albo zapisywały inaczej, a my to czytamy przez filtr współczesnej magii. Ale żeby wrócić do tego biometru, bo myślę że to był sensowny pomysł Idziego - skoro nie możemy porównać drewna i kamienia intuicyjnie, to może biometr dałby chociaż jakiś punkt odniesienia? Nawet jeśli subiektywny?
Mierzyłem. Nie runami, ale miejscem gdzie je przechowuję. Wyszło mi coś koło 7000 Bovisa przed wietrzeniem pokoju, po wietrzeniu i kadzeniu znacznie więcej. Ale sam nie wiem ile temu ufać, bo przy kolejnym pomiarze bez żadnych zmian w pokoju wyniki były inne.
Ale tu jest pułapka - jak rezygnujemy z pomiaru, bo pomiar jest subiektywny, to zostajemy z czystym subiektywizmem bez żadnego punktu odniesienia. I każdy może powiedzieć cokolwiek o energii swojego miejsca i będzie to równie prawdziwe albo nieprawdziwe. To nie jest zbyt satysfakcjonujące.
Ale skąd w takim razie biorą się te konkretne zalecenia - właśnie czyste ręce, konkretne kierunki układania, materiały? Skoro to jest indywidualne, to czemu wszyscy piszą o tym samym? To wygląda jakby była jakaś jedna recepta, tylko nikt nie wie dlaczego.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale mam takie proste pytanie - czy w jakichkolwiek zapisach historycznych, nie ezoterycznych podręcznikach tylko prawdziwych źródłach, jest cokolwiek o tym jak Wikingowie albo Germanie traktowali runy przed użyciem? Czy to w ogóle gdzieś jest?
OK ale to jest historia i mitologia, a ja pytałam o coś bardzo konkretnego - czy moje runy na co dzień wymagają specjalnego traktowania. I teraz mam wrażenie że nikt mi nie odpowie wprost, bo odpowiedź jest 'nie wiadomo'. Czy tak?
Szczerze? Tak, nie wiadomo w sensie historycznym. Ale wiadomo co działa praktycznie - i to jest inna rozmowa. Możesz zapytać co ja robię ze swoimi runami i dlaczego, i to ci da jakiś punkt wyjścia. Tylko nie bierz tego za historyczny nakaz.
Myję ręce przed każdym odczytem, ale nie dlatego że energia - po prostu mam szacunek do przedmiotów których używam. Przechowuję runy w płóciennym woreczku, nie mieszam z innymi rzeczami. Nie daję ich nikomu do ręki bez pytania. To wszystko. Nie mierzę biometrem.
Ale Krokusik - 'nie wiem gdzie jedno kończy się a drugie zaczyna' to brzmi pięknie, ale chyba trochę unika odpowiedzi na pytanie Serenity. Bo jeśli nie rozdzielasz, to jak decydujesz że coś konkretnego jest potrzebne? Na przykład że woreczek płócienny a nie pudełko tekturowe?
Tu jest pytanie które mnie gryzie od jakiegoś czasu w tej rozmowie - czy ktokolwiek z was zmienił sposób przechowywania run i zauważył realną różnicę w jakości odczytów? Nie w samopoczuciu, nie w komforcie - ale w trafności? Bo to byłby dowód który coś znaczy.
Tu właśnie jest ten problem który mnie od początku uwiera. Biometr w połączeniu z subiektywną skalą to jest podwójna subiektywność - raz w samym narzędziu, drugi raz w interpretacji. Co to w ogóle mierzy?
Słuchajcie, wracam do swojego pierwotnego pytania bo trochę mi uciekło. Mnie nie chodzi o biometr ani o skalę Bovisa. Chodzi mi o to czy moje runy wymagają specjalnego przechowywania i czy brudne ręce coś im robią. Czy ktoś ma praktyczne doświadczenie a nie teorię pomiarową?
Mam, i już mówiłam - płócienny woreczek, umyte ręce przed odczytem, nie daję innym do ręki. Ale powiem ci coś jeszcze: przez pierwsze dwa lata trzymałam runy w pudełku po butach i ręce myłam raz na jakiś czas. I odczyty miałam podobne. Dopiero potem wypracowałam swój rytuał i myślę że to jest kwestia mojego skupienia, nie czystości fizycznej kamieni.
Ale czy ktoś próbował robić odczyt bezpośrednio po czymś intensywnym, powiedzmy po kłótni albo po bardzo złym dniu, bez żadnego przygotowania? I porównał z odczytem spokojnym? Bo to mogłoby coś powiedzieć o tym czy stan osoby robiącej odczyt ma znaczenie.
OK ale to jest filozofia. Mnie interesuje co konkretnie zrobić z runami żeby działały lepiej. Czy jest jakaś metoda czyszczenia która rzeczywiście coś daje albo nie, bo to co tu czytam to same gdybania.
OK, myślę że właśnie dostałam odpowiedź której szukałam, choć nie spodziewałam się że będzie tak niejednoznaczna. Wychodzi na to że nie ma żadnych reguł które działają dla wszystkich, jest tylko to co każdy wypracowuje dla siebie. Trochę rozczarowujące ale chyba uczciwe.
Rozczarowujące, ale chyba słusznie podchodzisz do tego z otwartością. Pytanie które zostaje - skąd wiesz co działa dla ciebie, jeśli nie masz punktu odniesienia? Jak w ogóle zacząć to sprawdzać?
Trochę z boku wchodzę, ale to pytanie Gracjana mnie złapało - skąd wiesz co działa, jeśli nie masz punktu odniesienia? Ja właśnie przez to się blokowałam przy numerologii. Jak sobie z tym poradziłaś Lunella?
Mnie też to pytanie gnębi. Bo próbuję zacząć z runami i za każdym razem jak czytam o przygotowaniu to jedna osoba mówi to, inna tamto i nie mam pojecia od czego zacząć żeby mieć jakiś bazowy punkt porównania.
Ale poczekajcie - czy nie można równolegle? Tzn uczyć się znaczeń i jednocześnie wypracować jakiś rytuał przechowywania? To chyba nie musi być jedno albo drugie.
Wracając do samego tytułu wątku - czy ktoś w ogóle miał sytuację gdzie nie umyte ręce albo bałagan przy przechowywaniu wyraźnie coś zepsuły? Nie w sensie filozoficznym, ale tak konkretnie: odczyt wyszedł dziwnie, coś nie grało?
Ja mam konkretny przykłd. Kiedyś pracowałem z runami zaraz po tym jak naprawiałem rower, ręce miałem brudne od smaru i po prostu nie mogłem skupić uwagi bo czułem że coś jest nie tak. Odłożyłem runy, umyłem ręce i wróciłem do tego. Drugi odczyt był zupełnie inny. Ale to moje subiektywne odczucie, nie mówię że czyste ręce magicznie zmieniły coś w runach.
Idzi, to jest bardzo trafna obserwacja i chciałabym ją rozwinąć. Ten wewnętrzny sygnał 'teraz nie' to jest coś co w ogóle powinno cię prowadzić przy pracy z runami - bardziej niż jakikolwiek zewnętrzny nakaz. Tylko skąd wiesz jako początkujący czy to jest sygnał czy zwykłe wahanie?
Ale Idzi, czytasz ten wątek od początku i ciągle wracasz do tego samego miejsca. Zewnętrzne zasady dają ci komfort, nie gwarancję. Czy nie lepiej po prostu zacząć i zobaczyć co się dzieje?
Właśnie. I to wraca do tego co mówiłem wcześniej. Jeśli nie znasz dobrze znaczeń, to skąd wiesz że odczyt wyszedł źle? Może wyszedł trudny, nie zły.
Słucham tej dyskusji od dłuższego czasu i mam jedno pytanie. Czy ktoś z was używał biometru - nie wahadła, ale właśnie przyrządu - do mierzenia przestrzeni przed pracą z runami? Bo o skali Bovisa czytałem w kontekście biogeometrii, ale nie wiem jak to wygląda w praktyce.
ok ale jak to wraca do tematu? bo zaczynamy od czystych rąk, a teraz rozmawiamy o skali Bovisa i biometrach. Czy ktoś faktycznie mierzy pokój przed rozłożeniem run? bo to mi sie wydaje dosyc przesadzone
