To co Sugilitka pisze jest ważne, bo pokazuje że skutki odczytu nie kończą się w momencie odłożenia run. One zostają w relacji, w niewidzialny sposób. Córka wie, że mama 'czytała jej przyszłość'. Matka wie że to robiła. I jest między nimi coś co nie zostało powiedziane wprost. Nie mówię że to tragedia, ale to jest realna, konkretna konsekwencja.
Chcę jednak wrócić do distinkcji którą próbowałam wcześniej zrobić, bo mi się wydaje że gubi się w tej dyskusji. Jest różnica między 'czytam co teraz robi z dzieckiem ta choroba czy ta sytuacja w szkole' a 'czytam jaka jest jego ścieżka i przeznaczenie'. Pierwsze to prawie taki energetyczny obraz chwili, drugie to wchodzenie na zupełnie inny poziom. I obie te rzeczy wrzucamy teraz do jednego worka.
Hej, czytam tę dyskusję od dłuższego czasu i mam wrażenie że my tutaj rozmawiamy o runach, ale tak naprawdę cały czas wracamy do tego samego pytania - ile z odczytu to informacja o pytanym, a ile to projekcja czytającego. I przy dziecku to pytanie jest po prostu głośniejsze bo stawka jest wyższa. Nie mam odpowiedzi, ale chyba właśnie o to chodzi w tym temacie.
Genio trafił w sedno, i to jest chyba ta dyskusja którą powinniśmy prowadzić, a nie 'jakie runy użyć'. Bo jeśli nie wiesz ile w odczycie jest dziecka a ile ciebie - to cała reszta, techniki, układy, rodzaj futhark, jest drugorzędna.
I tu właśnie wracamy do tego co mówiłem wcześniej o emocjach które wchodzą tylnym wejściem. Ta granica projekcja-informacja jest w każdym odczycie, ale przy dziecku masz ekstremalnie mało narzędzi żeby ją weryfikować. Bo nie możesz zapytać dziecka 'czy to pasuje z twoją sytuacją' tak jak zapytałbyś dorosłą osobę. Dziecko nie jest partnerem interpretacji i to jest fundamentalna asymetria tego całego ćwiczenia.
