślę że nie ma jednej odpowiedzi.
Mam wrażenie że ta rozmowa trochę zakłada że runy mają jakąś moc przypisaną do tożsamości seksualnej, a to nie jest takie oczywiste. Jakakolwiek runa może pomóc w samoakceptacji jeśli pracujesz nią w tym kontekście, bo nadajesz jej intencję. To nie jest tak ze Sowulo jest 'runą gejów' albo cokolwiek. Może to głupie co mówię, ale wolę to powiedzieć wprost.
OK, w sumie ta dyskusja jest calkiem interesująca. Ale mam jeszcze jedno pytanie bo mi nie daje spokoju: skoro kontekst nadajemy sami i runa jest w zasadzie lustrem naszych myśli, to po co w ogóle runa? Nie można po prostu pomedytować bez kamyków? Co konkretnie dodaje ten fizyczny przedmiot z wyrytym znakiem?
No to odpowiem Erazmowi na to pytanie o medytację bez kamyków, bo to faktycznie dobre pytanie. Chodzi o to, że większość ludzi nie potrafi "po prostu pomedytować". Jak siadasz bez punktu skupienia to umysł błądzi, myśli się kłębią i nic z tego nie wynika. Runa daje konkretny obiekt, coś co możesz wziąć do ręki, popatrzeć na kształt, pomyśleć o znaczeniu. To jest kotwica. Tak samo jak mantra, świeczka, czy cokolwiek innego. Nie w kamniku jest magia, tylko w tym że ten kamyk ci organizuje uwagę.
Słuchajcie ale wracam do tego co pisała Diablica bo trochę się tu zagubiliśmy w filozofowaniu. Autorka pyta o konkretną pomoc z akceptacją siebie. Ktoś mógłby powiedzieć jakoś bardziej praktycznie co konkretnie ROBIĆ? Bo ta dyskusja jest ciekawa ale troche odleciała od tematu
tez tak mysle ze troche odpłynęliśmy. mam pytanie do autoprki bo mnie to ciekawi, powiedziałas że czujesz ze symbole na ciebie dzialaja. to jak to doswiadczasz? czy to jest jakies fizyczne czucie czy raczej emocjonalne? pytam bo sama zastanawiałam sie kiedys nad medytacja z kartami tarota w podobnym celu i nie wiedzialam od czego zaczac
Wcale nie głupio. To jest właśnie ten moment kiedy symbol przestaje być znakiem a zaczyna być czymś żywym dla twojej psychiki. I tu odpowiem trochę Erazmowi, bo Dagaz narysowana na kartce zadziałała inaczej niż przypadkowy kształt właśnie dlatego, że Diablica już gdzieś spotkała ten symbol z kontekstem, z opowieścią, z tradycją za nim. Symbol który ma za sobą setki lat znaczeń niesie coś innego niż losowy obrazek.
No ale Hortensja, to jest argument za tym żeby po prostu więcej czytać o symbolach, nie za tym żeby kupować runy 🙂 Znaczenie bierze się z wiedzy którą wnosisz, nie z kamyka. Co do Erazma, to odpowiem tak, zupełnie można by pracować z dowolnym symbolem jeśli nadasz mu znaczenie. Ale runy mają gotowe znaczenia opisane, to skraca drogę.
Erazm, ale to nie tak. Runy nie mają przypisanego znaczenia 'orientacja seksualna' i nikt tego nie twierdzi. Mają przypisane takie wartości jak ujawnienie, transformacja, akceptacja, wewnętrzna siła, przejście przez próg. Te wartości pasują do MNÓSTWA ludzkich doświadczeń, nie tylko do jednego. To elastyczne soczewki, nie gotowe etykietki.
właśnie, Morion.ka to ładnie ujęła. Ja to widzę tak, jak szukasz w tarocie karty 'co mam robić ze swoją karierą' to nie masz karty 'zmień pracę na lepszą'. Masz karty z wartościami - odwaga, zmiana, stagnacja, nowe początki - i to je przekładasz na swoją sytuację. Z runami dokładnie to samo. Znaczenie jest takie jak je widzisz przez pryzmat swojej sytuacji.
czytam ten wątek od początku i jestem pod wrażeniem jak głęboka rozmowa. Mam pytanie z boku trochę, nie wiem czy ktoś już o tym pisał, ale czy pracując z runami w tak osobistym kontekście warto prowadzić dziennik? Pytam bo w tarocie to jest w zasadzie podstawa, zapisujesz co wylosowałaś i co poczułaś, i po czasie widzisz wzorce. Dla kogoś takiego jak autorka, kto szuka przede wszystkim refleksji, to mogłoby być bardzo wartościowe.
Oo, to z tym czego chcemy vs co dostajemy to naprawdę mądre, Petronelka. Mnie się raz zdarzyło że siedziałam i tak bardzo chciałam wylosować coś kojącego, a wylosowałam Thurisaz i prawie ją odłożyłam z powrotem he he. a potem siedziałam z nią dwa dni i okazało się że tam było cos ważnego, jakis opór który musiałam zobaczyć. Nie wiem czy autoerce akurat Thurisaz się przyda, ale ten mechanizm jest prawdziwy.
Saturnela, to co opisujesz jest dokładnie tym czego sie troche boję i jednocześnie czego szukam, jeśli to ma sens. Boje się że wylosuję coś co mi powie 'nie' i jednocześnie wiem że to 'nie' może być właśnie to czego potrzebuję zobaczyć. Ten paradoks mnie zatrzymuje.
Diablica, to co napisałaś to jest właśnie klucz do całej tej pracy. Runa nie mówi 'tak' ani 'nie' w sprawach tożsamości, bo ona nie jest sędzią. Jak wylosujesz Thurisaz to ona nie mówi 'to zle', ona pyta 'co tu stoi na drodze, co jest tym murem który widzisz'. Każda runa która wzbudza opór jest warta uwagi, nie dlatego że jest zła, tylko dlatego że coś w tobie rejestruje. A co do dziennika, to co mówi Petronelka jest metodycznie bardzo rozsadne.
Prokop, mozna, ale wtedy to jest wróżba a nie praca z symbolem. Dwie różne rzeczy. Jak wylosujesz pięć razy to szukasz odpowiedzi. Jak siedzisz z jedną kilka dni to dajesz jej czas żeby coś w tobie drażniła, budziła, wracała w myślach. Dla autorki, która szuka refleksji a nie przepowiedni, to drugie ma sens. Dla kogoś kto chce wiedzieć czy kupić auto, to pierwsze.
