hm, karaoke z runami to niezłe określenie Marceli, ale troche niesprawiedliwe. każda żywa tradycja adaptuje stare formy. galdry które opisujesz - z konkretnym kontekstem rytuału - nie przetrwały w całości i nikt z nas nie odtworzy ich precyzyjnie. to co mamy to fragmenty, interpolacje i własna praktyka. 😮 to nie jest gorsze, to jest inne. @Sonia83 Właściwie miałaś z dźwiękiem coś do czynienia ezoteryczne wcześniej czy to byłoby coś nowego?
no i to co Sonia mówi jest naprawdę ważne, bo chyba pokazuje że granica między muzyką a rytuałem jest cieńsza niż myślimy? to znaczy, czy nie jest tak że intensywne granie TO JEST forma pracy z energią, i właśnie dlatego Sonia jest po tym taka rozbita, bo nie ma żadnej ochrony ani zamiaru który by to porządkował? 🙁
A no tak, właśnie tu jest ten moment gdzie mi trudno zdecydować co jest czym - ciało, energia, granice, psychologia. ^^ one są u mnie tak pomieszane że właściwie nie wiem od czego zacząć. i morze właśnie dlatego siadam z runą - bo to jest jedyne pytanie które brzmi dla mnie wystarczająco szeroko żeby objąć to wszystko naraz
Tak sobie myślę, basieńko, to co napisałaś na końcu to jest dla mnie sedno całego watku. siedzisz z runą, rozumiesz, i dalej siedzisz. i wiesz co - moze to nie jest porażka? moze to jest właśnie ten moment gdy praca ZACZYNA sie naprawdę bo do tej pory to był tylko wstęp, rozgrzewka. pytanie ktore mam do ciebie jest takie - czy kiedy siedzisz z tą runą, to co konkretnie rozumiesz? co ci się uklada w glowie?
dobra, wtrącę się bo ten temat z galdrami i muzyką mnie ciągnie od kilku postów. Marceli miał rację że to nie jest po prostu śpiewanie, ale Inwokacja terz ma rację że pełnej tradycji nie odtworzymy. i teraz pytanie do wszystkich - po co nam wogóle historyczna precyzja jeśli efekt jest inny niż zamierzony? sonia opisuje że po graniu jest rozbita. czy to jest efekt pracy z energią, czy po prostu brak ochrony? bo to jest różnica
o, wchodzę w ten temat bo mnie to ciekawi od strony czakr. @Sonia83 To co opisujesz - drżenie rąk, mgła, skóra za cienka - to brzmi jak otwarta czakra serca i gardła bez żadnego uszczelnienia po sesji. granie na instrumencie angażuje gardłową szczególnie jeśli grasz z dużą ekspresją. i jeśli nie zamykasz tej energii po skończeniu, to dosłownie zostajesz otwarta. Algiz mogłaby tu działać jako ten brakujący element
Sonia właśnie powiedziała coś bardzo konkretnego i praktycznego - brakuje jej sygnału zamknięcia. i to jest miejsce gdzie runa może działać bardzo dosłownie,nie metaforycznie. nie jako energia, nie jako magia, ale jako fizyczny gest który mówi układowi nerwowemu: koniec trybu wydawania, zaczynam tryb zbierania. to jest zwykła psychologia kotwiczenia, tylko z ezoteryczną naklejką
Kurcze, o, Telepatka to powiedziała ważną rzecz. bo ja się zastanawiam czy w ogóle nie mieszamy tu dwóch różnych problemów. jeden to granice energetyczne podczas grania czyli to co Sonia opisuje. a drugi to granice w relacjach co jest tematem Basieńki. i te dwie rzeczy się tutaj spotkały ale to nie jest to samo. czy ktoś jeszcze to widzi?
Basieńka powiedziała tutaj coś ważnego i nie chcę żeby to przepadło w dyskusji. połączenie między brakiem granicy energetycznej a brakiem granicy w relacjach to nie jest poetycka metafora. to jest naprawdę możliwe że to jest ten sam wzorzec działający na różnych poziomach. ale żeby runa mogła coś z tym zrobić, trzeba najpierw rozumieć ten wzorzec intelektualnie. czy Basieńka wie SKĄD ten brak granic pochodzi?
czytam ten wątek i sie przyglądam od dawna i w sumie rzadko piszę, ale to zdanie Basieńki o tym że "nie wiem gdzie jest moje a gdzie twoje" - to jest tak dokladnie to co sama czuję że nie mogłam nie napisać. i jestem ciekawa czy ktoś tu próbował Isa do tego? nie Algiz, tylko właśnie Isa - lód, zatrzymanie, wyraźna granica między przed i po
dobra, ale tu znowu wchodzimy w interpretację run jako czegoś co "działa samo". @Inwokacja_98 Jak rozumiesz że Isa "wzmacnia wzorzec"? co to fizycznie znaczy w praktyce? bo mam wrażenie że przypisujemy runom sprawczość której nie możemy zweryfikować
Inwokacja powiedziała coś co wydaje mi sie uczciwe - że to jest psychologia. i mam pytanie do całej grupy: ile z tego co tu opisujemy to jest praca z symbolem jako kotwicą psychologiczną, a ile to jest przekonanie że runa jako taka coś robi? bo to są różne roszczenia i różne oczekiwania. i myślę że warto to rozróżniać, szczególnie kiedy Basieńka czka na coś co jej pomoże
Lucynka stawia dobre pytanie i nie chcę go zostawić bez odpowiedzi. w moim doświadczeniu to rozróżnienie jest ważne przede wszystkim dla osoby która pracuje z runą. jeśli wierzysz że runa "robi coś sama", możesz czekać pasywnie. jeśli rozumiesz że to ty pracujesz z symbolem i symbol pomaga ci ogniskować intencję, to pracujesz aktywnie. Basieńko, po której stronie tego rozróżnienia stoisz?
przepraszam że sie wtrącam bo jestem tu raczej na początku drogi z runami ale to pytanie Wrozanki mnie uderzyło. bo chyba ja też nie wiedziałam że to jest ważne rozróżnienie? 😉 to znaczy - czy muszę wiedziec DLACZEGO runa działa żeby ona działała? czy wystarczy że chcę żeby działała?
Monisia pyta o cos co filozofowie zadają sobie od wieków i nie zamierzam tego rozstrzygać w poście 🙂 ale tyle mogę powiedzieć - intencja jest zawsze ważna. nie musisz rozumieć mechanizmu,ale musisz wiedzieć czego chcesz. runa jest jak słowo w obcym języku - możesz je powiedzieć bez rozumienia i cos się stanie, ale rozumiejąc powiesz je z inną siłą 😮
Szeptucha ladnie to ujela, ale wracam do watku praktycznego bo nie chce zeby Basienka zgubila sie w filozofii. Basienko, piszesz ze siedzisz z runa i rozumiesz i dalej siedzisz. mam wrazenie ze "siedzenie" to jest twoj sposob na odkladanie czegos. czy jest cos konkretnego co powinna zmienic w relacji i po prostu tego nie robisz? nie z braku rozumienia, tylko z leku?
no wlasnie, dobre pytanie i też je sobie zadalam jak pisałam ten post. bo jak mysle o tym jak sama zaczynalam, to tez dlugo siedzialam i "rozumiałam". a potem ktoregos dnia w srodku rozmowy z kolezanka - taka ktora zawsze mnie wciaga w swoje dramaty - po prostu powiedziałam "nie mam teraz na to zasobow". I to nie był rytual, nie było runy przy mnie ale te tygodnie pracy z Algiz jakoś to zbudowały. nie potrafię ci wskazac konkretnego momentu kiedy się przełączyło. moze wlasnie nie ma takiego jednego kroku??
słuchajcie, czytam tą wymianę między Basieńką a Ewunią i mam jedno konkretne pytanie bo mi to nie daje spokoju. czy ktokolwiek z was próbował prowadzić notatki z tych sesji? to znaczy - zapisywać co myślicie zanim usiądziecie z runą, i co po? bo bez tego nie ma jak sprawdzić czy coś się faktycznie zmienia czy tylko mamy wrazenie że się zmienia. mam swój zeszyt od trzech lat i naprawdę widać różnicę kiedy się patrzy wstecz, a bez zeszytu pewnie bym myślała że stoję w miejscu
No proszę,wracając do tego co Basieńka powiedziała o muzyce i "nie wiedzy co dalej" - mam wrażenie że dla muzyków ten problem jest szczególnie specyficzny właśnie dlatego że granie jest wyćwiczonym otwieraniem się. ćwiczysz się przez lata żeby być przeźroczysta, żeby muzyka szła przez ciebie. i potem to samo ciało ma nagle ustawić ścianę. to jest dosłownie sprzeczny trening. wiec może praca z runą dla muzyka powinna wyglądać inaczej niż dla kogoś kto nie ma takiego uwarunkowania?
Telepatka poruszyła coś co uważam za ważne i chcę to rozwinąć, bo rzadko ktoś to mówi wprost. ten "sprzeczny trening" o którym pisze - to nie jest tylko metafora. układy nerwowe naprawdę uczą sie trybów i jeśli przez lata trenujesz otwartość jako kompetencję zawodową, to zamykanie wymaga oddzielnej, świadomej pracy. runa w tym kontekście może działać jako sygnał dla ciała że teraz jest inny tryb - ale tylko jeśli ta praca jest regularna i ma konkretny kontekst. jeden rytuał nie przepisze wzorca który budowałaś latami. i to nie jest pesymizm, to jest po prostu jak działa nawyk
