Hej, mam takie dziwne pytanie i nie wiem za bardzo jak je ująć, więc powiem wprost. Moja koleżanka niedawno wróciła ze szpitala, była tam jakiś czas z powodów psychiatrycznych, nie chcę za bardzo wchodzić w szczegóły. I ona teraz pyta mnie czy runy mogłyby jej jakoś pomóc, bo słyszała że pomagają na 'wewnętrzne blokady'. Ale ja sama jestem zielona w runy i nie wiem co jej powiedzieć. Martwię się jeszcze jedną rzeczą - czy jest jakaś runa albo układ run który mógłby nasilać takie... podejrzliwość? Bo ona trochę się boi że coś ją 'znowu nakręci'. Czy to w ogóle ma sens co pytam?
To jest naprawdę ważne pytanie i dobrze że pytasz zanim cokolwiek jej polecisz. Zacznę od tej kwestii z podejrzliwością bo to mnie bardziej niepokoi w tym co napisałaś. Runy same w sobie nie 'nakręcają' paranoi, ale - i to jest ważne 'ale' - praca z nimi to praca z tym co masz w środku. Jeśli ktoś jest w niestabilnym miejscu psychicznie, to każde sposób wróżebne może zadziałać jak wzmacniacz tego co już jest. Nie dlatego że runa jest 'zła', tylko dlatego że umysł szuka wzorców i zaczyna je znajdować wszędzie. Widziałam to u kilku osób. Twoja koleżanka boi się że coś ją 'nakręci' i to już jest sygnał że sama to czuje. Czy ona jest teraz pod opieką lekarza albo psychologa?
Hej wchodze w temat bo mnie samego ciekawi ta kwestia z runami i stanem psychicznym. Tzn. nigdy o tym nie myslałem że runy mogą cos 'nasilac' ale jak tak to ujmujez to ma sens. A co do konkretnych run - czy sa jakies ktore sie uwaza za 'ciężkie' dla psychiki? Bo np słyszalem że Hagalaz albo Nauthiz to trudne runy. Czy takie akurat moglby byc problematyczne dla ktos kto ma slabszy moment?
Zatrzymajmy się chwilę bo widzę że rozmowa idzie w kierunku który mnie trochę niepokoi. Runy nie są lekiem i nie są zagrożeniem - to kawałki drewna albo kamienia z symbolami, interpretacja należy do człowieka który je rzuca. Żadna runa 'nie nakręca paranoi' tak jak termometr nie wywołuje gorączki. Problem jest gdzie indziej - jeśli ktoś jest w trudnym miejscu psychicznie i zaczyna szukać znaczeń w każdym losowaniu, to może to pogłębiać pewien schemat myślenia, ale to jest kwestia psychologiczna, nie magiczna. Czy ktoś z was w ogóle sugerował tej koleżance żeby najpierw porozmawiała z terapeutą zanim zacznie szukać odpowiedzi w runach?
Chcę doprecyzować jedną rzecz bo widzę że miesza się tutaj kilka porządków. Pierwsze pytanie: czy runy mogą komuś pomóc po hospitalizacji psychiatrycznej. Drugie pytanie: czy mogą nasilać podejrzliwość. To są zupełnie inne pytania i odpowiedzi na nie są różne. Na pierwsze odpowiedź brzmi: potencjalnie tak, ale pod bardzo konkretnymi warunkami. Na drugie: same z siebie nie, ale mogą być czynnikiem który pogłębia pewne tendencje myślowe jeśli te już istnieją. I teraz pytanie do Bogusi albo do wszystkich tu obecnych - czy ta koleżanka sama chce pracować z runami czy ktoś jej to zaproponował? Bo to zmienia perspektywę całkowicie.
To co napisałaś na końcu Bogusiu, że ona sama to czuje i sama się tego boi - to jest ważna informacja. Taka samoświadomość to dobry znak. Osoby które są w poważnym epizodzie zazwyczaj tej granicy nie widzą. Ja bym jej powiedziała żeby zaczęła bardzo powoli i bez wielkich oczekiwań. Jeden ciągniętna runa, jedno spojrzenie na znaczenie, może krótki zapis w dzienniku. Bez budowania całych układów i szukania kosmicznych odpowiedzi. To powinno być jak zabawa, nie jak wyrocze.
a przepraszam że wchodze ale mam pytanie - co znaczy ze runy 'porządkują mysli'? bo też gdzies czytałem cos takiego i nie do końca rozumiem mechanizm. czy chodzi o to ze jak sie koncentrujesz na runie to troche jak medytacja? czy jest cos więcej za tym?
Czytam i myślę sobie o jednej znajomej, nie będę mówić więcej żeby nie wchodzić w cudze sprawy, ale miała podobną sytuację. Zaczęła od tarotowych kart po ciężkim czasie i początkowo to jej pomagało, dawało jakiś rytm dniu, coś do przemyślenia rano. Problem pojawił się gdy zaczęła 'konsultować' karty przed każdą decyzją, nawet drobną. To przestało być praca z symbolem a stało się niemal przymusem. Zastanawiam się czy to samo ryzyko jest z runami. Czy znacie jakiś sposób żeby tego uniknąć na starcie?
eee no ale wy tutaj mowicie ze runy moga byc niebiezpieczne dla psychiki a to troche przesada nie? Runy to alfabet z tradycji nordyckiej, ludzie ich uzywali od wiekow i sie nie pozalamywali. Ta cała 'pętla intepretacyjna' to wymysł na wyrost. Jezeli ktos ma słabą głowe to mu każda rzecz zaszkodzi, nie tylko runy. Może jeszcze zakazemy czytac ksiazki bo beda sie za bardzo wciagac?
Słuchajcie, wchodzę z boku bo mnie ten temat złapał za serce. Ja się zajmuję trochę historią wierzeń i rzeczywiście użycie run wróżebnie ma długą tradycję, ale - co ważne - zawsze było to osadzone w jakimś szerszym kontekście wspólnoty, rytuału, osoby która prowadziła proces. Samotne, codzienne losowanie bez żadnego oparcia to stosunkowo nowa i dość indywidualistyczna praktyka. Nie mówię że zła, ale zupełnie inna niż historyczna. Czy to ma znaczenie dla dyskusji o zdrowiu psychicznym? Myślę że tak, bo kiedyś był ktoś kto interpretował, teraz człowiek sam siebie interpretuje. To zupełnie inna dynamika.
Wiesz co Marchewka, to co napisałaś o tej wspólnocie mnie zatrzymało na chwilę. Bo ja na przykład korzystam z afirmacji i mam poczucie że to mi pomaga właśnie dlatego że robię to z kimś bliskim albo dzielę się tym tutaj na forum. Jak robię to w totalnej izolacji i zaczynam zbyt głęboko analizować każde słowo to mi to bardziej szkodzi niż pomaga. Może z runami jest podobnie? Że ważne jest czy jest ktoś z kim się to omawia, a nie tylko runa sama w sobie.
No właśnie, kontekst społeczny jest niedoceniany w praktykach ezoterycznych ogólnie. Ale wracając do konkretnej sytuacji Bogusi i jej koleżanki - bo myślę że warto. Bogusiu, a czy ty mogłabyś być tą osobą która będzie obok gdy koleżanka zacznie? Nie musisz znać się na runach wyśmienicie, ale jeśli ona będzie miała kogoś do kogo może powiedzieć 'hej wylosowałam to, co o tym myślisz', to jest już jakieś zakotwiczenie. Lepsze niż samotne drążenie w środku nocy.
Psychiatrzy reagują różnie, to prawda. Jedni machnę ręką, inni będą sceptyczni, rzadko który się naprawdę wgłębi. Ale zgadzam się że warto wspomnieć, przynajmniej żeby nie było poczucia że coś się ukrywa. Sama ukrywalność takich praktyk bywa bardziej stresująca niż same praktyki. A stres nie pomaga.
Czytałam cały wątek i mam jedno konkretne pytanie do Bogusi - czy koleżanka ma jakiś własny zestaw run czy dopiero chce zacząć? Bo od tego też zależy co jej poradzić praktycznie. Jeśli dopiero zaczyna, to warto żeby wybrała zestaw samodzielnie, poczuła do niego coś, a nie żeby ktoś jej wpakował pierwszy lepszy. To już na starcie daje pewne poczucie sprawczości zamiast zależności od przedmiotu.
Runecraft97, ona jeszcze nie ma zestawu, dopiero pyta czy w ogóle zaczynać. Więc to jest właśnie ten etap zero - czy to ma sens, czy nie zaszkodzi, jak podejść. Chyba że macie jakieś konkretne runy które polecacie na start, to chętnie posłucham, ale najpierw chciałabym rozwiązać to główne pytanie z tą podejrzliwością.
Ok, rozumiem. To w takim razie na etapie zero powiedziałabym jedno: niech NIE zaczyna od losowania. Serio. Najpierw niech po prostu ogląda, czyta, oswaja się ze znaczeniami. Bez żadnego wróżenia na siebie przez pierwsze tygodnie. To nie jest wyścig.
hej wchodze do rozmowy bo mnie ten temat ciekawi - mam pytanie do Runecraft97 - a dlaczego nie od losowania? ja własnie tak zaczynam i nikt mi nie mówił żeby inaczej. czy jest jakis powód konkretny czy to takie ogolne zalecenie?
Wracam do kwestii podejrzliwości bo chyba trochę nam ta gałąź dyskusji umarła. Bogusiu, mam konkretne pytanie: czy koleżanka miała paranoidalne epizody jako część diagnozy, czy mówisz o podejrzliwości w ogólniejszym sensie? Bo to naprawdę zmienia odpowiedź.
To jest kluczowa różnica. Paranoja jako diagnoza kliniczna to zupełnie inna sytuacja niż 'jestem podejrzliwa z natury'. Nie mówię że nie może korzystać z run, ale ta odpowiedź musi przyjść od jej psychiatry, nie od nas. My możemy mówić o mechanizmach ogólnych, ale nie o jej konkretnym przypadku.
No i to jest chyba najważniejsza rzecz którą powiedziano w tym wątku. Serio. Nekromanta ma rację i powiem wprost - my tutaj możemy sobie filozofować do późna, ale żadna z nas nie siedzi w gabinecie tej kobiety i nie zna jej historii. Bogusiu, czy jest szansa żeby koleżanka zapytała psychiatrę konkretnie o to?
Ja bym dodała że sposób w jaki to zada pytanie ma znaczenie. 'Czy mogę używać run' brzmi trochę jak prośba o pozwolenie. Lepiej żeby powiedziała co chce z tego wyciągnąć - skupienie, rytm, coś do refleksji - i zapytała czy psychiatra widzi jakieś ryzyka biorąc pod uwagę jej stan. Różnica jest subtelna ale istotna.
To co Azalia napisała o sposobie zadawania pytania jest bardzo mądre. Bo psychiatra usłyszawszy 'runy' może od razu zaklasyfikować to jako coś dziwacznego i machnąć ręką. A jak ktoś powie 'chcę mieć codzienną praktykę skupienia, coś jak medytacja' to rozmowa może pójść zupełnie inaczej. Znam to z własnych doświadczeń z lekarzami heh.
serio teraz mi sie wydaje ze przesadzacie z tym psychiatrą. Ludzie na całym swiecie uzywaja różnych praktyk ezoterycznych i nikt nie chodzi pytać lekarza o zgodę. jakby każdy musial to robić to by połowa ezoteryki się nie rozwijała. to jest prywatna sprawa człowieka
Zbych, to nie jest pathologizowanie ezoteryki, to jest zdrowy rozsądek w konkretnej sytuacji. Gdyby ktoś pytał czy jego koleżanka z gipem na nodze może grać w siatkówkę, też byś powiedział żeby zapytała ortopedy, nie?
Chcę wrócić do tego co Runecraft mówiła o oswajaniu się z runami przed pierwszym losowaniem, bo to jest ważne też w kontekście tego wątku. Jak ktoś zaczyna bardzo powoli, bez presji żeby 'od razu dostać odpowiedź', to ta praktyka jest zupełnie inna niż gdy ktoś siada i mówi 'no dobra, pokażcie mi co się ze mną dzieje'. Ten drugi tryb jest bardziej stresujący i chyba bardziej ryzykowny przy wrażliwej psychice.
lunaria mam pytanie - czy to znaczy ze lepiej na poczatek nie pytac o siebie tylko o cos zewnetrznego? czy to w ogole tak sie robi? bo ja nie wiedzialem że jest taka opcja
Słuchajcie, ja to czytam i jakoś mi to łączy się z tym co robiłam sama z afirmacjami. Też zaczynałam od zbyt ambitnych pytań i za dużo oczekiwałam, a jak nie pasowało mi to co 'dostałam' to zaczęłam kombinować i nakręcać się. Może to jest ten wspólny mianownik - niezależnie od metody, jeśli podchodzimy do tego z desperacją to możemy mieć problem?
