Feliks, ale 'co mi to daje' bez 'co to jest' to trochę jak picie leku bez czytania ulotki. skutkuje? świetnie. ale co robi i czy nie ma efektów ubocznych to już mniej ludzie sprawdzają. nie twierdzę że praca z runami ma efekty uboczne w medycznym sensie, ale na poziomie psychologicznym warto wiedzieć w co się wchodzi
Wawrzek ma rację. i powiem jedno konkretne ryzyko które widzę w tej całej dyskusji: jeśli ktoś zaczyna traktować wypad runy jako 'odpowiedź' i na tej podstawie podejmuje decyzje dotyczące relacji z rodziną, to jest to potencjalnie niebezpieczne niezależnie od tego czy runy 'działają' czy nie. bo nakładasz zewnętrzny symbol na bardzo wewnętrzny i złożony problem
Medard, to jest ważne zastrzeżenie i zgadzam się. dlatego w poważnej pracy z runami nie chodzi o to żeby runa 'powiedziała ci co zrobić', tylko żeby otworzyła pytanie które sam w sobie nosisz ale nie umiałeś go sformułować. runa jako podpowiedź do refleksji, nie jako wyrocznia. ktokolwiek używa run żeby uzasadnić zerwanie z rodziną dlatego że 'taka padła', to mamy problem. ale to nie jest wina systemu, tylko użycia
a mogę się wtrącić z głupim pytaniem, bo trochę się zgubiłam w tej dyskusji. czy jest jakaś runa która mówi wprost o uwolnieniu się, nie w sensie ucieczki, ale właśnie tego co Aurelek opisywał, czyli świadomego wyboru co zostawić? pytam bo szukam czegoś do pracy z własną sytuacją i nie wiem od czego zacząć
dobra, to może sprecyzuję to pytanie, bo widzę że trochę wisi w powietrzu. chodzi mi o to, czy jest jakaś runa do której wracać regularnie, nie przy konkretnym problemie, ale tak... jako stały punkt odniesienia w tej pracy z rodziną. czy to ma w ogóle sens czy każda runa powinna być dobrana do momentu?
Ingwaz, tak, ale uważałabym z tym 'zamknięciem cyklu' bo to brzmi prościej niż jest w praktyce. u mnie ta runa wypadała wielokrotnie zanim faktycznie cokolwiek zamknęłam. czyli sama runa nie zamyka, ona co najwyżej pokazuje że jesteś blisko. albo że powinnaś być, co wcale nie znaczy że jesteś.
Klementynka mówi ważną rzecz i warto to rozwinąć. runa wskazuje kierunek, nie stan. to jest błąd który często widzę, szczególnie u osób które dopiero zaczynają pracę z runami: traktują wypad runy jako potwierdzenie że coś już się stało albo że się stanie. tymczasem Ingwaz mówi mniej więcej tyle: warunki są, potencjał jest. co z tym zrobisz, to twoja sprawa.
hej, czytam ten watek od poczatku i mam takie glupie pytanie. mowicie o runach jak o czyms co 'mowi' albo 'wskazuje'. ale jak wy to w praktyce rozrozniakcie, ze to runa cos wskazuje, a nie ze po prostu wylosowaliscie ten kawalek drewna i sami dopasowujecie znaczenie do tego co chcecie uslyszec? bez zlych intencji, po prostu nie rozumiem skad pochodzi ta pewnosc
Feliks, ale jak powiesz 'obie grupy mogą mieć pożytek' to w zasadzie mówisz, że mechanizm nie ma znaczenia, liczy się tylko efekt. to jest właśnie to co mnie drażni w tej dyskusji. bo jeśli efekt można osiągnąć bez całego systemu symbolicznego, to po co on? czemu nie po prostu terapia albo prowadzenie dziennika?
Nekromantka, wiesz, ja rozumiem to pytanie, bo sama je sobie zadawałam. i moja odpowiedź jest taka, że dla mnie różnica jest w tym, że runa daje gotowy obraz do którego mogę wracać. to nie jest moja własna narracja, to coś z zewnątrz co ją przerywa. dziennik jest pełen moich słów, moich pętli myślowych. runa wchodzi z czymś innym. czy to 'działa magicznie'? nie wiem. ale ta różnica jest dla mnie realna.
Szarotka, to ciekawe co mówisz o zewnętrznym obrazie przerywającym narrację. bo to jest właściwie to co robią projekcyjne techniki w psychologii, test Rorschacha, TAT, podobne. dajesz komuś dwuznaczny obraz i patrzysz co z nim robi, bo to ujawnia jego własne wzorce. więc może runy działają podobnie, tylko oprawione w symbolikę. nie mówię że tylko tak, ale to jedna z możliwych odpowiedzi na pytanie Nekromantki.
chcę wrócić do pytania Sliwowej o stały punkt odniesienia, bo ta rozmowa trochę odpłynęła. jest taka praktyka, którą czasem polecam przy długiej pracy z rodziną: wybór jednej runy 'kotwicy' na dłuższy okres, miesiąc, dwa, i systematyczne z nią siedzenie. nie po to żeby szukać odpowiedzi, ale żeby śledzić jak się zmienia twoje odczucie tej runy. co widzisz w niej w trudnym tygodniu a co w spokojnym. to daje bardzo inny wgląd niż jednorazowy odczyt.
a poza Othalą i Ingwaz, to jakie runy w ogóle są relevantem w temacie rodzina-uwolnienie? pytam bo staram się to poukładać w głowie, mam wrażenie że co chwilę pojawia się nowa runa i gubie się już trochę
o matko tyle tych run a ja w zasadzie znam może polowe z nazwy 😀 czy jest jakiś sensowny sposob żeby sie tego nauczyc zanim sie zacznie z nimi pracowac, czy mozna zacząc od razu i sie uczyc w trakcie? bo czytałam ze nie powinno sie dotykac cudzych run ale nie wiem skad to pochodzi
wracając do sedna tego wątku, bo Karma i Czarodziej pytają o rzeczy ważne ale trochę nas to oddala, chcę zapytać Szarotkę o coś konkretnego. napisałaś wcześniej że przestałaś czekać na zatwierdzenie od mamy. ale czy ta zmiana była trwała, czy wróciła po jakimś czasie, bo w moim doświadczeniu te rzeczy mają tendencję do cofania się przy silniejszym stresie?
to co Szarotka opisuje, ta chwila wyboru, to mi się wydaje kluczowe. bo chyba nie chodzi o to żeby nigdy już nie wpaść w stary wzorzec, tylko żeby ten moment kiedy go widzisz był coraz wcześniejszy. zgadza się? czy mam to źle
Mania, dokładnie tak. i powiem więcej, w pracy z symbolem ten 'moment widzenia' jest często tym co runa daje szybciej niż inne metody. nie dlatego że jest magiczna, ale dlatego że pracujesz z obrazem który jest poza słowami. a nasze stare wzorce rodzinne są często tak głęboko zakorzenione, że nie mają nazwy. symbol trafia tam gdzie słowo nie dociera.
to co Obsydianka napisała o obrazie 'poza słowami' chyba najbardziej do mnie trafiło z całej tej dyskusji. bo ja mam tak że jak próbuję sobie wytłumaczyć słowami co się dzieje z moją mamą i ze mną, to zaraz wchodzę w kółko i zaczynam się usprawiedliwiać albo oskarżać, jedno albo drugie. żadnej trzeciej opcji. i zastanawiam się teraz, bo nie mam jeszcze run i nie wiem od czego zacząć, czy to w ogóle ma sens żeby wejść w to z takim konkretnym pytaniem o rodzinę od razu, czy najpierw trzeba się jakoś zaaklimatyzować z runami zanim się zabierze za coś tak... no, naładowanego emocjonalnie?
