To co Wioletka_Z napisała o odpowiedzialności to akurat się z tym zgadzam. Ale wracam do tematu wątku: przemoc. Bo mam wrażenie że trochę odpłynęliśmy w stronę filozofii run a to jest inny temat. Konkretnie: czy ktoś tu miał sytuację gdzie odczyt run - własny albo od kogoś - był tym pierwszym momentem gdzie ktoś przyznał że coś jest złe? Czy to jest mit czy coś co naprawdę się zdarza?
Mnie sie zdarzylo i moge o tym napisac. Nie byłam w sytuacji przemocy fizycznej ale byłam w relacji gdzie czułam sie tak jakby ktoś cały czas wysysał ze mnie energię. Wyciągnełam Hagalaz i Thurisaz razem i jakos to zobaczenie tych dwóch razem - zniszczenie i siła skierowana przeciw - nie wiem, usiadłam i pomyślałam po raz pierwszy że moze to nie jest mój problem do naprawienia. Nie twierdzę że runa to zrobiła. Ale była tym momentem.
Słucham tego wszystkiego i mam jeden problem: jak mam wiedzieć czy moje czytanie jest trafne jeśli nie mam doświadczenia? Bo z jednej strony mówicie że można samemu siedzieć z runą. Z drugiej - że kontekst decyduje i potrzeba doświadczenia. To co konkretnie ma zrobić ktoś kto zaczyna i jest w trudnej sytuacji?
Przepraszam ale tu mi coś zgrzyta. Mówicie że pierwsze wrażenie jest ważne, że symbol nie oskarża, że można samemu. Ale skąd ktoś bez doświadczenia ma wiedzieć że to jego realne przeczucie a nie po prostu wishful thinking? Bo rozmawiamy cały czas o przemocy i trudnych relacjach. Pomyłka w odczycie może być kosztowna.
To co opisuje Swietowit to jest coś co w tarota nazywamy 'czytaniem pod emocje'. Bywa że ktoś przychodzi do mnie na odczyt i ułożone karty są zupełnie inne niż to co czuje - i to jest właśnie ten moment gdzie symbol robi coś innego niż przyniesione nastawienie. Czy z runami podobnie? Wioletka_Z, ty pracujesz z nimi najdłużej - czy masz takie przypadki?
Tak, i to nie rzadko. Mam sytuacje gdzie ktoś przychodzi z gotową narracją - 'wiem że on jest zły, chcę tylko potwierdzenia' - i układ mówi coś zupełnie innego. Nie mówi że partner jest dobry. Mówi na przykład że osoba która pyta jest w miejscu gdzie każde wyjście wydaje jej się zamknięte - Isa, Nauthiz - i to jest inna informacja niż ta której szukała. To jest moment który albo coś otwiera, albo osoba wychodzi i mówi że czytanie było złe. I obydwie te reakcje mówią mi coś o stanie tej osoby.
Mam pytanie do tego. Jak ktoś przychodzi z gotową narracją to ty jej nie korygujesz przed odczytem? Nie mówisz żeby starała się wejść neutralnie? Bo zastanawiam się czy to intencja z jaką trzyma runy wpływa na układ.
Do wątku o intencji: jest w tradycji run coś co można nazwać nastawieniem pytającego jako czwartym elementem układu. Pierwsze trzy to runy. Czwarty to człowiek który je trzyma. Ten czwarty element nie jest neutralny i nie powinien być - on jest częścią odczytu. Dlatego dobry czytelnik patrzy nie tylko na to co wypadło, ale jak ta osoba zareagowała zanim jeszcze odczyt się zaczął.
Dobra mam może głupie pyatnie ale skoro tu mówite o energi człowieka i energi run - czy to sie da jakoś zmierzyć? Słyszałem kiedyś o biometrze i skali Bovisa, że podobno mierzy energię pomieszczenia albo przedmiotów. Czy to w ogóle ma sens w kontekście run?
Skala Bovisa to jest narzenie mówiac tak szeroko - sposób przypisywania wartości energetycznej do przedmiotów, miejsc, ludzi. Biometr to fizyczne urzadzenie do pomiaru, coś w rodzaju wahadła z skalą. Poziom 'zdrowy' dla człowieka to podobno okolice 6500-7000 jednostek Bovisa. Miejsca lub przedmioty poniżej tej wartości uwazane są za energetycznie obciążające. Ale - i to ważne - nie ma żadnych badań naukowych które by to potwierdzały. To jest system subiektywny.
Dodam do tego co Celtyk napisał: skala Bovisa pochodzi z pierwszej połowy XX wieku, stworzył ją André Bovis. Pierwotnie miała służyć do oceny jakości żywności metodą wahadłową. Potem ktoś rozszerzył to na energię miejsc i ludzi. Dziś funkcjonuje głównie w środowiskach geomancji i feng shui. Przy runach spotkałem się z tym pojedynczo, u osób które łączą wiele systemów naraz. Nie jest to coś co wynika bezpośrednio z tradycji runicznej.
Wracajac do tego co mowiłam wczesniej o Hagalaz i Thurisaz - bo trochę zgubilismy ten watek. Swietowit pytał czy ktoś miał konkretny przypadek gdzie odczyt coś zmienił w mysleniu o przemocy w relacji. Mój to był taki przypadek. Ale słyszalam też o kimś z mojego otoczenia gdzie odczyt run - przez kogoś innego, nie przez siebie - po raz pierwszy użył słowa 'przemoc' wprost. Ta osoba mówiła potem że to słowo ze strony bliskiej jej osoby nie dotarłoby. Od runa Thurisaz jakoś dotarło.
To co napisałaś Zywilka o słowach - to mi zostaje. Że symbol mówi bez emocji i dlatego można to usłyszeć inaczej. Zastanawiam się czy to działa w obie strony. Czy jest tak, że czasem symbol może powiedzieć coś co MY odczytujemy bez emocji, ale osoba w tej relacji i tak to zablokuje? Bo znam kogoś kto miał odczyt, usłyszał to, co zostało powiedziane, potakiwał - a potem wróciła do tej relacji i po kilku dniach mówiła że runy 'się myliły'.
To jest bardzo częste. I nie powiedziałabym że runy się myliły. Powiedziałabym że moment był zły. Albo że odczyt zadziałał inaczej niż myślimy - nie jako sygnał do natychmiastowego wyjścia, ale jako ziarno które zostaje i kiełkuje. Widziałam to wielokrotnie. Osoba wychodzi z sesji, wraca do relacji, a potem po kilku miesiącach mówi 'pamiętam co mi wtedy powiedziałaś i teraz to rozumiem'. Więc pytanie czy runy się myliły czy my mylimy się co do czasu w jakim symbol działa.
Ale to jest trochę wygodne wytłumaczenie. Jeśli ktoś posłucha i zadziała - runy miały rację. Jeśli nie posłucha i wróci - to też runy miały rację, tylko on jeszcze nie dojrzał. Jak to falsyfikujesz? Bo tak naprawdę ten schemat pasuje do każdej sytuacji i jest zawsze prawdziwy.
Ale to rodzi kolejne pytanie bo mnie to trochę niepokoi. Jeśli symbol tylko 'pokazuje pole' a interpretacja leży po stronie człowieka - to jaką odpowiedzialność bierze na siebie ktoś kto ten symbol interpretuje dla kogoś w trudnej sytuacji? Bo w przypadku przemocy to nie jest abstrakcja. Ktoś może podjąć decyzję na podstawie tego co usłyszy.
Odpowiem konkretnie bo to ważne. Są rzeczy których przy runach nie robię. Nie mówię 'zostań' ani 'odejdź' - to nie jest moja rola. Nie interpretuję układu jako wyroku. I zawsze kiedy widzę układ który wskazuje na realne zagrożenie - nie kończę na runach. Mówię wprost że to co widzę wymaga rozmowy z kimś kto może pomóc w inny sposób. Niekoniecznie psycholog jeśli ktoś się opiera - ale telefon zaufania, przyjaciółka, cokolwiek. Symbol może otworzyć drzwi. Ale przez drzwi trzeba przejść samemu i najlepiej z kimś obok.
A skąd wiesz że układ wskazuje na 'realne zagrożenie' a nie po prostu na trudny czas? Bo Hagalaz i Thurisaz padały tu kilka razy. Ale te same runy mogą chyba wskazywać na trudność wewnętrzną, nie tylko na kogoś z zewnątrz kto krzywdzi?
To co mowi Wioletka_Z o pytaniu zamiast twierdzenia - to jest coś bardzo ważnego i mało oczywistego. Mogłabym dać przykład. Ktoś wyciąga Isa - zastój, lód, zamrożenie. To może być że relacja jest martwa. Ale może też być że ta osoba sama się zamroziła ze strachu. I jedno pytanie 'co czujesz że jest zamrożone?' może zmienić cały odczyt. Czy Wioletka_Z tak właśnie robi - przez pytanie otwiera symbolikę?
Chcę wrócić do czegoś co Michasia99 napisała na początku tej strony - że słowa są zużyte przez trudną relację. To jest obserwacja która ma głębsze zakorzenienie niż się wydaje. W tradycji germańskiej runa to nie tylko znak - to dźwięk, oddech, wibracja. Galdr, czyli śpiew run, był formą pracy nie dlatego że brzmiał ładnie, ale dlatego że omijał warstwę narracyjną. Docierał zanim zdążyło włączyć się myślenie obronne. Pytanie do Wioletka_Z - czy przy pracy z osobami w trudnych relacjach używasz galdr albo brzmienia run czy tylko wizualnej symboliki?
Pracowałem z tym przy przedmiotach magicznych - ładowaniu kamieni, przy rydwanach runicznych. Przy żywym człowieku robiłem to może dwa razy i obydwa razy wymagało to bardzo długiego przygotowania. Nie polecałbym tego bez solidnej podstawy w tradycji. Ale wróćmy do sedna - czy jest jakaś runa która w kontekście przemocy pojawia się najczęściej jako ta 'oczywista' a ty uważasz że jest nadinterpretowana?
To pytanie mnie interesuje bo mam wrażenie że Thurisaz jest tą runą którą wszyscy rzucają przy przemocy automatycznie. Jakby była taką czerwoną flagą która musi się pojawić żeby coś 'liczyło'. A może to jest właśnie błąd?
Przepraszam że wchodzę bo czytałam ten wątek od jakiegoś czasu i nie mogłam się powstrzymać. Mam pytanie może naiwne - czy jest jakaś runa która jednoznacznie mówi 'uciekaj'? Bo to czego szukam i nie mogę znaleźć to coś konkretnego. Czy runy w ogóle tak działają?
Wracam do tego co Lidzia54 napisała - że szukała czegoś konkretnego. I rozumiem ten odruch. Przy tarota mam podobnie - klienci często chcą jednej karty która powie 'tak' albo 'nie'. I zastanawiam się czy to nie jest właśnie jedno z działań przemocy - ta potrzeba żeby coś zewnętrznego podjęło decyzję za ciebie. Że po latach w relacji gdzie ktoś inny decydował - człowiek sam nie ufa już własnej ocenie sytuacji.
Ale czy ludzie w ogóle wiedzą co wybierają pytani w ten sposób? Mam wrażenie że ktoś kto przychodzi po runach po raz pierwszy i jest w środku trudnej sytuacji - może nawet nie rozumieć tego rozróżnienia. Mnie by to wtedy zmyliło.
Chcę zadać pytanie które może zabrzmieć sceptycznie ale pytam szczerze - jeśli ktoś może dojść do odpowiedzi przez samą rozmowę, to po co w ogóle runy? Co wnoszą czego rozmowa bez rún nie daje?
To co mówi Heliotrop - to mnie kieruje z powrotem do tematu przemocy. Bo jeśli runa niesie własną semantykę - to znaczy że może też nazwać coś co ofiara przemocy sama nazywa inaczej. Czyli ktoś myśli 'to moja wina, zasłużyłam na to' - a Naudhiz na stole mówi co innego o ograniczeniu i przymusie. Czy to nie jest jeden z cenniejszych momentów w takim odczycie?
