Numerolog ma rację i cieszę się że to ktoś wreszcie powiedział bez owijania w bawełnę. Nie twierdzę że runy są złe. Twierdzę że dla osoby w ostrym kryzysie emocjonalnym żaden system wróżebny - runy, tarot, wahadło, cokolwiek - nie jest pierwszym krokiem. Pierwszym krokiem jest bezpieczne otoczenie, zaufana osoba i ewentualnie specjalista. To nie jest antyezoteryczne podejście, to jest po prostu rozsądek. Runy będą czekać.
rozumiem co mowita Numerolog i Cesarzyca i w sumie gdzies to wiedzialm od poczatku, ale chyba chciałam uslysze potwierdzenie ze runy są bezpieczne bo moja znajoma sie pyta i nie chciałam jej mowic że nie. teraz rozumiem ze to nie jest pytanie o to czy runy są bezpieczne - to jest pytanie o to czy ona jest gotowa. i chyba odpowiedź znam. dzieki wszystkim naprawde, dużo mi daliscie do myslenia
o wow, Dagmarko, to co napisałaś w ostatnim poście - że chciałaś usłyszeć potwierdzenie że runy są bezpieczne bo nie chciałaś odmawiać znajomej - to jest strasznie ważne i szczere i dziękuję że to napisałaś. bo chyba tak naprawdę o to w tym wątku chodzi, nie? o to żebyśmy sami ze sobą byli uczciwi w tym co doradzamy
mhm. i to jest właśnie ten moment w którym dobry doradca mówi 'nie wiem' albo 'nie teraz' zamiast szukać bezpiecznej odpowiedzi. Dagmarko, zrobiłaś dobrze że dopytałaś tutaj. serio.
ale mam pytanie do tej sytuacji - Dagmarko, czy ta twoja znajoma w ogóle wie że tu pytasz? bo to trochę zmienia sytuację. jedna rzecz to doradzać komuś kto sam pyta, a druga to szukać odpowiedzi w jej imieniu...
och, to zupełnie inaczej to teraz wygląda. i to co mówi o wstydzie - że ktoś ją oceni - to jest chyba ważniejsze niż same runy. bo skoro się wstydzi to znaczy że gdzieś w sobie wie że to nie jest teraz priorytet? czy ja to źle odczytuję...
nie, nie źle. wstyd w takim kontekście to często wewnętrzny głos który mówi: coś tu nie gra. ale nie przesadzajmy z interpretowaniem jej psychiki przez proxy, bo to też ma swoje granice. Dagmarka przekazuje nam okruchy, nie pełny obraz.
właśnie. i tu leży sedno tej całej rozmowy którą prowadzimy od który tam posta. my wszyscy robimy dokładnie to samo co przestrzegamy żeby nie robić z runami - interpretujemy sytuację której nie widzimy w pełni, przez filtr drugiej osoby, i wyciągamy wnioski. trochę przewrotne, nie? 🙂
no i wreszcie ktoś to powiedział. dziękuję Hubert. ta dyskusja od jakiegoś czasu kręci się w kółko bo de facto robimy to co krytykujemy. doradzamy w ciemno, przez pośrednika, osobie której nie znamy. to nie jest ani ezoteryką ani pomocą. to jest gdybanie.
Zielarz, troche ostro, bo intencja jest dobra. ale rozumiem co masz na mysli. pytanie do ciebie - a co w takim razie wolno robić w tej sytuacji? bo 'nic' to też jest odpowiedź ale nie zawsze najlepsza
Zielarz ma rację w tym sensie że przegadaliśmy to może za bardzo w teorię. ale czy to znaczy że ta teoria jest bezwartościowa? bo mnie te wątki o filtrach i o granicy ja-zewnątrz bardzo dużo dały, niezależnie od tej konkretnej sytuacji. to są rzeczy o których warto myśleć ogólnie.
no i to jest chyba naturalne dla takich dyskusji że zaczynają od konkretnego pytania a potem rosną w coś większego. Dagmarka pytała czy runy są bezpieczne, a my skończyliśmy na tym kiedy w ogóle nie powinno się siadać z żadnym systemem wróżebnym. to nie jest odpłynięcie, to jest pogłębienie, imo
ja cały czas czytam i mam jedno pytanie które mi siedzi w głowie - czy ktoś z was kiedyś był w podobnej sytuacji co ta znajoma Dagmarki? i siadł wtedy z runami albo z kartami? i jak to było?
okej więc rozumiem że wszyscy są teraz zgodni że w kryzysie runy mogą bardziej zaszkodzić niż pomóc. ale mam takie przekorne pytanie - czy jest w ogóle sytuacja w której runy byłyby pomocne właśnie wtedy? nie 'zamiast terapii' ale obok? jakieś uziemienie, codzienny jeden rzut? czy to jest w ogóle do obronienia?
Jasnowidz, to jest uczciwe pytanie. myślę że jeden rzut dzienny, traktowany jako punkt skupienia a nie wyrocznia, może mieć sens. ale tylko jeśli osoba sama z siebie chce i sama interpretuje, bez presji i bez szukania 'odpowiedzi'. problem zaczyna się gdy runa ma powiedzieć co robić.
jeden rzut dziennie jako punkt skupienia to jest po prostu medytacja z wizualnym bodźcem. można to robić z runami, z kartą, z kamieniem, z parą butów. medium nie ma tu znaczenia. ważne czy osoba jest w stanie to zrobić bez spirali.
ta rozmowa jest genialna serio, ale mam małe 'ale'. dużo tu mówimy o tym czego nie robić i kiedy nie siadać. ale czy ktoś mógłby powiedzieć - po czym poznać że ta osoba jest już w miejscu w którym MOŻE spróbować? bo rozumiem 'poczekaj kilka tygodni' ale co po tych tygodniach? skąd wiadomo że już okej?
czytam was wszystkich i chce powiedziec że ta rozmowa naprawde mi dała do myslenia. zisieczka, to co napisałas o pytaniu 'co mogę zrobić' zamiast 'dlaczego mi to się przydarzyło' - przekazałam znajomej i ona się trochę popłakała. w dobrym sensie chyba
o, Dagmarka wróciła do wątku. i co znajoma powiedziała konkretnie? bo ten płacz mnie zastanawia, to może być dużo różnych rzeczy
to że się popłakała to nie musi być zły znak. czasem jedno zdanie trafia w coś co siedzi bardzo głęboko. ale mam do ciebie pytanie - czy ona ma kogoś konkretnego, do kogo może zadzwonić? nie forum, nie runy, ale żywa osoba?
no dobra, tu się zatrzymajmy na chwilę. Dagmarka nam przekazuje strzępki, my nie znamy tej kobiety, nie wiemy co się u niej dzieje, i już wyciągamy wnioski z jednego zdania o płakaniu. trochę ostrożniej. nie mówię że się nie przejmować, mówię żeby nie nadinterpretować przez pięć warstw pośrednictwa
Hubert ma racje ale i Zisia ma racje i to nie jest sprzeczne. mozna jednoczesnie nie nadinterpretowac I zapytac o to czy ma kogoś bliskiego. to nie jest wielka filozofia
zostawmy na chwilę znajomą Dagmarki, bo ona nie jest tu osobą na forum i naprawdę nie mamy jak jej pomóc bezpośrednio. wróćmy do pytania które zadał Jasnowidz kilkanaście postów wcześniej, bo myślę że nie odpowiedzieliśmy na nie porządnie - czy jest w ogóle sytuacja w której runy działają jako wsparcie a nie jako pułapka? bo ja mam zdanie ale ciekawa jestem co inni myślą
Selenitka, to jest naprawdę precyzyjne rozróżnienie. 'nazywanie tego co już czuję' kontra 'czekanie na instrukcję'. to chyba jest właśnie ta różnica między runami jako lustrem a runami jako wyrocznią. i to drugie jest ryzykowne zawsze, nie tylko w kryzysie
hmm, ale jak to odróżnic w praktyce? bo jak ktos jest w słabym miejscu emocjonalnie to te dwie rzeczy sie mieszaja. siedze z runa, niby ją 'interpretuję' ale tak naprawde szukam potwierdzenia. jak mam wiedziec kiedy to jedno a kiedy drugie?
Trzygłow, to jest właściwie najważniejsze pytanie w tej dyskusji. i uczciwa odpowiedź brzmi: nie zawsze wiesz. ale jest jeden sygnał który zauważyłam przez lata - jeśli po odczycie czujesz ulgę albo ciekawość, to zazwyczaj działasz z dobrego miejsca. jeśli po odczycie czujesz lęk albo konieczność 'sprawdzenia jeszcze raz' - to jest znak że coś poszło nie tak
o, to z tą ulgą kontra lękiem to super wskazówka. zapisuję. ale mam pytanie bo jestem ciekawa - czy to znaczy że jak po odczycie jest mi źle to mam w ogóle przestać? czy to że runa pokazuje trudną rzecz to już powód do niepokoju?
