Mam ostatnio taką sytuację i nie wiem jak do tego podejść. Moja ciocia jest poważnie chora, lekarze dają jej może kilka miesięcy. Ona sama poprosiła mnie żebym zrobiła dla niej czytanie z run, bo wie że się tym zajmuję. Z jednej strony chcę jej pomóc, z drugiej boję się że jeśli wypadnie coś ciężkiego to ją dodatkowo przytłoczę. Czy ktoś z was miał taką sytuację? Robiłam już czytania dla chorych ale nie dla kogoś w takim stanie. Nie wiem czy to wspiera czy wręcz przeciwnie.
To nie jest prosta sytuacja i dobrze że pytasz zanim zaczniesz. Kluczowa sprawa to jedno: ona sama poprosila. To zmienia wszystko. Jeśli ktoś sam chce czytania i przychodzi z tym do ciebie, to nie ty narzucasz mu interpretację rzeczywistości, tylko odpowiadasz na potrzebę. Zupełnie inna dynamika niż gdybyś sama wyszła z inicjatywą. Przy czytaniu dla osoby ciężko chorej skupilabym się na runach wsparcia i przejścia, nie na czytaniu 'co będzie'. Różnica jest zasadnicza. Możesz np. nie robić rozkładu na przyszłość, tylko na to co teraz potrzebuje zobaczyć, co ją wzmacnia. Algiz, Sowilo, Mannaz w kontekście relacji z bliskimi - to są runy które mogą naprawdę przynieść pocieszenie a nie lęk. Ale muszę zapytać - jak ona sama rozumie runy? Wierzy w nie, traktuje to bardziej jako rozmowę symboliczną, czy co?
Ta prośba cioci to jest dar, nie ciężar. Ona chce żeby ktoś bliski usiadł z nią i spojrzał razem w to co jest. To nie jest o runach, to jest o towarzyszeniu. Runy są tu tylko językiem tej rozmowy.
Nie chcę być nieprzyjemna ale zastanawiam się czy w ogóle powinno się robić czytania dla kogoś umierającego. Serio pytam, nie atakuję. Ja bym się bała że człowiek w takim stanie jest bardzo podatny na sugestię i nawet neutralna runa może wypaść źle i zranić. A jak wypadnie coś jednoznacznie złego to co, mówisz jej wprost? Owijasz w bawełnę? To już nie jest uczciwe czytanie.
Sprawa podatności na sugestię jest moim zdaniem trochę przerysowana i tu chcę się nie zgodzić. Historycznie rzecz biorąc - runy i inne systemy wróżebne były u ludów germańskich i skandynawskich bardzo często używane właśnie przy przejściach granicznych: narodziny, śmierć, choroba. Nie był to temat tabu tylko wręcz przeciwnie, ważny moment wymagający rytuału. Eiriksmal czy Hakonarmal to nie są pieśni o unikaniu tematu śmierci, tylko o jej oswajaniu przez narrację i symbol. Kwestia podatności na sugestię to problem nowoczesny i psychologiczny, realny, ale nie powinniśmy go przykładać do tradycji w której to w ogóle inaczej funkcjonowało.
Runy nie są złe dla umierających. Runy są lustrem. Pytanie jest zawsze to samo: co chcesz w nim zobaczyć i czy jesteś gotowy to przyjąć. Człowiek który stoi u progu często widzi wyraźniej niż my którzy jesteśmy po tej stronie. Bałbym się raczej naszych własnych oporów przed tą rozmową niż jej.
ojej, czytam to i robi mi się jakoś nieswojo ale też bardzo mnie to wciąga. Nigdy nie myślałam o runach w takim kontekście, bardziej dla mnie to zawsze było 'co z moją przyszłością, co z relacją' i tak dalej. A tu nagle taki temat. Mam pytanie może naiwne, ale czy są konkretne runy których nie powinno się w ogóle ciągnąć albo pokazywać komuś choremu? Takie których interpretacja prawie zawsze będzie ciężka?
Trochę się gubię w tej dyskusji bo nie znam run prawie wcale, ale słucham i zastanawiam się czy to nie jest tak jak z horoskopem - że jak ktoś naprawdę wierzy to każda zła wróżba może go dobić, a jak nie wierzy to czy to w ogóle ma sens robić? Skąd wiadomo w którym miejscu jest ta ciocia?
Ona wierzy. To nie jest kwestia czy. Ona praktykowała różne rzeczy przez całe życie, ja od niej się dużo nauczyłam. Ona nie jest osobą która się przestraszy symbolu. Bardziej się boję własnej reakcji w trakcie - że się posypię jak wyciągnie coś co mnie trafi w serce. Ale to już chyba moja sprawa a nie jej.
Robiłam kiedyś czytanie dla bardzo bliskiej mi osoby która wiedziała że nie wyjdzie z choroby. Nie będę mówić co wypadło ale powiem co czułam: że runy w tej chwili nie były o przyszłości. Były o zamknięciu. O tym żeby zobaczyć co jest dopełnione, co jest dobre, co pozostaje. Ona po tym czytaniu płakała ale mówiła że to dobre łzy. Że coś się w niej uspokoiło. Więc to może działać inaczej niż myślimy. Nie chodzi o przepowiednię.
czytam ten wątek od początku i chcę tylko napisać że coś tu jest ważnego. To że ona poprosila cię osobiście, nie kogoś obcego, to wydaje mi się klucz do całej sprawy.
właśnie to mnie zastanawia od początku tej dyskusji. Wszyscy mówimy o osobie chorej, a nikt nie pyta o Auric61 w tej sytuacji. Ona jest kimś bliskim, robi czytanie dla umierającej cioci, to jest coś z czym trzeba sobie poradzić emocjonalnie. Czy to jest w ogóle do zrobienia bez jakiegoś przygotowania siebie najpierw?
Przygotowanie to słuszna sprawa. Nie wchodzi się w taki próg bez uziemienia siebie. Medytacja, intencja, może jakiś rytuał oczyszczenia przed. Nie chodzi o to żeby być bez uczuć, ale żeby wiedzieć że te uczucia to twoje i je odkładasz na czas czytania. Inaczej czytasz swój ból, nie jej obraz.
przepraszam ze sie wtrącam bo mało wiem o runach ale mam pytanie ogolne - czy takie czytanie cokolwiek zmienia realnie? znaczy czy to jest tak ze runa wskazuje cos co juz jest czy ze przez samo czytanie cos sie zmienia w tej osobie? bo jak to drugie to rozumiem ze moze pomoc ale jak pierwsze to po co?
dobra, wracam do pytania Pochwista bo ono mnie nie opuszcza. Jeśli runy tylko pokazują co jest, a nie zmieniają rzeczywistości, to w czym różnią się od dobrej rozmowy z psychologiem? Serio pytam, bez złośliwości. Bo jak czytam tę dyskusję to coraz bardziej mi wychodzi że chodzi o nadanie języka temu co człowiek już czuje.
hmm ale jak ta ciotka Auric61 pyta o czytanie to chyba nie chodzi jej o psychologię tylko o coś więcej? o jakiś kontakt z czymś poza nią? to chyba inna motywacja zupełnie
dokładnie. ona nie potrzebuje żeby ktoś jej nazwał co czuje. ona to wie. ona chce wiedzieć czy jest coś po drugiej stronie, czy jest jakaś ciągłość, czy ten moment nie jest końcem wszystkiego. i to jest pytanie na które ja, jako siostrzenica z zestawem run, nie jestem w stanie odpowiedzieć. mogę tylko siedzieć obok i ciągnąć runy razem z nią.
Auric61 napisała coś ważnego i chcę się przy tym zatrzymać. 'Siedzieć obok i ciągnąć runy razem z nią.' To nie jest czytanie dla kogoś. To jest czytanie z kimś. I myślę że właśnie tu tkwi odpowiedź na pytanie z tytułu tego wątku - czy wspiera czy straszy. Kiedy jesteś obok, a nie nad.
okej ale jak to wygląda w praktyce żeby być 'razem' a nie 'dla'? bo to brzmi pięknie w teorii ale co to znaczy - że ciocia sama trzyma runy? że wybiera które ciągnie? że sama interpretuje a Auric61 tylko słucha? bo mam wrażenie że to jest naprawdę kluczowe i nikt tego nie doprecyzował
to co pisze Bernadetkaa bardzo mi sie podoba. ze pytajaca sama jest interpretatorka. nigdy tak nie myslalam o tym ale to chyba jest w ogole dobra zasada nie tylko przy chorych
właściwie to jest metoda wywodząca się z psychologii Jungowskiej, praca z symbolem gdzie interpretacja należy do osoby która symbol doświadcza, nie do analityka. więc nie jest to coś wymyślonego przez ezoterykę, to ma solidne korzenie 🙂 runy jako archetypy działają dokładnie na tej samej zasadzie co obrazy z kart projekcyjnych.
czytam to od początku i mam jedno konkretne pytanie do tych co mają doświadczenie - czy jest jakiś układ run który jest szczególnie odpowiedni w takiej sytuacji? bo cały czas rozmawiamy o tym CZY robić i JAK podejść emocjonalnie, ale nikt nie powiedział nic o tym CO konkretnie rozłożyć. jedna runa? trzy? jakiś określony rzut?
a co jeśli wypadnie coś naprawdę złego? mam na myśli układ gdzie same ciemne runy i coś co wygląda jak zapowiedź końca? jak wtedy nie skomentować tak żeby to wypadło naturalnie a nie żebyś udawała że nic nie widzisz?
właśnie to jest coś z czym się zmagam najbardziej od kiedy zaczęłam ten wątek. nie boję się że wypadnie coś złego dla niej. boję się że wypadnie coś co będzie prawdziwe dla mnie. że jakaś runa trafi akurat w moje własne nienazwane. i że się rozpadnę w środku a na zewnątrz będę musiała siedzieć spokojnie i być dla niej.
Auric61 napisała coś bardzo odważnego na końcu. to że boisz się że ty się rozpadniesz, nie ona. i to jest chyba najszczerszy moment całego tego wątku. pytam wprost - czy rozmawiałaś z kimś o tym wcześniej? przed tym forum mam na myśli?
dobra przepraszam że wchodzę po raz kolejny ale to co Auric napisała to mnie zatrzymało. bo to jest DOKŁADNIE ten moment gdzie czytanie run przestaje być techniką wróżebną a staje się czymś bliższym terapii. i tu mam problem, bo nie każdy kto trzyma runy w kieszeni jest gotowy być dla kogoś oparciem w takim momencie. to wymaga czegoś więcej niż znajomości symboli
jest w tym co piszesz coś co bardzo czuję. ten strach że to co wyjdzie trafi w ciebie, nie w pytającą. byłam w podobnym miejscu. ciągnęłam runy przy kimś bliskim i nagle Nauthiz leżała przede mną i wiedziałam że to mówi do mnie, nie do niej. że to moje nienazwane wyszło na wierzch przez jej pytanie. i naprawdę nie wiem czy w tamtym momencie byłam dla niej czy dla siebie
