Mam pytanie do bardziej doświadczonych. Od jakiegoś czasu kręcę się wokół tematu run i chciałabym zacząć pytać je o sprawy zawodowe, bo stoję przed sporą decyzją - zmiana branży albo zostanie w tym co mam. Tylko zupełnie nie wiem jak formułować takie pytania. Czy pytać wprost "czy zmienić pracę?" czy jakoś inaczej to konstruować? I czy runy w ogóle nadają się do takich życiowych rozterek, czy to bardziej do duchowych spraw?
Runy świetnie się sprawdzają przy decyzjach zawodowych, ale to jak pytasz robi ogromną różnicę. Pytanie "czy zmienić pracę?" jest za zamknięte - dostaniesz tak/nie i nic z tym nie zrobisz. Lepiej pytać o energię sytuacji, np. "co stoi za moją obecną sytuacją zawodową" albo "co powinienem wziąć pod uwagę myśląc o zmianie". Runy pokazują kontekst, nie decyzję za ciebie.
Hagalaz jako odpowiedź na pytanie o zmianę zawodową to akurat nie musi być straszna wiadomość. To runa przełomu, tak, jest w niej element burzenia starego porządku, ale to dlatego że nowe nie może wejść bez przebudowania fundamentów. W kontekście zmiany branży może po prostu mówić: ta zmiana będzie wymagała porzucenia czegoś co znasz. Nie mówi że będzie źle.
To jest właśnie ten problem. Przy tak ogólnym pytaniu runa daje ci ogólną odpowiedź i możesz to interpretować na sto sposobów. Ja przy pytaniach zawodowych dzielę to na kilka mniejszych sesji, nie jedno losowanie. Najpierw pytam o aktualną sytuację - co ona naprawdę mi przynosi. Potem osobne losowanie o kierunek zmiany. A dopiero potem ewentualnie o ramy czasowe.
Jak obie opcje wychodzą podobnie, to runy mówią ci że problem nie leży w wyborze między nimi, tylko gdzieś głębiej. Może pytanie powinno być inne - nie "co wybrać" ale "co mnie powstrzymuje przed jakimkolwiek ruchem". Zdarza mi się że zanim ktoś pyta o konkretną decyzję zawodową, najpierw wychodzi runa mówiąca o czymś zupełnie innym - o strachu, o samoocenie, o przekonaniach. I to jest właściwy punkt wyjścia.
Trochę się gubię w tej rozmowie - mówicie o runach jako o czymś co pokazuje przyczyny i blokady, ale jak to w praktyce działa? Wyciągam runę i... jak wiem że mówi o moim strachu a nie o sytuacji zewnętrznej? Skąd ta interpretacja?
Słucham tej rozmowy i mam jedno pytanie które mi nie daje spokoju - czy wy naprawdę podejmujecie decyzje zawodowe na podstawie run, czy to raczej taki sposób na przemyślenie sprawy? Bo zastanawiam się gdzie jest granica między używaniem run jako impuls do refleksji a faktycznym powierzaniem im decyzji o swojej karierze.
Bo właśnie o to mi chodzi - czy runa wyciągnięta w odpowiedzi na pytanie o pracę naprawdę ma siłę decydowania, czy to bardziej projekcja tego co już wiemy? Pytam szczerze, bo sama nie wiem co o tym myślę.
Ma i to bardzo. Właśnie tak ja to rozbijam. Mam jedno pytanie które warto dodać do twojego zestawu - co we mnie jest gotowe na zmianę. Bo to jest inne pytanie niż "czy zmiana się uda", i runy odpowiedzą na nie inaczej.
Cały czas słyszę o precyzji pytania, ale jak właściwie brzmi dobrze sformułowane pytanie do run? Możecie dać jakiś konkretny przykład, nie ogólnik?
Patrząc na tę rozmowę o interpretacji zaczynam rozumieć że to naprawdę nie jest proste. Myślałam że wyciągam runę, czytam znaczenie i gotowe. Ile czasu zajęło wam żeby czuć się swobodnie z tym?
A jak w ogóle fizycznie wyglądają twoje przygotowania do losowania? Masz jakieś konkretne warunki, czas, coś w tym stylu? Pytam bo mi się wydaje że ja losowałam za bardzo przy okazji.
Rytuał przed losowaniem to osobna dyskusja i nie chcę tu otwierać całego wątku o tym. Ale tyle powiem - intencja ważniejsza niż lokalizacja. Jeśli w metrze jesteś skupiona na pytaniu, to jest lepiej niż przy świecach z rozproszonym umysłem.
I to jest informacja o tym losowaniu. Nautiz w kontekście pracy to runa potrzeby i ograniczeń - jeśli nawet nie zdążyłaś z nią posiedzieć, to może warto do niej wrócić osobnym pytaniem. Ciekawe co miałaś na myśli pytając akurat wtedy.
Czy ponowne losowanie tej samej kwestii jest w porządku? Bo miałam wrażenie że nie powinno się wracać do raz zadanego pytania.
Dodam że czas między losowaniami też ma znaczenie. Dwa losowania w tym samym dniu o tej samej kwestii to zazwyczaj nic dobrego. Ale po kilku dniach, z nowym pytaniem, zmienionym kątem widzenia - czemu nie.
A skąd wiesz kiedy masz "nowy kąt widzenia" a kiedy po prostu szukasz lepszej odpowiedzi? To mi się wydaje bardzo trudne do odróżnienia od środka.
To jest chyba jeden z najtrudniejszych momentów w pracy z runami w kontekście zawodowym. Bo przy decyzjach o pracy ta potrzeba potwierdzenia jest ogromna - za dużo jest stawką żeby spokojnie siedzieć z odpowiedzią której się nie chce.
Ale jak z tym walczyć praktycznie? Bo sama tego doświadczam - siadam do losowania i wiem że wolę wyciągnąć Fehu niż Isę. Nie da się tego po prostu wyłączyć.
I tu jest napięcie którego nie da się całkiem rozwiązać. Pytanie precyzyjne generuje oczekiwanie konkretnej odpowiedzi. Pytanie ogólne daje przestrzeń ale traci ostrość. Jak wy to balansujecie?
Ja mam inne pytanie do tej dyskusji - czy ktoś losuje runy PRZED podjęciem decyzji zawodowej czy raczej po, żeby "sprawdzić" kierunek który już wybrał? Bo mam wrażenie że to dwie różne praktyki.
To mnie trochę przytłacza szczerze mówiąc. Jakby każdy element - sformułowanie, moment losowania, moje nastawienie - musiał być idealny żeby odczyt był dobry. Czy naprawdę to aż tak delikatne?
To brzmi jak coś co faktycznie mogłabym zrobić. Ale mam pytanie - czy robisz to zawsze, czy tylko gdy czujesz że jesteś mocno emocjonalnie zaangażowana w temat?
To może głupie pytanie, ale czy ktoś próbował losować runę do pytania zawodowego i dosłownie ją zignorować na kilka dni? Znaczy, zapisać co wyszło i wrócić do tego po ochłonięciu? Zastanawiam się czy interpretacja zmienia się jak emocje opadną.
Mam z tym problem. Jeśli każda interpretacja jest prawdziwa dla swojego momentu, to nie mamy narzędzia rozróżniającego - tylko lustro, które za każdym razem odbija coś innego. To nie jest zarzut, raczej pytanie o to czego właściwie oczekujemy od run w kontekście pracy.
To jest strasznie celna obserwacja. Już samo to jak patrzę na runę po losowaniu mówi mi czy byłam szczera ze sobą przy pytaniu. Chyba to zapamiętam.
Dobra, ale wracając do praktyki - bo ta dyskusja jest świetna, ale chciałbym zakotwić ją w konkretach. Ktoś ma przykład pytania zawodowego które zadał "przed" i które zadziałało, tzn. naprawdę dało jakiś punkt orientacyjny a nie tylko echo własnych myśli?
