...nie. Ale właśnie to napięcie między 'jedyną opcją' a 'gorszym substytutem' mnie niepokoi, bo to nie jest tylko kwestia etyki - to kwestia tego, czego dana osoba od run oczekuje. Jeśli ktoś sięga po runy, bo nie ma dostępu do terapii, ale traktuje je jako sposób na zatrzymanie się i pomyślenie - to wydaje mi się zupełnie inny przypadek niż ktoś, kto liczy, że runa mu powie, czy bierze właściwe leki.
Dobre przypomnienie. I wracając do tego psychologicznego wymiaru - mam wrażenie, że nie powiedzieliśmy jeszcze nic konkretnego o tym, jak runa może realnie współdziałać z procesem terapeutycznym. Mówiliśmy o ryzykach, o projekcji, o dzienniku. Ale czy ktoś z was faktycznie prowadził obie rzeczy jednocześnie i widzi jakiś konkretny punkt styku?
To co mówi Wandka_61 bardzo do mnie przemawia. Sama nie korzystam z run, ale przy pracy z energią i przy tym co robię w kontekście bioenergetyki - też zdarzało mi się mieć wrażenie, że dana sesja 'wyciąga' coś konkretnego, z czym potem szłam dalej. I zawsze to działało lepiej, kiedy traktowałam to jako punkt startowy, a nie punkt końcowy.
Czytam i mam pytanie może naiwne - skąd wiadomo, że runa 'wyciągnęła' temat, a nie że po prostu już ten temat był w głowie i szukał wyjścia? Pytam, bo nie wiem, czy to w ogóle ma znaczenie dla praktyki, ale jako logika mnie to nurtuje.
To pytanie wraca w różnych formach od lat i zawsze rozdziela praktykujących. Moja odpowiedź jest prosta: system symboliczny ma znaczenie, bo niesie ze sobą skumulowaną warstwę znaczeń, które wywołują skojarzenia głębiej niż losowe słowo. Hagalaz i kartka z napisem 'chaos' to nie to samo doświadczenie, nawet jeśli przekaz jest podobny.
Czytam i mam wrazenie ze tu gubi sie jeden wątek - mówiliście wczeSniej o nastroju i o tym czy wpływa na odpowiedzi. A ja mam pytanie konkretne: czy ktos z was miał sytuacje, ze losował w złym stanie, runa wypadła 'zła', i potem po czasie okazało sie ze jednak trafna? To by chyba coś mówiło o tym czy nastrój faktycznie przeszkadza.
I właśnie to mnie w tej Isie wtedy uderzyło - że runa dała mi odpowiedź, której nie chciałam, nie tę, której szukałam. I myślę, że to jest jakiś test tego, czy runa rzeczywiście coś 'mówi', czy tylko potwierdza to, co chcemy usłyszeć. Bo w panice szukałam ruchu, działania, wyjścia - a dostałam lód. Gdybym tylko projektowała swoje potrzeby, dostałabym coś zupełnie innego.
To co opisuje Spellbound jest dla mnie kluczowe w kontekście tytułu tego wątku. Jeśli runa potrafi wywołać opór - czyli dać coś, czego aktywnie nie chcemy - to może właśnie w tym miejscu jest jej wartość obok terapii. Terapeuta też czasem daje ci to, czego nie chcesz usłyszeć. Runa może działać podobnie, tylko bez relacji, bez ciepła gabinetu - i to jest zarówno jej siła, jak i ograniczenie.
Dobrze, że to padło, bo to chyba jeden z ważniejszych punktów całej rozmowy. Czy losowanie run w kryzysie to w ogóle dobry pomysł? Sam zastanawiam się, czy jest jakaś granica stanu emocjonalnego, poniżej której po prostu nie powinienem sięgać po runy - nie dlatego że są złe, ale dlatego że ja w tym stanie nie jestem w stanie ich dobrze przetworzyć.
To pytanie zadawałam sobie wielokrotnie. Moja odpowiedź po latach jest taka: nie ma jednej granicy dla wszystkich, ale jest osobista granica, którą każdy powinien znać. Ja wiem, że kiedy płaczę - nie sięgam po nic. Nie dlatego że runy 'nie działają', ale dlatego że ja nie działam wtedy dobrze jako odbiorca.
Mnie terapeutka powiedziała kiedyś coś, co tu pasuje - że każda metoda samopoznania, czy to dziennik, czy medytacja, czy właśnie cokolwiek innego, ma swój 'próg gotowości'. Poniżej tego progu robi się krzywda zamiast dobra, bo jesteś zbyt rozbita żeby sensownie przetworzyć to, co wychodzi. I myślę, że z runami jest tak samo.
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i mam pytanie może bardzo podstawowe - czy jest jakaś runa, która jest szczególnie trudna w takim kontekście kryzysowym? Pytam, bo dopiero zaczynam i nie wiem, czy są takie, przy których szczególnie trzeba uważać na interpretację w złym stanie.
Do tego co pisze Jolanta_M - ja mam prosta zasade, moze troche naiwna ale działa: jeśli sadze ze runa 'musi' cos powiedzieć - to nie losuje. Jesli moge sie zatrzymac i nie wiedziec - to losuje. To sie da sprawdzić przed, nie po.
Wracając do wątku o terapii - bo zaczynamy trochę schodzić w stronę ogólnej techniki - zastanawiam się, czy ktoś miał doświadczenie z sytuacją, gdzie runa w procesie terapeutycznym dała temat, który okazał się za duży do samodzielnego przetworzenia? To znaczy: wyciągnęła coś, z czym bez gabinetu nie dałabyś rady.
I tu wraca pytanie o to, po co w ogóle sięgasz po runy obok terapii. Bo jeśli runa może wyciągnąć coś, co wymaga profesjonalnego wsparcia - to czy nie lepiej zostawić to terapeucie? Z drugiej strony Wandka_61 pokazała, że to co wyszło przy runie, trafiło potem na sesję. Może właśnie w tym kierunek - nie zamiast, nie niezależnie, ale jako kanał, który prowadzi do gabinetu, nie od niego.
Tylko że to wymaga, żebyś miała ten gabinet. A spora część osób, która pracuje z runami, nie jest na terapii - i pewnie nie będzie. I nie wiem, czy możemy mówić, że runy są okej wyłącznie dla tych, którzy mają terapeutę. To by bardzo zawężało całe to sposób...
To ważna uwaga i trochę mnie zaskoczyła, bo przez chwilę czytałam tę rozmowę z perspektywy kogoś, kto terapię traktuje jako oczywisty element układanki. A przecież większość ludzi pracujących z runami nie ma terapeuty i nie planuje mieć. Więc pytanie brzmi inaczej: czy runy są bezpieczne bez terapii, czy tylko mniej efektywne?
Mam swoje notatki z prawie dwóch lat i jak przeglądam, kiedy losowania były trudne - to rzadko wynikało z samej runy. Częściej z tego, że zadawałam pytanie, na które naprawdę się bałam odpowiedzi. I wtedy nawet neutralna runa robiła mi się ciężka. To bardziej mój stan niż runa decydował o tym, jak to wypadało.
Wracając do pytania Dominisia01 o runy bez terapii - myślę, że to zależy od tego, jak traktujesz runę. Jeśli jako wskazówkę do przemyślenia, to można bez terapeuty. Jeśli jako odpowiedź, której szukasz z desperacji - to już jest ryzyko, niezależnie od tego czy masz terapię czy nie. Terapeuta nie zmienia samej runy, zmienia to, co potem robisz z tym co wyszło.
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i mam wrażenie, że cały czas mówimy o tym samym problemie z dwóch stron. Raz pytamy czy runy są bezpieczne bez terapeuty, raz czy terapeuta potrzebuje run. A może pytanie powinno brzmieć: co runy robią, czego terapia nie robi - i odwrotnie? Bo dopiero wtedy widać, gdzie jest sens połączenia.
Spellbound trafia w coś ważnego. Dla mnie runa daje obraz, metaforę, coś co można trzymać w głowie między sesjami. Terapeuta daje relację i kontekst. To nie są zamienniki. Ale wracając do własnego pytania z początku - nadal nie wiem, jak utrzymać neutralność przy losowaniu, jeśli temat jest emocjonalnie nabity. Czy to w ogóle możliwe?
Neutralność przy losowaniu to trochę mit, szczerze mówiąc. Nigdy nie losujemy z absolutnie czystego miejsca - zawsze mamy jakiś kontekst, nastrój, oczekiwanie. Pytanie nie brzmi 'jak być neutralnym' tylko 'jak nie pozwolić, żeby twój stan zdominował interpretację'. A to się robi przez to, co opisywała Dziewanna - przez zatrzymanie się przed, a nie przez udawanie że nic nie czujesz.
