Tarninka wlasnie odpowiedziala sobie sama 🙂 bycie obok to czesto wiecej niz pelna wiedza ekspercka. mozesz jej pociagnac runy razem, pogadac co widzi, co czuje patrząc na dane znaki. nie musisz tlumaczec pelnej symboliki nordyckiej, wystarczy ze bedziesz obecna
przepraszam ze wchodze z boku bo dopiero sledze ten watek, ale mam podobna sytuacje do Lidzi i Tarninki. czy te runy do kontemplacji (bez wrozenia) mozna kupic gotowe czy lepiej zrobic samemu? czytalam ze samodzielnie zrobione maja wieksza moc ale nie wiem czy to prawda czy mit
okej, dzieki Wioletka za wytlumaczenie. to moze glupie pytanie ale - jesli ktos kupuje gotowe i chce je 'swoje uczynic', to czy samo noszenie ich przy sobie przez jakis czas wystarczy czy trzeba zrobic jakis rytuał oczyszczenia najpierw?
oczyszczenie przed pierwszym uyciem to dobra praktyka niezaleznie od tego czy zrobione czy kupione. nie musi byc skomplikowane - wystarczy dym (szalwia, pikolizna), intencja i chwila skupienia. ale zeby nie odpluywac od tematu: dla kogos w rehabilitacji to sam proces wybierania run, dotykania ich, moze byc juz czyms. nie trzeba ceremonialu
a tu mam pewne 'ale'. mowie to jako ktos kto jest sceptyczny wobec przekonania ze intencja zawsze wystarczy. intencja jest wazna, zgoda. ale jesli ktos nie wie co robi, to moze po prostu siedziec z kawalkiem drewna i nic z tego nie wyniesc. pewna wiedza minimalna jednak sie przydaje, szczegolnie na poczatku
to ciekawy spor! ja sama zaczynalem od ksiazki i chyba to bylo dla mnie za duzo teorii na raz. dopiero jak wzielam te kamyki do reki i zaczełam po prostu siedziec z nimi, bez ciagniecia wrozby, cokolwiek ruszylo. moze to kwestia charakteru, jak kto lepiej przyswaja?
ta roznica w podejsciu - najpierw teoria albo najpierw praktyka - to jest wlasciwie odwieczna dyskusja w kazdej dziedzinie. w kontekscie run i rehabilitacji mnie bardziej interesuje co da tej konkretnej osobie poczucie bezpieczenstwa i kontroli. dla jednych to bedzie wiedza ze 'robie to dobrze', dla innych spontanicznosc kontaktu ze znakiem. Tarninka, znasz te preferencje swojej znajomej?
szczerze to nie bardzo. raczej jest typem ktory lubi wiedziec co robi, wiec moze jednak jakas podstawa teoretyczna by jej pomogla. ale nie za duzo naraz, bo to tez nie jest ktos kto w tej chwili ma duzo pojemnosci na nauke. to troche balansowanie
to balansowanie o ktorym mowi Tarninka to jest sedno calej sprawy. za malo - nie wiadomo co sie robi. za duzo - przeciazenie. w pracy z czakrami mam podobne dylematy z klientami, i najczesciej wychodzi ze najlepiej zaczac od jednego prostego elementu i zobaczyc jak reaguje. moze jedna runa, jedno skojarzenie, jeden dzien
jedno skojarzenie, jeden dzien - to brzmi bardzo sensownie i dobrze ze ktos to powiedzial wprost. dodam tylko ze warto miec jakis sposob na zapisywanie tych skojarzen. nawet krotki notes, zeby za tydzien mozna bylo porownac. w procesie rehabilitacji ten element 'widze ze sie zmieniam' moze byc sam w sobie leczniczy
o, notes to swietny pomysl! ja sama prowadzilam cos w rodzaju dziennika run przez jakis czas i to bylo naprawde piekne, wracac do tego po miesiacu i widziec ze gdzies tam jednak cos sie przesunelo. nie ma sie tego uczucia jesli sie tylko ciagnie runy i idzie dalej bez refleksji
notes, dziennik, ok, to praktyczne. ale mam pytanie do calej grupy: czy ktokolwiek tu mial bezposrednie doswiadczenie z uzywaniem run przez osobe w aktywnym programie rehabilitacyjnym? bo cala ta rozmowa jest bardzo teoretyczna. ja nie mam i chetnie bym uslyszal cos konkretnego zanim bedziemy dalej konstruowac idealny zestaw
uczciwe pytanie. ja nie mialam bezposrednio, ale pracowalem z kilkoma osobami ktore byly po trudnych przejsciach - nie rehabilitacja w sensie medycznym, ale kryzysy emocjonalne. i tam runy sprawdzaly sie jako zakotwiczenie w codziennosci. czy to analogiczne? trudno powiedziec, bo rehabilitacja to specyficzny kontekst
mam podobnie jak Gosiunia. nie rehabilitacja sensu stricto, ale wsparcie po zalamaniu nerwowym u znajomej. tam Isa - ta runa zatrzymania, lodu - okazala sie bardzo pomocna, bo dawala przyzwolenie na bycie w miejscu bez ruchu. nie kazda runa musi popychac naprzod, czasem ta ktora mowi 'stoj, oddech' jest cenniejsza
to ma sens. wiec lepiej zeby sama ciagnela niz zebym jej mowila ktora wziela? ok, to zmienia moje myslenie o tym calym 'co jej dac'. moze chodzi o to zeby jej stworzyc warunki i dac wolnosc wyboru, a nie podsuwac gotowe odpowiedzi
Tarninka wlasnie doszla do czegos waznego. rola wspierajacego to nie 'mam dla ciebie rozwiazanie' tylko 'mam dla ciebie przestrzen'. to rozroznienie jest fundamentalne i bardzo czesto pomijane przez osoby ktore chca pomoc z dobrego serca
no tak ale ta przestrzen tez musi byc gdzies zakotwiczona. mowimy ze ona ma ciagnac sama i sama interpretowac, ale jezeli w ogole nie wie co trzyma w rece to moze to byc dezorjentujace bardziej niz pomocne. moze Tarninka mogłaby jej po prostu wytlumaczyc na czym polega praktyka i zostawic reszte?
dokladnie to, co Olesia. pare slow wstepu, jedno krotkie cwiczenie razem, i potem juz jej wlasna droga. to nie musi byc kurs run, wystarczy ze bedzie wiedziec ze 'ciagne jedną, patrze na nia przez chwile, notuje co czuje'. reszta przyjdzie sama albo nie i tez bedzie ok
to co napisala Lidzia.2 na koncu brzmi bardzo sensownie. pare slow wstepu i pierwsze ciagniecie razem - to moze byc tez swietna okazja do rozmowy, nie tylko o runach ale w ogole. czasem samo siedzenie z kims i robieniu razem czegos spokojnego jest juz czyms
właśnie, właśnie. i wiesz co, Tarninka, bo cały czas myśle o tej twojej osobie - mówisz że ma teraz mało pojemności na naukę. to pytanie do ciebie: jak ona reaguje na ciszę? bo praca z runami ma w sobie duzo ciszy i czekania. dla jednych to ukojenie, dla innych może byc trudne
cisza przy runach to nie jest cisza z niczym. to cisza z pytaniem. i to moze byc akurat bardzo dobre dla osob ktore sa niespokojna, bo skupienie sie na jednym pytaniu, jednym kamieniu, jednym znaku - to jest konkretne. daje coś do trzymania, dosłownie i w przenośni
hm, ale wy zakładacie ze ta osoba bedzie umiala 'siedziec z pytaniem'. to nie jest umiejetnosc ktora wszyscy maja. jezeli ktos jest w rehabilitacji po uzaleznieniu - a domyslam sie o tym mowimy, choc Tarninka nie napisala wprost - to siedzenie z trudnymi mysli bedzie dla niej wyzwaniem, a nie relaksem. mam racje Tarninka ze to uzaleznienie?
to zmienia nieco kontekst. nie drastycznie, ale jednak. w takim przypadku powiedzialbym ze szczegolnie wazne jest zeby ta praktyka byla krotka i przewidywalna. zadnych dlugich sesji, zadnych run ktore moga wyrzucic cos bardzo ciezkiego emocjonalnie. i tu jest pytanie - czy Tarninka planuje przy tym byc, czy ta osoba ma to robic sama?
to wazna kwestia ktora Krodo poruszył. ja bym dodała jeszcze jedno - jesli ta osoba jest w aktywnym programie to ma tam pewnie terapeutow czy innych specjalistow. czy ktokolwiek z nich wie o planach z runami? nie mówię ze trzeba prosic o pozwolenie, ale warto wiedziec czy to nie bedzie kolidowac z tym co robi program
o, to jest bardzo trafna uwaga. sama to pomyslalam ale nie napisalam. program rehabilitacyjny ma swoja strukturę i logikę i wpychanie dodatkowych 'narzedzi' bez wiedzy prowadzacych moze mieszać, niekoniecznie szkodliwie, ale niekoniecznie też korzystnie
nie wiem czy ktokolwiek tam o tym wie. to prywatna inicjatywa, nie coś co jest częścią programu. nie chciałam sie mieszać za bardzo, ale to co mówicie ma sens. moze warto przynajmniej wspomniec
Tarninka, rozumiem ze chcesz pomoc i ze to wynika z troski. ale mam wrazenie ze warto sie zatrzymac i zadac sobie pytanie - czy ta osoba sama chce miec runy w swoim procesie? bo to sie troche gubiło w calej naszej dyskusji. mowilysmy co jej dac, jak jej to wytlumaczyc, a nie zapytalysmy wprost: a czy ona sama wyrazila chec?
