Chyba obie rzeczy naraz, szczerze. Mam poczucie że odczyty są chaotyczne, trudno mi się skupić przy pracy z nimi, a teraz ta żyła wodna jako możliwe wyjaśnienie. Ale Perzyna ma rację, może mieszam tematy. Zacznijmy od czyszczenia - szałwia czy jałowiec dla brzozy?
Jeśli chodzi o samą brzozę, jałowiec jest według mnie lepszym wyborem - te dwie rośliny mają podobne korzenie symboliczne w tradycji słowiańskiej i nordyckiej. Ale zanim w ogóle zaczniesz czyścić, chciałam zapytać - jak trzymasz te runy na co dzień? W woreczku, skrzynce, luzem?
Przy łóżku to znaczy blisko miejsca snu, czyli blisko tej domniemanej żyły wodnej, jeśli przebiega przez sypialnię. Nie mówię że to cokolwiek wyjaśnia, ale rozumiem skąd w ogóle powstało pytanie o połączenie tych dwóch rzeczy. Len jako materiał jest neutralny, dobrze. Czy woreczek był nowy czy używany?
Czekajcie, chcę wrócić do kwestii weryfikacji tej żyły, bo to wciąż wisi w powietrzu. Liki powiedziała że nie sprawdzała tego sama. Czy ktoś z was miał doświadczenie z wezwaniem różdżkarza do domu? Jak to wygląda w praktyce i czy to w ogóle cos daje?
Słuchajcie, ale wróćmy do meritum. Liki ma drewniane runy z brzozy, trzyma je przy łóżku w nowym woreczku, czyści szałwią. Czy ktoś tu już powiedział jej jak powinna wyglądać praca z runami jako taka, bo odczyty są chaotyczne? To jest konkretny problem który można rozwiązać bez geomancji.
No i tu jest sedno problemu. Dociąganie kolejnych run żeby wyjaśnić poprzednie to bardzo częsty błąd na początku i właśnie generuje ten chaos o którym mówisz. Runy nie działają jak pytania i odpowiedzi gdzie możesz drążyć. Jeden rzut, jedna interpretacja, nawet jeśli jest niejednoznaczna - z tą niejednoznacznością trzeba usiąść i pomyśleć, a nie prosić o więcej.
A skąd wiadomo że interpretacja jest poprawna jeśli jest niejednoznaczna? Pytam bo sama zaczynam się interesować runami i to brzmi trochę jak wróżenie z fusów - wszystko można dopasować do wszystkiego.
Nie prowadzę notatnika, byłam pewna że będę pamiętać. Ale teraz widzę że to błąd - bo siódma runa którą ciągnęłam tydzień temu? Nie mam pojęcia jak brzmiała. Czy to znaczy że wszystkie te odczyty były bez sensu?
Nie bez sensu, ale trudne do przepracowania bez zapisu. Notatnik przy runach to nie biurokracja, to jedyna możliwość żeby zobaczyć wzorce w czasie. Jak często pojawiają się te same runy, jak interpretowałaś je tydzień temu versus dziś - bez tego każdy odczyt jest osobną wyspą. Ale mam inne pytanie - co dokładnie rozumiesz przez chaotyczne odczyty? Że runy są ze sobą sprzeczne, czy że nie umiesz ich zinterpretować?
Hagalaz, Sowulo i Isa w jednym rzucie to akurat ciekawa kombinacja, nie bezsensowna. Czy przypisałaś tym trzem runom konkretne pozycje układu, czy ciągnęłaś je po prostu jedna po drugiej bez schematu?
Układ przeszłość-teraźniejszość-przyszłość na trzy runy jest zupełnie poprawny, to jeden z podstawowych. Problem leży gdzie indziej - jeżeli interpretujesz każdą runę oddzielnie i potem próbujesz skleić trzy definicje ze słownika w całość, to zawsze będzie chaos. Hagalaz jako przeszłość, Sowulo jako teraźniejszość i Isa jako przyszłość mówią razem coś bardzo konkretnego. Ale żeby to zobaczyć, musisz czytać narrację, nie listę słów kluczowych.
Mnie też to zastanawia, bo znam tarot i tam też mówi się o czytaniu narracji zamiast definicji kart. Ale z tarotem jakoś mi to wchodziło łatwiej, obrazek dużo podpowiada. Z runami wyobrażam sobie że jest trudniej bo zostaje sam symbol.
Wróćmy na chwilę do konkretnego przykładu Liki, bo ta kombinacja Hagalaz-Sowulo-Isa jest naprawdę wymowna. Jeśli Hagalaz to przeszłość - coś zostało rozbite albo nastąpiło nagłe przejście. Sowulo teraz - jest jakaś klarowność albo kierunek. A Isa jako przyszłość - okres zatrzymania, czekania. To nie jest chaotyczny odczyt, to jest logiczna sekwencja. Liki, czy to pasuje do czegoś w twoim życiu?
I właśnie dlatego notatnik jest ważny - bo za kilka tygodni wrócisz do tego zapisu i zobaczysz czy Isa jako przyszłość się potwierdziła, czy nie. Bez tego nie ma jak się uczyć czytać. Ale mam pytanie do Szeptuchy - czy uważasz że Liki w ogóle powinna teraz czyścić te runy, skoro dopiero zaczyna ustalać jak z nimi pracować?
Rozumiem tę logikę, ale z drugiej strony - jeśli Liki ma poczucie że odczyty nie działają tak jak powinna, może właśnie dlatego wróciła do tematu czyszczenia? Czasem potrzeba się zająć czymś konkretnym żeby poczuć że zaczyna od nowa. To nie musi być złe podejście.
Słuchajcie, a co z tą żyłą wodną i runami w sypialni? Bo to wisiało w powietrzu od dawna i nadal nie wiem czy ktoś uważa że to ma realny wpływ na odczyty, czy to był tylko trop który okazał się ślepą uliczką.
To jest ważna obserwacja i nie bój się tego przyznać. Sugestia jest bardzo ważna jeśli chodzi o samopoczucie w przestrzeni. Ale z praktycznego punktu widzenia - jeśli zdecydujesz się przenieść runy do innego pomieszczenia na kilka tygodni i zobaczysz że odczyty są spokojniejsze, to ci powie więcej niż jakikolwiek różdżkarz.
Słusznie pytasz, bo nie mam teraz żadnego punktu odniesienia. Właściwie nie wiem ile sesji zrobiłam w ostatnim miesiącu, nie zapisywałam. Więc jeśli przeniosę runy i dalej nie będę notować, to nic z tego porównania nie wyniknie. Chyba muszę zacząć od notatnika, zanim cokolwiek zmienię w przestrzeni.
I to jest właściwa kolejność. Przy okazji - wracając do wody, bo o tym jest ten wątek - czy zdecydowałaś już w ogóle czy chcesz czyścić, i jeśli tak, to jaką metodą? Bo mamy już za sobą morską, destylowaną, deszczową, przelewanie przez palce, zakopywanie. Czy któraś z tych opcji wydała ci się bliska, czy wszystko brzmi jednakowo abstrakcyjnie?
