Zaczną od prostego pytania, bo sam się nad tym zastanawiam od dłuższego czasu. Czy wy odczuwacie fizycznie różnicę między runami, które jakby dodają energii, a tymi, które po prostu was wyczerpują? Mam na myśli nie tylko to, co "powinny" robić według tradycji, ale wasze realne odczucia podczas pracy z nimi. Np. po dłuższej sesji z Algiz mam wrażenie jakiegoś spokojnego doładowania, natomiast Hagalaz zawsze zostawia mnie z uczuciem ciężkości przez kilka godzin. Zastanawiam się, czy to jest coś powszechnego, czy tylko moje skojarzenia zbudowane przez lata.
To nie jest tylko twoje. Ja od dawna rozróżniam runy na takie, przy których po sesji czuję się sprawny, i takie, po których potrzebuję przerwy albo nawet dnia odpoczynku. Thurisaz na przykład - silna runa, ale za każdym razem zostawia mnie jakby wypalonym w środku. Nie bólowo, bardziej jak po intensywnym wysiłku. Ciekaw jestem, czy inni mają podobnie właśnie z Thurisaz, bo to akurat bardzo często wraca w rozmowach kiedy pytam innych pracujących z runami.
Też mam te odczucia, choć nie zawsze potrafię powiedzieć czy to runa "robi coś" czy to ja coś projektuję. Szczerze. Przy Sowulo jest u mnie zawsze jakiś zastrzyk czegoś pozytywnego, natomiast Nauthiz mnie dosłownie przygniata. Ale właśnie - czy to nie jest tak, że my po prostu kojarzymy znaczenie runy i ciało odpowiada na te skojarzenia? Bo nie wiem czy to energia runy czy moja głowa.
Ten eksperyment ze ślepą próbą to interesujący kierunek. Sam robiłem coś podobnego, ale z woreczkiem gdzie wszystkie runy są wygładzone tak samo. Wyniki? Niekonsekwentne. Czasem trafiałem trafnie, czasem nie. Ale co ciekawe, odczucia fizyczne i tak się pojawiały - tylko nie zawsze zgadzały się z konkretną runą. To mnie skłania do myślenia, że może to nie tyle sama runa drenauje czy ładuje, ile nasza relacja z jej energią w danym momencie.
Ale czekajcie, bo chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówicie o odczuciach podczas trzymania runy w dłoni, czy też podczas dłuższej pracy - np. wizualizacji, rytuału, noszenia przy sobie? Bo ja noszę czasem runę przy sobie przez kilka dni i tam dopiero coś czuję, nie od razu po dotknięciu.
A ja myślałam że Isa to dobra runa? Nie rozumiem jak runa może coś robić fizycznie, przecież to kawałek drewna albo kamienia. Może po prostu zbiegło się to z gorszym dniem?
Wracając do wątku głównego - bo chcę dodać konkretny przykład. Fehu i Sowulo to dla mnie jednoznacznie runy które po pracy zostawiają mnie w lepszym stanie niż przed. Fehu szczególnie przy pracy z materią, z zasobami - jest jakiś ciepły przepływ, trudno to inaczej opisać. Natomiast Hagalaz i Nauthiz to dla mnie wyraźny drenaż i zawsze po nich potrzebuję czegoś, co przywróci równowagę. Ciekawi mnie czy u was to się powtarza z tymi samymi runami, czy jest bardzo indywidualne.
Szczerze? Tak. To ma sens. Warto to sprawdzić wracając do Eihwaz kiedy tamto się poukłada. Dziękuję za kąt patrzenia.
A co z runami, które są opisywane jako neutralne albo bardzo balansujące? Ja pracuję trochę z Jera i szczerze nie czuję po niej nic wyraźnego - ani doładowania ani zmęczenia. Czy to normalne, że jakąś runę się po prostu nie odczuwa fizycznie?
Jera działa bardziej jak cykl niż jak impuls - to runa procesu, cierpliwości, dojrzewania. Nie jest stworzona do gwałtownych odczuć. Że jej nie czujesz od razu po sesji to może być właśnie znak że działa tak jak powinna - subtelnie, w czasie. Pytanie czy po dłuższym okresie pracy z nią coś się zmieniło u ciebie na poziomie energetycznym albo w konkretnej sprawie?
Mam pytanie bo trochę się gubię. Skąd wiecie jak pracować z runami żeby w ogóle coś poczuć? Ja próbowałem kilka razy trzymać runę w dłoni i skupiać się na niej i nic. Może robię coś nie tak?
Dobra, spróbuję tej metody z galdrem. Ale mam jeszcze jedno pytanie - jak długo trzeba praktykować zanim w ogóle zaczyna się coś czuć? Mówię o tych fizycznych odczuciach, nie o efektach w życiu. Bo zaczynam się zastanawiać czy u mnie to nie jest jakiś blok.
No i tu dotykamy czegoś ważnego. Runa to nie jest bateria którą się trzyma i się ładuje. Ona ma wymiar dźwiękowy, wizualny, symboliczny - i te wszystkie warstwy razem tworzą pole pracy. Sam kształt bez reszty to jak czytanie słowa bez rozumienia co znaczy.
Myślę że ma sens, ale jako heurystyka, nie jako reguła. Sowulo energetyzuje większość ludzi przez większość czasu - to wystarczy żeby powiedzieć że jest karmiąca jako tendencja. Ale to nie znaczy że zawsze i każdego. Podobnie Hagalaz - nie zawsze drenauje, ale tendencja jest wyraźna.
Przepraszam że się wtrącę, ale chcę zrozumieć - wy naprawdę wierzycie że kawałek drewna z wyciętą kreską może wpłynąć na to jak się czujecie fizycznie? Pytam serio, bez złośliwości. Bo brzmi to jak efekt placebo trochę.
I tu jest chyba sedno sprawy, które rzadko się wypowiada wprost. Granica między sugestią a oddziaływaniem energetycznym może nie być tak ostra jak się wydaje. Ciało reaguje na obraz, na dźwięk, na skupioną uwagę. Galdr działa przez dźwięk, wizualizacja przez obraz. To są realne bodźce.
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie - bo właśnie zaczęłam pracę z runami. Czy jest jakiś sposób żeby rozróżnić czy to co czuję to naprawdę odczucie runy, czy moje własne emocje które wnoszę do sesji? Bo zanim zacznę z runą, już mam jakiś nastrój i nie wiem jak to oddzielić.
To jest chyba jeden z bardziej konkretnych testów jakie można zrobić samemu. Bierzesz runy do których nie masz jeszcze przywiązania pojęciowego, notujesz co czujesz, potem sprawdzasz. Nie dowód, ale przynajmniej jakaś własna obserwacja zamiast cudzego słowa.
Właśnie - to znowu to samo pytanie które kręci się przez całą tę rozmowę. Czy energia runy i jej symbolika to dwa osobne kanały, czy jeden? Bo jeśli jeden, to wywoływanie opozycji "placebo vs oddziaływanie" może być błędem kategorialnym.
Przepraszam że znowu pytam o praktykę, ale - czy to znaczy że jak ktoś uczy się galdr, to odczucia energetyczne są mocniejsze niż przy samym trzymaniu runy? Bo śpiewanie nazwy runy to jednak zupełnie inne doświadczenie niż patrzenie na nią.
To wyjaśnia dlaczego tyle razy siedziałem z runą i nic. Trzymałem i patrzyłem, bez żadnej warstwy dźwiękowej ani żadnej pracy z symbolem. Właściwie to nie byłem w ogóle obecny, tylko fizycznie. Pytanie czy jest jakiś dobry sposób żeby zacząć - od kształtu, od nazwy, od znaczenia?
Rysowanie to ciekawy pomysł bo angażuje ruch, a nie tylko wzrok. Mnie zawsze zastanawiało czy kolejność kresek w runie ma znaczenie - bo w kaligrafii azjatyckiej to jest bardzo istotne, każdy znak ma swój porządek. Czy w runach jest coś podobnego?
Chcę wrócić do wątku z drenażem bo trochę zeszliśmy. Mówiliśmy że Hagalaz ma tendencję do drenaowania - ale czy to znaczy że powinno się jej unikać jeśli ktoś jest wyczerpany? Czy może właśnie wtedy ona coś resetuje, niezależnie od kosztów energetycznych?
Właśnie - wyczucie czasu. To jest określenie którego używam odkąd w ogóle zacząłem myśleć o runach energetycznie. Hagalaz w momencie kiedy coś się już sypie, może działać jak ten dodatkowy pchniecie które coś domyka. Ale Hagalaz kiedy jesteś stabilny to jednak inne doświadczenie. Czy ktoś z was świadomie wybierał moment pracy z nią? Czy raczej ona "przychodziła" sama?
To co opisujesz z tym zimnym prysznicem - to bardzo konkretna metafora. Ja nigdy tak nie umiałam określić co czuję po kontakcie z runą, a to brzmi jak coś bardzo fizycznego. Czy to było w całym ciele, czy gdzieś konkretnie?
Trzy poziomy - to ciekawy kierunek. Pasywne, intencyjne i pełne zaangażowanie? Bo widzę że u mnie te trzy rzeczy dają zupełnie inne wyniki, nawet z tą samą runą. Hagalaz trzymana bez myślenia o niej - zero. Z intencją ale bez skupienia - coś nieprzyjemnego, nieokreślonego. Z pełną pracą - już coś co można opisać.
Zmiana w oddechu to bardzo konkretny sygnał. U mnie to jest jeden z bardziej wiarygodnych wskaźników skupienia - nie muszę się pytać czy "jestem obecny", bo ciało mi odpowiada. W kontekście run drenaujących to zresztą ma znaczenie, bo Hagalaz przy pełnym skupieniu i kontrolowanym oddechu zachowuje się inaczej niż przy płytkim oddychaniu i niepokoju.
