Cześć, chciałam zapytać o coś, o czym ostatnio sporo myślę przy porannej kawie. Ciągnę jedną runę dziennie już od jakiegoś czasu i zastanawiam się, czy to ma w ogóle sens w porównaniu do pełnego rozkładu. Znaczy, czy ta jedna runa naprawdę coś mówi o dniu, czy to za mało informacji? Ciekawa jestem jak wy do tego podchodzicie, bo widzę że są dwa obozy - jedni są za minimalistycznym podejściem, inni rozkładają po kilka run i analizują całość. Co u was działa lepiej?
Jedna runa to dla mnie absolutna podstawa porannej praktyki. Nie chodzi o to żeby dostać gotową odpowiedź na wszystko, tylko żeby ustawić jakiś wewnętrzny kompas na dzień. Ale mam pytanie do ciebie - jak długo ciągniesz tę jedną runę każdego dnia i czy prowadzisz jakieś notatki? Bo bez dziennika to według mnie połowa wartości się traci.
Zależy co rozumiesz przez "działa". Jeżeli chodzi o codzienny kontakt z runami i budowanie intuicji - jedna runa jest lepsza, bo zmusza do skupienia na jednym symbolu przez cały dzień. Pełny rozkład to inna historia, to już jest pytanie do run o konkretną sprawę, nie medytacja poranna. Mieszanie tych dwóch funkcji to częsty błąd.
Hej, ja dopiero zaczynam i mam głupie pytanie - ile run to jest "pełny rozkład"? Bo czytałem o rozkładach na 3 runy, na 5, na 9... który z nich jest tym właściwym pełnym?
To podejście z wieczorną weryfikacją ma sens metodologicznie, ale jest w nim jedna pułapka - mamy tendencję do dopasowywania interpretacji do tego co już wiemy. Czyli ciągniesz Hagalaz, dzień idzie dobrze, a wieczorem nagle "no tak, była ta jedna rozmowa co była trochę burzliwa". Ktoś z was prowadzi notatki tak, że zapisuje interpretację przed dniem i dopiero potem sprawdza?
Czyli rozumiem że dla części z was jedna runa to bardziej medytacja niż wróżba? Bo mi się zawsze wydawało że runy służą przede wszystkim do przepowiadania, a nie do nastawiania się psychicznie na dzień. Czy to nie jest trochę... samooszukiwanie się?
Hej, mam pytanie bo czytam i nie do końca rozumiem - mówicie o ciągnięciu run, jak to fizycznie wygląda? Trzymacie runy w woreczku i losujecie jedną? Bo widziałem różne metody i nie wiem od czego zacząć.
Ja mam woreczek z drewnianych run i po prostu wkładam rękę i ciągnę jedną nie patrząc. Ale podobno są też metody z rzucaniem run na materiał. Ktoś to robi? Bo mi się to wydaje bardziej skomplikowane.
Wtrącę się bo akurat to mnie interesuje. Intencja przed ciągnięciem to temat rzeka. Jedni powiedzą że masz zadać konkretne pytanie, inni że masz wejść w stan pustki i po prostu być otwarty. Przy jednej runy na dzień to drugie podejście ma chyba więcej sensu, bo nie ciągniesz z konkretnym pytaniem tylko patrzysz co runa mówi o dniu jako takim. Przy pełnym rozkładzie pytanie jest niezbędne, inaczej nie wiesz jak czytać pozycje. Więc w pewnym sensie te dwie metody wymagają zupełnie innego podejścia mentalnego już na starcie.
Jakieś dwa lata z przerwami. Ale mam wrażenie że robiłam to dość mechanicznie - woreczek, ciągnięcie, zerknięcie na znaczenie w notatniku i tyle. Dopiero ostatnio zaczynam myśleć o tym bardziej świadomie, stąd to pytanie w ogóle.
Hej, czytam i mam takie pytanie - wszystko to co opisujecie to brzmi jak bardzo subiektywne doznania. Ciepło w dłoniach, opadanie myśli, gotowość. Jak to się ma do tego czy runa faktycznie coś "mówi", czy po prostu jesteście w lepszym nastroju i wszystko wam pasuje?
Myślę że ta dychotomia przepowiednia vs lustro to trochę fałszywy podział. Mogą to być jednocześnie, zależnie od kontekstu i pytania. Przy jednej runie na dzień bardziej działa ten drugi model, przy pełnym rozkładzie pod konkretną kwestię może działać oba. Ale czy to zmienia efekt praktyki?
Przepraszam że wchodzę, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem. Mówicie teraz o filozofii run czy o tym jak praktycznie się do nich siadać? Bo trochę mi się pomieszało. Dla mnie jako osoby która zaczyna to ma duże znaczenie od czego właściwie wychodzić.
Dokładnie to mam na myśli. Opis w ksiażce powie ci że Isa to zatrzymanie, lód, stagnacja. Ale dopiero kiedy ciągniesz ją w tygodniu kiedy wszystko stoi w miejscu i siedzisz z tym, zaczynasz rozumieć że to nie jest złe zatrzymanie - to jest rodzaj skupionej ciszy przed czymś. Tej różnicy nikt ci nie wytłumaczy, musisz ją poczuć.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie. Czy jak zaczynacie praktykę jednej runy dziennie, od razu robicie to przez kilka tygodni bez przerwy, czy możecie ją przerwać jeśli coś w danym dniu nie gra?
To jest dobre pytanie do siebie. Szczerze to nie wiem jak bym to potraktował. Chyba bardziej jako że tego dnia po prostu nie byłem gotowy - ale czy to znaczy że runa mnie "nie dotyczy" czy że ja nie potrafię jej usłyszeć? To brzmi jak dwa różne problemy.
Hej, mam może głupie pytanie. Mówicie o "kontakcie bez pytania", "trzymaniu bez ciągnienia" - czy to nie jest trochę... no, myślenie życzeniowe? Tzn. skąd wiadomo że to ma jakiś efekt a nie jest tylko siedzeniem z woreczkiem?
Dziennik to też nie jest neutralny zapis. Piszesz pod wpływem chwili i interpretujesz pod wpływem chwili. Ale zgadzam się że pomaga - przynajmniej widzisz wzorce w czasie. Zwłaszcza przy codziennej jednej runie, gdzie bez zapisków umykają ci powtórzenia.
Przepraszam że wchodzę między was, ale chcę zapytać praktycznie. Jeśli zaczynam od jednej runy dziennie i chcę prowadzić dziennik - co właściwie warto zapisywać? Bo boję się że będę pisał "wyciągnąłem Fehu, jest o dobrobycie" i nic z tego nie będzie wynikać.
To jest ciekawy podział który właśnie wychodzi z tej rozmowy - jedna runa to jest praktyka rozłożona w czasie, rozkład to jest moment koncentracji. Może dlatego tak różnie działają na różnych ludzi, bo ktoś kto woli refleksję ciągłą trafi do jednej runy, a ktoś kto woli wejść głęboko i jednorazowo - do rozkładu.
Ja zaczęłam od jednej runy ale nie dlatego że miałam taki plan - po prostu się bałam rozkładów, więc jedna runa była mniej przytłaczająca. Dopiero po czasie zobaczyłam że to daje tę możliwość śledzenia wzorców. To był efekt uboczny, nie cel.
Czy rozkłady są trudniejsze dlatego że jest więcej run, czy dlatego że relacje między nimi są inne? Bo słyszałem że to właśnie te relacje są najtrudniejsze do opanowania, nie same znaczenia.
Właśnie to mnie zastanawia od początku tego wątku. Bo kiedy pisałam pierwotne pytanie miałam gdzieś z tyłu głowy założenie że rozkład to jest wyższy poziom. A teraz po całej tej dyskusji nie jestem już tego taka pewna. Może to po prostu inne zastosowania?
To założenie o hierarchii jest dość powszechne i moim zdaniem błędne. Rozkład jest bardziej złożony technicznie, ale to nie znaczy że jest głębszy. Widziałem ludzi robiących skomplikowane rozkłady które były kompletnie powierzchowne, i kogoś kto przez lata ciągał jedną runę i miał z tym coś czego większości rozkładów brakuje.
Przepraszam że wchodzę z głupim pytaniem, ale skoro mówicie o tym patrzeniu zanim zaczniecie czytać - to jak długo trwa ten moment? Bo mam wrażenie że jakbym ja to próbował, to po dwóch sekundach już bym zaczął analizować bo nie wiedziałbym że jeszcze nie powinienem.
Ja próbowałem czegoś podobnego i zawsze mi się kręciły w głowie słowa kluczowe zanim zdążyłem cokolwiek poczuć. Zwłaszcza jak się długo uczysz znaczeń - masz je tak zapamiętane że wyskakują automatycznie. Nie wiem czy da się to jakoś wyłączyć czy to po prostu etap przez który trzeba przejść.
To jest chyba odpowiedź na moje pierwotne pytanie, tylko zupełnie inna niż myślałam. Zaczynałam myśląc o "jednej runie vs rozkład" jak o porównaniu ilościowym - mniej informacji kontra więcej informacji. A wychodzi na to że to jest różnica w rodzaju uwagi którą dajesz każdej z nich. Czy dobrze rozumiem tę dyskusję?
