Przy wahadle to kwestia sporna nawet wśród osób które z nim pracują. Sama nie 'ładuję' w sensie ceremonialnym - ale robię coś co można nazwać kalibracją. Zadaję pytania na które znam odpowiedź, sprawdzam reakcje, uczę wahadło moich sygnałów. To nie jest ładowanie energetyczne, to jest ustalanie języka. I to działa niezależnie od hałasu w domu.
Ja w sumie nie wiedziałam że wahadło to jest taki skomplikowany temat. Myślałam że się kupuje, pyta i tyle. A tu kalibracja, dziennik, intencja... Przepraszam za naiwne pytanie - ale czy to nie znaczy że tak naprawdę to my sami sobie odpowiadamy, a wahadło tylko nam to pokazuje?
To jest właśnie pytanie które wisi nad całą tą rozmową od początku, tylko nikt go nie powiedział wprost. Brawo za odwagę 🙂 I szczera odpowiedź jest taka że nie wiadomo. Albo inaczej - zależy od tego co rozumiesz przez 'my sami sobie odpowiadamy'. Jeśli przez to rozumiesz że nie ma żadnego zewnętrznego źródła - może. Ale 'my' to też jest coś czego nie rozumiemy do końca.
Dobra, wracam do głównego tematu bo mam wrażenie że trochę odpłynęliśmy. Hałaśliwe środowisko - i to czy runy mogą w nim pracować. Moja obserwacja po tych tygodniach jest taka: u mnie hałas nie psuje rzutu, ale psuje to co potem. Znaczy - mogę rzucić nawet jak telewizor gra, ale potem siedzę z runami i nie mogę wejść w interpretację bo cały czas coś mi przerywa. Więc problem nie jest w samym rzucie tylko w tym co po nim.
To jest bardzo trafna obserwacja i myślę że to rozróżnienie jest ważne. Rzut to sekunda. Interpretacja to może pół godziny skupienia. Środowisko wpływa bardziej na to drugie. Jak ty w ogóle interpretujesz - z książki, ze swojego wyczucia, z kombinacji?
To co opisujesz to jest dokładnie ten moment który się chroni rytuałem wejścia o którym mówiłam. Nie tyle sam rzut, ile to siedzenie z runami po rzucie. Można to potraktować jak ochronę strefy interpretacji, a nie samego aktu rzucania. Czy próbowałeś może zapisywać runy od razu i wracać do interpretacji później w spokojniejszym momencie?
Oczywiście że ma sens. Czas między rzutem a interpretacją to nie jest problem sam w sobie - bardziej chodzi o to żebyś nie 'przykrył' pierwszego wrażenia zbyt wieloma innymi myślami. Ale jeśli zapiszesz pytanie i zdjęcie od razu, a potem wrócisz z czystą głową - może to być nawet lepsze niż interpretacja w pośpiechu z hałasem w tle.
To co opisuje Albinek73 z tym zdjęciem i późniejszą interpretacją wydaje mi się bardzo rozsądne. Ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem - mówisz że pierwsze wrażenie przy rzucie zachowujesz jakoś mentalnie, tak? Bo jeśli tylko robisz zdjęcie układu i wracasz po kilku godzinach, to masz układ ale nie masz tego co czułeś w momencie rzutu. Czy to nie jest strata?
To jest właśnie to co robią bardziej doświadczeni praktycy i ma to sens niezależnie od tego czy jesteś w hałasie czy w ciszy. Pierwsze wrażenie przed intelektualnym rozłożeniem na czynniki pierwsze jest często ważniejsze niż późniejsza analiza. Hałas ci może utrudnić tę analizę, ale pierwsze wrażenie zapisane od razu - zostaje.
To prawda że na razie rozpoznaję może połowę run bez zaglądania. Więc moje pierwsze wrażenie to bardziej - ach, to Fehu, okay - i tyle. Nie mam jeszcze tego głębszego odzewu. Czy to przyjdzie z czasem samo, czy trzeba to jakoś ćwiczyć?
Samo przychodzi, ale wolniej. Jeśli chcesz przyspieszyć, to klasyczna metoda to praca z jedną runą przez kilka dni - nie rzucasz całego zestawu, tylko wyciągasz jedną i przez te kilka dni patrzysz co się pojawia w życiu w kontekście jej znaczenia. Po takim cyklu runa zaczyna mieć smak, nie tylko definicję.
Przepraszam że się wtrącam, ale to brzmi prawie jak nauka na pamięć tylko przez doświadczenie zamiast przez powtarzanie. Czy to nie jest po prostu to samo, tylko wolniejsze?
Dokładnie. I wracając do tematu Albinka - to jest też odpowiedź na to hałaśliwe środowisko. Jeśli runy mają dla ciebie głębsze skojarzenia, to interpretacja nie wymaga aż tyle skupienia analitycznego. Hałas przeszkadza w analizie, ale nie przeszkadza w odczuwaniu.
Nie do końca błędne koło. Można się uczyć w spokoju, a potem praktykować w hałasie. Etap budowania skojarzeń może wymagać ciszy, ale etap codziennego korzystania - niekoniecznie. Albinek73 - jak wyglądało twoje wejście w runy? Był jakiś spokojniejszy okres na początku?
To jest bardzo uczciwe i celne podsumowanie. I nie jest za późno żeby to cofnąć. Możesz odłożyć rzucanie na kilka tygodni i zrobić właśnie ten cykl z jedną runą dziennie lub co kilka dni. Pytanie czy jesteś na to gotowy, bo dla wielu osób rzucanie jest przyjemniejsze niż nauka.
A czy można robić jedno i drugie jednocześnie? Tzn. codziennie wyciągać jedną runę do 'nauki' i osobno rzucać kiedy mam pytanie? Czy to by nie mieszało energii albo skupienia?
To brzmi logicznie. Chociaż z drugiej strony - jeśli ta runa na coś wskazuje, to może i tak by się pojawiła. Nie wiem czy to wada czy zaleta że ją znasz bliżej. Taki mam dylemat jak o tym czytam.
