Eh,...i właśnie dlatego argument o "energii własnych rąk" jest dla mnie trochę za łatwy. Rozumiem intuicję za tym, naprawdę, ale to jest twierdzenie metafizyczne i nie ma jak go zweryfikować. Natomiast argument praktyczny - że samodzielne wykonanie run zmusza cię do skupienia, do wielokrotnego kontaktu z każdym znakiem, do przemyślenia jego znaczenia zanim jeszcze go utniesz - to jest coś konkretnego i przekonującego. Szczególnie dla kogoś kto pracuje z granicami, bo to wymaga dosłownie siedzenia z każdą runą osobno.
A ja mam pytanie trochę z boku tej dyskusji o run'ach własnych kontra kupnych - czy ktoś pracuje z runami na instrumentach? Tzn nie mówię o tatuażach, no ale ale np wygrawerowane na rezonatorze, na drewnie gitary czy na smyczku. Zastanawiam się czy to ma sens czy to już przesada.
hej, wracam bo trochę to wszystko odpłynęło - czy ktoś faktycznie próbował rozkładu Wrozanki tego trzyelementowego przed trudną rozmową? Ewunia pisała że jej się przydało, ale chciałabym usłyszeć więcej konkretnych przykładów. Bo mi za tydzień coś trudnego i myślę żeby spróbować. 😀
Basieńko, to nigdy nie jest "zawsze". Ansuz to runa mowy i komunikacji, więc w pozycji "czego unikać" może oznaczać zarówno mów mniej, jak i uważaj na słowa, jak i nie daj się wciągnąć w dyskusję o semantyce zamiast o sednie. Zależy co siedzi w środku rozkładu i co ty czujesz kiedy patrzysz na tę runę. Pytanie - co czujesz kiedy wyciągasz runę? Masz jakiś odczucie zanim zaczniesz interpretować?
A czy ktoś ma wrażenie że ta dyskusja trochę się kręci w kółko? Tzn bardzo dobrze rozumiem wartość rozkładu jako przygotowania mentalnego, ale mam poczucie że skupiamy się na tym "jak wyciągać runy" zamiast na tym co Basieńka pytała - czyli jak granice w relacjach w ogóle mają się do run. Bo granica to nie jest wynik rozmowy, to jest cos co albo się ma albo się nie ma. Runa może ci powiedzieć dużo o sytuacji, naprawdę ale czy nauczy cię granic?
Ojej, lucynka ma jednak punkt. praca z runami może wspierać refleksję, ale jesli ktoś systemowo nie umie stawiać granic, to runa sama w sobie tego nie naprawi. byłam na tym etapie - ciągnęłam Tiwaz tydzień w tydzień, rozumiałam ją intelektualnie, a w praktyce nadal przepraszałam za każde "nie". w pewnym momencie zaczęłam się pytać co runa mi mówi co JUŻ wiem, zamiast pytać co mam zrobić inaczej. To pomogło bardziej.
Dobrze że Lucynka to powiedziała bo ja też to czułam przez ostatnie kilka postów. Praca z runami i granice w relacjach - to jest temat który wymaga pewnej uczciwości. Runy mogą pokazać wzorzec, mogą zakotwiczać intencję, mogą robic z was bardziej uważne obserwatorki własnych reakcji. Ale jeśli strach przed konfliktem jest głęboki, to żadna runa nie wejdzie tam gdzie potrzebna jest prawdziwa praca. To nie krytyka run, to po prostu uczciwa odpowiedź na pytanie które Basieńka zadała na początku.
hej, przeglądam ten wątek z boku od długiego czasu i mam pytanko morze trochę naiwne - czy jest jakaś runa która jest szczególnie dobra właśnie na te granice? tzn nie na rozmowe, ale na samo budowanie tej wewnętrznej granicy? pytam bo mam problem z granicami nie tylko w rozmowach ale chyba w ogóle z tym ze pozwalam na za duzo 😮
słuchajcie, a wracając do tego co Monisia pytała o Algiz - bo to mnie zaciekawiło - czy to jest runa którą się nosi przy sobie fizycznie czy raczej wizualizuje? bo czytałam gdzieś że przy granicach lepiej mieć ją "na sobie" jakoś, nie wiem czy to prawda
to ciekawe co Mirka pisze, bo ja właśnie myślałam o Algiz w kontekście instrumentu - pisałam o tym wcześniej. i zastanawiam się czy wygrawerowanie jej na pudle rezonansowym gitary nie byłoby właśnie takim "noszeniem przy sobie", skoro instrument jest praktycznie przedłużeniem rąk kiedy się gra
okej, zatrzymuję się tutaj bo to jest interesujące ale też trochę mnie niepokoi - mówimy o ochronie energetycznej po koncercie i runach na instrumentach, a tytuł wątku dotyczy granic w relacjach. to są dwie różne rzeczy czy Sonia mówi o jednym i drugim? 🙂
o, Sonia, to co napisalas to jest naprawde ciekawe spostrzezenie! bo faktycznie - granica energetyczna to granica w kazdym sensie, nie tylko w rozmowie z mama czy partnerem, prawda? ta sama runa, ta sama praca, rozne konteksty. ja na przyklad odkrylam ze moj problem z granicami byl wszedzie jednoczesnie - w pracy, w rodzinie, w tym jak daje siebie artystycznie kiedy pisze. wiec moze Sonia dotknela czegos waznego dla calego watku?
no dobra, ale tu jest ryzyko żeby nie pomylić "jestem wrażliwa energetycznie" z "nie mam granic w relacjach". to różne rzeczy i runa nie zadziała tak samo na oba. po koncercie możesz byc rozbita bo intensywnie działałaś artystycznie i to jest fizjologia, nie dziura energetyczna. a granice w relacjach to inny temat, który wymaga innej pracy
Ircia ma rację i nie ma racji jednocześnie, bo u części ludzi te dwie rzeczy są połączone głębiej niż się wydaje. ja też przez długi czas myślałam że "zmęczenie po kontakcie z ludźmi" to introwertyzm a okazało się że to wlasnie brak granic - oddawałam za dużo bo nie umiałam powiedzieć stop. i wtedy Isa mi bardzo pomogła jako taka wewnętrzna kotwica 🙂
to jest pytanie na które nie ma jednej odpowiedzi i lepiej jej nie szukać dla zasady. Ircia ma rację że placebo i realna praca wewnętrzna mogą wyglądać identycznie z zewnątrz. ale Goryczka ma rację że wynik się liczy. gdzie wchodzi runa, a gdzie twoja własna decyzja - tego nie wyczytasz z żadnej księgi run
czytam tę wymianę i mam mieszane uczucia, moim zdaniem bo z jednej strony rozumiem sceptycyzm Irci, ale z drugiej - sama zaczęłam pracę z runami właśnie dlategoo że "sama w środku" nic mi nie wychodziło. jakoś posiadanie jakiegoś zewnętrznego punktu odniesienia, nawet jesli to tylko symbol na kartce, pomaga mi w ogóle zacząć myśleć o tym co czuję. czy to nie jest wartość sama w sobie?
Basieńko, to jest bardzo dojrzałe spostrzeżenie jak na kogoś kto zaczyna. symbol jako punkt wejścia do własnego wnętrza - tak to rozumiem i tak to działa w tradycji. Runa nie mówi ci co zrobić. Ona pyta. I właśnie dlatego może pomagać tam gdzie sama "robota w środku" grzęźnie, bo daje pytanie z zewnątrz kiedy nie wiesz od czego zacząć. Ale mam pytanie do ciebie: kiedy już masz to pytanie od runy, to co z nim potem robisz?
ale basieńka to chyba jest wlasnie ten moment gdzie potrzebujesz czegos wiecej niz tylko runy. nie mowie ze runy nie działają ale jak sama mowisz ze siedzisz z pytaniem i nic z nim nie robisz, to moze brakuje jakiegos kolejnego kroku. niewiem, moze jakiejs pracy z kimś, rozmowy, cos praktycznego 🙂
paulinka ma rację, choć powiedziałabym to inaczej. praca z runami jako jedyna forma pracy nad sobą ma swoje granice, i to całkiem wyraźne. runy dobrze działają jako lustra i jako pytania, ale jesli pytanie pada w próżnię, to nie wina runy i nie wina osoby - po prostu potrzeba dodatkowego kanału. dla jednych to będzie rozmowa z przyjacielem, dla innych jakaś forma terapii, dla innych pisanie. runa to nie zamknięty układ sam w sobie
hej czy mogę zapytac o cos praktycznego? bo troche sie gubię w tej dyskusji - jesli chcę zacząć pracę z Algiz o której Wrozanka pisała, to jak w ogole zacząć? znaczy czy sa jakies ksiązki gdzie jest opisane jak sie z nią pracuje a nie tylko co znaczy?
witajcie, czy mogę zapytac o cos praktycznego? bo troche sie gubię w tej dyskusji - jesli chcę zacząć pracę z Algiz o której Wrozanka pisała,to jak w ogole zacząć? 😀 znaczy czy sa jakies ksiązki gdzie jest opisane jak sie z nią pracuje a nie tylko co znaczy?
ale właśnie wrcam do tego co Goryczka napisała kilka postów wcześniej - "jak coś pomaga, to czy ważne jest czemu". otóż moim zdaniem tak, jest ważne, bo jeśli nie wiesz czemu coś dziala, to nie wiesz też kiedy przestanie działać albo kiedy zacznie szkodzić. to nie jest sceptycyzm dla sceptycyzmu, to jest zwykłe myślenie o tym co się robi
wracam bo chcę się odnieść do pytania Wrozanki które zadała wcześniej Monisi - ona pyta o cel pracy z Algiz. 🙂 i mi to pytanie też zostało w głowie, bo sama nie byłam do końca precyzyjna. chodzi mi o granicę energetyczną podczas grania, ale teraz jak o tym myślę, to ta granica chyba jest jedna. nie mam jej nigdzie - ani na scenie, ani w domu, ani w rozmowie z kimkolwiek kto czegoś ode mnie chce
o, Sonia, to co wlasnie napisalas to jest dla mnie kluczowe. bo to pokazuje ze temat Basienki - runy a granice w relacjach - to nie jest jakis akademicki temat tylko cos bardzo konkretnego, co dotyka kilku z nas tutaj na rozne sposoby. mnie zastanawia jedno - czy w ogole mozna zaczac pracowac runa nad granica, jesli sie jeszcze nie wie gdzie ta granica powinna przebiegac? bo to chyba dwa rozne etapy, nie?
Ewunia zadaje właściwe pytanie. i powiem wprost - według mnie nie można. runa nie wyznaczy za ciebie gdzie granica ma stać. ona może ci pomóc utrzymać cos, co już ustaliłaś. to jest jak słupek graniczny - słupek nie decyduje gdzie jest granica, ktoś musiał ją najpierw wytyczył. no nie wiem, jeśli idziesz do pracy z runą z myślą "ona mi pokaże", to zazwyczaj wyciągasz z niej to, co chcesz usłyszeć. i to nie jest praca, to jest echo 🙁
Ech, słyszę co Halineczkaa pisze i to boli, bo ma rację. siedzę z pytaniem, siedzę z runą, rozumiem i... dalej siedzę. ale mam jedno ale - czy to znaczy że runy mi nie służą, czy że brakuje mi czegoś jeszcze żeby ruszyć? bo to jest inna diagnoza i inne wyjście z tego ^^
Chyba jednak, basieńko, to jest właśnie to pytanie ktore warto nosić przez jakiś czas. nie spieszę się z odpowiedzią bo myślę że ty ją masz, tylko jeszcze nie powiedziałaś jej głośno. powiem tyle - w tradycji nordyckiej runa nie kończy się na oglądaniu jej na kartce. galdry to śpiewanie runy, przyzywanie jej dźwiękiem. i tu pojawia się ciekawy związek z tym co Sonia opisuje - muzyk który nie ma granic mógłby właśnie przez dźwięk próbować te granice budować. to nie przypadek że Algiz wygląda jak ktoś z rozłożonymi rękami
