Hm ale jakie miałoby być lepsze? Szczerze pytam, bo nie czytam run, ale jestem ciekawa jak to powinno być sformułowane żeby nie wpaść w tę pułapkę której mówi Stefcia
Chcę dodać coś do tej dyskusji o pytaniach, bo to mnie uderzyło. W czakrach mamy podobnie - diagnoza dla kogoś bliskiego zawsze wychodzi lepiej kiedy intencja jest czysta. Ale co to znaczy 'czysta intencja' dla rodzica? Rodzic zawsze boi się o dziecko. Nie da się tego wyłączyć. Więc może zamiast dążyć do idealnej czystości intencji, lepiej po prostu uznać że ten strach jest i pracować z tym świadomie?
Piolunka, to jest chyba najbardziej dojrzałe podejście jakie tu padło. Nie udawaj że nie jesteś mamą kiedy ciągniesz te runy. Jesteś mamą i się boisz. Przyznaj to sobie przed odczytem i wlicz to w interpretację. To nie unieważnia odczytu, to go uczłowiecza.
Mam inne zdanie niż Piolunka i Mniszek, choć rozumiem skąd to podejście. Problem z 'wliczaniem' emocji w interpretację jest taki że nie wiemy ile wliczyć. Ile z tej Nauthiz to realna energia dziecka a ile to mój strach? Tego nie da się zmierzyć. I właśnie dlatego uważam że przy bliskich osobach lepiej jest zrobić odczyt na dystans - albo poprosić kogoś mniej zaangażowanego emocjonalnie. To nie jest słabość, to jest metodologia.
I właśnie tu jest sedno problemu z którym się zmagam już od dłuższego czasu. Nie chodzi o to żeby wyrzucić emocje za drzwi - to niemożliwe i wszyscy to wiemy. Chodzi o to żeby nie udawać że ich nie ma i jednocześnie nie pozwolić im przejąć steru. Łatwiej powiedzieć niż zrobić, owszem. Ale u mnie działa to tak: zanim ciągnę runy dla kogoś bliskiego, siadam i przez kilka minut po prostu przyznam sobie co czuję. Nie medytuję, nie czyszczę energii, po prostu mówię do siebie - boje sie, chce żeby wszystko bylo dobrze, martwię się tym i tamtym. I dopiero potem biorę runy. Czy to eliminuje problem? Nie. Ale zmniejsza szum.
Hm, ale to co opisujesz Numerolog to trochę sprzeczne z tym co sam powiedziałeś wcześniej - że właśnie nie da się zmierzyć ile wliczyć. Teraz mówisz że to jednak działa? Albo działasz intuicyjnie i po prostu jakoś to czujesz, albo masz metodę - to nie może być jedno i drugie naraz.
W sumie to jest dość stara zasada przy czytaniu dla bliskich - zanim weźmiesz karty czy runy, zrób tzw. czyszczenie intencji. Nie w sensie magicznym, ale właśnie takim zwykłym, ludzkim. Wiem że to brzmi trywialnie ale naprawdę robi różnicę. Widziałam przypadki gdzie ktoś ciągnął runy dla dziecka w środku ostrej kłótni z partnerem i potem się dziwiła czemu wyszło same ciężkie runy. No bo przyszłaś z naładowaną głową.
ok ale to można by powiedzieć o każdym odczycie dla kogokolwiek, nie tylko dla dziecka. Czytasz dla koleżanki i też wnosisz swoje emocje, swoją relację z nią, swoje opinie o jej sytuacji. Dlaczego dziecko miałoby być tutaj wyjątkiem?
no to czytam tę dyskusję i zaczynam myśleć że w sumie w ogóle nie powinno się czytać dla bliskich. Czy ktoś z was stosuje jakąś żelazną zasadę - np. nigdy nie czytam dla rodziny? Albo jest granica którą sobie postawiliście?
Ja mam zasadę i trzymam się jej od lat - nie czytam dla nikogo komu mogę zaszkodzić interpretacją. Brzmi ogólnie, ale w praktyce oznacza że dla dzieci, rodziców i partnera robię absolutne minimum. Jeden rzut, jedno pytanie, i nie analizuję w kółko. Zanim wpadnę w pętlę 'co to może znaczyć' odkladam runy i idę do kuchni. Dosłownie.
o, to jest naprawdę praktyczne podejście! Jedno pytanie i odkładasz - super prosta zasada którą chyba mogłabym stosować. Ale jak to kontrolujesz żeby naprawdę nie wracać do analizy potem w głowie?
Wróćmy na chwilę do tego co Mniszek napisała wcześniej o informacji krążącej w rodzinie, bo to naprawdę jest niedoceniany problem. Poza tym że babcia albo tata zaczynają traktować dziecko przez pryzmat odczytu - jest jeszcze inne ryzyko. Takie informacje często wracają do dziecka. Niekoniecznie wprost, ale przez sposób w jaki dorośli reagują, przez to co mówią mimochodem. Czy ktoś myślał o tym co się stanie kiedy dziecko dorośnie i się dowie że mama robiła mu odczyty w dzieciństwie?
a to jest w ogóle częste? Że dzieci się potem dowiadują? Jakoś nie pomyślałam o tej perspektywie, że to dziecko kiedyś będzie dorosłe i może mieć zdanie na ten temat.
To jest temat który mnie mocno dotyka, bo sama czytałam dla swojej córki kiedy była mała. Dzisiaj ma 24 lata i wie o tym. Powiedziała mi że jest jej obojętne, ale czuję że ta odpowiedź jest trochę zbyt szybka i zbyt grzeczna. Może by i tak to samo zrobiła - nie wiem. Ale to pytanie Tanzanit o zgodę dziecka zostaje ze mną. Wtedy o tym nie myślałam. Myślałam że chronię, rozumiem, pomagam. I pewnie po części tak było. Ale decyzja była moja, nie jej.
Sugilitka, dziękuję że to napisałaś bo to jest bardzo uczciwe. I właśnie o to chodzi w tym całym temacie - granica między 'czytam bo kocham i się martwię' a 'czytam bo potrzebuję mieć poczucie kontroli nad sytuacją' jest bardzo cienka. I obie intencje mogą być szczere jednocześnie.
no i tak dochodzimy do punktu gdzie pytanie z tytułu wątku - kiedy to jest odpowiednie - zaczyna brzmieć coraz bardziej jak 'czy to w ogóle jest odpowiednie'. Nie mówię że odpowiedź to twarde nie, ale te ostatnie posty mocno przesuwają dyskusję w tym kierunku. Ktoś ma kontrargument?
Kontrargument mam taki - nie wrzucajmy wszystkiego do jednego worka. Czytanie run 'co się teraz dzieje w domu' kiedy dziecko jest rozdrażnione i nie wiesz czemu, to coś innego niż robienie pełnego odczytu 'jaka jest ścieżka życiowa mojego 5-latka'. Pierwsze to próba zrozumienia sytuacji tu i teraz. Drugie to już wchodzenie na terytorium gdzie naprawdę nie powinnyśmy być bez solidnych podstaw i dużej ostrożności.
Hej, mam pytanie do Sugilitki albo innych które robiły takie odczyty - czy używałyście specjalnych run albo układanek właśnie dla dzieci, czy normalnych dorosłych? Bo zastanawiam sie czy np. Elder Futhark jest odpowiedni dla tak małych dzieci czy powinno sie używać czegoś łagodniejszego w symbolice.
Almandynka_W, dobre pytanie i cieszę się że wróciłaś do tej kwestii technicznej, bo ona naprawdę ma znaczenie. Elder Futhark używałam i uważam że można, ale z dużą ostrożnością i wybierając konkretne runy do odczytu, nie całe futhark. Przy dziecku raczej unikałam Hagalaz, Thurisaz czy Nauthiz jako dominanty układu - nie dlatego że 'zakazane', ale dlatego że przy tak silnym ładunku emocjonalnym mamy te runy bardzo łatwo zdominują interpretację i zabarwią wszystko na czarno. Używałam częściej prostszych układów, jeden-trzy rzuty, pytanie bardzo konkretne.
Okej, czyli nie chodzi o to żeby używać jakiegoś 'dziecięcego' zestawu run, tylko żeby mądrze dobierać pytanie i nie rozbudowywać układu? Bo widziałam gdzieś że niby są specjalne zestawy run dla pracy z dziećmi i jakoś mi to od początku wyglądało podejrzanie.
Te 'specjalne zestawy run dla dzieci' to mity sprzedażowe, nie ma żadnego historycznego ani tradycyjnego uzasadnienia dla czegoś takiego. Elder Futhark, Younger Futhark, Anglo-Saxon Futhorc - to są systemy które istniały historycznie. Reszta to współczesne wymysły, często komercyjne. Jeśli ktoś ci sprzedaje 'runy dla dzieci' to chce po prostu twoje pieniądze.
Dorzucę swoje trzy grosze bo przy tarocie mam podobne przemyślenia jak Sugilitka przy runach. Przy odczycie dla kogoś bardzo bliskiego, szczególnie dziecka, technika to jedno, ale ważniejsze jest to co robisz Z wynikiem. Bo nawet jeśli rzut jest spokojny i runy wyjdą neutralne, to co potem? Siadasz i analizujesz do nocy, szukasz drugiego dna, zaczynasz dostrzegać wzorce? To jest właśnie ten mechanizm który napędza się sam.
Ale to nie jest specyficzne dla odczytu dla dziecka. Każdy zaangażowany emocjonalnie odczyt ma ten problem. Czemu cały czas wracamy do tego że dziecko jest jakoś wyjątkowe w tym kontekście? Czytałam dla siebie i też wpadałam w to samo kółko, rzut za rzutem, szukanie innej odpowiedzi.
Ta kwestia zgody jest kluczowa i warto ją rozwinąć bo myślę że nie wszyscy rozumieją o co chodzi. To nie jest tylko etyczne 'wypada zapytać'. Chodzi o to że dziecko jako odrębna istota ma własną przestrzeń energetyczną, własną ścieżkę, i wejście w nią bez zaproszenia - nawet z miłości - jest pewnego rodzaju naruszeniem. Nie dramatyzuję, ale to ma znaczenie przy pracy z energiami.
hm, czyli według tej logiki każdy odczyt bez zgody pytanego jest naruszeniem? Bo np. matka pyta 'co się teraz dzieje z moim dzieckiem które jest chore' i to tez jest bez jego zgody?
Wróćmy może do tego co Sugilitka napisała o swojej córce, bo to mnie uderzyło najbardziej. Skoro córka powiedziała że jest jej obojętne, ale to brzmiało nieszczerze - to czy Sugilitka z nią o tym potem rozmawiała? Znaczy, głębiej, nie tylko 'wiesz że robiłam takie odczyty'?
Rozmawiałyśmy, tak. Ale nie głęboko. Mam wrażenie że ona chce mi oszczędzić poczucia winy, a ja trochę się boję drążyć bo nie chcę robić z tego większego tematu niż jest. I właśnie ta dynamika - matka która nie chce ranić córki, córka która nie chce ranić matki - sprawia że pewne rzeczy zostają nieuporządkowane. Co mnie paradoksalnie przekonuje że temat odczytu dla bliskich jest bardziej złożony niż mi się kiedyś wydawało.
