to co napisałam wcześniej o tej złości na siebie - właśnie sobie uświadomiłam że może nie chodzi o to czy to wina pracy z runami czy mój sposób myślenia, bo te dwie rzeczy mogą iść razem. Jak pracujesz z symbolem który 'pyta' cię o coś, to jeśli masz tendencję do samobiczowania to runa może ten mechanizm uruchomić. I tu mam pytanie do Izoldki albo kogoś bardziej doświadczonego: czy jest jakiś sposób żeby to kontrolować? żeby runa służyła rozeznaniu a nie samo-oskarżaniu?
okej ale jak mam sformułować tę intencję przed siadaniem do run? bo to brzmi jakby była jakaś konkretna technika a nikt mi tego nie powiedział. mam to zapisać, powiedzieć głośno, pomyśleć? serio pytam bo nie chcę znowu skończyć z tym że się sam siebie obwiniam zamiast iść do przodu
słuchajcie, to rozróżnienie które Barni napisał - 'otwiera vs zamyka' - to jest dla mnie bardzo konkretne i rozumiem to bez żadnej mistyki. to trochę jak różnica między pytaniem 'dlaczego mi się to przydarzyło' a 'co z tym teraz zrobię'. i nagle rozumiem po co w ogóle jest ten symbol, bo jak siedzisz nad czymś konkretnym to łatwiej utrzymać to drugie pytanie. dobrze rozumiem?
no wlasnie Kazia dobrze rozumie i to jest serce tej pracy. ale chce dorzucic cos do watku Selenitki bo to wazne: jest taka runa - Nauthiz - ktora jest czesto zle odczytywana jako 'twoja wina, nie starałas sie'. a ona mowi o koniecznosci, o tym ze cos musi byc takim jakim jest, nie o tym ze TY zawinilas. i ludzie biorą Nauthiz i slyszą wyrzut tam gdzie jest tylko informacja. to jest dokladnie ten mechanizm o ktorym Izoldka mowila.
wpadam z takim podstawowym pytaniem, ale czy można pracować z jedną runą na raz czy trzeba od razu robić jakiś rozrzut kilku? bo czytałam sprzeczne rzeczy i nie wiem od czego zacząć. i czy ta Nauthiz o której piszecie to jest coś dla kogoś kto dopiero zaczyna czy lepiej omijać na początku?
dobra, muszę powiedzieć wprost bo mi to siedzi od dłuższego czasu w tym wątku: ta cała rozmowa o 'intencji' i 'właściwym pytaniu' brzmi dla mnie jak psychologia poznawcza przebrana w język run. i nie mówię że to złe, ale dlaczego nie nazwiemy tego po prostu reframingiem? bo jeśli efekt pochodzi z tego jak formułujesz pytanie, to runa jest... dekoracją. serio, jak ktoś mi odpowie na to konkretnie to będę wdzięczna.
'kotwa uwagi' - okej, to jest sformułowanie które mogę przyjąć. dzięki Strzybog, naprawdę. nadal mam pytanie czy ta kotwa musi być runą, bo przecież może to być kamień, liść, cokolwiek. ale może to jest inny wątek.
Bukowa masz rację że może to być cokolwiek. ale dla mnie osobiście runa była inna niż kamień czy cokolwiek innego, bo niosła ze sobą znaczenie które nie było moje, które przyszło z zewnątrz. jak patrzyłam na Tiwaz to nie projektowałam na nią własnych skojarzeń, bo nie miałam żadnych. i to paradoksalnie było wyzwalające. kamień mogłabym naładować czymkolwiek co akurat czuję, runa miała już swój 'charakter'. nie wiem czy to ma sens po polsku ale tak to czuję
to co Janeczka opisuje jest ważne i chcę to rozwinąć. symbol który przychodzi z tradycji niesie ze sobą coś czego nie ma świeżo wymyślony symbol - ma za sobą warstwy, użycia, konteksty. to nie jest argument za 'magią' w sensie dosłownym, ale za tym że symbol z historią ma inny ciężar niż symbol bez historii. Tiwaz była używana przez wojowników w kontekście słusznej walki przez wieki. i kiedy ją bierzesz, bierzesz też ten kontekst, nawet jeśli o tym nie wiesz. to jest inne niż kamień z plaży.
no i właśnie! to jest to o czym mówiłem wcześniej, symbol z tradycją ma swoją moc właśnie przez tę historię, przez to ile osób przez niego przeszło. to jest prawie jak zbiorowe pole znaczeń i każdy kto go używa dokłada do tego pola. i Janeczka to intuicyjnie czuje nawet jeśli tego nie nazwała. to nie jest psychologia poznawcza, to jest coś głębszego.
wchodzę tutaj bo ta dyskusja między Izoldką a Welesem jest ciekawa i mam podobne wahania w swojej praktyce. pracuję z kartami i runami trochę równolegle i widzę że te same napięcia się pojawiają - czy to 'działa' przez tradycję i zbiorowe znaczenia czy przez mój własny umysł. i przez jakiś czas próbowałam to rozstrzygnąć. a potem stwierdziłam że to może być i jedno i drugie i nie muszę tego rozstrzygać żeby praca była wartościowa. czy to jest uciekinierska odpowiedź? 🙂
Henryka nie to nie jest uciekinierska odpowiedz, to jest po prostu dojrzałe podejście. natomiast wracajac do serca tematu bo chyba troche odpłynelismy - Janeczka gdzies wczesniej napisala cos o tym ze zmiana była wewnetrzna ALE nie bierna. i mam pytanie do wszystkich: jak wygląda ta niebierna strona w praktyce? bo rozmawiamy dużo o tym co dzieje sie w srodku, a co z działaniem na zewnatrz?
Trzygłow, no właśnie to jest to o co mi chodziło od początku. u mnie to wyglądało tak: najpierw przyszła wewnętrzna zmiana, czyli przestałam czuć się ofiarą tej sytuacji, przestałam czekać aż 'sprawiedliwość sama przyjdzie'. i POTEM zaczęłam działać inaczej - konkretnie, poszłam po pomoc prawną w swojej sprawie, napisałam pismo które od miesięcy odkładałam. runa nie zrobiła tego za mnie. ale dała mi jakiś punkt zakotwiczenia zeby w ogole zaczac.
ale ile to trwało zanim poczułaś tę zmianę? bo ja jestem w podobnej sytuacji z niesprawiedliwością w pracy i chcę wiedzieć czy to kwestia dni czy miesięcy. bo nie mogę czekać w nieskończoność, ta sytuacja mnie niszczy.
Gencjana, nie mogę ci powiedzieć konkretnie ile bo to zależy od tylu rzeczy. u mnie trwało chyba z dwa miesiące zanim coś naprawdę poczułam, ale to nie był czas czekania - to był czas pracy. codziennie wracałam do Tiwaz, zadawałam pytania, próbowałam inaczej patrzeć na całą tę sytuację. i nagle w którymś momencie zauważyłam że nie budzę się rano z tym samym ciężarem. że myślę o tym inaczej. nie mówię że sytuacja się zmieniła - mówię że JA się zmieniłam w stosunku do niej. i to otworzyło inne możliwości działania
dwa miesiące to długo. ja nie wiem czy mam tyle siły szczerze. ta sytuacja w pracy to nie jest coś że sobie siedzę i się zastanawiam - to jest coś co wpływa na moje zdrowie i moje finanse i nie mogę sobie pozwolić na 'pracę wewnętrzną' przez dwa miesiące podczas gdy ktoś mnie niszczy. czy runy mogą dać coś szybciej czy to zawsze tak długo trwa?
ja mam podobne pytanie co Gencjana i trochę mnie uspokaja że Barni mówi że nie musi trwać długo. ale mam wątpliwość - jak odróżnić że 'zmieniłam się wewnętrznie i teraz działam inaczej' od zwykłego że po prostu trochę czasu minęło i się przyzwyczaiłam do tej niesprawiedliwości? bo to brzmi podobnie z zewnątrz
Ferdek to jest naprawde to o czym Tiwaz mowi. Tiwaz to nie jest runa ktora mowi 'zaakceptuj i odpusc'. ona mowi 'idz naprzod z kregosłupem prostym'. wiec jesli po pracy z Tiwaz czujesz rezygnacje a nie gotowos do działania, to albo zle odczytujesz albo potrzebujesz innej runy najpierw. moze Isa, moze zatrzymanie i obserwacja zanim ruszyc naprzod
a czy ktoś może mi powiedzieć jakie pytania w ogóle zadawać runom w sytuacji z niesprawiedliwością w pracy? bo Gencjana opisuje coś konkretnego i zastanawiam się jak by to wyglądało w praktyce. 'co mam zrobić' to chyba za ogólne?
pytanie do run to nie jest polecenie do wyroczni. to jest zaproszenie do spojrzenia. 'co jest teraz najważniejsze do zobaczenia w tej sytuacji' - to jest inne niż 'co mam zrobić'. pierwsze otwiera, drugie czeka na gotową receptę. a runy receptur nie wydają
no ale Klaudia, bo tu jest właśnie ciekawe napięcie, bo jednak jak się wyciągnie np. Kenaz to to coś konkretnego mówi o tym że masz wiedzę której jeszcze nie użyłaś, albo Raidho mówi że czas ruszyć. to nie są abstrakcyjne filozofie tylko konkretne wskazówki! więc może jednak są trochę jak receptury? albo przynajmniej jak kierunkowskazy?
Bukowa ma rację i chcę to powiedzieć wyraźnie bo to ważne. pracuję z kartami i runami od kilku lat i jedna rzecz której nauczyłam się przez ten czas to że żadna z tych praktyk nie zastępuje działania w świecie. Gencjana, runy mogą ci pomóc zobaczyć z jakiej pozycji chcesz działać, ale samo działanie musisz wziąć w swoje ręce. co już próbowałaś zrobić w tej pracy?
Bukowa, Henryka - wiem o tym. próbowałam HR, HR jest po stronie pracodawcy. rozmawiałam z prawnikiem, powiedział że można ale drogie i długo. właśnie dlatego szukam czegoś co mi pomoże nie zwariować w środku i nie odpuścić. nie szukam zamiast, szukam obok
o, to zmienia postać rzeczy. Gencjana, jak piszesz 'żeby nie zwariować i nie odpuścić' to to jest zupełnie inne pytanie niż 'jak to naprawić'. i to już jest pytanie gdzie praca z runami ma sens - jako utrzymanie wewnętrznego kompasu gdy zewnętrzne drogi są zablokowane. to mi przypomina sytuację jednej osoby którą znam, przez rok walczyła z niesprawiedliwą decyzją w firmie i mówiła że jedyne co trzymało ją przy decyzji żeby nie rezygnować to codzienny kontakt z jakimś jednym symbolem który jej przypominał po co to robi. w jej przypadku to nie była runa ale zasada jest ta sama
Gencjana, w takim razie jedno konkretne pytanie do run na twoim miejscu: 'skąd czerpać siłę kiedy zewnętrzne drogi są zablokowane'. i zobaczyć co wychodzi. to nie jest pytanie o wygraną, to pytanie o zasoby. jest różnica
przepraszam, trochę wracam do tego co Pelargonia pytała bo sama mam podobny dylemat - czy jak robię ten rozrzut z pytaniem to mam mieć konkretną sytuację w głowie przez cały czas ciągnięcia run czy mogę ją odpuścić i po prostu siedzieć w ciszy? bo próbowałam i raz robiłam tak a raz tak i nie wiem które jest 'poprawne'
mam pytanie trochę z boku tej dyskusji, bo czytam Was od dłuższego czasu i zastanawiam się nad czymś. ta Tiwaz o której tyle tu piszecie, to ona jest stricte do sytuacji niesprawiedliwości czy generalnie do trudnych decyzji? bo jakos rozumiem że każda runa ma swój zakres ale nie wiem czy to jest tak restrykcyjne że nie można jej wziąć do czegoś 'nie swojego'
