Zastanawiam się od jakiegoś czasu czy zmiany hormonalne - cykl, menopauza, wahania związane ze stresem - mogą faktycznie wpływać na to, jak czytamy runy. Mam takie wrażenie, że w określonych fazach cyklu moje interpretacje są zupełnie inne dla tych samych układów. Raz Hagalaz wygląda jak ostrzeżenie, innym razem widzę w niej bardziej przemianę. Czy to tylko kwestia nastroju, czy może energia ciała rzeczywiście zmienia odbiór?
To ciekawe pytanie, bo ja to samo zauważam przy tarecie. W pewnych momentach cyklu ciągnie mnie zupełnie do innych kart i inaczej je odczytuję. Myślę, że to nie jest tylko nastrój - stan ciała chyba zmienia coś na poziomie energetycznym. Ale nie jestem pewna jak to działa konkretnie przy runach, bo tam nie mam takiego doświadczenia. Jak długo obserwujesz ten wzorzec?
Ja myślę, że intuicja jest mocno związana z ciałem i jego cyklami, nie da się tego rozdzielić. Ale czy to znaczy, że interpretacja jest 'błędna' w jednej fazie a 'właściwa' w innej? Może po prostu każda faza pokazuje inny aspekt tej samej runy?
W numerologii też mamy coś podobnego - dni osobiste, cykle życiowe. Każdy moment ma swój energetyczny kontekst. Nie powiedziałabym, że jedna interpretacja jest lepsza od drugiej, tylko że każda powstaje w innym rezonansie... ups, nie chciałam używać tego słowa. Chodzi mi o to, że kontekst energetyczny ciała jest częścią odczytu.
A co jeśli jesteś mężczyzną? Mamy jakieś cykle hormonalne? Serio pytam, bo nie bardzo wiem. Ja też wróżę runami od niedawna i zastanawiałem się czy moja nieregularność snu albo stres w pracy mogą mi mieszać w interpretacjach.
Ja miałm raz taki okres że ciagnełam same trudne runy przez tydzień i byłam strasznie zestresowana pracą. Nie wiedziłam czy to runy mi mówią żeby uważać czy ja sama projektuję swój strach. Jak to rozróżnić?
To jest właśnie clou problemu z każdym wróżbiarstwem - skąd wiesz, kiedy to informacja, a kiedy projekcja? Nie ma na to prostej odpowiedzi. Ale jest jedna rzecz, którą warto przetestować: zrób ten sam rzut dwa razy w odstępie kilku dni w różnym stanie. Jeśli interpretacja zasadniczo się różni, to sygnał, że twój stan wewnętrzny dużo robi.
Dokładnie to co mówi Kobalt - ja zawsze jak jestem w bardzo złym nastroju to odkładam karty. Myślę, że z runami powinno być tak samo. Ale mam pytanie do Wozka90 - czy zauważyłaś że konkretne runy 'wychodzą' częściej w konkretnej fazie? Jakiś wzorzec?
Berkana jest przecież runą płodności i kobiecości, to logiczne że mogłaby być 'aktywniejsza' w fazie płodnej. Chociaż nie wiem czy to nie jest zbyt dosłowna interpretacja. Czy runy w ogóle działają na tym poziomie fizjologicznym?
Słucham tej dyskusji i mam jedno pytanie - czy ktoś wie jak sprawdzić energetyczną jakość przestrzeni w której się wróży? Bo czytałem że miejsce też może wpływać na odczyty.
A ja mam pytanie - jeśli mieszkasz z innymi osobami to ich emocje też wchodzą w tę przestrzeń? U mnie w domu jest dość nerwowo ostatnio i moje rytuały jakoś nie wychodzą. Myszę czy to powiązne?
No to ale jeśli my jesteśmy zmienni to jak mamy ufać odczytom w ogóle? Może zawsze jest jakaś 'interferencja' z naszej strony i nigdy nie czytamy czystego sygnału?
Kobalt świetnie to ujął. Ja myślę podobnie o tarecie. I dlatego właśnie prowadzenie dziennika odczytów ma sens - żeby z czasem zobaczyć własne wzorce i umieć je uwzględniać. Wozka90, ile czasu zajęło ci zanim zobaczyłaś powtarzający się schemat z cyklem?
Właśnie to samo mnie zastanawia u siebie. U mnie zaczęło się po tym jak zmienił się skład domowników i teraz nie wiem czy robić jakiś rytuał oczyszczający czy najpierw sprawdzić runami. Czy kolejność ma znaczenie?
Czekajcie, ale to wracamy do tego co mówiła Wozka90 wcześniej - że stan psychiczny wpływa na odczyty. Jeśli Labradoryt jest zestresowana domownikami, to czy jej odczyt runami będzie w ogóle miarodajny? Czy nie wyczyta tam tylko własnych lęków?
Myślę że Idzi68 trafi w coś ważnego. Ja bym do rozkładu diagnostycznego dla mieszkania podeszła jednak w spokojniejszy dzień, nie w środku napięcia. Przy cyklu jest tak samo - są fazy gdy czytam dla siebie i od razu czuję że wyciągam to co chcę wyciągnąć, nie to co jest.
Ale jak to czujesz że 'wyciągasz to co chcesz'? Bo ja tego nie umię rozróżnić i to jest mój problem. Jakis wewnętrzny sygnał jest, czy to sie przychodzi z doświadczeniem?
Hej, mogę zapytać trochę z boku - w tym temacie mówicie dużo o tym jak stan ciała wpływa na odczyty, ale nikt nie powiedział czy runy w ogóle powinny sie użwyać do wróżenia dla siebie czy lepiej dla innych. Bo moze właśnie dlatego są te przekłamnia?
Czytam tę dyskusję z ciekawością ale mam pytanie do wszystkich - skąd wiecie, że to hormony, a nie po prostu różne dni są po prostu różne? Może człowiek jednego dnia jest bardziej skupiony a innego nie i to nie ma nic wspólnego z hormonami jako takimi? Nie neguję, serio pytam.
Subiektywne to znaczy powiązane z podmiotem. Interpretacja runy zawsze jest powiązana z podmiotem - nie ma czegoś takiego jak odczyt bez interpretatora. Pytanie brzmi nie 'czy to subiektywne' tylko 'w jakim stopniu moja subiektywność w tej chwili mi pomaga a w jakim stopniu przeszkadza'. To jest zupełnie inne pytanie.
Właśnie dlatego dziennik jest taką prostą a skuteczną rzeczą. Wozka90 to potwierdziła. Ja żałuję, że przy kartach nie zaczęłam wcześniej. Jak masz sto wpisów to zaczynam widzieć swoje własne ślepe plamki. Marcel05, a ty w ogóle prowadzisz coś w stylu notatek ze swoich medytacji albo rozkładów?
Ale czy nie jest tak ze notowanie samego nastroju to za mało? Bo jak patrzę na swoje stare wpisy z kart, to pisałam 'byłam smutna' i tyle. A teraz nie wiem czy ten smutek był z zewnątrz czy od wewnątrz i to zmienia cały odczyt.
Schemat to przerost formy. Wystarczy jedno zdanie o tym co było wewnętrzne a co zewnętrzne, i jedna runa jako swoisty 'podpis energetyczny' dnia. Nie rozpisywać, tylko uchwycić. Za dużo pisania i zaczyna się self-editing zamiast obserwacji.
To jest chyba jeden z trudniejszych przypadków - kiedy jesteś w środku sytuacji która wpływa i na ciebie, i na przestrzeń, i nie możesz ich rozdzielić. Robiłam kiedyś podobny rozkład w trudnym czasie i potem patrząc wstecz widziałam, że połowę interpretowałam pod własne oczekiwania. Ale pewnych rzeczy i tak bym nie zobaczyła inaczej.
To trochę brzmi jak pułapka bez wyjścia. Jeśli każdy odczyt jest zabarwiony naszym stanem, a nasz stan się cały czas zmienia, to kiedy właściwie jest dobry moment? I czy on w ogóle istnieje?
Czytam to i jakoś mnie uspokaja 🙂 bo zawsze myślałem ze trzeba sie jakoś przygotować specjalnie, wyczyścić myśli i tak dalej. A wy mówicie ze nie ma co czekać na idealny stan?
Dokładnie to mam na myśli. I nie tylko u ciebie - to dosyć stała prawidłowość w praktyce kontemplacyjnej. Intensywność percepcji nie jest wskaźnikiem trafności. Bywa odwrotnie - im głośniej 'mówi', tym więcej własnego stanu rzutujesz na odczyt. Pytanie do ciebie: czy w te 'głośniejsze' dni runy układają się w bardziej spójne narracje, czy raczej jest więcej chaosu?
