Chciałam zapytać o coś, co mnie od jakiegoś czasu nurtuje. Czy czynienie się runami można robić samodzielnie, tzn. samemu sobie, czy jednak trzeba kogoś z zewnątrz? Czytałam różne rzeczy i jedni mówią, że to w ogóle nie ma sensu robić sobie samej, inni że wręcz przeciwnie. Skąd ta rozbieżność?
To temat, który faktycznie dzieli praktyków. Sam problem polega na tym, że czynienie się to nie to samo co wróżenie sobie. Przy wróżeniu możesz być i pytającym, i interpretującym jednocześnie, ale przy czynieniu wchodzisz w stan, który utrudnia zachowanie dystansu. Pytanie do Ciebie - czy chodzi Ci o rytuał w sensie naznaczania, pracy z energią runy na sobie, czy o coś innego?
To ciekawe pytanie, bo w tradycji nordyckiej nie było jednej zasady. Część rytuałów była wybitnie solowa, np. galdr śpiewany do siebie w ciszy, a część wymagała obecności innych, bo chodziło o potwierdzenie przez wspólnotę. Skąd wziął się mit, że zawsze trzeba osoby trzeciej? Podejrzewam, że to nowsza interpretacja, nie historyczna.
Słucham tej dyskusji i mam wrażenie, że mieszacie dwa różne poziomy. Jedno to kwestia tradycji i tego, czy historycznie tak robiono. Drugie to kwestia bezpieczeństwa praktyki. Sama robiłam sobie rytuały z runami wiele razy bez osoby trzeciej i nie widzę w tym problemu, ale zawsze z przygotowaniem: ochrona przestrzeni, jasna intencja, zamknięcie rytuału. Bez tego rzeczywiście bym się zastanowiła.
Mam pytanie trochę z boku: co jeśli ktoś dopiero zaczyna z runami i chciałby spróbować czegoś prostego na sobie, na przykład nosić runę z konkretną intencją? Czy to też wchodzi w zakres tego czynienia i też trzeba się tak dokładnie przygotowywać?
Noszenie runy z intencją to nie to samo co rytuał czynienia. To bardziej praca z symbolem jako przypomnieniem czy wzmocnieniem myśli. Czynienie to coś, gdzie aktywnie kierujesz energię w konkretnym celu i oczekujesz zmiany. Różnica jest spora. Choć oczywiście granica bywa płynna zależnie od tego, co wkładasz w to działanie.
Moim zdaniem różnica jest realna, nie tylko semantyczna. Przy czynieniu dochodzi element woli i skupienia, które są aktywne w konkretnym momencie. Noszenie to coś bierniejszego. Ale wracając do pytania autorki tematu - myślę, że argument "trzeba osoby trzeciej" często wynika z tego, że niektórzy praktycy chcą zachować kontrolę nad tym kto i co robi. To bardziej kwestia środowiska niż samej magii.
Ja się dopiero uczę, więc może moje pytanie będzie naiwne, ale co złego może się stać jeśli zrobi się coś z runami samemu i coś pójdzie nie tak? Mówi się o niebezpieczeństwie, ale nikt konkretnie nie mówi co to znaczy.
A ja słyszałam, że runy w ogóle są niebezpieczne do samodzielnej nauki bo to bardzo stara magia i można "obudzić" coś czego nie chcemy. Czy to prawda czy mit?
Dokładnie. I właśnie to chciałem podkreślić - nie chodzi o to, że runy są groźne same w sobie, tylko że praca z nimi może uruchomić rzeczy, które już w tobie siedzą. Hagalaz na przykład bywa opisywana jako runa przełomu, ale przełom oznacza też burzenie tego, co stałe. Jeśli ktoś nie jest gotowy na to, że coś się posypie zanim się ułoży - to może być nieprzyjemne, niezależnie od tego czy jest sam czy z kimś.
To mi trochę odpowiada na moje pierwotne pytanie z innej strony. Czyli stan, w jakim się jest, ważniejszy niż to, czy się jest samemu czy z kimś?
Tak bym to ujęła. Obecność osoby trzeciej może pomagać w utrzymaniu stanu - bo ktoś zewnętrzny widzi jeśli zaczynacie odpływać, może zakotwiczać, zadawać pytania. Ale nie zastępuje własnej pracy. Znam osoby, które robiły rytuały w grupie i były kompletnie rozbite wewnętrznie, i nie pomogło im to, że ktoś przy tym siedział.
A jak to wygląda technicznie przy czynieniu samemu - mówi się o skupieniu, intencji, zamknięciu. Ale nikt nie powiedział nic o tym, jak długo to powinno trwać. Czy jest jakaś ogólna zasada?
To ciekawe, bo ta granica między "robię coś dla siebie" a "robię coś żeby wpłynąć na zewnętrzną sytuację" jest naprawdę płynna przy runach. Fehu przyciągająca dobrobyt - to w połowie praca na sobie, w połowie praca na okoliczności. Jak wy to rozróżniacie?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale mam pytanie do całej rozmowy - skąd w ogóle biorą się zasady dotyczące tego co "wolno" a czego nie w pracy z runami? Czy to są zasady z tradycji nordyckiej, czy raczej coś, co zostało wypracowane przez współczesnych praktyków?
Trochę wracam do czegoś wcześniejszego - kilka osób mówiło o zamknięciu rytuału. Ale nikt nie powiedział co to znaczy w praktyce przy pracy solo. Jak to wygląda u was? Bo wyobrażam sobie że to ważny element, a nie mam pojęcia od czego zacząć.
Wchodzę do tej rozmowy trochę z boku, ale mam poczucie, że cały czas krążymy między dwoma biegunami - albo solo jest okej, albo potrzeba kogoś. A nikt nie powiedział wprost: zależy od runy. Są runy, z którymi praca solo dla osób bez dużego doświadczenia jest po prostu bardziej wymagająca ze względu na intensywność tego, co wywołują.
...bo to jest właśnie to, co mnie blokuje. Zanim sięgnę po jakąkolwiek runę, chciałabym wiedzieć z grubsza czego się spodziewać. Ale chyba nie da się tego wiedzieć z góry, co?
Ale jak to wygląda przy czytaniu dla siebie? Bo rozumiem, że mogę wyciągnąć Hagalaz i wiedzieć, że to "trudna" runa - ale co to oznacza dla mnie, jeśli ją wyciągnęłam i chcę z nią posiedzieć sama? Mam to po prostu odłożyć?
Poczekajcie - ja w ogóle nie wiedziałam, że to są dwie różne rzeczy. Myślałam, że "praca z runą" to jedno pojęcie. Możecie powiedzieć jak to odróżnić w praktyce? Bo jeśli siedzę z runą i zaczynam coś czuć, to w którym momencie przechodzi to z kontemplacji w rytuał?
Ale jak mam sprawdzić siebie, jeśli nie wiem jeszcze co ta runa robi? To trochę błędne koło - żeby wiedzieć czy jestem gotowa, muszę wiedzieć z czym pracuję, a żeby wiedzieć z czym pracuję, muszę zacząć.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam skojarzenie z tarotem - tam jest podobnie. Każdy autor kładzie na karty własną warstwę i po latach masz dziesiątki różnych systemów. W końcu musisz wybrać punkt odniesienia i być z tym uczciwy wobec siebie. Czy przy runach jest jakaś szkoła, do której większość tu obecnych się przychyla?
lista haseł to etap, przez który chyba przechodzi każdy. Problem jest dopiero wtedy, kiedy próbujesz tym robić cznienie i nie wiesz dlaczego konkretna runa ma wywołać konkretny efekt. Kontemplacja z listą haseł jeszcze ujdzie, ale do cznienia potrzebujesz rozumieć relacje między runami.
A to znaczy że do cznienia w ogóle potrzeba znać wszystkie 24? Bo mnie się wydawało, że można zacząć od kilku, które "czuję" mocniej.
Zaraz, ale skąd "sąsiednie w rzędzie" - runy mają jakąś kolejność, która ma znaczenie dla cznienia? Myślałam że to tylko alfabet.
Czyli wracamy trochę do pytania skąd się bierze ta różnica między kontemplacją a cznieniem - bo wydaje mi się, że jeśli pracujesz z jedną runą bez wiedzy o kontekście, to zawsze jesteś bliżej kontemplacji niż rytuału. Czy to jest właściwe rozumowanie?
Mnie bardziej interesuje teraz wątek z tytułu, bo trochę od niego odpłynęliśmy. Czy ta cała rozmowa o systemach i spójności prowadzi do wniosku, że bez solidnej podstawy teoretycznej cznienie solo jest ryzykowne? Bo jeśli tak, to to jest poważny argument za tym, żeby na początku szukać kogoś doświadczonego.
