Siedze ostatnio i mysle nad tym, co robic z tym poczuciem bezsilności jak czytam wiadomości. Polityka, gospodarka, te wszystkie rzeczy ktore się dzieją i kompletnie nie mam na nie wpływu. Pracuję w IT, siedzę przy kodzie po 8-10 godzin dziennie i jakos nie umiem tego wyłączyć po pracy. Zaczalem wracac do run bo dawno ich nie ciągałem, i zastanawiam się czy to wogole ma sens przy takim temacie. Bo runy to nie jest coś co zmieni wynik wyborów, jasne, ale może chodzi o cos innego? O to żeby po prostu jakos sie ugruntować, zlapac perspektywę. Ktos probowal tak pracowac z runami, żeby nie tyle zmienić sytuacje zewnętrzną, co po prostu nie zwariowac od tego co się dzieje dookola?
Dobre pytanie, chociaż od razu powiedzmy sobie jasno, że runy nie są od zmieniania rzeczywistości politycznej. Jeśli ktoś myśli że ułoży Tiwaz na biurku i rząd zmieni kurs, to się mocno myli. Ale jeśli chodzi o to żeby pracować ze sobą, ze swoją głową, to inna historia. Algiz może być całkiem sensowna jako ochrona psychiczna, żeby nie wchłaniać cudzego chaosu. Tylko nie wiem czy to akurat dla kogoś z IT będzie naturalne, bo w tej branży wszystko musi mieć logikę i uzasadnienie.
O, właśnie takie tematy lubię! Bo faktycznie runy mogą tu naprawdę dużo dać. Ehwaz albo Raidho super działają jeśli chodzi o poczucie że sam prowadzisz swoją drogę, nie zależysz od tego co tam się dzieje na górze. Ja sama jak mam gorszy tydzień i wszystko mnie denerwuje to ciągnę jedną runę rano i jakoś inaczej patrzę na dzień. To nie zmienia świata, ale zmienia moje nastawienie do niego. I to chyba jest ten sedno? Że to praa ze sobą, nie z zewnętrzem.
Ja od dłuższego czasu łączę runy z numerologią i wiem że to nie są magiczne przyciski. Ale Telesfor napisał coś ważnego,mianowicie to poczucie bezsilności to jest konkretny stan, z którym można pracować. Ostatnio robiłam layout trzech run pod pytanie "co mogę kontrolować", i wypadła mi Ingwaz, Berkana i Sowulo. Dla mnie to było wyraźne że trzeba skupić sie na tym co wewnątrz, nie na tym co na zewnątrz. Ale zastanawiam sie jak wy układacie pytania do run przy takich egzystencjalnych kwestiach? Bo to nie jest "czy dostanę pracę" i tu można się łatwo pogubić.
Temat ciekawy i dobrze, że ktoś to poruszył. To co Telesfor opisuje, to klasyczny problem nadmiaru informacji i braku kontroli. W tradycji nordyckiej runy były używane właśnie nie tylko do przepowiadania, ale do porządkowania myśli, do nadawania struktury chaosowi. Tiwaz to nie jest "runa wyborów", ale runa zasady, sprawiedliwości, kierowania się czymś ponad codziennym zgiełkiem. mannaz z kolei przypomina o wspólnocie, o tym że człowiek nie jest sam. Dla kogoś z IT, kto myśli systemowo, może to być całkiem logiczne wejście, żeby patrzeć na runy jak na węzły w sieci znaczeń a nie na magiczne zaklęcia.
Hm, ja szczerze nie za bardzo rozumiem jak to działa, bo z runami dopiero zaczynam. Ale to co Tadek napisał o tej sieci znaczeń, to brzmi prawie jak... debugowanie? Znaczy, przepraszam jeśli to głupie porównanie, ale mam wrażenie że hodzi o to żeby znaleźć gdzie jest błąd w myśleniu, nie w kodzie. Czy dobrze rozumiem? Bo jak tak to widzę to wydaje mi się bardziej dostępne.
To mnie trochę uspokaja bo bałem się że zmierzamy w stronę "wyślijmy energię run do parlamentu". Widziałem takie wątki i wolę nie komentować. Natomiast jeśli chodzi o konkretne pytania do ciągnięcia run przy tej bezsilności, to powiem tak, nie pytaj "co zrobić z polityką" bo to bez sensu. Pytaj "gdzie tracę siłę" albo "co powinienem teraz w sobie wzmocnić". To są pytania do run, nie do CNN.
Dobra,ale ja mam pytanie do całej dyskusji, bo może się mylę. Mówimy o runach jako o pracy psychologicznej, samoświadomościowej i to spoko. Ale czy ktoś z was faktycznie doświadczył że taka praca z rnami zmieniła jakoś realnie jego działania? Nie nastawienie wewnętrzne, tylko konkretne działanie? Bo dla mnie to jest ważna różnica. Medytacja też zmienia nastawienie, ale czy runy dają coś więcej?
Przepraszam że sie wtrącę ale to bardzo interesujące co Habbia napisała. czy to znaczy że runy działają trochę jak... zezwolenie dla siebie samej? Sama nie znam sie na runach, bardziej interesuję się astrologią i snami, ale ta mechanizm brzmi znajomo. Jak się pyta o znak czy o sen i nagle wiadomo co zrobić, bo się już właściwie wiedziało tylko brakowało odwagi.
Z drugiej strony, drakona trafiła w coś ważnego, i to jest moim zdaniem klucz do całego tematu o polityce i bezradności. Często nie chodzi o to, że nie wiemy co robić. Chodzi o to że nie mamy w sobie dość spokoju i pewności żeby to zrobić. I tu runy, tarot, cokolwiek, może pełnić rolę lustra. Nie mówi ci co zrobić, tylko daje ci chwilę żebyś sam siebie usłyszał. Przy polityce to szczególnie ważne bo hałas informacyjny jest ogłuszający.
No ale wróćmy na chwilę do tego co powiedział Simargl o formie pytań bo to jest praktyczny problem. Jak ktoś jest zawalony tymi wiadomościami, to jego głowa jest już w takim trybie że chce pytać "co z tym zrobić", "kiedy sie to skończy", "czy będzie lepiej". I te pytania są pułapką przy runach. Ja miałam fazę kiedy zadawałam run takie pytania i dostawałam odpowiedzi które nic mi nie mówiły, bo sama pytałam źle. Jak przestawiłam sie na pytania o siebie, to zaczęło coś konkretnego wychodzić. :/
Siedzę w tym wątku od dawna po cichu i mam mieszane uczucia. Z jednej strony rozumiem co mówicie o pracy ze sobą i okej,to sensowne. z drugiej strony nie wiem czy poczucie bezradności wobec polityki to jest problem do run, czy poprostu problem do działania. Znaczy, obywatelskiego. Może zamiast ciągnąć Tiwaz powinno sie pójść na zebranie rady osiedla albo do jakiejś organizacji. Nie mówię zeby wyrzucić runy, ale nie chcę żeby to było zastępstwo dla realnego działania.
Czytam ten temat od początku i Tadek napisał to co chciałam. Sama robię afirmacje właśnie dlatego, nie żeby uciec od problemów, tylko żeby nie podejmować decyzji kiedy jestem w środku paniki. Runy chyba działają podobnie.
Wchodzę w ten temat z ciekawością! Pracuję z czakrami i rytuałami i widzę tu dokładnie ten sam mechanizm. Kiedy ktoś jest zalany emocjonalnie, żadna praca energetyczna nie da dobrego odczytu, bo czytasz wtedy swój strach a nie sygnał. Może zanim ktoś siądzie z runami przy takim ciężkim temacie jak polityka, warto najpierw się jakoś uziemić? Oddech, krótka medytacja. Pytanie do was, czy ktoś ma jakiś konkretny rytuał przed ciągnięciem run, żeby wyczyścić głowę?
Ja zawsze zanim ciągnę runy siadam chwilę cicho i staram się poczuć ciężar stóp na podłodze. Brzmi banalnie ale działa. wiecie co, przy takich tematach jak polityka albo cos co mnie bardzo niepokoi, dorzucam jeszcze krótkie przejście przez to co faktycznie ODE MNIE zależy a co nie. I dopiero wtedy sięgam po runy. Ale i tak nie zawsze jest to proste.
Czytam tą wymianę zdań od dłuższego czasu wszystko i mam pytanie które mnie gryzie od dłuższego czasu, bo Irenka wspomniała o tym żeby przed ciągnięciem run przejść przez to co ODE MNIE zależy. Ale jak ktoś pracuje w IT albo technicznie i jest przyzwyczajony że wszystko da sie rozgryźć i zoptymalizować, to jak w ogóle wchodzi w ten tryb? Znaczy, czy nie jest tak że taki ktoś będzie się buntował w głowie przez całą sesję i po prostu nie odpuści kontroli?
No tak, wlasnie to jest moj problem zeby byc szczerym. mam ciagle poczucie ze "powinienem to skontrolowac" i to nie odpuszcza. Ale z drugiej strony, po jakims czasie doszedlem do wniosku ze ta analityczna glowa wcale nie musi byc przeszkoda. Mozna traktowac kazda rune jak dane wejsciowe i obserwowac co w odpowiedzi generuje twoj wlasny mozg. Wtedy kontrola nie znika, w sumie tylko zmienia forme
To jest akurat sensowne podejście i nie brzmi jak naciąganie. jedyna rzecz którą bym doprecyzował, to że "dane wejściowe" to trochę mylące słowo, bo sugeruje że runa ma jakiś obiektywny przekaz który odczytasz jak log systemowy. A to nie tak działa, runa jest bodźcem, nie komunikatem. Różnica jest spora.
To co Simargl opisuje to jest w zasadzie różnica między rozpoznaniem a rozumieniem. I tu akurat osoby techniczne mają pewną przewagę której często nie widzą - są przyzwyczajone do tego żeby nie zadowalać sie pierwszą odpowiedzią tylko drrążyć dalej. Gorzej kiedy to drążenie zamienia sie w racjonalizację i każdy wynik tłumaczą sobie tak żeby pasował do tego co już wiedzą.
Dokładnie to mnie sie zdarza z tarotem i o tym w ogóle nie mówiłam głośno bo głupio przyznać. z drugiej strony, ciągnę kartę i jak mi nie odpowiada to myślę sobie "no ale może chodzi o to inne znaczenie". I człowiek sobie tak tłumaczy aż znajdzie interpretację która go uspokaja zamiast tej która jest niekomfortowa. Czy ktoś ma jakiś sposób na to żeby tego unikać?
Swoją drogą, elwirka ma rację i to jest cos co u mnie też działa, ale dodam jeszcze jeedną rzecz. 😉 Jeśli po interpretacji czujesz ulgę, to uważaj. Ulga często znaczy że znalazłaś odpowiedź która cię nie zobowiązuje do nic. Jeśli interpretacja jest trafna to zazwyczaj jest jakiś lekki dyskomfort, cos w rodzaju "ech, wiedziałam że o to chodzi".
To co Zywiena napisała o uldze, to ja to rozumiem z zupełnie innej strony, bo ja nie znam run, ale przy snach mam dokładnie to samo. Jak sen mnie niepokoi i zaczynam go interpretować, to pierwsza interpretacja ktura mi sie podoba to prawie zawsze ta że "to nic, to po prostu stres". A ta prawdziwa to zazwyczaj ta której nie chcę słuchać. Czy to jest w ogóle podobny mechanizm?
Mam wrażenie ze tak, ze sny i runy trafiają w podobne miejsce w sobie, to taki poziom gdzie sie jeszcze nie uruchomiła ta "kontrolna" część głowy. ojoj, dlatego właśnie mówię że ten moment przed interpretacją jest najważniejszy. Co czujesz zanim zaczniesz myśleć, to jest to. 😉
No proszę,czytam tu wszystko po kolei z ciekawością i mam pytanie trochę z boku. Mówicie dużo o pracy wewnętrznej i to okej, ale Telesfor w tytule napisał o poczuciu bezradności WOBEC POLITYKI. Czyli jednak cos zewnętrznego. Czy ktoś próbował np. ciągnąć runy nie tylko pod kątem "co ja mam zrobić" ale pod kątem "jak odczytać to co sie dzieje"? I czy to w ogóle ma sens czy to już wróżenie na zewnątrz zamiast na siebie?
No wlasnie. I to jest błąd który popełniają nawet doświadczeni,nie tylko początkujący. Wróżenie o cudzych sprawach albo o zdarzeniach na które nie masz wpływu to jest jak czytanie pogody przez okno bez termometru. Masz subiektywne odczucie, nie informację.
Ale to nie znaczy że nie możesz pracować z energią całej sytuacji! Przepraszam, nie chcę wchodzić w konflikt, ale to jest jednak coś innego. Możesz zapytać "co ta sytuacja ode mnie chce" albo "jak mam się ustawić wobec tego co widzę" i to już nie jest prognozowanie, to jest praca ze swoją odpowiedzią na coś zewnętrznego. Moim zdaniem to jest legalny kierunek pytania.
Ja mam takie wrażenie po tym całym wątku, ze to co sie tu opisuje to jest właśnie odpowiedź na tytuł. Runy nie pomogą ci WOBEC polityki, ale mogą pomóc ci WOBEC siebie w kontekście polityki. I chyba o to Telesforzowi chodziło od początku, tylko że dyskusja wciąż odpływa w stronę "czy to ma sens". No ma, tylko nie w ten sposób jak ktoś może myśleć
