Hej, chciałem zapytać czy ktoś kiedyś probował używać run w kontekście takiego... no, kompleksu z powodu rodziny czy środowiska z jakiego pochodzi. Bo mam taki problem że generalnie wstydzę się skąd jestem, wychowałem się w małej miejscowości, rodzice bez wyższego wykształcenia i teraz studiując czuję się jakby gorszy przy innych. Terapeuta powiedział mi że to może być coś w stylu zaburzenia z powodu stresu, że te przeżycia z dzieciństwa zostawiły ślad. Ale mnie interesuje czy runy mogą jakoś pomóc to przepracować, może Uruz albo Tiwaz? Nie wiem za bardzo które brać. Czytałem trochę ale nie za bardzo wiem jak to połączyć z tym co czuję.
To ciekawy temat, bo runy to nie jest lekarstwo na wszystko ale faktycznie kilka z nich kojarzy się z pracą nad poczuciem własnej wartości. Uruz kojarzy mi się raczej z siłą fizyczną i instynktem, ale Sowilo albo Tiwaz mogłyby bardziej pasować do tego co opisujesz. Tylko powiedz mi - czy masz jakiekolwiek doświadczenie z runami wcześniej czy to byłby Twój start? Bo to trochę zmienia jak bym to komentowała.
Zanim ktokolwiek zacznie tu rozdawać zestawy run jak pigułki, to chcę powiedzieć jedno. Runy to system symboliczny, nie terapia. Jeśli terapeuta powiedział o zaburzeniach pourazowych to znaczy że mówimy o czymś poważnym i żadna runa tego nie wyleczy. Nie mówię żeby nie używać, ale oczekiwania muszą być realistyczne. Uruz na wzmocnienie poczucia siebie, ok, Tiwaz na odwagę, ok - ale jako uzupełnienie pracy ze specjalistą, nie zamiast.
Ale Kadula, czy nie uważasz że same runy też mogą naprawdę coś zmienić w człowieku? Bez żadnej terapii? Bo ja słyszałam że jak ktoś naprawdę skupi energię i pracuje z runą codziennie to po kilku tygodniach są zmiany. Sama zaczęłam z Algiz i po jakimś czasie czułam się bezpieczniej. Ale przyznam że nie mam tak głębokiego problemu jak autor wątku...
Kadula ma rację w kwestii granic, ale nie bym aż tak kategoryczny. Runa jako punkt skupienia w medytacji, jako codzienny symbol który przypomina o czymś ważnym - to ma wartość i nie musi zastępować terapii. Pytanie do Albinka73 jest inne: co konkretnie chcesz osiągnąć? Poczuć się lepiej z przeszłością? Zmienić wzorzec myślenia o sobie? Bo to są różne potrzeby i różne runy by pasowały.
O matko, to co opisujesz to naprawdę trudna rzecz. Sama przez długi czas miałam coś podobnego, nie z tego samego powodu ale to poczucie 'jestem gorsza' to wiem jak boli. Nie jestem ekspertem od run ale z mojego doświadczenia z czakrami - ten rodzaj blokady często siedzi w czakrze splotu słonecznego, czyli w poczuciu własnej wartości i mocy. Ciekawa jestem co Jarek albo Kadula myślą czy są runy które szczególnie rezonują z tą energią? Wiem, wiem, przepraszam że używam tego słowa, ale nie znam lepszego.
Wow, weszłam tu przez przypadek i tak się wciągnęłam w ten temat! Albinek, to co opisujesz brzmi jak coś naprawdę ważnego i cieszę się że pytasz. Ja dopiero zaczynam z runami ale wiem że Sowilo to runa słońca i własnego ja, podobno pomaga odzyskać poczucie kim się jest naprawdę. Może to? Choć Kadula pewnie wie lepiej ode mnie 🙂
Hm, czytam to i zastanawiam się. Kompleks niższości związany z pochodzeniem to problem psychologiczny z konkretną nazwą i konkretną historią badań. Mówienie że runa to 'zakotwiczy' brzmi dla mnie jak szukanie skrótu. Nie mówię że runy są bezwartościowe, ale jeśli ktoś ma realny problem pourazowy i zamiast iść do psychiatry czy psychologa siedzi i rysuje znaki to mam wątpliwości. Terapeuta jest, to dobrze. Ale runy jako wsparcie? Czy to nie jest po prostu placebo z ładną oprawą historyczną?
Kupalo.x, to nie jest tak że pracownicy z symbolami uważają że runa sama z siebie coś zmienia jak tabletka. Przynajmniej ci którzy wiedzą co robią. Runa to punkt wejścia w głębszą pracę. W tradycji nordyckiej runy były narzędziami poznania, nie magicznymi pigułkami. Sowilo daje ci pytanie: kim jesteś bez masek które na siebie wkładasz. Odpowiedź musi wypracować sam człowiek.
Czytam ten wątek od paru dni i chcę dodać jedno: to że ktoś ma traumę z przeszłości i szuka wsparcia w runach, niekoniecznie znaczy że rezygnuje z terapii. Można robić obie rzeczy jednocześnie. Albinek napisał że ma terapeutę. To już jest fundament. Runy mogą być czymś na co patrzy między sesjami, co mu przypomina o celu. I tyle. Nie trzeba z tego robić wielkiej debaty o placebo.
Chcę się odnieść do Uruz bo kilka osób o tym wspomniało. Uruz to nie tyle siła co pierwotna energia - to runa transformacji przez wyzwanie. W kontekście pracy nad kompleksem pochodzenia może być akurat odpowiednia, bo kompleks często bierze się z poczucia że jesteśmy niedostateczni, a Uruz pyta: z czego tak naprawdę jesteś zrobiony? To może być dobre pytanie medytacyjne. Ale to wymaga regularnej pracy, a nie jednorazowego narysowania sobie znaku na kartce.
Anastazja08 a jak ta praca z Uruz miałaby wyglądać praktycznie? Bo ja słyszałam różne metody i szczerze nie wiem która jest dobra. Jedni mówią żeby malować runę, inni żeby ją nosić, inni że galdr czyli śpiewanie. Co lepsze do takiego tematu jak to co Albinek opisuje?
Mam jedno zastrzeżenie do tej dyskusji. Kilka osób używa tu słowa trauma jakby to był synonim zwykłego wstydu czy kompleksu. Jeśli terapeuta użył sformułowania o zaburzeniu pourazowym to jest konkretna diagnoza i wtedy praca z runami bez wiedzy terapeuty może być nieodpowiednia. Nie zabraniałabym, ale powiedziałabym Albinkowi: czy rozmawiałeś z terapeutą o tym że chcesz wprowadzić elementy symboliczne do swojej pracy? To nie jest głupi pomysł, ale wymaga świadomości po obu stronach.
Wiesz, jak czytam tę rozmowę to myślę sobie że może Algiz albo Berkana byłyby tu ciekawą opcją. Algiz to ochrona własnego ja, jakby tarcza przed tym co z zewnątrz chce nas pomniejszyć. A Berkana to odrodzenie, nowe początki, wzrost. Jak ktoś całe życie słyszał że jest z nie tej półki to Berkana może być symbolem że można urodzić się na nowo we własnych oczach. Trochę poetycko powiedziałam ale tak to czuję.
O wow, tyle tu mądrości, dziękuję wszystkim za tę dyskusję! Sama mam trochę podobny temat u siebie, nie dosłownie o pochodzeniu ale o poczuciu że jestem niewystarczająca. Zerknę na Berkanę jak Zorka napisała. A Albinek - to odważne że o tym piszesz publicznie, naprawdę. Trzymaj się 🙂
Czytam tę rozmowę od jakiegoś czasu i chcę się odnieść do czegoś co mi leży. Kilka osób tu mówi o runach jako wsparciu i to ok, ale nikt nie powiedział wprost o tym co Marianka77 zasugerowała - że jeśli terapeuta użył słowa 'pourazowe' to sytuacja jest bardziej złożona niż kompleks. Albinek, pytasz czy runy mogą wspomóc. Mogą, ale pytanie brzmi w czym konkretnie. Runy nie przepracują traumy, ale mogą dać jakiś rytm, codzienny punkt zakotwiczenia. I to ma swoją wartość, tylko trzeba wiedzieć po co się to robi.
Ale właśnie to mnie zastanawia, bo Anastazja08 mówiła o tym żeby zadawać sobie pytanie 'co we mnie jest wartościowe niezależnie od skąd jestem' i to jest takie... medytacyjne czy runiczne? Bo ja to rozumiem bardziej jako ćwiczenie psychologiczne. I czy to można robić z runą czy bez?
No właśnie to mi daje do myślenia. Bo jak się słyszy 'struktura myślenia' to brzmi mądrze, ale ja szczerze nie wiem czy potrzebuję struktury czy czegoś innego. Może potrzebuję po prostu żeby ktoś albo coś mi powiedziało że to nie moja wina że urodziłem się tam gdzie się urodziłem. I nie wiem czy runa to może zrobić.
Albinek, ta odpowiedź której szukasz - że to nie twoja wina - runa ci tego nie powie. To jest praca, którą musisz zrobić z człowiekiem albo sam, ale na poziomie przekonań. Runa może być towarzyszem tej pracy, ale nie jej źródłem. I to jest różnica której nie wolno zacierać, bo jak ktoś szuka w runie potwierdzenia własnej wartości, to zamiast iść do źródła problemu kręci się w kółko.
Kadula ma tu rację ale bym to ujął inaczej. Runa nie jest terapeutą i nie udaje że jest. Ale towarzyszenie sobie w trudnym procesie przez symbol - to jest coś co różne kultury robiły od zawsze. Problem nie jest w runie, problem jest w oczekiwaniu. Albinek, jak podejdziesz do tego z myślą że runa mi to naprawi, to będziesz rozczarowany. Jak podejdziesz z myślą że to punkt skupienia podczas pracy którą i tak robię z terapeutą, to może coś z tego być.
Hej, może głupie pytanie ale czy do tego mogłyby pasować jakieś kamienie jako uzupełnienie? Wiem że to inny dział ale czytałem że np. obsydian albo hematyt działają na uziemienie i poczucie własnej wartości. Czy ktoś łączył runę z kamieniem?
Zastanawiam się nad czymś innym. Albinek napisał że wstydzi się powiedzieć terapeucie o runach żeby 'nie wyjść na dziwaka'. I to mnie uderzyło, bo to jest jakby ten sam mechanizm, o którym piszesz - ukrywanie części siebie bo boisz się oceny. To może być dobry punkt startowy na sesji właśnie. Nie mówię że masz iść i gadać o runach, ale że samo to co czujesz kiedy o tym myślisz to jest materiał.
I właśnie dlatego warto to powiedzieć terapeucie, niekoniecznie o runach konkretnie, ale o tym co poczułeś. Że szukasz czegoś co da ci poczucie własnej wartości niezależnie od oceny innych. To jest informacja diagnostycznie ważna i dobry terapeuta z tym coś zrobi. A przy okazji pytanie do ciebie Albinek: czy terapeuta wie że to co masz ma korzenie w dzieciństwie i warunkach w jakich dorastałeś, czy raczej pracujecie na objawach?
No to właśnie runy mogą działać jako coś między sesjami! To jest chyba najlepsze zastosowanie. Nie zamiast terapii tylko jako codzienny rytuał który przypomina ci żebyś myślał o tej narracji o sobie. Ja jak miałam trudny okres to codziennie rano losowałam jedną runę i pytałam siebie czego mi dziś potrzeba, i to naprawdę pomagało się zatrzymać na chwilę przed dniem. Nie cuda, ale jakiś oddech.
To co Zorka opisuje to jest w ogóle super metoda bo to działa jak afirmacja albo pytanie intencyjne na dzień, ale z elementem losowości który zmusza do elastyczności. Nie mówisz sobie 'dzisiaj będę silna' tylko pytasz co przynosi mi los i co z tym zrobię. To jest trochę bardziej uczciwe wobec siebie chyba? Bo nie zakłamuje rzeczywistości.
Okej ale zaraz, 'losowość która zmusza do elastyczności' to brzmi jak interpretowanie czegokolwiek co wylosujesz jako znaczące. Jeśli wylosuje się Uruz to świetnie, transformacja, a jak Hagalaz to nagle 'ach, trzeba przyjąć trudności'. Można tak dopasować interpretację do każdej sytuacji. Nie mówię że to złe, ale nazwijmy to po imieniu: to jest sposób na refleksję, nie wróżenie.
Kupalo.x, to jest naprawdę dobry punkt. Lokacja sprawczości. Jeśli ktoś po pracy z runą myśli 'runa mi dała siłę' zamiast 'znalazłem w sobie siłę przy pomocy runy' to jest różnica. I to jest coś o czym warto pamiętać w kontekście tego tematu szczególnie, bo kompleks z jakim Albinek się zmaga to właśnie między innymi problem z własną sprawczością i poczuciem że zewnętrzne okoliczności definiują jego wartość.
