To akurat ważna różnica. Inicjatywa po stronie osoby zainteresowanej to co innego niż sytuacja, w której ktoś ją do czegoś zachęca. Chociaż i tak nie zmienia to tego co mówiłem wcześniej o myśleniu symbolicznym - ryzyko nie znika dlatego że inicjatywa wyszła od niej.
No ale Nekromanto, chyba nie możemy też powiedzieć że każda osoba która wyszła ze szpitala nie powinna NICZEGO nowego zaczynać, bo to by było absurdalne. Ona mogłaby z takim samym skutkiem zapytać o jogę, o tarota, o cokolwiek. W którymś momencie życie musi wracać do normalności, nie?
No dobra ale powiem wam że znam kilka osób które mają różne trudności psychiczne i które praktykują runy od lat i jakoś nie widzę żeby im szkodziło. Może to naprawdę zależy od podejścia, od tego czy traktujesz to jako zabawę i sposób do refleksji, czy jako wyrocznię która rządzi twoim życiem?
O, to jest nowa informacja i to dosyć ważna. Nowe zainteresowanie ezoteryczne po epizodzie psychotycznym to jest coś, o czym psychiatra powinien wiedzieć, moim zdaniem. Nie mówię że jest złe, ale że warto żeby specjalista miał tę informację.
Dokładnie to samo bym powiedziała. Bo może być tak że to zupełnie neutralne, po prostu szuka nowych rzeczy, nowej siebie. Ale może też być tak że to jakaś forma przetwarzania tego co przeżyła. I to drugie wcale nie jest automatycznie złe, ale warto żeby ktoś kompetentny miał oko na to jak to się rozwija.
no nie wiem, troche mnie dziwi ze tak bardzo analizujemy motywacje tej kobiety. ona chce zobaczyc kamyki z literkami, nie wiazac sie z sektą
Zbych, ale właśnie o to chodzi że te 'kamyki z literkami' - jak sam to nazywasz - działają na wyobraźnię i interpretację rzeczywistości. Jak ktoś jest w stanie psychicznym, w którym granica między wzorcem a przypadkiem jest rozmyta, to ta praktyka może tę granicę dodatkowo zacierać. To nie jest kwestia samych kamieni, tylko tego co się z nimi robi.
wracajac do tego co Lunaria pisala - mam pytanie, jak sie poznaje ze ktos traktuje runy jako wyrocznię a nie jako refleksje? bo dla mnie to jest trudne do odroznienia z zewnatrz
I myślę że to jest właśnie ten sens tej całej rozmowy, który umknął gdzieś przy okazji wątku z koleżanką. Tytuł tematu pytał o paranoję i podejrzliwość, ale chyba głębsze pytanie jest o to kiedy runy przestają być praktyką a stają się czymś co zastępuje samodzielne myślenie. I to jest ryzyko dla KAŻDEGO, nie tylko dla kogoś po szpitalu.
właśnie, to mnie od początku zastanawiało w tym temacie, bo Bogusia zaczęła od pytania ogólnego a potem wyszło że chodzi o konkretną sytuację. ale to ogólne pytanie jest nadal otwarte i ciekawe - czy są jakieś sygnały, że ktoś wchodzi w tę złą strefę z runami? bo takie ostrzeżenia byłyby przydatne dla każdego
No to wracając do pytania Danusi - dla mnie sygnałem że coś idzie nie tak jest właśnie to kiedy ktoś zaczyna szukać run w przypadkowych rzeczach. Nie w losowaniu, tylko dosłownie - 'ta gałąź na ziemi wyglądała jak Isa, to znak że mam stać w miejscu'. To już nie jest praktyka, to jest szukanie wzorców wszędzie i to mnie by zaniepokoiło.
Powiem ci że u mnie na samym początku też gdzieś tam wypatrywałam kształtów, bo byłam naładowana tym wszystkim i wszystko mi się kojarzyło. Ale to samo minęło po jakimś czasie jak emocje opadły. To trochę jak jak się uczysz nowego słowa i potem je słyszysz dosłownie wszędzie - efekt Baader-Meinhof chyba to się nazywa. Znika jak przestaje być nowością.
Ale Nekromanta, z drugiej strony chyba każdy kto wróży - czy runami, czy tarotem, czy czymkolwiek - gdzieś tam trochę szuka wzorców? Bo na tym polega cała idea. Jak powiesz że szukanie wzorców jest sygnałem alarmowym, to właściwie podważasz całą praktykę wróżebną w ogóle.
no to moze po prostu pyatc koleżanke bogusi jak ona do tego podchodzi? bo my gadamy o abstrakcyjnym przypadku a ona jest konkretna osoba i pewnie najlepiej wie sama co jej potrzebne
Właśnie o to chodzi że nie wiem jak pytać żeby nie wyjść na tę co ją nadzoruje. Ona wyszła ze szpitala, ma swoją psychiatrę, ja jestem jej koleżanką. Nie chcę wejść w rolę kogoś kto ją ocenia albo pilnuje. To jest moja główna wątpliwość od początku.
Bogusia, a gdybyś po prostu po tej sesji z runami zapytała jak się czuła, bez dawania żadnej oceny? Nie 'martwię się o ciebie' ani 'uważaj na to i tamto', tylko zwykłe jak się czujesz, co o tym myślisz. Ludzie po trudnych przejściach często sami mówią kiedy coś jest nie tak, jak się ich po prostu pyta bez presji.
No właśnie, Bogusia, ta rola 'nadzorcy' to chyba bardziej twój lęk niż realność. Martwisz się o koleżankę, to normalne. Ale zapytanie jej jak się czuje to po prostu bycie przyjaciółką, nie psychiatrą zastępczą. Chyba że ona sama zareaguje na zwykłe pytanie z dużą defensywnością - ale to już byłoby osobną informacją.
Mam pytanie do osób które praktykują od lat - czy spotkałyście kiedyś kogoś kto przez runy naprawdę rozwinął coś co można by nazwać paranoją? Nie ogólnie 'to może być ryzykowne' tylko konkretnie - widziałyście to? Bo cały czas rozmawiamy teoretycznie i zastanawiam się ile z tego jest realnym ryzykiem a ile jest projekcją.
Osobiście nie spotkałam żeby runy były przyczyną. Widziałam osoby które miały trudności i przy okazji praktykowały runy, ale nie umiałabym powiedzieć że runy to spowodowały - mogło to być zupełnie oddzielnie. I tu wracamy do tego co mówiłam wcześniej, że chyba nigdy nie oddzielimy praktyki od osoby która ją wykonuje. Ryzyko siedzi w człowieku, nie w kamieniu.
