Mam takie pytanie, bo ostatnio dużo myśle o trudnej rozmowie którą muszę przeprowadzić z ojcem o sprawach finansowych. Ktoś mi wspomniał że runy mogą pomóc się przygotować, nie tyle przewidzieć co się stanie, ale jakoś ustawić myśli przed taką rozmową. Czy to ma sens? Bo ja rozumiem runy jako wróżenie, ale żeby pomagały w komunikacji to nie do końca rozumiem jak.
To całkiem ciekawe zastosowanie i faktycznie runy mogą w tym pomóc, choć nie w taki sposób jak sobie pewnie wyobrażasz. Nie chodzi o to, żeby przepowiedzieć jak ojciec zareaguje, ale o to, żeby przed rozmową wyciągnąć jedną runę i zadać sobie pytanie, czego mi w tej sytuacji brakuje. Ansuz np. mówi o komunikacji, o tym czy mówisz jasno i słuchasz. Jeśli ją wyciągniesz, to może być sygnał, żebyś skupił się na spokojnym słuchaniu, a nie tylko na tym co chcesz powiedzieć.
Ja to właśnie tak robię przed każdą trudniejszą sytuacją, wyciągam jedną runę rano i traktuję ją jak wskazówkę na dzień. Nie zawsze to działa tak jak bym chciała, ale przynajmniej człowiek jakoś wychodzi z trybu autopilota i zaczyna myśleć.
Ale hej, to nie jest trochę naciągane? Bo można wyciągnąć dowolną runę i potem dopasować jej znaczenie do sytuacji. Jak wyciągniesz Tiwaz to powiesz 'a, sprawiedliwość i walka, to znaczy że mam rację w tym sporze', a jak Isa to 'blokada, muszę poczekać'. Zawsze się coś znajdzie.
A jak konkretnie powinienem zadać to pytnie przed ciagnięciem runy? Bo ja nigdy nie robiłem tego z runamni, tylko trochę z kartami i tam jakoś intuicyjnie szło, ale runa to jeden znak i nie wiem od czego zacząć.
Mówiąc szczerze, ja bym zaczęła od tego, żeby najpierw w ogóle poznać podstawowe runy zanim zaczniesz z nimi pracować przed ważną rozmową. Bo jak nie wiesz co znaczy np. Hagalaz albo Nauthiz, to po ciągnieciu siedzisz z kartką i szukasz w google i to już trochę rozbija ten skupiony stan przed rozmową, o który chodzi.
Ja notuję sobie przy każdej ciągniętej runie co czułam, jakie pierwsze skojarzenie miałam, i dopiero potem sprawdzam znaczenie. Ciekawe jest to, że moje pierwsze skojarzenie często jest bliższe temu co mi się potem dzieje niż oficjalne znaczenie. Czy ktoś jeszcze tak robi?
Jak pięknie to ujęłaś Paulinka, naprawdę dziękuję za ten wątek bo ja też stoje przed trudną rozmową i w ogóle nie wiedziałam że runy mogą w tym pomóc. Zawsze myślałam że to tylko do przepowiadania przyszłości. To zmienia postać rzeczy. A czy jest jakaś konkretna runa, która pomaga w komunikacji albo w rozwiązywaniu konfliktów?
Ansuz jest najczęściej kojarzona z komunikacją, słowem, przekazem. Ale ja bym nie szukała 'runy od konfliktów' jak pigułki. Bardziej chodzi o to, żeby ciągnąć runę z pytaniem o siebie, nie o sytuację. Różnica jest duża.
Ja dodam że Thurisaz też bywa pomocna przed trudną rozmową, bo to runa siły i przełamywania oporu. Jak ją wyciągniesz to znaczy że masz w sobie dość energii żeby przez tę rozmowę przejść, nawet jeśli będzie ciężko. Można ją też nosić przy sobie zapisaną na kartce jako taki magiczny wzmacniacz.
Tutaj muszę się wtrącić bo to nie jest takie proste jak 'nastawiasz się pozytywnie i zadziała pozytywnie'. Runy mają swoją naturę i Thurisaz jest jedną z bardziej nieprzewidywalnych w Futhark. Nie dlatego, że jest 'zła', ale że jej energia jest bardzo dynamiczna i przed rozmową wymagającą spokoju i słuchania naprawdę bym jej nie polecała jako talizmanu. To nie jest kwestia nastawienia.
O kurcze, to teraz nie wiem już co myśleć. Czyli runy nie są po prostu symbolami do wyciagania, ale mają jakąś własną energie którą można poczuć? Jak to działa, bo dla mnie to brzmi troche jak z duchami.
Ja jestem tutaj bardziej sceptyczna i szczerze to myślę, że cała 'energia runy' jest w głowie ciągniącego. Ale z ciekawości pytam, bo widzę że to ma sens praktycznie jako forma skupienia przed rozmową. Coś jak rytuał, który zmusza do zatrzymania się i przemyślenia sytuacji. Czy o to Wam chodzi?
Właśnie to zdanie Sennarii mnie przekonało bardziej niż wszystko inne w tym wątku. Mam znajomą która zawsze przed ważną rozmową siedzi ze swoimi runami ze dwadzieścia minut i mówi że to jej pomaga się uspokoić. Nie wiem czy wierzy w ich 'energię', ale widać że rozmowy jej wychodzą lepiej.
Dobra, to ja to podsumuje bo troche sie zgubilem w tej dyskusji. Mamy wiec dwa obozy: jedni mowia ze runy maja własną energie, drudzy ze to wszystko jest w glowie ciagnacego. A ja sie pytam praktycznie: czy to w ogóle ma znaczenie przed trudną rozmową, z której z tych perspektyw patrzysz? Czy efekt jest taki sam?
Właśnie o to chodzi, Hipolit, i myślę że sam odpowiedziałeś na własne pytanie. Efekt może być podobny niezależnie od przekonań. Ale jest jedna różnica, o której warto pomyśleć, mianowicie jeśli traktujesz runę jako zwierciadło własnych myśli, to interpretujesz ją inaczej niż gdy zakładasz, że to coś zewnętrznego ci coś 'mówi'. W tym drugim przypadku jest większe ryzyko, że zaczniesz szukać przepowiedni zamiast refleksji.
Ja mam na to swój sposób: jak ciągne runę i pierwsza myśl jest 'o, to dobry znak' albo 'o, to zły znak', to od razu wiem że wpadłam w pułapkę. Runa przed trudną rozmową nie powinna być wyrocznia typu dobra czy zła, tylko pytanie do siebie. Co konkretnie ta runa mówi mi o tym co wnoszę do tej sytuacji?
Ale jak ktoś jest początkujący jak ja, to po prostu nie ma jeszcze tego wyczucia żeby tak analizować własną interpretację. Mnie się zdarza że ciągne runę, patrzę na nią i kompletnie nie wiem co z tym zrobić bo mam kilka skojarzeń naraz i żadne nie jest oczywiste.
Słucham tej dyskusji i mam pytanie trochę z boku. Wszyscy mówią o ciąganiu jednej runy, ale czy nie można wyciągnąć kilku? Widziałam gdzieś układy runiczne jak tarot, ale nie wiem czy to ma sens przed konkretną rozmową czy to za dużo informacji na raz.
Mam pytanie do Lonii albo do kogokolwiek kto to wie, bo jestem tu bardziej z ciekawości niż z przekonania. Jak w ogóle wygląda to ciągnięcie runy w praktyce? Trzymacie je w woreczku i wyjmujecie losowo z zamkniętymi oczami? Bo nigdy nie widziałam jak ktoś to robi i mam zupełnie brak wyobraźni w tym temacie.
A czy materiał z którego są zrobione runy ma znaczenie? Gdzieś czytałam że drewniane są 'żywsze' od kamiennych ale nie wiem czy to prawda czy mit.
Dobra, to ja mam pytanie praktyczne bo ta dyskusja jest naprawde swietna ale chce sie upewnic czy dobrze rozumiem. Czyli mam: wybrać konkretne pytanie o siebie nie o sytuacje, wyciagnac jedną rune, zapisac pierwsze skojarzenie zanim sprawdze znaczenie, i potem to przemyslec. Czy coś jeszcze powinienem zrobić czy to wystarcza?
Powiem Hipolit że masz to dobrze podsumowane, ale brakuje jednej rzeczy, i to nie jest drobnostka. Czas. Nie rób tego w pośpiechu, pięć minut przed rozmową, bo wtedy i tak jesteś już w trybie stresu i nawet najlepsza runa ci nie pomoże. Ja bym powiedziała, minimum kilka godzin wcześniej, a najlepiej dzień wcześniej wieczorem.
Dobra ale mam pytanie które mnie trochę dręczy od początku tego wątku. Załóżmy że ciągne runę, fajnie, przemyślę ją, przyjdę na tę trudną rozmowę spokojniejszy. Ale czy to nie jest przypadkiem tylko efekt placebo? Nie mówię tego złośliwie, naprawdę pytam, bo jeśli tak to dlaczego nie wystarczyłoby po prostu posiedzieć w ciszy i pomyśleć?
Dobra, Lonia, ale powiedz mi jedno. Mówisz że runa daje punkt zaczepu, a siedzenie w ciszy nie. Ale jeśli ten punkt zaczepu jest przypadkowy, bo wyciągnąłem losowy kamień z woreczka, to czy naprawdę różni się to od tego, że na przykład patrzę na przypadkowy wzór na ścianie i próbuję znaleźć w nim sens? Szczerze, bo to nie jest złośliwe, naprawdę próbuję to zrozumieć.
Czytam tę dyskusję o placebo i mam pewne refleksje. Szczerze mowiac to nie obchodzi mnie czy to placebo czy nie, jeśli naprawde mi pomoże przejsc przez trudną rozmowę spokojniej. Ale mam inne pytanie, bo trochę zgubiłem wątek. Mówiłyscie o czasie, żeby robić to z wyprzedzeniem. Ale co jeśli nie mam dnia, że rozmowa jest np. za dwie godziny? Czy to w ogole ma sens żeby ciągnać runę?
Ja też tak mam z tym nadmiernym myśleniem przed trudnymi sytuacjami i właśnie przez to runy mnie do siebie przyciągnęły, bo szukałam czegoś co przerwie tę pętle. Ale powiem szczerze, że nie zawsze działa. Czasem ciągnę runę, patrzę na nią, i zamiast się zatrzymać zaczynam analizować znaczenie i wpadam w jeszcze głębszą spiralę. Czy ktoś miał tak samo?
