Chciałam napisać ten temat bo ostatnio coraz więcej osób pyta mnie o runy w kontekście niesprawiedliwości, jakichś krzywd, sytuacji gdzie ktoś czuje się bezsilny. I wiem ze to brzmei dziwnie ale ja sama przez to przeszłam i runy naprawde mi pomogły - nie w sensie ze nagle wszystko sie naprawiło magicznie, ale ze cos w srodku we mnie sie przestawiło. Zaczełam od Tiwaz, runa sprawiedliwości, prawa, porządku kosmicznego. Nosiłam ja przy sobie codziennie, robiłam z nia medytacje i po jakims czasie zaczełam inaczej patrzeć na cała tę sytuację. Mniej jak ofiara, bardziej jak ktoś kto może cos zrobiac. Czy ktoś miał podobnie? Bo chciałabym żeby ta dyskusja była o czymś wiecej niz tylko 'jakie runy wybrać' - bardziej o tym jak praca z nimi zmienia nasze pole, naszą energie, nasze nastawienie.
No dobra, ale zacznijmy od podstaw bo trochę mnie denerwuje jak temat 'runy a niesprawiedliwość' od razu skacze do 'zmiana pola energetycznego'. Co to w ogóle znaczy zmiana pola? Tiwaz to runa TYR-a, boga który oddał rękę żeby ocalić innych, więc owszem, jest w tym symbolice coś o ofierze dla wyższego porządku. Ale czy to nie jest trochę niebezpieczne myślenie - że jak mnie krzywdzą to mam z pokorą nosić runę i 'zmieniać swoje nastawienie'? Pytam serio, bo widziałam już sporo osób które zamiast zareagować na realną krzywdę, siedziały i 'pracowały z polem'.
Bukowa ma rację ale nie do końca. Tiwaz to nie jest runa bierności, to runa walki o sluszna sprawe. Tyr nie usiadł w kącie i nie medytował - on działał, tyle ze działał zgodnie z wyzszym prawem. Różnica jest miedzy tym ze sie poddaje a tym ze świadomie wybiera swoja sciezke. Ja bym raczej do walki z niesprawiedliwością patrzył tez na Nauthiz (runa potrzeby, oporu, przezwycięzania) i Algiz (ochrona). Polaczenie tych trzech działa inaczej niz sama Tiwaz.
Chciałbym trochę rozwinąć to o czym piszecie, bo to jest naprawdę głębszy temat niz sie wydaje. Runy w tradycji nordyckiej nie były 'narzędziami' w rozumieniu że coś za ciebie zrobią. Były raczej kluczami do sił które istnieją i w świecie zewnętrznym i wewnątrz człowieka. Kiedy ktoś pracuje z Tiwaz w kontekście poczucia krzywdy, to de facto wchodzi w rezonans - przepraszam, złe słowo - wchodzi w kontakt z archetypem kosmicznej sprawiedliwości, który przekształca to jak ta osoba interpretuje swoją sytuację i co z nią robi. To nie jest bierność i nie jest magiczne myślenie. To jest po prostu praca symboliczna, którą psychologia Junga doskonale opisuje nawet bez odniesień do magii. Moje pytanie jest inne: Janeczka, w jakim konkretnie momencie poczułaś że coś realnie się zmieniło? Bo to jest ważne dla zrozumienia mechanizmu.
Dobra ale jak długo to trwa bo czytam i wszyscy piszą że 'po jakimś czasie' ale ile to czasu? tydzień? miesiąc? bo mam konkretną sytuację i czekać wiecznie nie mogę
Przepraszam ze się wtrące bo jestem tu nowa w sensie raczej obserwuje niż piszę, ale właśnie ta kwestia mnie zastanawia. Przeczytałam kilka ksiązek o runach i wszedzie pisze ze Tiwaz to sprawiedliwosc ale nigdzie nie ma powiedziane jak ja stosowac do takich sytuacji jak... no wlasnie, kiedy ktos ci robi krivde i czujesz ze nie masz wplywu. Czy moze ktos powiedziec od czego zaczac w ogole? Jakas konkretna metoda?
Zanim ktoś zacznie jakkolwiek pracować z runami w kontekście niesprawiedliwości, musi sobie odpowiedzieć na jedno pytanie: czy chcę żeby sytuacja się zmieniła, czy chcę żeby TA OSOBA/INSTYTUCJA dostała za swoje? To jest fundamentalna różnica i ona decyduje z jakimi runami pracujesz. W pierwszym przypadku faktycznie Tiwaz, Nauthiz jak kolega wyżej napisał, ewentualnie Raidho do kierowania energią. W drugim przypadku ostrożnie, bo wchodzisz w inny obszar i to nie jest temat na krótki post. Pirop76 - a co to za sytuacja ogólnie? Bo 'ktoś robi ci krzywdę' to bardzo szeroki opis.
Hm, to ciekawe co Barni napisał bo ja zawsze myślałam ze to jest to samo - ze jak sytuacja sie zmieni to ta osoba 'dostanie swoje'. Czy to nie idzie razem? Może to głupie pytanie ale nie do końca rozumiem tego podziału.
Tu wlasnie zaczyna sie problem bo 'runy nie sa obojetne na intencje' to ladnie brzmi ale co to znaczy w praktyce? Runa to zestaw kresek na drewnie lub kamieniu. Intencja jest w głowie człowieka. Efekty sa... no właśnie jakie? Bo jak patrzę na to sceptycznie to widzę że praca z runami zmienia nastawienie człowieka, a zmiana nastawienia zmienia działanie, a zmiana działania zmienia sytuację. I to jest jak najbardziej realne. Ale żeby twierdzić że runa 'wysyła energię' i 'działa na pole' to już potrzebowałabym jakichś dowodów.
Bukowa mylisz płaszczyzny dyskusji. Nikt nie mówi że runa fizycznie emituje cokolwiek. Chodzi o pracę z symbolem który aktywuje głębsze warstwy psychiki i pamięci zbiorowej. To udowodnione - praca z archetypami ma realne przełożenie na zachowania i decyzje. Poza tym w tradycji szamanistycznej istnieje pojęcie pola morficznego które... ok może to na inny wątek 🙂
Czytam tę dyskusję i myślę o czymś innym. Wszyscy mówicie o Tiwaz, o Nauthiz, o ochronie. Ale nikt nie zapytał o to skąd pochodzi sama niesprawiedliwość o której mówi Janeczka. Bo runy mogą pokazać też to - skąd przyszła ta sytuacja, jaki jest jej korzeń. Hagalaz na przykład, runa chaosu i zakłócenia, często pojawia się jako tło w rzutach kiedy ktoś jest w takiej sytuacji. Nie mówię że to odpowiedź na wszystko, ale może zanim ktoś weźmie Tiwaz do pracy to powinien najpierw zapytać run o diagnozę, nie od razu o lekarstwo.
Właśnie to co Janeczka napisała ma dla mnie sens. Sam jestem w podobnej sytuacji - sprawy pracownicze, czuje sie potraktowany niesprawiedliwie przez szefa. Nie wiem nic o runach ale trafiłem tu przez google. Czy ktoś mógłby powiedzieć jak zacząć od zera? Czy muszę mieć fizyczny zestaw run czy można jakoś inaczej?
Hubert - fizyczny zestaw na pewno pomaga bo kontakt dotykowy z przedmiotem robi różnicę przy skupieniu. Ale na start możesz narysować runę na kartce i z nią pracować. Nie martw się materiałem na początku, ważniejsza jest regularność i szczere intencja. Jak chcesz zacząć od Tiwaz to po prostu rysuj ja codziennie, medytuj z nią kilka minut, może zapisz co czujesz. I z czasem zobaczysz czy cos sie zmienia w tym jak patrzysz na tę sprawę z szefem.
O rany przepraszam że nie na temat ale zawsze myślałam ze runy to takie kamienie z literami do wróżenia a tu sie okazuje ze to cała filozofia. Mam pytanie głupie pewnie - czy jak nie wierze do końca to i tak zadziała? Bo jestem dość sceptyczna z natury ale czytam ten watek i coś mnie ciągnie żeby spróbować, mam teraz trudną sytuację rodzinną
Kazia.1 - sceptycyzm nie wyklucza pracy z runami, wiele osób zaczyna właśnie tak. Ale jedno jest ważne: jeśli podchodzisz do tego całkowicie z nastawieniem 'to bzdura, ale sprawdzam' to nie dasz temu szansy zadziałać nawet psychologicznie, bo będziesz sabotować każdy efekt racjonalizacją. Sceptycyzm otwarty - owszem. Cynizm zamknięty - raczej nie ma sensu zaczynać. A wracając do głównego tematu dyskusji - Klaudia05 napisała coś ważnego o diagnozie przed wyborem runy. To fundament. Jakie runy wylosowałaś Janeczka zanim wybrałaś Tiwaz?
Ja czytam i mam pytanie bo nie do końca rozumiem - mówicie o 'pracy z runą' ale co to KONKRETNIE znaczy? Medytacja z rysunkiem? Noszenie jej przy sobie? Rytuale jakieś? Bo widzę że każdy to inaczej rozumie i trochę się gubię w tym wszystkim. Przepraszam jeśli to jest pytanie oczywiste
ok więc pytam bo serio nie rozumiem - mówicie 'praca z runą' ale co to jest KONKRETNIE? bo każdy to inaczej opisuje i trochę się w tym gubię. Jedni mówią medytacja, drudzy noszenie przy sobie, trzeci jakieś rytuały ze świecami. Czy to wszystko jest równoważne czy jednak jest jakaś hierarchia tych metod?
Tymianek69 - nie ma jednej poprawnej metody i to nie jest wymówka tylko fakt. Ale jeśli masz konkretną sytuację gdzie szukasz wsparcia w walce z niesprawiedliwością, to powiem tak: samo noszenie runy to minimum. Kontemplacja znaczenia, zapisanie intencji, praca z wizualizacją - to już głębszy poziom. Rytuały to kolejna warstwa, ale nie każdy musi do niej dochodzić.
ja też czekam na odpowiedź w sprawie od czego zacząć, Pelargonia coś napisała wcześniej o rysowaniu na kartce i to wydaje mi sie sensowne. Ale mam pytanie - czy runa narysowana przez siebie ma inną 'wartość' niż kupiona? pytam serio, nie ironicznie
wchodząc w ten temat z własnoręcznym robieniem run - jest taka tradycja że runa wycięta w drewnie przez własne ręce ma zupełnie inny charakter niż kupiona. Ale tu nie chodzi o magię dla magii, tu chodzi o to że sam proces robienia czegoś fizycznie zmienia twój stosunek do tej pracy. Ja swoje pierwsze runy robiłam z gałęzi leszczyny i pamiętam że samo szlifowanie, samo wypalanie znaków - to był rodzaj medytacji zanim jeszcze w ogóle zaczęłam z nimi pracować.
jesli mozna wrocic do glownego watku - bo troche odplynelismy od niesprawiedliwosci a to jest chyba serce tego tematu. Janeczka napisala cos bardzo waznego: ze zmiana była wewnetrzna ale nie bierna. i wlasnie o to chodzi z runami w kontekscie walki. Tiwaz nie jest runa ktora 'naprawia' sytuacje za ciebie. Ona ustawia cie w pozycji czlowieka ktory może walczyc bez strachu. To roznica.
hej, Barni napisał że sceptycyzm nie wyklucza pracy z runami, to rozumiem, ale jak mam to pogodzić? bo z jednej strony myśle 'to pewnie tylko psychologia' a z drugiej mi coś mówi żeby spróbować. Czy to jest w ogóle uczciwe podejście czy oszukuję samą siebie?
ten wątek o symbolach i psychice jest ważny ale chciałam wrócić do czegoś co napisałam wcześniej a czego nikt nie podjął - mianowicie skąd pochodzi ta konkretna niesprawiedliwość. Bo runy mogą być lustrem które pokazuje nie tylko jak działać, ale też skąd przyszło to co boli. I czasem okazuje się że walka zewnętrzna to dopiero połowa pracy.
Klaudia to jest trafne. Sama przyszłam do run przez wściekłość i ból i dopiero po czasie zobaczyłam w Tiwaz coś więcej niż 'wesprzyj mnie w walce'. Zobaczyłam też pytanie DO MNIE - czy ta sytuacja coś mi mówi o tym jak długo pozwalałam na to żeby się działo? To nie była przyjemna odpowiedź, ale chyba potrzebna.
o matko, to co Janeczka napisała to jest po prostu... wow. dziękuję że to napisałaś bo sama jestem w podobnym miejscu i właśnie tak miałam, że runa Algiz mi pokazała że sama siebie nie chroniłam zanim zaczęłam prosić o ochronę z zewnątrz. jeszcze raz dziękuję za ten temat w ogóle, naprawdę!
dobra ale zanim wszyscy zaczną teraz medytować nad własnymi błędami - żeby nie popaść w drugą skrajność. Praca z runami w kontekście niesprawiedliwości NIE oznacza że masz się biczować i szukać swojej winy. Czasem niesprawiedliwość jest po prostu niesprawiedliwością i nie musisz jej 'zasługiwać'. Ważne żeby nie zamienić narzędzia emancypacji w kolejne sposób samooskarżenia.
czytam to wszystko od początku i właściwie to zdanie Izoldki mnie uderzyło najbardziej. sama tak miałam - zaczęłam od złości na kogoś a skończyłam na złości na siebie i to nie był postęp. nie wiem czy to wina pracy z runami czy po prostu mój sposób myślenia ale warto to chyba powiedzieć głośno.
