Mam pytanie, bo trochę mnie to nurtuje od jakiegoś czasu. Mój pierwszy zestaw run jest już bardzo zużyty, kilka kamieni ma odpryski, jeden całkowicie pęknięty. Czuję, że czas się z nimi pożegnać, ale nie wiem jak to zrobić... porządnie. Słyszałam różne rzeczy - że powinno się je spalić, że pochować, że wrzucić do rzeki. Czy ktoś przechodził przez coś takiego i wie, co tak naprawdę jest właściwe?
To zależy od materiału przede wszystkim. Z czego są zrobione te runy? Bo jeśli to kamień albo ceramika, spalenie raczej odpada jako opcja praktyczna. Pochówek to najczęściej stosowana metoda, ale zanim cokolwiek doradzę - co czujesz, kiedy je trzymasz teraz? Czy jest jakiś opór, czy po prostu wyczułaś, że czas?
Cisza to dobry znak, że to faktycznie zamknięty rozdział, a nie porzucenie. Przy kamieniach pochówek ma sens, ale ważniejsze od metody jest intencja. Pytanie do ciebie - czy nadawałaś tym runom imię, robiłaś jakiś rytualny beginning, kiedy je brałaś? Bo jeśli tak, pożegnanie powinno być symetryczne.
Historyczne źródła mówią jasno że wikingowie palili wszystko razem z właścicielem na stosie więc technicznie spalenie byłoby bardziej autentyczne. Pochówek to chyba bardziej wynalazek neopogan.
A czy ktoś wie, czy powinno się chować runy na własnej ziemi, czy gdzieś w lesie albo przy rzece? Mam mieszkanie i żadnego ogrodu, więc trochę się zastanawiam jak to w ogóle zrobić praktycznie.
Czytałam gdzieś, że przed pochówkiem albo spaleniem powinno się wyczyścić runy - solą, dymem, księżycowym światłem - żeby zwrócić je w stanie neutralnym. Czy to ma sens przy takim pożegnaniu, czy raczej zbędny krok?
Ciekawi mnie jedno - czy ktoś z was miał wyrzuty sumienia po pozbyciu się starego zestawu? Bo w sumie to też jest jakieś sposób pracy i czasem trudno oddzielić sentyment od faktycznej potrzeby rytuału.
Szuflada to najgorsze wyjście moim zdaniem. Obiekty, z którymi długo pracowałeś i z którymi budujesz jakąś relację energetyczną, w szufladzie nie znikają - po prostu wiszą w przestrzeni ani tu ani tam. Pochówek albo spalenie to akt woli, a nie tylko pozbycie się rzeczy.
No to mam pytanie może głupie - a co jeśli ktoś chce zachować jeden kamień ze starego zestawu, a resztę pochować? Czy to w ogóle ma sens, czy lepiej pożegnać cały zestaw razem?
Siedem lat to naprawdę długa wspólna droga. Mnie ciekawi jedno - czy ta cisza, którą opisujesz, dotyczy wszystkich kamieni równo, czy właśnie przy Fehu jest inaczej?
Jak czytam o tym przywiązaniu do konkretnych run, to zastanawiam się, czy w ogóle ma sens robić rytuał pożegnania, skoro i tak emocje mieszają decyzję. Może po prostu odłożyć je na kilka miesięcy i sprawdzić czy to przejdzie samo.
Czytam ten wątek od początku i mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy jest jakiś sposób, żeby sprawdzić, czy runy faktycznie są gotowe do pożegnania? Coś w rodzaju ostatniego rzutu albo pytania do nich wprost?
Właśnie tu widzę ciekawy problem - robimy rytuał żeby zamknąć, ale zanim zamkniemy, pytamy o potwierdzenie, a to pytanie może otworzyć nowe wątpliwości. Trochę jak z odchodzeniem z pracy - zawsze można znaleźć powód żeby zostać jeszcze chwilę.
Trochę tak. Ale u mnie to było bardziej poczucie, że odpuszczam, jakby rezygnacja. Że jeśli pożegnam ten zestaw, to razem z nim odejdzie jakiś czas z mojego życia, który był ważny. No i ten Fehu cały czas.
Kamieni sie nie spali normalnie, wiec to jest troche bez sensu zeby je palic. Chyba że ktoś ma jakies specjalne runy na drewnie czy pergaminie, ale kamienne? Pochówek to jedyna opcja dla kamieni.
Dobra, to może ktoś mi wyjaśni, bo rzeczywiście nie wiedziałam o tym przeprowadzeniu przez ogień - co konkretnie się wtedy robi? To jest po prostu trzymanie kamienia nad świeczką, czy jest jakaś intencja, słowa?
