Hmm, to mnie zatrzymuje. Bo rzeczywiście użyłam słowa 'cięższa' interpretacja jak coś gorszego, ale może niepotrzebnie to wartościowałam? Bardziej dosłowna interpretacja Hagalaz wcale nie musi być błędna. Muszę to przemyśleć.
Tylko że jest pytanie, co rozumiemy przez 'dobry odczyt'. Jeśli odczyt ma być trafiony dla pytającego, to dobry to taki, który pomaga. Cięższa, dosłowna interpretacja może być dokładnie tym, czego ktoś potrzebuje - a bardziej subtelna może być ładna, ale chybić.
To jest pytanie, które w sumie rozsadza cały wątek od środka. Bo jeśli nie mamy kryterium 'dobrego odczytu', to nie możemy powiedzieć, że jedzenie pomaga lub szkodzi. Możemy tylko powiedzieć, że zmienia. I to chyba uczciwa konkluzja - nie czy jeść, ale co zmienia to, co jemy.
Mam pytanie do wszystkich, którzy regularnie robią sesje runiczne - czy w ogóle świadomie planujecie co jecie przed? Czy to raczej wychodzi przypadkowo i potem analizujecie z perspektywy czasu?
Może głupie pytanie, ale czy w ogóle jest jakaś tradycja w runach co do tego? Znaczy - czy w starszych tekstach jest coś o tym, jak przygotowywać się fizycznie do pracy z runami? Bo jeśli jest, to mamy jakiś punkt odniesienia.
Przepraszam, że wchodzę, ale słucham od dłuższego czasu i mam pytanie może z innej strony - czy to geopatogenne promieniowanie, o którym czasem się wspomina na forum, może wpływać na sesje tak samo jak jedzenie? Bo czytałam, że może ogólnie wpływać na samopoczucie i skupienie.
To jest dobry punkt, bo znaki geopatii podobno obejmują właśnie przewlekłe zmęczenie, problemy ze snem, trudności z koncentracją - czyli wszystko to, co mogłoby też zaburzać sesję. Ale jak odróżnić to od zwykłego przemęczenia albo od efektu ciężkiego obiadu?
To co napisała Danusia na końcu wydaje mi się kluczem do całej tej rozmowy. Jedzenie i geopatie to dwie różne warstwy tego samego pytania - czy jesteś w stanie skupienia, czy nie. Ale chciałam dopytać Drakony: czy masz konkretne objawy, które cię niepokoją, czy to bardziej teoretyczne zastanawianie się?
A jak w ogóle poznać, że to geopatie, a nie po prostu zły dzień albo zły posiłek? Serio pytam, bo czytałem o tym trochę i wychodzi na to, że objawy są bardzo podobne do zwykłego przemęczenia. Skąd to rozróżnienie?
Ale jak to sprawdzić rzetelnie? Przecież rzadko mamy kontrolę nad wszystkimi zmiennymi - raz byłam głodna, raz zmęczona, raz coś mnie stresowało. Nie da się tak łatwo powiedzieć 'zawsze w tym samym miejscu', bo prawie nigdy dwa dni nie są identyczne.
Szczerze? Mnie by to zajęło za dużo czasu przy moim tempie życia. Ale widzę wartość w tym podejściu. Może nie chodzi o pełną dokumentację, tylko o zanotowanie tych sesji, które były wyraźnie inne - bardzo dobra koncentracja albo kompletny chaos - i sprawdzenie, co je łączy.
Pamiętam jedną sesję, gdzie wszystko było wyjątkowo klarowne. Był wczesny ranek, nic nie jadłam, byłam trochę senna, ale w dziwny spokojny sposób. Siedzę i myślę teraz, czy ta senność paradoksalnie pomogła - może mniej analityczny umysł, mniej blokad. Ale to pojedynczy przypadek i wiem, że nie mogę z tego wyciągać wniosków.
Dobra, ale czy to nie jest tak, że każdy ma po prostu inne ciało i inny rytm? Bo ja na czczo jestem rozdrażniona i nic mi nie idzie, a ktoś inny może być wtedy spokojny. Może nie ma jednej odpowiedzi i w ogóle pytanie na początku tematu jest pytaniem bez odpowiedzi.
