Mam takie pytanie, bo ostatnio przeżywałem bardzo trudny okres i próbowałem czytać runy w środku tego wszystkiego. Płakałem dosłownie przy rzucie. I zastanawiam się czy to w ogóle ma sens, czy emocje tak mocno zaciemniają odczyt że lepiej poczekać aż się człowiek uspokoi? Bo runy mi wychodziły bardzo ciemne i do tej pory nie wiem czy to było prawdziwe odczytanie sytuacji czy po prostu mój stan wpłynął na interpretację.
To jest jedno z częstszych pytań i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Pytanie brzmi tak naprawdę - czy uważasz że runy odpowiadają na stan w momencie rzutu, czy na głębszą sytuację niezależnie od emocji? Bo to dwie różne filozofie pracy z nimi. Część tradycji mówi że silna emocja to właśnie moment kiedy przepływ energii jest najsilniejszy i odczyt jest wtedy najbardziej prawdziwy. Inne podejście mówi odwrotnie - że potrzebujesz spokojnego umysłu żeby dobrze interpretować. Co Cię skłoniło do czytania akurat w tamtym momencie, zamiast poczekać?
Ja miałam podobnie i szczerze? Nigdy nie byłam pewna co z tym zrobić. Raz robiłam odczyt kiedy byłam naprawdę roztrzęsiona i wyszła mi Hagalaz razem z Nauthiz, co wyglądało strasznie. Ale potem jak się uspokoiłam i zrobiłam ponownie po kilku dniach - wyszły zupełnie inne runy. Więc dla mnie to jest znak że emocje jednak wpływają. Choć Wioletka ma rację że to zależy od podejścia.
Ale poczekajcie - czy to ne jest tak że jak robimy powtórny rzut to i tak nie wiemy ktury był prawdziwszy? Może ten pierwszy był ok a drugi zakłamany bo już nie miałaś tego ładunku emocjonalego?
To jest podobnie jak przy czytaniu tarota zresztą. Jak jesteś w środku silnych emocji, karty często odbijają ten stan, nie przyszłość. Energetycznie rzecz biorąc, Twoja czakra serca jest wtedy tak aktywna że przykrywa wszystko inne. Myślę że przy runach jest tak samo - najpierw uziemienie, potem rzut.
Przepraszam że się wtrącam, ja się na runach nie znam prawie wcale, ale mam pytanie z czystej ciekawości - czy w ogóle jest jakaś tradycyjna wskazówka z dawnych czasów co do stanu emocjonalnego przy wróżeniu runami? Czy to jest coś co każdy wymyśla sam?
Nie ma jednego zapisu. Germańskie i nordyckie źródła dotyczące wróżenia runami nie zostawiły precyzyjnych instrukcji rytualnych w tym zakresie. To co znamy to ogólne zasady dotyczące skupienia i intencji, ale interpretacja stanu emocjonalnego to w dużej mierze nakładka współczesna.
O, to jest bardzo ciekawe co mówi Leopold! Naprawdę nie wiedziałem że to taka nowa interpretacja. Ale skoro nie ma tradycyjnego zapisu, to znaczy że każdy sam musi wypracować swoje podejście? Bo to trochę niepewne dla kogoś takiego jak ja co dopiero zaczyna.
Nie powiedziałabym że niepewne, raczej że wymaga obserwacji siebie. Prowadzisz jakiś dziennik odczytów? Zapisujesz kontekst - co czułeś, jakie runy wyszły, co się potem wydarzyło? Bez tego naprawdę trudno ocenić własne wzorce.
Ja prowadzę dziennik przy numerologii i faktycznie po czasie widać schematy których wcześniej nie widziałam. Ale jak pytasz o emocje podczas rzutu to mnie ciekawi jedno - czy ten płacz mógł być akurat sygnałem że jesteś bardziej otwarty niż zwykle? Że ta bariera racjonalna była niższa?
Ja chyba nie rozumiem podstaw - runy to się losuje czy jak to działa? Rzucacie nimi fizycznie? Przepraszam za głupie pytanie ale nigdy nie próbowałam.
Wracając do tematu - mnie zawsze uczyli przy horoskopach że nie powinnaś robić odczytu dla siebie kiedy jesteś osobiście zaangażowana w temat bo tracisz obiektywizm. Wydaje mi się że przy runach może być tak samo? Czyli nie tyle sam płakanie jest problemem co to że pytasz o coś co Cię bardzo dotyka?
Mnie sie wydaje że kluczowe jest to po co sięgasz po runy w danym momęcie. Jak szukasz potwierdze-nia tego co już czujesz to wynik będzie zaburzony, niezależnie czy płaczesz czy nie. A jak serio pytasz o cos czego nie wiesz, nawet przez łzy, to może wyjść uczciwy odczyt. Przynajmniej tak mi wychodzi z praktyki.
Roch, to co piszesz bardzo do mnie przemawia i chyba się zgadza z moim przypadkiem. Płakałem bo się bałem i szukałem jakiegoś sygnału że będzie lepiej. Czyli jednak szukałem potwierdzenia. To może dlatego runy wyszły mi tak pesymistycznie, bo podświadomie czekałem na coś złego? Dziękuję za to sformułowanie, naprawdę porządkuje mi to w głowie!
To jest bardzo stare pytanie w każdej tradycji wróżebnej i nie mam na nie prostej odpowiedzi. Ale chcę się zatrzymać przy tym co napisałeś wcześniej - że się bałeś i szukałeś sygnału że będzie lepiej. Bo to jest właśnie klasyczna pułapka: idziesz do run z gotową odpowiedzią, tylko że piszesz ją ze strachu, więc raczej spodziewasz się złego. I runy mogą to oddawać. Tylko że to nie jest wróżba, to jest lustro Twojego stanu. Pytanie brzmi - czy to w ogóle złe? Może właśnie tego potrzebowałeś wtedy zobaczyć?
Jest jeszcze jeden aspekt który pomijamy. W praktykach historycznych wróżenie często poprzedzały rytuały oczyszczające właśnie po to, żeby oddzielić stan wróżbity od przekazu. Nie znamy szczegółów, ale sama obecność takich rytuałów sugeruje że starożytni rozumieli problem zakłóceń. Pytanie do Ciebie, Wioletka - czy pracujesz z jakimś protokołem wstępnym przed rzutem, czy wchodzisz od razu?
A co to znaczy uziemienie? Przepraszam że pytam ale słyszę to słowo co jakis czas i nigdy nie wiem konkretnie o co chodzi. Stanie boso na trawie czy coś innego?
Ja akurat próbowałam różnych rzeczy przed rzutem i szczerze - czasem mi to pomagało, a czasem miałam wrażenie że robię rytuał dla rytuału, a emocje były dokładnie tam samo. Może to kwestia intencji samego przygotowania? Nie wiem, pytam.
Mam głupie pytanie - jak Wioletka mówiła o tym lustrze, to czy to znaczy że runy w ogóle nie przewidują przyszłości tylko mówią o teraźniejszości? Bo ja myślałam że chodzi właśnie o przepowiednie. Trochę mi się miesza.
No dobra ale ja nie bardzo rozumiem po co tyle filozofii. Jak ktoś płacze i rzuca runami to wynik jest zły czy nie jest? Potrzebuję konkretnej odpowiedzi bo sam się zastanawiam czy moje ostatnie odczyty były wiarygodne czy nie.
Ja bym tu jeszcze dodała jedną rzecz - przy pracy z przedmiotami magicznymi w ogóle, nie tylko runami, bardzo ważne jest żeby przedmioty były naładowane właściwą energią i regularnie oczyszczane. Jak ktoś płacze nad runami, te kamienie czy drewienka mogą po prostu przejąć ten ładunek. I to zostaje. Dlatego warto je czyścić po każdym emocjonalnym odczycie, solą albo dymem.
Dobra, przepraszam za poprzednie, rozumiem że nie ma prostej odpowiedzi. Ale mam konkretne pytanie do was - ja miałem rzut ostatnio kiedy byłem naprawdę rozklejony przez sytuację z byłą. Wypadła Hagalaz i dwie inne ciemne runy. Czy to w ogóle ma sens interpretować? Bo teraz nie wiem czy to ostrzeżenie czy tylko mój strach.
A co to jest ta Hagalaz w ogóle? Słyszę tę nazwę ale niespecjalnie wiem co oznacza. Przepraszam za podstawowe pytanie.
Bardzo dziękuję za te wszystkie odpowiedzi, naprawdę. Rozumiem już trochę więcej. Ale mam jedno pytanie które mi siedzi od początku - czytałem gdzieś o pracy z bezwładem wahadła przy odczytach i zastanawiam się czy to ma cokolwiek wspólnego z tym co tu omawiamy, z tym stanem emocjonalnym przed rzutem.
Bezwład wahadła? Nie spotkałam się z takim terminem dokładnie w kontekście run. Czy możesz podać skąd to czytałeś? Bo wahadło to osobna praktyka i nie jestem pewna czy to co masz na myśli to to samo co ja kojarzę.
Też nie kojarze 'bezładu wahadła' jako terminu. Moze chodzi o inercje wahadła? Że jak wahadło sie kołysze to ma tendencje do kontynuowania ruchu i trudno je zatrzymać? W snach mam podobne obrazy czasem, gdzie coś ma własny pęd i nie słucha sie intencji. Moze to przenośnia?
Mogę się tu mylić bo nie pracuję wahadłem regularnie, ale 'bezwład' w kontekście radiestezji oznacza właśnie to co Roch napisał - inercję ruchu. Wahadło kontynuuje raz wprawiony ruch nawet jeśli subtelny impuls się zmienił. Jeśli dobrze rozumiem pytanie - to może nawiązanie do sytuacji kiedy emocja 'wprawia' sposób w ruch i potem trudno to zatrzymać nawet jak chcemy być neutralni? Ale to moje gdybanie. Skąd masz ten termin?
