Ostatnio wpadłam na pomysł, żeby spróbować rozrzucić runy na mapę i zobaczyć, co wyjdzie dla konkretnych miejsc. Chodzi mi o coś w stylu: kładę mapę Polski albo Europy, rzucam garść run i patrzę, które gdzie upadają i co to oznacza dla danego regionu. Ktoś w ogóle tak robił? Nie wiem czy to ma jakikolwiek sens, bo runy kojarzą mi się raczej z pytaniami osobistymi, a nie z geografią.
Metoda istnieje i ma pewne historyczne uzasadnienie, choć nie jest to coś, o czym mówi się głośno. Germańskie ludy używały run też do odczytywania znaków z terenu, nie tylko w sprawach osobistych. Natomiast zanim zaczniesz rzucać na mapę, powiedz mi jedno: z jakim konkretnym pytaniem chcesz do tej mapy podejść? Bo to mocno zmienia sposób interpretacji.
Moim zdaniem to nie ma sensu rzucać run na mapę, bo runy nie są od geografi tylko od losu ludzkiego. Poza tym każda runa ma swoje miejsce i jak polecą chaotycznie to i tak nic z tego nie odczytasz. Lepiej wziąść karty jak chcesz robić przepowiednie dla krajów.
Przepraszam, że się wtrącam, bo dopiero zaczynam z runami. Ale jak się w ogóle technicznie to robi? Kupuje się jakąś specjalną mapę, drukuje, czy kładzie na podłodze zwykłą mapę z atlasu i po prostu rzuca woreczek?
Ja próbowałam raz czegoś podobnego, tylko nie z mapą, ale z narysowanym kołem podzielonym na sektory, gdzie każdy sektor to był inny kraj. I runy popadały różnie, ale szczerze? Nie wiedziałam jak to potem czytać, bo nie ma żadnych jasnych zasad. W tarocie masz przynajmniej pozycje, tu każda runa leci gdzie chce.
Geograficznie ma sens, bo północ w tradycji nordyckiej to strona sił pierwotnych, zimy, Hel. Południe to ciepło, życie, aktywność. Jak mapa leży zgodnie ze stronami świata, to sama orientacja już coś mówi. Runa w północnej części mapy może wskazywać na uśpienie, spowolnienie, ukryte siły. Na południu to coś aktywnego, widocznego.
Ale jak mapa jest np. samej Polski to północ to morze a południe to góry i to zupełnie inne energie geograficzne, więc ta metoda zależy od skali mapy. Na mapie Europy to działa inaczej niż na mapie Polski. Czy ktoś nad tym w ogóle myślał?
Słucham tej dyskusji i mam pytanie z innej strony. Czy ktoś z was miał jakieś konkretne trafienie stosując tę metodę? Nie teorię, tylko wynik, który dało się potem zweryfikować albo który coś sensownie opisał? Bo to ważne, żeby nie budować metodologii w próżni.
To brzmi niesamowicie. Ale czy nie jest tak, że jak cokolwiek rzucimy na mapę, to ludzki mózg znajdzie jakieś połączenie z tym co się potem stanie? Bo z napięciami społecznymi to prawie zawsze coś się dzieje.
Ja kładę kartkę pod mapę albo obok zakrytą. Pamiętam co napisałam, ale nie mam tego przed oczami. Trochę jak z tarotem, gdzie też nie siedzisz z rozprawką przy każdym rzucie.
To cała ta procedura z kluczami i kartkami brzmi strasznie skomplikowanie. Wróżba ma być naturalna, jak coś wymaga aż tyle przygotowań to może po prostu nie jest dobra metoda. Runy na mapę to mało tradycyjna technika i moim zdaniem to dlatego, że starożytni jej nie używali.
No i tu docieramy do sedna. Czy rzucanie run na mapę to w ogóle coś, co ma zakorzenienie w jakiejś tradycji, czy to jest czysto współczesna inwencja? Bo jeśli to drugie, to może warto to powiedzieć wprost i nie udawać, że to odwieczna metoda.
To jest ważne rozróżnienie. Ziemia jako powierzchnia ma swoją własną energię miejsca. Mapa to tylko reprezentacja. Czy runy "wiedzą", że leżą na papierze zamiast na polu albo kamieniu? To nie jest retoryczne, naprawdę mnie interesuje jak wy na to patrzycie.
A co z runami, które wypadają poza mapę? Bo jak rzucam, to zawsze kilka leci za daleko. Czy to znaczy, że temat ich nie dotyczy, czy że energia jest "poza zasięgiem", czy je po prostu ignoruję?
Czyli właściwie każdy tworzy tu własny system. To mnie trochę niepokoi, bo jak każdy ma inne zasady, to jak można w ogóle porównywać wyniki albo uczyć się od kogoś? To nie jest jak tarot, gdzie masz przynajmniej jakieś wspólne podstawy.
Wracając do mojego oryginalnego pytania o energie w Europie, bo trochę odpłynęliśmy. Gdybym miała zrobić to porządnie, na podstawie tej rozmowy, to: ustalam orientację mapy geograficznie, zapisuję klucze odczytu przed rzutem, decyduję co znaczą runy poza mapą, i formuuję jedno konkretne pytanie zamiast ogólnego "pokaż mi energię". Czy coś jeszcze bym pominęła?
Może zamiast jednego pytania warto ustalić ramę czasową i perspektywę. Coś w stylu: "jakie siły są aktywne w tym obszarze w tym okresie". To nadal szerokie, ale ma granice, bo masz czas i lokalizację. Bez ram rzut nie ma punktu odniesienia.
Moim zdaniem te wszytskie ramy i pytania to przeinterpretowanie czegoś, co powinno być proste. Runy same wiedzą co pokazać, po to je rżucamy. Jak zaczniesz za bardzo definiować pytanie to blokujesz przepływ informacji.
A jak wiele run w ogóle powinno się rzucać na mapę? Bo nie wiem czy rzucać całym zestawem dwudziestu czterech, czy jakimś mniejszym wyborem. Nikt tego tu jeszcze nie powiedział wprost.
Wracam do wątku ze skalą, bo mnie to zastanawia. Jeśli rzucamy runy na mapę Europy i jedna wyląduje dokładnie na granicy dwóch krajów, to jak to traktować? Jako wpływ na oba, jako obszar przejściowy, czy jako niezdecydowanie runy?
Historyczna mapa to pomysł, który mnie wcześniej nie przyszedł do głowy, ale teraz wydaje mi się naprawdę sensowny. Jeśli chcę badać energię obszaru, a nie politycznej jednostki, to może mapa fizyczna zamiast politycznej byłaby lepsza? Góry, rzeki, regiony naturalne zostają, granice państwowe się zmieniają.
Mapa fizyczna ma tę przewagę, że odnosi się do czegoś trwałego. Karpaty były Karpatami zanim powstały współczesne państwa i będą po nich. Jeśli traktujesz obszar jako miejsce z własną energią, to ukształtowanie terenu jest chyba bliższe tej energii niż linie narysowane przez dyplomatów.
No ale to jest oczywiste, że rzucamy na obraz miejsca a nie na samo miejsce, wiec format ma znaczenie. Jak rysujesz krąg a nie kwadrat to też dostaniesz inny układ run, bo pole jest inne. Nie rozumiem dlaczego to jest problem dla kogokolwiek.
Przepraszam, trochę się zgubiłam. Mówimy o rzucaniu run na mapy i powtarzaniu tego kilka razy, ale czy w ogóle wiadomo czy runy działają dobrze przy pytaniach o zbiorowości, nie o osoby? Bo dotychczas zawsze myślałam o runach jako o czymś osobistym.
Nie wiem po co tyle filozofii. Rzucasz, patrzysz gdzie leży runa, czytasz znaczenie w kontekscie miejsca. Tyle. Othala na wschodzie kraju to wschodnia granica ma cos z dziedzictwem albo sporem o ziemię. Proste. Skąd to wiadomo to z doswiadczenia a nie z teorii.
Przepraszam że wchodzę, ale właśnie doczytałam ten wątek od początku. Nie rozumiem jednej rzeczy: jeśli rzucamy runy na mapę fizyczną, to jak duża powinna być ta mapa? Bo mam wrażenie, że na małej mapie wszystko wyląduje w centrum, a na dużej rozrzut będzie inny. To zmienia wynik, nie?
