To co opisuje Sybilla z ascendentem jest bardzo podobne do tego, co ja czuję przy afirmacjach, kiedy jedna z nich po prostu ląduje inaczej niż pozostałe. Nie wiem, czy to ten sam mechanizm, ale to rozpoznanie przed rozumieniem chyba jest czymś szerszym niż tylko runy.
A ja chcę wrócić do tego, co Mieszko pisał o noszeniu runy przy sobie. Bo przy tarocie ja nigdy nie nosiłam kart ze sobą fizycznie, bo to trochę bez sensu. Ale może z runami to działa inaczej, bo są małe? Czy to nie jest jednak tylko efekt placebo?
Wchodzę do dyskusji, bo ten wątek o fizycznym kontakcie jest w sumie ważny. Przy kartach też pracuję z fizycznym dotykiem i jest różnica między kartą, którą trzymam w dłoni, a tą, którą oglądam na ekranie. Nie wiem jak to nazwać, ale ręka wychwytuje coś, co wzrok pomija. Przy runach drewnianych albo kamiennych pewnie jest podobnie, i nie sądzę, żeby to był czysty placebo.
Przy runach to u mnie wyglądało inaczej niż przy kartach, bo runy są trójwymiarowe, mają ciężar. Brałem je w garść i czułem, że jedna 'nie chce' zostać, wysuwała się. Nie wiem, czy to podświadomość, czy zwykła fizyka, ale powtarzało się na tyle często, że zacząłem to traktować poważnie.
Czekajcie, 'nie chce zostać'? To brzmi jak coś, co można sobie bardzo łatwo wmówić. Jak odróżnić, że runa 'nie chce', od tego, że po prostu jest inaczej wygładzona albo ma inny kształt?
Mam pytanie może trochę z boku, ale się zastanawiam, czy to rozpoznanie przez ciało, o którym mówicie, działa też przy ciągnieniu run bez patrzenia? Bo widziałam gdzieś metodę, gdzie wkłada się rękę do woreczka. Czy to zmienia coś w tym, co opisujecie?
Testowanie powtarzalności to chyba martwy punkt dla całej ezoteryki, nie tylko run. Bo jeśli stan emocjonalny za każdym razem jest inny, to wyniki będą różne i trudno powiedzieć, czy to niespójność systemu, czy po prostu odpowiedź na inną sytuację.
To jest dla mnie naprawdę pomocne rozróżnienie, że pytania do siebie nie muszą być falsyfikowalne. Bo miałam z tym problem i teraz rozumiem to zupełnie inaczej. Dziękuję, że tak to ujęłaś...znaczy ująłeś, przepraszam.
Wracając do tego, co Mieszko pisał o runach jako pytaniach, a nie odpowiedziach. Przy afirmacjach jest podobnie, ale tam pytanie zadajesz świadomie. A runa pyta cię o coś, zanim wiesz, co chciałeś zapytać. To jest ta podświadomościowa warstwa, o której jest ten temat, prawda?
Mam takie same doświadczenie z moim wisiorkiem Algiz, o którym pisałam wcześniej. Rano zakładam go i nic. A wieczorem patrzę i nagle wiem, dlaczego go dziś założyłam. Czy to jest to, co mieliście na myśli z tą podświadomą gramatyką?
...może podświadomość komunikuje się przez ciało zanim zdążymy przetworzyć to głową. Zastanawia mnie jedno, czy wy też macie tak, że dopiero po powrocie do runy coś 'klika'? Bo u mnie to nigdy nie jest od razu.
Ale tu się pojawia kolejny problem, prawda? Bo jeśli kryterium autentyczności jest 'nieprzyjemność', to można nieświadomie szukać nieprzyjemnych interpretacji, żeby poczuć, że to 'działa naprawdę'. Też brzmi jak koło.
Mam inne pytanie do tej podświadomościowej warstwy. Bo rozmawiamy o tym, jak runy trafiają w coś, co wiemy ale nie umiemy powiedzieć. Ale czy ktoś miał taką sytuację, że runa trafiła w coś, czego naprawdę nie wiedział? Nie 'wiedziałam ale nie przyznawałam', tylko rzeczywiście nowość?
Ja zaczęłam zapisywać runy i sytuacje jakieś trzy miesiące temu. Nie po to, żeby udowodnić, że działa, ale żeby w ogóle zobaczyć wzorzec. Jeszcze za mało danych, ale już widzę, że Isa wraca do mnie w momentach, które potem opisuję jako 'stanie w miejscu'. Nie wiem co z tym zrobić, ale przynajmniej mam coś konkretnego.
