słuchajcie, wróćmy na chwilę do pytania Cynobryt, bo myślę że zostało trochę zbyt szybko sprzedane. pytanie brzmiało: czy wiedza jest skażona jeśli pochodzi od kogoś o rasistowskich poglądach? i tu mam inną perspektywę. wiedza to wiedza. toksyczny mentor nie sprawia że twierdzenie pitagorasa jest błędne. dlaczego z wiedzą ezoteryczną miałoby być inaczej?
mam wrażenie że ta dyskusja o skażonej wiedzy i lineażu jest ważna, ale trochę nas odciąga od czegoś co Sonia napisała dużo wcześniej, a co mnie bardzo uderzyło. że problem lezy w czlowieku, nie w symbolu. tylko teraz po tej calej dyskusji zastanawiam się czy naprawde jest aż tak prosto. bo jeśli symbol był przez dekady używany w określony sposób, to czy może naprawdę istnieć oddzielnie od tej historii użycia?
chcę odpowiedziec na to co Runika postawila, bo to wraca do sedna. napisałam wcześniej że problem leży w człowieku - i podtrzymuję to, ale z zastrzeżeniem. człowiek jest źródłem intencji. ale symbole istnieją w przestrzeni zbiorowej i ta przestrzeń ma znaczenie. to nie jest sprzeczność. to jest paradoks z którym pracujemy :>
a ja mam konkretne, praktyczne pytanie do tych którzy pracują z runami na co dzień. czy zdarzył wam się kiedyś moment w odczycie gdzie wylosowaliście jakąś runę która jest często używana przez środowiska nacjonalistyczne, i poczuliście dyskomfort? i co z tym zrobiliscie?
no wlasnie Sowilo to jest chyba najjaskrawszy przykład w całej tej dyskusji. bo to piękna, bardzo pozytywna runa - energia słońca, witalność, przezwyciężanie ciemności. i została tak brutalnie zawłaszczona że na prawdę muszę tłumaczyć ludziom co ona naprawdę znaczy, bo zaraz ktoś spojrzy na moją torbę z pękiem run i poczuje się nieswojo
to co Lada pisze jest chyba najlepszym dowdem że ten problem jest realny i praktyczny, nie tylko teoretyczny. że osoby które poprostu chcą wróżyć, muszą nagle wchodzić w edukację historyczną i wyjaśniać konteksty. to jest jakiś dodatkowy ciężar ktury jest nakładany na praktykujących przez coś na co nie mają wpływu
przepraszam że trochę z innej beczki ale jak czytam tę dyskusję to uświadamiam sobie że kompletnie nie wiedziałam o tym wymiarze run zanim tu weszłam. zaczęłam interesować się nimi jakiś czas temu i żadne ze źródeł które czytałam nie wspomniało o tym aspekcie historycznym. czy to znaczy że polskie materiłay po prostu to pomijają?
niestty tak, w dużej mierze tak. polskojęzyczne materiały o runach są albo stricte wróżbiarskie i całkowicie pomijają kontekst historyczny, albo są z nurtu "germańskiego neopogaństwa" i wtedy ten kontekst jest tam, ale często w niekomfortowej formie. brakuje nam naprawdę dobrego, krytycznego materiału który byłby dostępny dla kogoś kto zaczyna. stąd te polecenia anglojęzyczne które dawałam wczesinej
no właśnie, to co Almandynka napisała na koncu mnie trochę przygnebia, bo sama to przeżyłam. szukałam materiałów po polsku i albo był totalny brak kontekstu historycznego, albo... no, nieprzyjemne środowiska. a przecież ktoś kto zaczyna swoją przygodę z runami nie może o tym wiedzieć z góry, prawda? i co wtedy? nieświadomie wchłania te narracje razem z podstawami?
Thorsson, no tak, nie chciałem tego wątku otwierać ale skoro Almandynka otworzyła. Edred Thorsson to jest właśnie ta postać która jest symbolem całego problemu, bo z jednej strony napisal rzeczy które są w kazdej bibliotece runicznej, a z drugiej... no. i tu jest ten dylemat ktury Elzuchna stawiała wcześniej, czy oddzielić dzieło od autora. tylko przy runach to jest wyjatkowo trudne bo te powiązania ideologiczne nie są oddzielone od tekstu, one SA w tekście, między wierszami 🙂
czytam tę wymianę o Thorssonie i mam pytanie do Almandynki bo nie znam się aż tak - czy istnieją autorzy piszący po angielsku o runach którzy są sprawdzeni pod tym kątem? bo jak słyszę że nawet tłumaczenia zachodnie mogą być problematyczne to trochę nie wiem od czego zacząć polecac znajomym
hej, wchodzę trochę z boku bo widzę że dyskusja poszła bardzo w stronę źródeł i autorów, co jest super ważne, ale chciałam wrócić do tego co Sonia pisała o przestrzeni zbiorowej. bo mnie to cały czas siedzi w głowie. ona mówiła że symbole istnieją nie tylko jako znaczek na kamieniu, ale że mają jakiś rodzaj zbiorowego ładunku. i ja to czuję praktycznie. przy Sowilo czuję coś innego niż np. przy Berkanie, i niewiem do końca czy to moje skojarzenia czy coś głębszego
a wiecie, okej ale czekjacie, bo mam pytanie do Soni i do Lady, bo troche to mnie niepokoi z innego powodu. jesli przyjmiemy że symbol ma zbiorowy ładunek, to czy w ogole jest możliwe oczyszczenie go? czy praca jednej osoby z czystą intencją cokolwiek zmienia w tej zbiorowej przestrzeni? bo jesli nie, to brzmi troche beznadziejnie dla kogos kto chce pracować z runami uczciwie
pytanie Runiki jest bardzo dobre i myślę że zasługuje na poważną odpowiedź a nie pocieszenie. zbiorowy ładunek nie jest monolitem. jest jak woda w rzece, ma nurt dominujący ale i prądy poboczne. każda osoba która pracuje świadomie z runami i z czystą intencją, wzmacnia ten prąd poboczny to nie neutralizuje całości, ale utrzymuje alternatywę przy życiu. i to nie jest bez znaczenia
nie jestem pewna czy rozumiem w stu procentach to co Blanka pisze o prądach, ale intuicyjnie mi to pasuje. mam tylko takie pytanie praktyczne, trochę morze naiwne - jak to wygląda z zewnątrz? mam na myśli że jeśli pracuję z runami uczciwie ale ktoś widzi moje kamienie i zna kontekst nacjonalistyczny, to jak mam mu wytłumaczyć różnicę? bo to chyba jeden z realniejszych probllemow
o, Cecylka trafia w coś co mnie dotyczy osobiście. bo ja mam kamienie runiczne i kilka razy byłam w sytuacji gdzie ktoś pytał co to i jak zaczynałam tłumaczyć to widziałam że rozmówca robi dziwna minę bo kojarzył runy z czymś zupełnie innym. i to jest frustrujące, bo czuję że muszę najpierw odpierać skojarzenia zanim w ogóle mogę powiedzieć o tym co mnie interesuje
myślę że tu nie ma jednej odpowiedzi, Porewit. część osób jest w stanie i chce ten ciężar edukacyjny nosić, część nie. i to jest osobisty wybor. natomiast co do zbiorowej odpowiedzialnosci srodowisk, to już inna sprawa. środowisko heathenom, rodzimowiercy, praktykujący - oni jako grupa mają pewne zobowiązanie żeby te narracje były gdzieś dostępne, nawet jeśli nie każda jednostka musi je głosić przy każdym kamieniu runicznym
czytam tę dyskusję o odpowiedzialności i mam wrażenie że trochę zaczynamy przesadzać w drugą stronę. nikt nie wymaga od miłośnika tarofa żeby tłumaczył całą historię karty przy każdym odczycie. dlaczego od runologów mialoby być inaczej? kontekst jest ważny i edukacja jest ważna, ale nie każda praktyka musi być połączona z wykładem z historii
chcę zadać pytanie które może być trochę z innej perspektywy. rozmawiamy o tym jak symbole są zawłaszczane i jak ten ciężar spada na praktykujących, ale nie słyszałem żeby ktoś tu powiedział wprost: czy same runy jako system wróżbiarski mają w sobie coś co jest podatne na takie zawłaszczenie? czy to jest kwestia przypadkowego zbiegu historii, czy może coś w ich naturze, w tej surowości, germańskości, sprawia że pewne środowiska je wybierają
no właśnie, to moje pytanie zostało bez odpowiedzi a myślę że jest centralne dla całej tej rozmowy. czy w runach jako systemie jest coś co je czyni podatnymi na takie zawłaszczenie? czy to przypadkowe że akurat runy a nie, nie wiem, ogham albo tybetańskie mantramy? bo jeśli jest coś strukturalnego, to ma to znaczenie dla tego jak wogóle z nimi pracujemy
dobra ale zebym nie brzmiała jakby mi to nie pasowało, bo mi pasuje, chce jednak zapytac - czy to zmienia coś w praktyce wróżbiarskiej? bo historyczny splot i estetyczny wektor to interesujące ale co z tego wynika dla kogoś kto siada z kamieniami i chce zadać pytanie o swoją sytuację życiową? haha
hej, przepraszam że wchodzę z tym pytaniem bo może już było, ale to mnie bardzo nurtuje - czy są runy które NIE zostały zawłaszczone i można z nimi pracować spokojniej? bo jak czytam tę dyskusję to mam wrażenie że cały fuþark jest jakoś skażony a to trochę przytłaczające jeśli dopiero zaczynam 🙂
no dobrze, okej to trochę mnie uspokaja bo wlasnie te które Almandynka wymienia mam najrzadziej w zestawie i jakoś intuicyjnie ich unikałam. ale teraz zastanawiam się czy ta intuicja to nie jest po prostu nieświadome przejęcie cudzego lęku. hmm. nie wiem jak to rozplątać 🙂
to co Runika pyta jest ważne praktycznie i chcę to rozwinąć. mam wrażenie że w tej dyskusji dużo mówimy o historii i zbiorowej energii ale malo o tym co konkretnie powinien zrobic ktoś kto zaczyna prace z runami żeby nie wpaść nieświadomie w te pułapki. czy istnieje jakis sposob na rozróżnienie czy dane zrodlo jest "zatrute ideologicznie" zanim się to po kilku miesiącach pracy odkryje?
czytam wątek o tych sygnałach ostrzegawczych i myślę że to jest chyba najbardziej praktyczna rzecz jaka padła w całym tym wątku. na prawdę. bo ja jak zaczynalam to poprostu brałam co bylo po polsku i nie mialam narzędzi do oceny. dopiero po jakimś czasie zaczęłam rozumieć że niektóre rzeczy które czytałam były... no. niejednoznaczne powiedzmy
no proszę, przepraszam że teraz, ale chciałam zapytać o coś co mnie siedzi od poczatku tej rozmowy. czy praca z runami w kontekście który nie jest runiczny, np. łączenie ich z chakrami albo z kartami, to jest ok? pytam bo słyszałam że mieszanie systemów jest nieodpowiedzialne, ale też słyszałam że intencja jest ważniejsza od systemu
wracając do pytania Pentaklisty które było bardzo dobre i do odpowiedzi Almandynki o historycznym splocie. zastanawiam się czy to oznacza że środowiska runiczne mają jakiś szczególny obowiązek aktywnej "odkłamania" tego splotu. nie jako indywidualny praktykujący ale jako zbiorowość. coś w rodzaju zbiorowego gestu odcięcia hehe
