Mam zestaw run, który kupiłam jakiś czas temu, drewniany, ładny. Ale ostatnio przy losowaniu zorientowałam się, że brakuje jednej runy - Othali. Szukałam wszędzie, po całym domu, za szafką, pod łóżkiem, dosłownie wszędzie. I teraz mam dylemat - czy to znaczy coś konkretnego, że akurat ta jedna zaginęła? Othala to runa dziedzictwa, rodziny, korzeni. Może to jakiś znak? Albo może po prostu wypadła i gdzieś się zapodziała. Ktoś miał podobnie?
Ja miałem kiedyś sytuację że zaginęła mi Hagalaz i przez jakiś czas myślałem że to zły znak bo to runa chaosu i zniszczeń. Okazało się że kot ją zgarnął pod kanapę. Ale to nie znaczy że twój przypadek to to samo - Othala to akurat specyficzna runa jeśli chodzi o relacje z rodziną. Czy ostatnio coś się działo w tej sferze?
Zagubiona runa to nie jest jakiś automatyczny znak czy wyrok. Tylko spokojnie - zagubienie fizycznego przedmiotu i jego symbolika to dwie różne rzeczy. Ale powiem ci szczerze, że słyszałam różne podejścia do tego. Jedni mówią że zestaw bez jednej runy jest niekompletny i nie powinno się nim wróżyć, inni że ta nieobecna runa też coś mówi, właśnie przez swoją nieobecność. Jakie ty masz z tym podejście?
To ciekawe pytanie, bo w tarocie podobna logika czasem się pojawia - karta która wypada ze stosu czy znika ze zestawu. Nie wiem jak bardzo można te podejścia przyrównywać, ale intuicyjnie powiedziałabym że jeśli masz teraz konkretną sytuację rodzinną i znika ci runa rodziny, to przynajmniej warto się zatrzymać i pomyśleć czy twój związek z tym tematem nie blokuje ci obiektywnego odczytywania run w ogóle. Nie chodzi o znak z góry, ale o stan twojej głowy podczas pracy z narzędziami.
A czy w ogóle można wróżyć zestawem, w którym brakuje jednej runy? Serio pytam, bo nie znam się za bardzo, ale logicznie myśląc - jeśli losujesz i ta jedna nie może wypaść, to wyniki są jakby skrzywione?
A co z tym że nieobecna runa też może być odpowiedzią? Coś czytałem kiedyś że niektóre tradycje traktują to jako sygnnał że ta energia jest zablokowana lub niedostępna w danym momencie. Nie wiem na ile to jest podejście ortodoksyjne czy bardziej współczesne wymysły, ale konecpt mnie trochę pociąga.
Też miałam raz brakującą runę i też długo szukałam znakuw. Ale jak się okazało to zgubiła się za poduszką na fotelu i tyle. Nie mówię że u ciebie tak samo, ale jednak radziłabym najpierw naprawde bardzo dokładnie przeszukać dom, wszystkie kieszenie, torby, zakamarki. Jak jej nie znajdziesz, to wtedy można myśleć o symbolice. Bo co innego mówic o energi zablokowanej kiedy kamyk po prostu leży pod sofą 🙂
A skąd właściwie pochodzi ten pomysł że brakująca runa to znak? Pytam bo brzmi jak coś co ktoś kiedyś wymyślił i potem poszło w świat jako zasada. Czy jest jakaś starsza tradycja która to opisuje?
Czytam ten wątek i zastanawiam się - a co z tą pustą runą którą masz w zestawie? Jeśli Othala przepadła, to może ta pusta teraz symbolizuje właśnie to czego brakuje?
Właśnie mnie ciekawi jedno - czy wy w ogóle używacie pustej runy na co dzień? Bo czytałam że niektórzy w ogóle jej nie uznają i wyrzucają ze zestawu, bo to XIX wieczny dodatek bez historycznego uzasadnienia. Trochę jak ta dyskusja wyżej o tradycji.
To ciekawe pytanie Czarownica. Jak tak myślę to chyba chodzi o to że akurat w tej chwili mam napięcia z rodziną i ten zestaw mi przepadł akurat teraz. Jakby moment jest za bardzo zbieżny żeby to zignorować. Ale wiem że mogę też po prostu szukać potwierdzenia tego co czuję, jak mówiła Elwirka.
Oj tak, zapomniałam właściwie o tym wątku bo tak się wciągnęłyśmy w runy. Wahadło to u mnie od jakiegoś czasu dziwnie działa - daje tak i za chwilę na to samo pytanie daje nie. Nie wiem czy to ja jestem niespójna, czy coś z samym wahadłem, czy może po prostu wszystko wokół jest teraz chaotyczne i stąd te sprzeczności.
Z wahadłem tak bywa jak człowiek jest podenergowaany. Naprawdę, jak sama jesteś rozbita emocjonalnie to wahadło to czuje i odpowiedzi są bez sensu. Miałam tak pare razy jak byłam bardzo zdenerwowana i wtedy lepiej odłożyć i nie wróżyć w ogóle.
Wracając do tematu run - bo trochę odpłynęłyśmy - mam pytanie do Czarownicy albo Elwirki. Jeśli zestaw jest niekompletny i ktoś mimo to wróży, to czy wyniki w ogóle mają wartość? Czy to tak jak tarot bez jednej karty - da się, ale coś jest nie tak?
To mi przypomina coś co czytałem - że w niektórych podejściach jak runa nie może wypaść, to właśnie jej nieobecność jest informacją. Trochę jak gdy pytasz kogoś o coś i milczy zamiast odpowiedzieć. Milczenie też jest odpowiedzią. Nie wiem czy to stara tradycja czy nowe ale wydaje mi sie sensowne.
Ale czy to naprawdę przeszkadza? Rozumiem argument, ale pszcholigia też mówi że narracja którą tworzymy wokół wydarzeń ma znaczenie, nawet jeśli sama narracja nie jest obiektywną prawdą.
Dobre pytanie i szczerze nie jestem pewna. Chyba obu? Trochę chcę jakiegoś potwierdzenia że ta sytuacja z rodziną się poprawi, a trochę szukam sposobu żeby to lepiej zrozumieć. Może te dwie rzeczy ze sobą walczą i stąd też ten chaos z wahadłem.
No właśnie, ale to nie jest chyba specyficzne dla run? W numerologi, tarocie, astrologi - wszędzie można sobie dobrać interpretacje jak sie chce. To raczej problem z praktykiem niż z systemem, nie?
Ale czy ta otwartość nie jest właśnie ich zaletą? Że nie narzucają jednej ścieżki interpretacji tylko zostawiają pole do własnego odczucia?
Wróćcie chwilę do Lucii i tej Othali - bo czytam i myślę o tej brakującej runie inaczej. A co jeśli to nie jest żaden znak tylko po prostu zgubiła się i tyle? Jak rozróżnić kiedy coś jest przypadkiem a kiedy znaczącym zbiegiem okoliczności? Serio pytam, bo nie mam o tym pojęcia.
To co napisała Elwirka na koncu jest wedlug mnie kluczowe. Ze Lucia zobaczyła coś o sobie. Ale mam pytanie do całej tej dyskusji - czy wobec tego runy służą bardziej do introspekcji niż do przepowiadania? Bo jeśli tak, to ta brakująca Othala to raczej temat do przemyślenia niż odpowiedź na pytanie 'co będzie'.
Elwirka napisała że to najcenniejsza rzecz jaka mogła się wydarzyć w tym wątku i... chyba ma rację. Ale to dziwne uczucie, bo przyszłam tu z pytaniem o zestawy run i skończyłam z pytaniem o siebie. Czarownica pyta mnie o coś co chyba sama nie wiem. Chyba żadne. Albo trochę oba? Brzmi głupio?
nie brzmi głupio, ja to rozumiem. Ja mam tak samo z tarotem - raz mi wygląda jak dosłowna przepowiednia, raz jak coś do przemyślenia. Zależy chyba od nastroju. Tylko mam wrażenie że to trochę niespójne i nie wiem czy to jest w porządku czy powinnam się zdecydować na jedno.
Szczerze? Przewróciłam trochę rzeczy koło stolika gdzie wróżę, ale za szafę się bałam zajrzeć. I teraz jak to piszę to brzmi absurdalnie, bo co to znaczy 'bałam się'. Chyba nie chciałam jej znaleźć? Albo chciałam i się bałam że nie znajdę. Nie wiem.
Albo bałaś się że znajdziesz i wtedy nie będzie żadnego znaku, tylko zapomniana runa za meblem. I cała ta historia ze znaczeniem się posypie. Rozumiem to uczucie bardzo dobrze, chociaż u mnie to nie runy tylko zupełnie inne rzeczy.
Ale czy banalność wyklucza znaczenie? Mam na myśli - nawet jeśli runa fizycznie wypadła, to dlaczego wypadła akurat ta, akurat teraz? Czy to pytanie jest bezsensowne czy jest sens je zadawać?
Przepraszam że wchodzę z głupim pytaniem, ale co to jest Hagalaz i czemu jej brak miałby wypaczać? Znam tylko kilka run z nazwy i nie za bardzo rozumiem tę dyskusję w tym miejscu.
