No właśnie to chciałam doprecyzować. Nie chodzi mi o to żeby czytać coś dla osoby która nie chce. Raczej o to czy mogę zapytać run o sytuację, w której uczestniczy ktoś bliski. Trochę jak pytanie o siebie, ale w kontekście tej osoby.
A wracając jeszcze do tego co mówiła Serafinka o eklektycznym łączeniu run z kamieniami. Rozumiem że to nie jest historyczna praktyka, ale czy to znaczy że jest złe? Znaczy, jeśli dla mnie działa, to czy ważne jest że starożytni Germanie tak nie robili?
To mnie zawsze zastanawia przy runach. Że mamy tak dużo pewności co do znaczeń poszczególnych run, a źródeł historycznych stosunkowo mało. Skąd pochodzi to co jest w popularnych książkach?
To jest uczciwe pytanie i nie zamierzam go zbywać. Masz rację że część znaczeń to rekonstrukcja i interpretacja. Ale zwróćcie uwagę że to nie odbiera im wartości jako narzędziu pracy z własnym umysłem. Pytanie tylko czy oczekujemy od run historycznej autentyczności czy głębokiej rozmowy z sobą.
Ale Serafinka, jeśli tak postawimy sprawę, to czy w ogóle ma znaczenie jakiego systemu używamy? Tarot, runy, karty zwykłe z talii, kamyki z plaży z własnymi symbolami. Jeśli chodzi tylko o rozmowę z sobą, to co jest wyjątkowego akurat w runach?
Nie mam gotowej odpowiedzi na pytanie Wahadelki. Szczerze. Może runy nie są wyjątkowe w sensie absolutnym, może to kwestia tego że dla mnie akurat ich ciężar, materialność, prostota formy, to do mnie przemawia. Ktoś inny potrzebuje kart, ktoś wahadła. To co wciąż mnie do nich ciągnie w kontekście operacji, to właśnie to pytanie o zatrzymanie, gotowość. I przy tej rozmowie chyba do tego wrócę.
Ale to otwiera kolejny problem. Bo jeśli efekt pochodzi z siedzenia i myślenia, to lekarz przed operacją powiedziałby ci żebyś się położyła, wzięła kilka głębokich oddechów i skupiła na tym co czujesz. I osiągnęłabyś to samo. Czy runy wnoszą coś ponad to, co wnosi zwykła uważność?
To co Rusalka pisze bardzo do mnie trafia. Przed operacją mojej mamy nikt nie zaproponował czegoś takiego jak rozmowa o lęku. Był formularz i lista rzeczy do kupienia w aptece. Gdyby wtedy miała choć jakiś rytuał, coś co daje poczucie że sama też coś robi w tej sytuacji, myślę że by jej pomogło. Chociaż nie wiem czy to musiały być akurat runy.
To ciekawe co Eliksiria pisze bo trsochę to już było wcześniej w wątku. Tylko chce zapytac, bo nie rozumiem, czy wy mówicie że runy/kamienie działają na poziomie psychologicznym, czy że naprawdę coś wysyłają w świat? Bo to są dwie różne rzeczy i nie zawsze wiem o czym jest ta dyskusja.
To jest ważne co Diablica pisze, szczególnie w kontekście tego wątku. Bo tu jest operacja. Nie wróżba dla zabawy przy kawie. Jak ktoś jest przestraszony i pyta runy czy przeżyje, to co mu odpowiadasz? I jak?
A czy ktoś z was miał faktycznie taką sytuację przed własną operacją albo kogoś bliskiego? Bo cały czas rozmawiamy trochę abstrakcyjnie. Mnie ciekawi jak to wygląda w praktyce, nie w teorii.
To ciekawe, że Martusia to mówi w ten sposób. Bo wychodzi na to że runy przed operacją mogą być dla osoby trzeciej, jako jej własna praca, a nie dla pacjenta. Czyli ten temat jest może szerszy niż się wydaje na początku. Kto tu jest właściwie pytającym?
I to jest chyba punkt w którym możemy powiedzieć że coś w tej dyskusji doszło do sensu. Chociaż mam wrażenie że to nie jest koniec, bo jeszcze nie dotknęliśmy pytania co zrobić kiedy runa wychodzi bardzo ciemna i człowiek przed operacją się po niej dosłownie załamuje. Czy ktoś przez to przechodził?
Bo jak ktoś wyciąga Hagalaz albo Nauthiz przed wejściem na salę i dosłownie blednie, to co wtedy? Pytam serio, bo to nie jest abstrakcja. Znam osobę która miała dokładnie taką sytuację i przez dwie godziny płakała bo uznała że to wyrok. Jak wy sobie z tym radzicie?
To jest właśnie to pytanie które chciałam żeby padło. I mam na nie odpowiedź, ale nie wiem czy mi się podoba. Bo co robię kiedy wychodzi ciemna runa? Mówię o kontekście. Hagalaz to nie wyrok, to gwałtowna zmiana, oczyszczenie przez burzę. Ale wiem że kiedy ktoś jest przestraszony, to słyszy: chaos. I nieważne ile razy powiem że to może być dobra przemiana, on już jest gdzieś indziej.
ale właśnie, czy to nie jest moment kiedy powinnaś w ogóle przerwać odczyt? Ja z kartami mam zasadę, że jeśli widzę że ktoś nie jest w stanie przyjąć informacji, to odkładam talie. Czy ty masz coś takiego z runami?
Czekajcie, bo ja się trochę gubię. Mówicie o sytuacji kiedy ktoś INNY robi odczyt dla osoby przed operacją. Ale co z kimś kto robi go dla siebie? Ja bym chyba nigdy nie wziął run w takim momencie, bo znam siebie i wiem że każdą złą runą bym się nakręcił. Czy w ogóle jest sens robić to samemu?
Ja bym zrobiła dla siebie, ale właśnie dlatego że wiem jak to czytać. Znaczy nie mówię że jestem ekspertem, ale przynajmniej wiem że runa to nie jest przepowiednia punktowa. Gdybym tego nie wiedziała, to może faktycznie lepiej nie. Ale skąd ktoś nowy ma to wiedzieć zanim po raz pierwszy wyciągnie runę?
No to właśnie pytanie, bo ja trafiłem na runy kilka miesięcy temu i przez długo czasu myślałem że jak wychodzi mi coś 'złego' to naprawde będzie źle. Nikt mi nie powiedział że to nie tak działa. Sam doszedłem z czasem. Ale jak bym siedział z tym przed jakas operacją to naprawde nie wiem co bym zrobił z taką runą.
Kuba podnosi coś ważnego. Bo jeśli mówimy że runy wymagają przygotowania żeby ich nie zinterpretować źle, to de facto przyznajemy że ich znaczenie nie jest oczywiste i że interpretacja zależy od wiedzy czytającego. A wtedy wracam do pytania które zadałem wcześniej: co wnoszą ponad to co wnosi osoba która potrafi myśleć symbolicznie?
Może ze wszystkiego naraz? Serio pytam, bo mi się wydaje że jeśli odrywamy jedno od drugiego, to niszczymy to co sprawia że to działa. Starożytność daje powagę, system daje ramę, wiara daje energię. Usuń jedno i zostaje coś niepełnego.
Wracając do tego co Serafinka mówiła o ciemnych runach. Bo mam pytanie praktyczne: czy jest jakiś spread który specjalnie nadaje się na czas przed operacją? Coś co z góry wyklucza pytanie o wynik, a skupia się na tym jak przejść przez to z głową?
I właśnie to jest coś czego nie da się zrobić samemu przed operacją, gdy człowiek jest przestraszony i sam w domu o północy. Kontrakt sam ze sobą to zupełnie inna rzecz niż kontrakt z kimś obok. Myślę że ten wątek bez przerwy wraca do tej samej konkluzji: runy przed operacją tak, ale nie w samotności.
Zgadzam się z tym całkowicie. Zresztą to nie musi być osoba znająca runy. Czasem wystarczy ktoś kto po prostu siedzi obok. Ktoś bliski który nie interpretuje, tylko jest. Sama obecność zmienia dynamikę odczytu, bo nie jesteś zamknięta w swojej głowie.
Dokładnie to samo mam przy kartach. Raz robiłam odczyt dla siebie przed czymś trudnym i poprosiłam znajomą żeby po prostu siedziała i nic nie mówiła. I faktycznie, ta cisza z kimś obok to jest zupełnie co innego niż cisza kiedy jesteś sama. Nie wiem jak to wytłumaczyć.
Dobra, ale skoro mówimy o psychologicznym mechanizmie, to mam pytanie do tych co to robią praktycznie: czy w ogóle mówi się tej osobie przed operacją wprost że to jest bardziej o niej niż o zabiegu? Czy to jest takie niepisane założenie które każdy ma gdzieś w głowie ale nikt nie wypowiada?
A ja mam pytanie trochę z boku tego, bo mi to chodzi po głowie od kilku postów. Czy ktoś kiedyś miał sytuacje że runa która wyszła przed operacją, już PO wszystkim nabierała innego sensu? Tak że interpretacja z tamtego czasu okazałą się zupełnie inna niż to co sie potem zobaczyło? Bo mam wrazenie że o tym jeszcze nie mówiliśmy.
