hej, mam pytanie bo czytam i nie wszystko rozumiem. jak mówicie że runa 'coś uczy' albo 'daje sygnał', to chodzi wam o to że sam akt skupienia się na symbolu przestawia coś w głowie, czy że runa ma jakieś własne działanie niezależnie od człowieka? bo to są dwie bardzo różne rzeczy i chyba warto to rozróżnić zanim pójdziemy dalej
dobra, Obsydianka, ale to co mówisz to jest po prostu opis działania symbolu jako kotwicy psychologicznej. jung by to podpisał bez mrugnięcia. i nie mówię że to zły opis, ale dlaczego akurat runy, a nie dowolny inny system symboli? czemu nie tarot, nie mandale, nie karty rozwojowe?
no i właśnie chcę wrócić do tego co Szarotka napisała ostatnio, bo to jest chyba najważniejszy punkt całej tej rozmowy. ta obserwacja siebie w trakcie sytuacji z mamą, bez wpadania w automatyczny tryb poczucia winy, to jest dokładnie to o co chodzi w pracy z runami jako systemem uważności. i zastanawiam się ile czasu ci to zajęło? bo moje doświadczenie mówi że to nie przychodzi szybko
Nekromantka, uczciwie? jakieś kilka miesięcy regularnej pracy. i nie powiem że to było linowe, bo nie było. były tygodnie kiedy wróciłam do starych wzorców i miałam wrażenie że zmarnowałam cały wysiłek. ale właśnie wtedy Nauthiz działała inaczej, już nie jako wyznacznik dnia tylko jako takie przypomnienie że wzorzec wraca i mogę go zauważyć zanim mnie pochłonie. czy to ma sens?
Szarotka, to co opisujesz z tymi tygodniami regresji, to jest coś z czym ja się bardzo identyfikuję. mam takie poczucie że jak coś nie idzie idealnie to wszystko przepadło. czy to jest normalne w tej pracy? że się cofa?
to jest dobre pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. ale mam taką zasadę, raczej sprawdzoną: jeśli po każdym 'powrocie' masz chociaż odrobinę krótszy czas zanim to zauważysz, to jest postęp. nie chodzi o to żeby nie wpadać w stare wzorce, tylko żeby szybciej z nich wychodzić. i to da się obserwować bez żadnej filozofii
dobra ale powiem wprost bo mi to chodzi po głowie od jakiegos czasu. ta cala rozmowa o 'pracy wewnętrznej' i runach troche mnie niepokoi. bo Szarotka mówi ze jej sie poprawilo, co jest super, ale nie wiemy czy to runy czy może terapia, upływ czasu, dojrzewanie, zmiana okoliczności. jak wyeliminować alternatywne wyjaśnienia?
Medard, nikt tu nie robi kontrolowanych eksperymentów i to jest ok, bo to forum, nie laboratorium. ale twoje pytanie jest sensowne i ja bym je lekko przeformułował: nie 'czy runy działają niezależnie od reszty' tylko 'czy dodanie run do procesu coś konkretnie zmienia'. i tu Szarotka faktycznie opisała zmianę jakościową, tę obserwację w trakcie sytuacji, nie po. to jest coś
ja mam! dokładnie to samo opisuję jak pracuję z tarotem przy trudnych relacjach rodzinnych. ta chwila w środku rozmowy kiedy nagle jesteś jakby obok siebie i widzisz co się dzieje, to jest ten moment. i u mnie to przyszło po regularnej pracy z kartami przez kilka miesięcy. więc tak, potwierdzam że to nie jest jednorazowe
chcę się tu wtrącić bo ta dyskusja poszła w ciekawą stronę. Wawrzek i Medard zadają właściwe pytania i nie należy ich zbywać. ale jest jedna rzecz którą warto wyłożyć: praca z symbolem, czy to runą, kartą tarota, mandalą, czy czymkolwiek innym, robi jedną konkretną rzecz której sama medytacja bez symbolu robi gorzej. daje językowy haczyk do złapania stanu. 'jestem w Nauthiz' to jest skrót który aktywuje cały pakiet skojarzeń, cielesnych, emocjonalnych, pojęciowych, szybciej niż opis słowny. to nie magia, ale to też nie jest 'tylko psychologia', bo 'tylko psychologia' to spore uproszczenie tego czym jest psychologia
dodam do tego co Obsydianka napisała. jest jeszcze jeden wymiar którego tu jeszcze nie powiedzieliśmy wprost w kontekście tematu tego wątku, czyli rodziny pochodzenia. praca z runami przy relacjach rodzinnych ma tę specyfikę że runy jako alfabet mają w sobie historię, są produktem konkretnej tradycji gdzie relacje plemienne, rodowe, były centralną kwestią. Othala jest tego najlepszym przykładem. ta runa dosłownie mówi o dziedzictwie, majątku rodowym, ale też o tym co przejmujesz nieświadomie od rodu. kiedy z nią pracujesz w kontekście rodziny, to nie jest arbitralny symbol, to jest symbol który przez wieki nosił te treści. to coś dodaje
o, Aurelek świetnie że to powiedziałeś bo o Othali chciałam właśnie napisać od jakiegoś czasu w tym wątku. to jest runa która u mnie wywołuje bardzo mieszane uczucia kiedy wypada przy pytaniach o rodzinę. bo z jednej strony mówi o korzeniach i o tym co dostałaś od przodków, ale z drugiej strony może też oznaczać że jesteś w tym uwięziona. i zależy od kontekstu jak ją czytać, no i od intuicji. jak Szarotka kiedyś wypadła jej Othala w rzucie, to ciekawa jestem jak ją odebrała
Klementynka, wypadła mi raz i to był dziwny moment. bo moja pierwsza reakcja była taka ciepła, jakieś zakorzenienie, dom. a zaraz potem przyszło to drugie uczucie, że to ciepło jest też klatką. że te korzenie mogą być piękne ale jednocześnie trzymać w miejscu. i chyba po raz pierwszy naprawdę poczułam że relacja z rodziną to nie jest zero-jedynkowe, albo miłość albo wolność. że może być jedno i drugie naraz i to jest ta praca którą trzeba zrobić
to co napisała Szarotka o Othali jest bardzo piękne i prawdziwe. ja bym to połączyła z czakrą korzenia, bo Othala i muladhara mówią w zasadzie o tym samym, o tym skąd jesteś i co z tym robisz. i ta ambiwalencja którą opisujesz, ciepło i klatka jednocześnie, to jest właśnie znak że czakra korzenia jest aktywna ale nie czysta. tam jest i zasoby i blokada w tym samym miejscu
czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie które mi nie daje spokoju. mówicie o uwolnieniu się od wpływu rodziny przez runy, ale czy to nie jest trochę... ucieczka? znaczy zamiast porozmawiać z rodziną, pracujesz ze symbolami żeby poczuć się lepiej. i czy to faktycznie zmienia relację czy tylko twoje samopoczucie?
to jest uczciwe pytanie i nie zasługuje na zbywanie. ale myślę że kryje się w nim błędne założenie że 'praca wewnętrzna' i 'rozmowa z rodziną' to alternatywy. nie są. zazwyczaj żeby móc naprawdę porozmawiać z rodziną, tzn. z pozycji dorosłego człowieka a nie przestraszonego dziecka, trzeba najpierw zrobić tę pracę wewnętrzną. inaczej rozmowa wygląda tak samo jak zawsze i kończy się tak samo
bo nie każdy ma dostęp do terapeuty, po pierwsze. po drugie, część ludzi zaczyna od run właśnie dlatego że terapia ich na razie przerasta albo się boją. i po trzecie, nie chodzi o to żeby 'zacząć od końca', tylko o to że praca symboliczna może być równoległa. to nie jest wyścig do mety
wiesz, ja chcę powiedzieć coś do tego sporu o to czy runy czy terapeuta. bo mnie to trochę dotyka personalnie skoro ten temat założyłam. u mnie wyglądało to tak, że przez lata rozmawiałam z rodziną i nic się nie zmieniało. rozmowy były, nawet dobre rozmowy, ale coś wewnątrz mnie siedziało w tym samym miejscu. i dopiero kiedy zaczęłam pracować z runami i zobaczyłam pewne wzorce z innej strony, te same rozmowy zaczęły być inne. nie dlatego że rodzina się zmieniła, tylko że ja wchodziłam do nich inaczej. więc dla mnie to nie jest albo-albo
Szarotka, a możesz powiedzieć co konkretnie się zmieniło w tych rozmowach? bo to jest dla mnie najtrudniejsze do wyobrażenia. zmienił się twój ton? co mówiłaś? czy oni w ogóle to zauważyli?
to co opisuje Szarotka to jest bardzo klasyczna zmiana w dynamice relacji. przestajesz grać w tę grę że ktoś musi cię zatwierdzić. i to jest niezależnie od metody, terapia robi to samo, ale rzeczywiście praca z symbolem może to zrobić szybciej bo trafia w inne rejestry niż rozmowa. Sowulo i Raido razem to ciekawy układ, bo pierwsza mówi o własnej ścieżce i świetle własnego ja, a druga o ruchu i transformacji przez drogę. jakbyś mała intuicyjnie te runy wybrała pod swój konkretny temat
chcę wrócić do czegoś co Szarotka napisała o Othali kilka postów wcześniej, bo mi to zostało. ta ambiwalencja, ciepło i klatka jednocześnie, to jest moim zdaniem serce pracy z runami przy rodzinie. bo Othala nie mówi żebyś uciekała ani żebyś zostawała. ona pyta: co z tego co dostałaś chcesz zachować, a co chcesz świadomie zostawić za sobą. to jest zupełnie inne pytanie niż 'jak sie uwolnić'. uwolnienie sugeruje że coś złego trzyma cię siłą. Othala sugeruje że to ty decydujesz co dziedziczyć
Aurelek, to pięknie powiedziane i zgadzam się w dużej części, ale mam jedno ale. bo jak patrzę na swoje doświadczenie z Otalą, to nie zawsze miałam ten luksus spokojnego 'decydowania'. czasem ta runa wypadała w momencie kiedy byłam w środku bardzo trudnej sytuacji z rodziną i ta wzniosła filozofia o wyborze dziedzictwa była... poza zasięgiem. za daleko. co wtedy? czy runa może mówić coś innego zależnie od tego gdzie emocjonalnie jesteś kiedy ją wyciągasz?
z tym dyskomfortem? szczerze, to go trochę... odłożyłam. runa wylądowała z powrotem w woreczku i zrobiłam sobie przerwę od ciągnięcia. dopiero po jakimś czasie do niej wróciłam i wtedy ta rozmowa z samą sobą była inna. nie wiem czy to była 'właściwa' metoda, ale jakoś tak wyszło
to co opisuje Klementynka jest bardzo uczciwe i ważne, żeby to powiedzieć głośno. czasem przerwa jest częścią pracy. symbol który wkłada się z powrotem do worka bo teraz nie możesz z nim usiąść, nie znika. on czeka. i często kiedy wracasz, okazuje się że w międzyczasie coś się w tobie ruszyło, nawet jeśli tego nie czułaś. praca nie zawsze wygląda jak siedzenie z runą i medytacja. czasem wygląda jak przechodzenie przez życie z tą kwestią gdzieś z tyłu
czytam ten wątek od dawna i nie pisałam, ale to zdanie Obsydianki o czekaniu symbolu mnie bardzo trafiło. bo właśnie tak to u mnie działa z afirmacjami, mówię coś sobie rano i potem zapominam, a potem nagle w połowie dnia coś się zdarzy i myślę 'o, właśnie o tym mówiłam'. nie wiem czy to jest to samo co z runami ale wydaje mi się że podobne
Nebularia, myślę że tak, to jest podobny mechanizm! pracujesz z symbolem lub słowem i siasz jakieś ziarno w głowie, i potem twój umysł sam zbiera dowody które pasują. to jest bardzo fajne. przy tarocie to samo, po rozłożeniu kart masz jakiś obraz dnia i potem widzisz go wszędzie. czy to autosugestia czy coś więcej, nie wiem, ale efekt jest prawdziwy
Nekromantka, uczciwy zarzut, ale mam wrażenie że to pytanie jest pułapką. bo żeby odpowiedzieć 'to coś więcej niż autosugestia' musiałabyś mieć metodologię której tu nikt nie ma. a żeby powiedzieć 'to tylko autosugestia' musiałabyś wykluczyć inne opcje. w praktyce to jest nierozstrzygalne w tym miejscu. i może to jest ok, może pytanie 'co to jest' jest mniej użyteczne niż pytanie 'co mi to daje'
