Zastanawiam się od jakiegoś czasu, czy pora roku wpływa na to, jak odczytujesz runy. Mam wrażenie, że zimą moje rzuty są jakieś... cięższe? Więcej run z cyklu Hagalaz, Nauthiz, Isa. Latem zdarzają się częściej Fehu, Wunjo, Sowilo. Może to przypadek, może nie. Prowadzę notatki od paru lat i zaczęłam widzieć pewne wzorce. Czy ktoś zwracał na to uwagę?
To ciekawe spostrzeżenie i nieprzypadkowe, jeśli mnie pytasz. Runy wywodzą się z tradycji nordyckich, gdzie rok był bardzo wyraźnie podzielony na dwa wielkie okresy - lato i zimę. Każda z tych połówek miała swój charakter energetyczny. Zimowe runy jak Isa czy Nauthiz to nie zły znak, to energia skupienia, zastygnięcia, czekania. Latem naturalnie aktywuje się to, co przez zimę dojrzewało. Ale mam do Ciebie pytanie - czy odczytujesz te wzorce jako zmiany w samych runach, czy raczej czujesz, że Ty jesteś inaczej nastrojona w zależności od pory roku i to wpływa na interpretację?
Właśnie w tym tkwi cały problem z takim myśleniem - zaczyna się od 'mam wrażenie', a kończy na budowaniu systemu na podstawie własnych nastrojów. Runy mają swoje znaczenia. Isa to zatrzymanie niezależnie od tego, czy pada śnieg czy słońce. Jeśli zaczniemy nakładać sezonowe filtry na każdą runę, to w pewnym momencie interpretacja staje się bardziej projekcją nas samych niż odczytem. Nie mówię, że sezonowość jest bez znaczenia, ale ostrożnie z wyciąganiem wniosków z kilku lat notatek.
Ja zawsze czytam runy inaczej w czasie przesilenia. Szczególnie zimowe przesilenie - wtedy Nauthiz według mnie znaczy coś zupełnie innego niż w środku lata. To nie jest kwestia nastroju, to jest kwestia tego, że sama runa 'ożywa' inaczej. Podobnie jak sny są intensywniejsze tuż przed przebudzeniem, tak runy są intensywniejsze w przełomowych momentach roku.
Mam wrażenie, że ta rozmowa trochę się rozdziela na dwa osobne pytania. Pierwsze: czy pora roku zmienia obiektywne znaczenie runu? Drugie: czy pora roku wpływa na to, jak my je interpretujemy i jakie runy w danym czasie losujemy? To są różne rzeczy i warto je trzymać osobno.
Jest coś takiego jak podział Futhark na grupy zwane Aettami - Freya's Aett, Hagal's Aett i Tyr's Aett. Niektórzy przypisują je różnym fazom roku albo trzem etapom życia. To nie jest jednak powszechnie przyjęty kanon, bardziej współczesna interpretacja neopogańska. Warto wiedzieć, że część tego, co funkcjonuje jako 'starożytna tradycja' runologiczna, to w dużej mierze rekonstrukcja i twórcza interpretacja z XIX i XX wieku. Co nie znaczy, że jest bezużyteczna, ale że trzeba to traktować uczciwie.
Mnie zawsze zastanawia, czy środowisko fizyczne ma znaczenie. Znaczy - czy czytasz runy inaczej na dworze jesienią, w lesie, niż zimą w domu przy świecy? Sam zauważyłem, że latem gdy siadam do rzutu na dworze, jestem spokojniejszy i bardziej skupiony, a odczyty mają sens niemal od razu. Zimą muszę się bardziej nastrajać. Czy to jest ten efekt sezonowy, czy tylko zwykła różnica warunków?
No właśnie, mnie sie wydaje że to jest klucz. Środowisko fizyczne, temperatura, swiatło - to wszystko wpływa na stan w którym czytasz. Zimą mniej slońca, krótszy dzień, to mózg działa inaczej. Nie wiem czy to jest magia, ale jest prawdziwe. Kamienie też inaczej sie zachowują energetycznie zimą - przynajmniej w moim odczuciu - są jakby bardziej zamknięte.
To by znaczyło, że sezonowość wpływa na styl pracy, a styl pracy wpływa na odczyt. Nie ma tu żadnej mistyki, ale i tak coś realnego. W tarocie podobnie - czytanie codzienne jednej karty daje zupełnie inną jakość niż rozbudowany rozkład. Może warto by zapytać: jaką metodę kto stosuje w zależności od pory roku i czy świadomie to robi, czy po prostu tak wychodzi?
To co opisujecie - zmiana stylu, głębokość skupienia, liczba run - to jest właśnie coś, czego nie da się oddzielić od pytania o sezonowość. Ale chcę zapytać konkretnie: czy ktoś z was prowadził przez rok takie same rzuty - tę samą metodę, ten sam układ, to samo pytanie - i porównywał wyniki sezonami? Bo bez takiego odniesienia trudno powiedzieć cokolwiek o tym, co jest zmienną.
Właśnie o to chodzi z tymi notatkami, o których pisałam wcześniej. Nie mam może identycznego pytania przez cały rok, ale mam zapisane rzuty z podobnych życiowych momentów z różnych pór roku. I widzę, że np. Berkana wyciągana jesienią w kontekście nowych projektów, a Berkana wyciągana wiosną - to jest technicznie ta sama runa, ale to co ją otacza i jak się układa w kontekście reszty życia, jest inne. Pytanie, czy to zasługa sezonu czy sytuacji.
Ale właśnie - jak odróżnisz, że to sezon, a nie sytuacja? Jesienią masz inne sprawy na głowie niż wiosną, inaczej się czujesz, może inaczej formuujesz pytanie. To jak tu wyizolować samą porę roku jako zmienną? Naprawdę pytam, bo chciałabym to zrozumieć metodologicznie.
To jest chyba najuczciwsza odpowiedź, jaka padła w tym wątku. Nie da się wyizolować sezonu jako zmiennej, ale to nie znaczy, że sezon nie ma wpływu. Ma - razem z wszystkim innym. I właśnie dlatego te dwa pytania, które wyróżniłam wcześniej, są tak trudne do rozdzielenia w praktyce.
Ale skąd mamy wiedzieć, gdzie kończy się kanon, a zaczyna intuicyjna interpretacja? Mam na myśli - czy w ogóle istnieje jakiś jednoznaczny kanon znaczeń run, czy od początku to były płynne symbole z różnymi sensami w zależności od tradycji?
Mam pytanie do wszystkich, bo czytam i się zastanawiam - czy ktoś próbował połaczyć sezonowość run z sezonowoscia kamieni? Bo jeśli używamy run wyrzeźbionych na kamieniu, to może właściwości kamienia też sie zmieniają i to wpływa na odczyt? To jest może głupawe pytanie ale mnie nurtuje.
Ale to otwiera ciekawą kwestię - jeśli temperatura kamienia zmienia twój stan przed rzutem, to świadomie możesz to wykorzystać. Podgrzać kamień, schłodzić. Czyli sezonowość można emulować albo odwrócić przez sam materiał nośnika. Czy to nie prowadzi do absurdu w założeniu że sezon coś zmienia?
To mnie trochę uspokaja, że nie tylko ja nie wiem. Bo przyznam szczerze - pięć lat z tarotem i mam wrażenie, że im więcej prowadzę notatki, tym mniej jestem pewien co z nich wynika. Wzorce widać, ale interpretacja tych wzorców to już zupełnie inna historia.
To jest naprawdę dobra obserwacja. Bo ja też mam te rytmy i też nie wiem skąd się wzięły. Jesień daje mi wolniejsze, cięższe odczyty. Wiosna jest bardziej urywana, skocznie. Nie wiem czy to runy czy ja, ale to jest regularny wzorzec.
Właśnie - może nie da się tego rozdzielić, podobnie jak nie da się wyizolować sezonu od reszty kontekstu. Moje wzorce są moje, nawet jeśli kogoś mi je pomógł ukształtować. I właśnie dlatego te notatki są dla mnie ważne - nie żeby udowodnić, że sezon działa obiektywnie, ale żeby zobaczyć jak moja praktyka żyje w czasie. To chyba tyle, ile możemy powiedzieć na pewno.
Szczerze? Nie. I im dłużej pracuję z kartami i częściowo z runami, tym bardziej mi się to miesza. Wszystko co wiem, przyszło skądś z zewnątrz. Pytanie czy po kilku latach intensywnej praktyki to nadal jest cudze, czy już moje. Myślę że granica się zaciera.
Ja mam proste pytanie bo może głupie ale jednak. Czy ktoś z was kiedys robił ten sam rzut, to znaczy to samo pytanie, w tej samej sprawie, raz w zimie i raz w lecie? Żeby faktycznie porównać? Bo cała ta dyskusja opiera sie na roznych pytaniach, roznym nastroju, różnym czasie. Trudno cokolwiek z tego wyciagnac.
Mnie zastanawia coś innego. Dużo mówimy o tym jak sezon wpływa na nas. Ale czy ktoś pracuje z tradycją nordycką i traktuje koło roku runiczne dosłownie - tzn. konkretne runy przypisane do konkretnych miesięcy lub pór roku? Bo to jest zupełnie inna perspektywa niż to, co tu omawiamy.
Słyszałam o tym systemie, ale nigdy nie próbowałam. Wydaje mi się trochę zbyt sztywne - że przez konkretny tydzień pracujesz z jedną runą niezależnie od pytania. Z jednej strony rozumiem sens takiej pracy medytacyjnej, z drugiej jak to się ma do faktycznego wróżenia? Czy w tygodniu Isa masz nie robić rzutów jeśli masz pilne pytanie?
To jest naprawdę dobry punkt. Systemy roku runicznego mają wartość jako praktyka codzienna, jako praca z energią runy. Ale mieszanie ich z wróżeniem to moim zdaniem dwie różne rzeczy. Możesz jednocześnie medytować nad Isa przez tydzień i robić rzut w innej sprawie. Te poziomy się nie wykluczają, ale też nie należy ich mylić.
Czytam ten wątek od początku i mam jedno pytanie które mnie nurtuje: czy wy w ogóle czujecie jakąś zmianę gdy wchodzicie w inną porę roku, zanim w ogóle zaczniecie rzut? Pytam bo nigdy nie pracowałam z runami, ale z duchami i zjawiskami to zdecydowanie czuję różnicę jesień-wiosna. Zastanawiam się czy to jest podobne.
Wracając do tego co mówiłam - sezon zmienia nas fizycznie, poziom energii, to jak śpimy, jak się czujemy w ciele. Czy to nie powinno wpływać na to, co wyciągamy z rzutu? Pytam serio, bo jeszcze nie pracuję z runami, ale z czakrami znam to dobrze - jesienią splot słoneczny pracuje inaczej niż wiosną.
Właśnie, i tu jest dla mnie granica. Rok runiczny jako praktyka medytacyjna - rozumiem i szanuję. Ale próba połączenia tego z rzutem to moim zdaniem mieszanie dwóch porządków. Chyba że ktoś świadomie pracuje w systemie, gdzie to ma sens wewnętrzną logikę.
