Cześć wszystkim, mam takie pytanie które trochę mnie gryzie od jakiegoś czasu. Zaczęłam pracę z runami jakieś pół roku temu, naprawdę mi to pomaga, czuję że coś w tym jest. Ale ostatnio wróciłam też do praktyki katolickiej, chodzę do kościoła, modlę się i czuję się z tym dobrze. I nie wiem... czy te dwie rzeczy w ogóle mogą iść w parze? Czy pracując z runami 'sprzeniewierzam się' swojej wierze? Moja siostra twierdzi że tak i trochę mnie to rozkręciło. Czy ktoś z was miał podobny dylemat?
To bardzo dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi, bo zależy co dla ciebie znaczy praca z runami. Czy traktujesz je jako system wróżebny, jako alfabet symboliczny, czy może jako coś bardziej duchowego z tradycji nordyckiej? Bo to robi ogromną różnicę jeśli chodzi o ewentualny konflikt z wiarą chrześcijańską.
A to ciekawe, bo ja zawsze myślałem że runy to taka trochę religia sama w sobie, z tymi bogami nordyckimi i całą resztą. Czy można w ogóle używać run bez wchodzenia w ten cały światopogląd?
No właśnie, to jest sedno sprawy. Sam przez jakiś czas praktykowałem zarówno magię, jak i chodziłem do kościoła i wiem, że wewnętrzny konflikt potrafi być całkiem realny, nie tylko teoretyczny. Mnie w końcu to rozerwało na dwie strony i wybrałem jedno. Ale znam osoby, które jakoś to godzą. Pytanie jest takie - jak ty to odczuwasz wewnętrznie? Bo zewnętrzna ocena siostry to jedno, ale twoje własne odczucie to drugie.
Mam pytanie do całej dyskusji - czy Kościół katolicki oficjalnie zabrania wróżenia runami? Bo mam wrażenie, że to inna sytuacja niż na przykład satanizm, ale nie jestem pewna jak to wygląda oficjalnie.
Kościół katolicki oficjalnie zalicza wszelkie wróżbiarstwo do kategorii praktyk zabronionych - jest to zapisane w Katechizmie. Więc z formalnego punktu widzenia tak, runy jako wróżenie są niezgodne z doktryną. Ale czy to oznacza, że musisz z nich rezygnować - to już decyzja osobista, nie moja.
Tylko że samo zakazanie czegoś przez instytucję nie oznacza że to jest złe, prawda? Kościół przez wieki zakazywał różnych rzeczy, które teraz uważamy za zupełnie normalne. Czy nie chodzi raczej o to żeby każdy sam ocenił co mu służy duchowo?
Mnie skłoniło do tego poczucie, że nie mogę iść w dwóch kierunkach jednocześnie z pełnym zaangażowaniem. Ale to jest moja droga i nie mówię że twoja musi być taka sama. Znam ludzi którzy traktują runy jako sposób do refleksji, bez żadnych bóstw w tle, i to im nie przeszkadza w wierze. Pytanie jest bardziej o to, co ty wkładasz w tę praktykę.
Zastanawiam się czy nie jest podobnie jak z astrologią - mnóstwo chrześcijan czyta horoskopy i nikt z tego powodu nie ma egzystencjalnego kryzysu. Runy są może bardziej 'pogańskie' w odczuciu estetycznym, ale mechanizm chyba podobny?
Ja jestem starsza i pamiętam czasy kiedy nawet o horoskopach nie mówiło się głośno, bo to było 'od diabła'. Teraz moja pani w kościele czyta 'Twoją Twarz Znają Miliony' i nikt nie robi afery. Czasy się zmieniają i sumienie jest ważniejsze niż opinia innych. Ale rozumiem dylemat, sama bym się zastanowiła.
Dla mnie kluczowe jest to o czym pisał Bard - czy traktujesz runy jako kontakt z nordyckim pantenonem czy jako system symboli. Bo jeśli to drugie, to różnica między runami a numerologią jest naprawdę minimalna, a numerologię praktykują nawet osoby głęboko wierzące. Skąd ta różnica w postrzeganiu?
Wracam do tego co pisał Zdzichu.x, bo to mnie bardzo trafia. Ja naprawdę nie siedzę nad runami i nie myślę o Odynie. Myślę o tym co dzieje się w moim życiu i szukam jakiegoś lustra do refleksji. Więc może faktycznie to bardziej numerologia niż kult? Tylko że mojej siostrze tego nie wytłumaczę, bo dla niej sama forma - te znaki - jest już problematyczna.
A mnie zastanawia takie pytanie - czy w ogóle warto tłumaczyć to siostrze? Mówię serio, nie złośliwie. Czy szukasz jej akceptacji, czy raczej swojej własnej pewności co do tego co robisz?
Mam pytanie, bo trochę zgubiłam wątek - czy w tej rozmowie zakładamy że autorka jest nadal praktykującą katoliczką, czy raczej jest na etapie odchodzenia od Kościoła? Bo to chyba dość mocno zmienia sytuację.
To co napisałaś jest ważne. Mnie też się tak zaczęło - runy nie były powodem odejścia, tylko sygnałem że coś w środku już dawno się przesunęło. Pytanie czy ty też to tak czujesz, czy jednak chciałabyś móc robić i jedno i drugie?
Słucham was i myślę że może za bardzo komplikujecie. Wiara to nie jest system do zarządzania, który się konfiguruje. Jak coś czujesz w środku to czujesz, jak nie czujesz - też czujesz. Żadne pytanie na forum tego nie rozstrzygnie, prawda?
Wracam do wątku z symboliką, bo Dagmarka coś ważnego wspomniała wcześniej. Mnie zastanawia czy runy są 'cięższe' w tym religijnym sensie właśnie dlatego że są starsze i bardziej niszowe niż horoskopy. Horoskop jest w każdej gazecie, więc jest oswojony. A runy dalej kojarzy się z czymś 'innym'. Czy to nie jest po prostu kwestia tego co jest znormalizowane kulturowo?
Naudhiz to akurat bardzo konkretna runa jeśli chodzi o napięcie między tym co jest a tym czego potrzebujesz. To zestawienie z Ingwaz ma sens przy takim dylemacie. Ale jedno mnie ciekawi - czy ciągnęłaś jeszcze coś jako tło albo radę?
Ehwaz w kontekście duchowym często mówi o zmianie, ale płynnej, nie gwałtownej. Jakby przejście koń - jeździec, nie przeskok przez przepaść. To może wskazywać że ta decyzja nie musi być radykalna. Ale to twoja interpretacja, ja tylko rzucam skojarzenia.
Hej, ale czy dobrym pomysłem jest ciągnąć runy żeby zdecydować co zrobić z runami? 🙂 Serio pytam, bo to brzmi trochę jak pytanie karty tarota czy masz zaufać kartom tarota.
Zgadzam się z Eremitką, ale jednak widzę tu ryzyko - jeśli jesteś mocno związana emocjonalnie z praktyką, to interpretacja może potwierdzać to co chcesz usłyszeć. Nie mówię że tak jest, ale warto mieć to z tyłu głowy. Ja przez jakiś czas ciągnąłem runy na każdą wątpliwość i w pewnym momencie zauważyłem, że zawsze 'wychodziło' to co i tak chciałem zrobić.
To co napisał Jaroslaw75 o ciągnięciu run na każdą decyzję - to mnie zastanawia, bo ja mam podobne ryzyko. Czy możesz dokończyć tę myśl? Bo urwałeś w połowie i właśnie to zdanie wydaje mi się najważniejsze w całym tym wątku.
Chciałem powiedzieć, że przez jakiś czas ciągnąłem runy na każdą większą decyzję i w pewnym momencie zauważyłem, że interpretacje zawsze jakoś pasowały do tego co już chciałem zrobić. Nie znaczy to, że runy są złe, tylko że mój własny filtr był za mocny. Musiałem sobie zadać pytanie - czy ja tu szukam lustra, czy szukam pozwolenia?
To jest sedno całej rozmowy o runach i decyzjach życiowych, łącznie z tym dylematem Aurelindki o wierze. Jeśli runy mają być lustrem, to trzeba umieć patrzeć na to co w tym lustrze, a nie tylko na to co chcemy zobaczyć. Ale to nie jest zarzut wobec run, to jest po prostu praca z sposóbm.
Muszę tu przerwać, bo to jest bardzo celne. Właściwie od kilku tygodni chyba każdy odczyt czytam przez ten pryzmat, nawet jak pytam o coś zupełnie innego. Nie wiem czy to źle, ale na pewno tak jest.
A może to w ogóle nie jest problem? Może to właśnie znaczy, że ta decyzja o wierze jest teraz twoją główną 'energią' i runy po prostu to odbijają? Nie mówię, że tak jest na pewno, ale czy ktoś tu miał podobnie - że jedna duża rzecz zabarwia wszystkie odczyty na jakiś czas?
Miałam tak przy zmianie pracy. Przez kilka miesięcy wszystko co ciągnęłam jakoś odnosiło się do tego tematu. Potem się uspokoiło. Ale to co mnie teraz bardziej ciekawi w kontekście Aurelindki - czy ta zmiana wiary, jeśli do niej dochodzi, zmienia w jakiś sposób to jak ona sama rozumie runy? Bo runy zakorzenione w nordyckiej tradycji mają swój kontekst, który jednak jest pogański.
