A gdybyś wtedy ciągnęła Fehu albo Sowulo, to jak myślisz, co byś z tym zrobiła? Pytam serio, bo ciekawi mnie czy to był problem samej Isy, czy interpretowałabyś każdą runę podobnie w tamtym stanie.
To jest bardzo ważne co właśnie powiedziałaś. I odpowiada na pytanie z tytułu wątku lepiej niż cokolwiek co tu padło. Runy nie zawodzą. Zawodzi filtr przez który je przepuszczamy. A w pewnych stanach ten filtr jest tak szczelny, że nie przepuszcza nic innego.
Dobra, ale jak to ma pomagać? Dowiaduję się, że jestem w złym stanie? To i tak wiem bez rун.
Nie rozumiałam wcześniej po co w ogóle ciągać jak się jest źle, ale teraz widzę że chyba myliłam to z wróżbiarstwem. Jakby runy miały mi powiedzieć co się stanie. A tu chodzi o coś innego?
To co mówi Faddi jest OK w teorii, ale jak ktoś jest w środku kryzysu, to nie ma głowy żeby decydować, które podejście teraz zastosuję. Chce żeby coś pomogło. I to jest chyba sedno pytania Honoraty od początku.
I może dlatego zamiast pytać 'co mi powiedzą runy', warto w takim momencie zapytać 'czego potrzebuję teraz'. To jest inne pytanie i daje inne otwarcie. Runa wyciągnięta pod to pytanie ma inny kontekst niż runa wyciągnięta pod 'co będzie z moim życiem'.
A jak się układa takie pytanie, to jedno ciągniecie? Czy coś więcej? Bo czytam i nie wiem czy to ma być jedna runa, trzy, jakiś układ.
Jedna runa brzmi tak prosto, że aż podejrzanie. Czy to nie za mało żeby coś z niej wyciągnąć?
No ale jak ktoś jest naprawdę na dnie, to siedzenie z jedną runą przez tydzień brzmi jak tortura. Jak wysiedzisz przy czymkolwiek kiedy masz chaos w głowie?
To brzmi bardziej jak jakiś talizman niż praca z runami. Co to ma wspólnego z odczytem?
Mnie się przydarzyło coś takiego, że zaczęłam traktować runy jak talizman właśnie wtedy kiedy przestałam mieć siłę na odczyty. Nosiłam jedną w kieszeni i to było wszystko. I nie wiem czy to było 'prawidłowe', ale jakoś mi to pomagało, że miałam coś w dłoni kiedy było najgorzej.
I to jest właśnie coś co chciałam powiedzieć od jakiegoś czasu. Czasem praktyka się zmienia kiedy jesteśmy w dołku i to jest normalne. Ale co jeśli ta uproszczona forma zostaje na stałe? Że po kryzysie nie wracamy do głębszej pracy, bo ta prosta była wygodna?
To jest szersze pytanie o to, czy praktyka ezoteryczna ma być postępem czy towarzyszeniem sobie. I myślę, że w kontekście tego wątku to jest sedno. Runy w kryzysie nie muszą dawać wglądu. Mogą być obecnością. I to jest pełnoprawna funkcja, nawet jeśli nie jest efektowna.
Ale jak odróżnić tę 'obecność' od tego, że po prostu wpadłam w pewien nawyk i niczego nie przepracowuję? Bo mogę nosić runę w kieszeni i za rok nadal być w tym samym miejscu co teraz.
Ale skąd wiemy kiedy to jest jeszcze kontakt a kiedy już tylko nawyk? Czy jest jakiś sygnał, że czas wyjść z trybu przetrwania i zacząć pracować inaczej? Pytam serio, bo nie mam tu dobrej odpowiedzi.
To jest coś, o czym nie myślałem. Że powrót ciekawości jest sygnałem. Jak to u was wygląda praktycznie? Przychodzi nagle czy stopniowo?
U mnie stopniowo. I bardzo nieoczekiwanie. Nie planowałam żadnego powrotu, po prostu w którymś momencie trzymałam runę i pomyślałam: a co właściwie ta runa mówi o wodzie? I tyle. Jedno skojarzenie, jedna ścieżka. Taka iskra. Ale to był długi czas zanim coś takiego w ogóle się pojawiło.
To co Honorata pisze sprawia, że inaczej rozumiem to całe pytanie z tytułu. Runy nie zawodzą, ale my możemy nie być gotowi żeby z nimi pracować. I to jest różnica, którą chyba trzeba zaakceptować, a nie walczyć z nią.
To co Simma opisuje brzmi sensownie, ale mam pytanie do praktyki: czy jeśli wyciągnę runę na 'czego potrzebuję' i nic mi ona nie mówi, to znaczy że jestem za bardzo w dole żeby to działało? Czy to jest właśnie ten moment kiedy powinna być tylko obecnością a nie odczytem?
No ale to co Ballen mówi otwiera inny problem, prawda? Jeśli nie odróżniamy co jest runą a co jest naszym stanem, to jak potem weryfikujemy czy odczyt miał sens? Czy w ogóle możemy to weryfikować jak jesteśmy w środku kryzysu?
Ale to brzmi jak technika uważności, a nie praca z runami. Czy to nie jest trochę naciągane, że trzymanie czegokolwiek w dłoni i skupianie się na doznaniach fizycznych to jest 'praca z runą'?
I tu dochodzimy do czegoś, o czym rzadko się mówi wprost w tych rozmowach. Kryzys psychiczny to jest inny stan ciała. Nie tylko emocji. I dlatego praca przez ciało może być pierwsza, zanim w ogóle dojdziemy do znaczeń. To nie jest obejście runicznych treści, to jest inny punkt wejścia.
Właśnie coś takiego czułam intuicyjnie kiedy nosiłam tę runę w kieszeni i w ogóle nie analizowałam. Że to był kontakt przez ciało zanim zdążyłam cokolwiek pomyśleć. Ale to co Shangie pisze to jest ładniejsze sformułowanie dla czegoś co sama robiłam bez nazywania tego.
Przeczytałam cały wątek i mam pytanie może naiwne, ale czy te runę którą się nosi albo trzyma, powinno się świadomie wybrać, czy wyciągnąć losowo? Bo widzę tu dwie różne filozofie i nie wiem która ma sens w kryzysie.
To mnie zastanawia, czy w takim razie jest jakaś runa której szczególnie nie powinno się losować kiedy jest się w złym miejscu? Nie wiem, jakiś znak który jest trudniejszy do udźwignięcia kiedy nie ma się zasobów? Albo odwrotnie, jakiś szczególnie pomocny?
