Czy jest więc jakaś metoda żeby zminimalizować to dopasowywanie wsteczne? Coś co robimy przed odczytem, nie po, żeby interpretacja była bardziej uczciwa wobec siebie?
Ale czy jak sie zapisze interpretacje to nie wpywa to potem na to jak sie doświadcza sytuacji? Tzn. może sie samospełniać przez to ze juz wiesz co sie spodziewasz i tak to interpretujesz.
Wracając jeszcze do tematu zmian hormonalnych, który na początku poruszałaś - czy ktoś zauważył że konkretne fazy cyklu albo konkretne stany fizyczne dają inny rodzaj interpretacji, nie tylko jej jakość ale też kierunek? Bo mi się wydaje że w pewnych momentach jestem bardziej skłonna do pesymistycznych odczytów niezależnie od tego co wylosuję.
Wracając jeszcze do tematu zmian hormonalnych, który na początku poruszałaś - czy ktoś zauważył że konkretne fazy cyklu albo konkretne stany fizyczne dają inny rodzaj interpretacji, nie tylko jej jakość ale też kierunek? Bo mi się wydaje że w pewnych momentach ciągnie mnie do run z zupełnie inną symboliką niż zwykle.
Właśnie to miałam na myśli kiedy zaczynałam ten temat. Nie chodzi o to że interpretacja jest 'gorsza' albo 'lepsza', tylko że jakby inaczej ustawiony jest filtr. W fazie lutealnej moje odczyty są bardziej pesymistyczne, nawet gdy wyciągam runy które normalnie czytam neutralnie. Isa na przykład - potrafię ją czytać jako spokój albo jako stagnację, i to drugie dominuje w określonym momencie miesiąca.
A czy to nie jest po prostu nastrój? Tzn. w fazie lutealnej nastrój jest cięższy fizjologicznie, więc wszystko interpretujesz ciemniej - runy, sytuacje, rozmowy. Zastanawiam się czy runy tu są w ogóle specyficzne czy to ogólniejszy efekt.
Możliwe że tak. Ale to samo pytanie można zadać przy każdym odczycie - może zawsze tylko nastrój filtruje. I wtedy pytanie brzmi: czy jest moment kiedy interpretujemy 'obiektywnie'? Bo jeśli nie, to może każdy stan jest równie ważny.
No właśnie. Czyli statystycznie to wyrównuje. To nie jest złośliwość, po prostu ciekawi mnie - czy ktoś w ogóle prowadzi jakiekolwiek notatki przez dłuższy czas które pozwoliłyby to porównać?
Ale jak sie to potem czyta po miesiącach to nie ma sie ochoty zmienić co bylo zapisane? Tzn. czysto psyhologicznie, żeby pasowało?
Robiłam trzy losowania. Jedno z pytaniem 'jaką energię zastanę', drugie 'co będę tu rozwijać' i trzecie 'co będzie wymagało uwagi'. Każde jedno losowanie, jedna runa. Nie robiłam dużych układów, bo przy nowym miejscu wolę mieć proste sygnały niż skomplikowany obraz który mogę nadinterpretować.
O, to ciekawe. Znaczy sie ze trzy osobne losowania z trzema pytaniami? A te runy potem traktowalas razem jako calosc czy oddzielnie? Bo jak razem to juz jest układ chyba.
To co opisujesz to w praktyce jest układ, tylko bez formalnej struktury pozycji. Intencja jest przy każdej osobna, ale interpretacja jest całościowa. Nie mówię że to złe - mówię że warto sobie z tego zdawać sprawę, bo wpływa na to jak czytamy wyniki.
Myślę że pozycja nadaje intencji strukturę, a struktura ogranicza i ukierunkowuje interpretację. Czy to lepsze? Zależy czego szukasz. Przy diagnozie miejsca wolę może właśnie luźniejsze podejście Wozki, bo miejsce nie ma jednej narracji jak pytanie o sytuację życiową.
Ja też robię głównie wieczorem i zastanawiam się teraz czy to ma znaczenie. Tzn. przy tarocie podobno rano jest się bardziej otwarty, mniej mentalnego śmiecia z dnia. Czy przy runach jest podobna zasada czy nie ma to znaczenia?
Wracając do tego co pisał Marcel05 o mężczyznach i cyklach - ciekawi mnie coś innego. Czy przy odczytach dla miejsca, jak robiła Wozka90, płeć osoby robiącej odczyt w ogóle coś zmienia? Tzn. czy ta przestrzeń odpowiada inaczej na kobiecą czy męską energię, cokolwiek by to znaczyło?
A czy ktokolwiek w ogóle zlecał odczyt przestrzeni komuś innemu i potem porównywał z własnym? Bo przy tarocie zdarza mi się prosić o drugie zdanie i często jest zaskakująco spójnie w ogólnym zarysie, choć szczegóły się różnią. Zastanawiam się czy z runą dla miejsca byłoby podobnie.
Nie, nie robiłam tego. Teraz żałuję trochę, bo to byłoby ciekawe. Dostałam Hagalaz, Pertho i Sowulo. Gdyby ktoś chciał spróbować zinterpretować bez kontekstu co to może być za miejsce, to byłoby coś na czym można by porozmawiać.
Hej, Hagalaz, Pertho i Sowulo brzmi intrygująco jako zestaw. Ja bym powiedzała że to jest miejsce z jakąś historią zmian może? Hagalaz kojarzy mi sie z przełomem, Sowulo ze światłem które w końcu wychodzi, a Pertho to chyba los albo to co sie ukryte... Ale ja jestem dość zielona w runach wiec mogę gadać bzdury.
Chwila, jeśli dobrze rozumiem - robiłaś odczyt zanim weszłaś do mieszkania? To zmienia perspektywę tej rozmowy o cyklach hormonalnych i filtrach bo twój stan wewnętrzny mógł być bardziej nieugruntowany niż podczas odczytu w miejscu już poznanym.
To jest coś o czym nie myślałam. Pewnie weszłabym z zupełnie innym pytaniem, już nie 'jaką energię zastanę' tylko coś bardziej konkretnego. Może to jest argument za powtarzaniem odczytów w odstępach czasu, żeby zobaczyć czy obraz miejsca się zmienia wraz z tym jak się je poznaje.
Ale czy to nie jest trochę kółko samo w sobie? Tzn. im bardziej poznajesz miejsce, tym bardziej twoja interpretacja run będzie odpowiadać temu co już wiesz, a nie temu co runy mówią. Nie wiem jak to rozdzielić.
To co powiedział Kobalt ma sens, ale mnie jednak ciekawi jedno - czy ten 'zewnętrzny język' run nie działa inaczej kiedy masz już gotową narrację o miejscu? Tzn. wracając do Wozka90 i jej odczytu przed wprowadzką - czy nie jest tak, że właśnie dlatego tamten odczyt był czystszy, bo nie miałaś jeszcze żadnych wyobrażeń do potwierdzenia?
Myślałam o tym i chyba tak. Teraz jak wiem jak się czuję w tym mieszkaniu, to ciężko byłoby mi robić odczyt bez automatycznego nakładania tego na runy. Hagalaz dostałam jeszcze zanim przekroczyłam próg i teraz zastanawiam się czy nie miała mi powiedzieć czegoś o mnie samej w tym momencie, a nie o miejscu. Byłam w trakcie przeprowadzki, dość naładowana emocjonalnie.
No i tu wracamy właśnie do sedna wątku. Hagalaz jako odpowiedź na pytanie o przestrzeń, ale odczytana przez osobę w trakcie dużej zmiany życiowej - jak oddzielić co jest czego? To jest realny problem metodyczny, nie filozofia.
Pytanie było mniej więcej takie: co powinienem wiedzieć o tej przestrzeni zanim wejdę. Teraz widzę że to też jest pytanie na styku - miejsce i moje przygotowanie do wejścia w nie. Runy mogły odpowiedzieć na oba naraz.
A czy ktoś w ogóle robi odczyty przed wejściem do nowego miejsca normalnie? Bo mnie się wydawało że takie pytania zadaje się na miejscu, w tej przestrzeni. Nie wiem czy to ma znaczenie ale chyba ją poczuć żeby pytać.
Ale wtedy czytasz z wyprzedzeniem a nie o miejscu samym w sobie. Tzn. czytasz o sobie w relacji do czegoś przyszłego. To chyba inne pytanie energetycznie?
