To jest szerszy problem z ezoteryką w ogóle. Dużo rzeczy funkcjonuje jako wiedza przekazywana z ust do ust i kiedy próbujesz dojść do źródła, okazuje się, że jest albo bardzo stare, albo bardzo rozmyte. Przy paczuli i runach to szczególnie ciekawe, bo runy są germańskie, a paczula pochodzi z Azji Południowej. Skąd w ogóle to połączenie?
To wyjaśniałoby dlaczego nikt nie umie podać źródła. Ale czy to automatycznie znaczy, że połączenie jest bezwartościowe? Systemy mieszają się od zawsze i nie zawsze to jest złe. Tylko uczciwie by było wiedzieć, że to nie jest 'pradawna tradycja nordycka', tylko coś nowszego.
Dokładnie to chciałam napisać. Mnie bardziej przeszkadza kiedy coś jest przedstawiane jako starożytna praktyka, a jest de facto wymysłem z zeszłego wieku. Sam zapach może działać niezależnie od historii, ale ta historia nie powinna być zmyślona.
Zaraz, odpędzający owady? Tego nie wiedziałam. Moje runy są drewniane i przechowuję je w tkaninie bez żadnych zabezpieczeń. Czy to realny problem czy przesada?
No i proszę - nagle mamy praktyczne uzasadnienie, które nie wymaga żadnej magii. Cedr albo paczula jako naturalny środek ochrony drewna. To jest coś, z czym mogę się zgodzić bez żadnych zastrzeżeń.
Myślę, że to jest uczciwsze pytanie niż poprzednie. Bo 'efekt magiczny' to zbyt szerokie pojęcie, a 'wzmacnia energię' to konkretne twierdzenie, które faktycznie wymaga doprecyzowania. Berkana, jak ty to rozumiesz w praktyce?
To jest świetne pytanie i mi też chodzi po głowie. Jeśli chodzi o warunkowanie, to owszem - teoretycznie każdy zapach mógłby zadziałać, gdybyś go konsekwentnie łączyła z praktyką. Ale część ludzi twierdzi, że pewne zapachy mają własne właściwości niezależne od tego skojarzenia. Ciekawi mnie co mówi na to Berkana albo Ulka.
I tu wracamy do sedna tematu - bo wybierając zapach do przechowywania run, możemy brać pod uwagę obie te warstwy. Praktyczną: co chroni materiał, co nie jest agresywne. I osobistą: co dla mnie działa na poziomie skupienia. Paczula nie musi być jedyną odpowiedzią, ale rozumiem czemu jest popularna - jest wyrazista i trudno ją z czymś pomylić.
Ale czy to znaczy, że tak naprawdę możemy używać czegokolwiek, co nam odpowiada, i to zadziała? Bo jeśli tak, to cała ta dyskusja o paczuli i sandałowcu trochę się sypie. Albo raczej zmienia sens - nie szukamy 'właściwego' zapachu, tylko 'naszego' zapachu.
To nie jest takie proste. Owszem, warunkowanie działa z każdym zapachem, ale powiedziałabym, że pewne zapachy mają coś, co sprawia, że warunkowanie przebiega łatwiej i głębiej. Sandalowiec czy paczula mają coś ziemistego, spójnego, co pasuje do pracy z przedmiotami fizycznymi. Nie powiem ci, że musisz używać jednego czy drugiego, ale nie powiem też, że herbata w woreczku zadziała tak samo dla większości ludzi.
A co z runami kamiennymi? Bo o drewnianych rozmawiamy, ale moje są z jaspisu i zastanawiam się czy zapach ma tu w ogóle jakieś znaczenie praktyczne, czy czysto rytualnie.
Przy kamieniach kwestia ochrony materiału odpada całkowicie, więc zostaje ci wyłącznie ten drugi wymiar - rytualny, skojarzeniowy. Co ciekawe, niektórzy twierdzą, że kamienie 'trzymają' zapachy inaczej niż drewno i że po czasie sam kamień zaczyna lekko pachnieć. Nie wiem czy to prawda, bo nigdy nie miałem kamiennych run wystarczająco długo, żeby to sprawdzić.
Mam agat i kiedyś trzymałam go przez jakiś czas obok paczuli w szufladzie. Faktycznie po czasie był wyczuwalny zapach, ale bardzo subtelny. Nie wiem czy to ma jakiekolwiek znaczenie dla pracy z runami, ale faktem jest, że kamień jakoś tam zapach chłonie.
Ja mam pytanko do calosci tej rozmowy - czy ktos z was uzywał kadzidła bezposrednio przy runach, tzn. okadzał je dymem? Bo czytałam gdzies ze to jest bardziej tradycyjne niz trzymanie z zapachem na stałe. Tylko nie wiem jak blisko i jak długo.
A jakim dymem się okadza? Czy to jest tak samo dowolne jak wybór zapachu do przechowywania, czy tu już są jakieś konkretniejsze wskazania?
Jalowiec, to jest ciekwe, bo kiedys słyszałam ze jalowiec jest raczej do oczysczania przestrzeni a nie przedmiotow. czy przy runach tez to dziala czy raczej trzeab czegos inneg uzywac?
Wracając do tego co pisałam wcześniej o jaspisu - mam jeszcze jedno pytanie, bo nie doczekałam się odpowiedzi. Czy przy kamieniu ma znaczenie jaki kamień konkretnie? Jasper, obsydian, agat to chyba nie jest to samo, prawda? Czy w kontekście run zapach przy przechowywaniu działa tak samo dla każdego kamienia?
To ciekawe pytanie, bo kamienie mają różną porowatość. Obsydian jest stosunkowo gładki i szczelny, jasper już bardziej zróżnicowany strukturalnie. Czy to ma przełożenie na to jak trzymają zapach - tego nie wiem, ale warto byłoby to sprawdzić eksperymentalnie. Berkana, ty pracujesz z kamieniami - masz jakieś obserwacje?
To co Berkana mówi o kamieniu jako czymś neutralnym - to mi się jakoś klika z tym co sama odczuwam przy agatowych kamieniach. One są dla mnie jakby bardziej 'czyste' na starcie. Choć z drugiej strony może to tylko kwestia temperatury, kamień jest zimniejszy w dotyku niż drewno i to może wpływać na odbiór.
Rena, a czy ta temperatura ma dla ciebie znaczenie przy samym rzucie? Tzn. czy drewniane runy i kamienne leżą w dłoni inaczej i to zmienia coś w skupieniu albo odbiorze?
Żeby nie zgubić wątku zapachu całkowicie - czy ktoś próbował przechowywać kamienne runy z czymś innym niż paczula? Bo przez większość rozmowy mówimy o paczuli jako domyślnym wyborze, a to nie jest jedyna opcja. Przy kamieniu wydaje mi się że coś lżejszego mogłoby być ciekawsze.
Lawendy używam przy taroci i mam wrażenie ze faktycznie jest relaksujaca. Ale czy to znaczy ze przy runach by nie pasowała? Bo runy są chyba inne - bardziej poważne? Pytam bo nie znam się za bardzo na runach ale byłam ciekawa.
Właśnie, to jest pytanie które mnie od początku kręci. Bo jeśli wszystko jest subiektywne i wszystko zależy od skojarzeń, to po co w ogóle pytać o paczulę albo jałowiec? Mógłbym równie dobrze trzymać runy przy zapachu kawy jeśli kawa kojarzy mi się z skupieniem.
To co Berkana mówi o tradycji jako zbiorowym teście - to ma sens, ale czy ktoś wie skąd właściwie wzięło się powiązanie paczuli z runami? Bo paczula kojarzy mi się z Indiami, a runy to Skandynawia. Gdzieś tu jest rozjazd, czy się mylę?
To jest naprawdę ciekawy punkt - autentyczność kontra skuteczność. Bo ja sama tego nie rozstrzygam, ale chciałam zapytać o coś praktycznego. Czy jeśli ktoś chce zacząć od bardziej 'nordyckiego' zapachu, jak jałowiec, to gdzie w ogóle się tego szuka? Nie widzę żywicy jałowcowej w normalnych sklepach.
Suszone gałązki jałowca dostaniesz w sklepach zielarskich, czasem w sklepach z ziołami leczniczymi. Żywica jako taka rzadziej, ale olejek eteryczny z jałowca jest powszechnie dostępny. Pytanie tylko czy olejek zadziała tak samo jak palona gałązka - to jest inna forma, inaczej uwalnia zapach.
Rena, to jest pytanie, które dzieli praktyków mocno. Są tacy, którzy powiedzą, że praca z runami ma konkretny fundament - historyczny, językowy, mitologiczny - i odejście od niego to po prostu inna praktyka, niekoniecznie gorsza, ale też nie ta sama. I są tacy, którzy powiedzą, że runy to żywa tradycja, która się adaptuje. Ja jestem gdzieś pośrodku, ale nie powiem ci która strona ma rację.
