Hej, chciałam poruszyć temat, który mnie od jakiegoś czasu chodzi po głowie. Mam przewlekły ból kręgosłupa, leczę się u lekarza oczywiście, ale szukam czegoś, co mi pomogłoby jakoś to znosić od środka. No i pomyślałam o runach. Nie jako zamienniku leczenia, żeby bylo jasne, ale jako coś równoległego. Tylko nie wiem jak do tego podejść, bo czasem jak ból jest mocny to nie mam głowy do żadnej sesji, do czytania, do skupienia. Czy ktoś miał podobnie? Czy jest w ogóle sens robić rzut run kiedy człowiek ledwo funkcjonuje? I czy same runy mogą jakoś wesprzeć w takiej sytuacji?
To bardzo ciekawy przypadek i rozumiem ten dylemat, bo sama przez chwilę miałam podobnie z migrenami. Moim zdaniem kluczowa jest ta kwestia skupienia, bo bez skupienia rzut to trochę losowanie cyrków. Ale z drugiej strony, kiedy bół jest stały i trwa tygodniami, to czekanie na idealny moment rownoznaczne jest z nierobienie niczego. Jak myślisz, czy te gorsze dni to jest tak co drugi dzień, czy masz jakieś okna w ciągu tygodnia kiedy czujesz się znośniej?
Powiem szczerze, bo nie lubię owijać w bawełnę. Runy to nie jest terapia bólowa i jeśli ktoś myśli, że rzut run zastąpi leczenie albo fizycznie uśmierzy ból to jest w błędzie. Ale jeśli pytanie jest o to, czy mogą stanowić jakiś element szerszego podejścia do radzenia sobie, to już inna sprawa. Sama znam kilka osób które włączyły praktykę runową do swojej codzienności właśnie przy chorobach przewlekłych i mówią, że to pomaga im utrzymać jakiś wewnętrzny porządek. Ale to nie jest magia w sensie literalnym, to bardziej praca z symbolami i intencją.
Ale właśnie o to chodzi! Runy przecież nie są tylko do wróżenia, są też do pracy z energią. Laguz przy przewlekłym bólu mogłaby dużo zdziałać, bo odpowiada za płynność, regenerację, odpuszczanie napięcia. Albo Sowulo, która jest jak zastrzyke słońca i witalności. Ja bym powiedziała żeby nie czekać na idealny moment, tylko zacząć działać nawet podczas złych dni!
Pytanie Eterydy jest dobre. Warto to rozróżnić bo inaczej wpadamy w myślenie magiczne które nie pomaga nikomu. Jeśli pracujesz z runą jako symbolem i intencją, to efekt jest pośredni, przez twoje nastawienie, decyzje, sposób w jaki interpretujesz sytuację. Jeśli wierzysz w dosłowne oddziaływanie energetyczne, to inna rozmowa i szczerze mówiąc na to pytanie nie ma jednoznacznej odpowiedzi.
No tak Lobelka jak zwykle wszystko racjonalizuje 🙂 Ale tu gdzie wchodzą runy jako amulet, nie jako rzut, to już jest trochę inna sprawa, bo przy noszeniu runy przy sobie działa to inaczej niż przy sesji wróżebnej. Ja np. przez dłuższy czas nosiłam Algiz na szyi kiedy miałam ciężki czas zdrowotnie i naprawdę poczułam różnicę. Algiz chroni, stabilizuje, tworzy taką tarczę. Dla mnie to nie była kwestia wiary czy nie, po prostu działało.
Wróćmy na chwilę do pytania o sesje podczas bólu, bo to jest moim zdaniem sedno. W pracy z runami, tak jak z każdą praktyką wymagającą skupienia, stan ciała ma znaczenie. Przy ostrym bólu uwaga jest rozproszona, interpretacja zaburzona, bo umysł jest zajęty sygnałami z ciała. Nie mówię że sesja nie ma sensu, ale jej odczyt może być mocno zakolorowany aktualnym stanem. Dlatego warto prowadzić chocby krótkie notatki i porównywać odczyty robione w lepsze i gorsze dni.
Przepraszam że się wtrącę, bo dopiero zaczynam rozumieć jak to działa z runami, ale czy to znaczy że jeżeli ktoś ma ból chronicznie, czyli przez cały czas, to nigdy nie zrobi dobrej sesji? Bo trochę tak to brzmi i to by było smutne...
Słuchajcie, mam pytanie trochę z boku. Czy wy naprawdę wierzycie że runy mogą mieć jakiś fizyczny wpływ na ból, czy to jest bardziej taka psychologiczna pomoc? Bo czytam i trochę mi się to miesza. Z jednej strony Rydwanka pisze o nasileniu objawów po Sowulo, a z drugiej Lobelka mówi że to działa przez nastawienie. Więc co tak naprawdę?
Celestyn56 to pytanie o milion dolarów na każdym forum ezoterycznym od lat. Krótka odpowiedź: nikt tego nie wie na pewno, a każdy kto twierdzi że wie jest albo naiwny albo kłamie. Długa odpowiedź: placebo jest realnym zjawiskiem, psychika wpływa na odczucie bólu, to jest nauka, nie ezoteryka. Czy runy robią coś poza tym, no tu każdy ma własne zdanie i żadnych twardych dowodów nie ma.
Jest jeszcze jeden wymiar tej sprawy który pomijamy. Rytualność sama w sobie. Kiedy masz przewlekłą chorobę i codzienność zamienia się w serię wizyt lekarskich i walki z bólem, to jakakolwiek regularna praktyka, która daje poczucie sprawczości i symbolicznego wpływu na sytuację, może być ogromnym wsparciem psychicznym. I tu nie ma znaczenia czy to runy, medytacja czy cokolwiek innego. Chodzi o to, że TY coś robisz, że nie jesteś tylko bierną ofiarą choroby.
To co pisze Miloduch to akurat bardzo do mnie przemawia. Bo chyba o to mi w dużej mierze chodzi, o to poczucie że mam jakiś wpływ. Leczenie jest takie... pasywne. Czekasz aż leki zadziałają, czekasz na wyniki. A przy runach to ja coś robię, interpretuję, pytam, próbuję rozumieć. Tylko wracam do pytania praktycznego: kiedy ból jest 6-7 w dziesięciostopniowej skali, to czy w ogóle siadać do rzutu?
Powiem jak to ja u siebie rozwiązałam przy migrenach. Przy ostrym ataku w ogóle nie siadałam, bo to bez sensu. Ale robiłam cos innego, brałam jedną rune, tę którą miałam aktualnie ze sobą, i po prostu ją trzymałam. Bez rzutu, bez interpretacji, tylko kontakt. To jest taki minimalny rytuał ktory nie wymaga skupienia, a daje poczucie zakotwiczenia. Dopiero jak mijało, robiłam pełny rzut z pytaniem dotyczącym całej sytuacji zdrowotnej.
Oj to jest mądre co Rydwanka pisze. Ja bym dodała że warto mieć taką jedną rune przypisaną do siebie, nie losową. Bo wtedy ten kontakt jest głębszy i nie trzeba za kazdym razem od nowa budować połaczenia. Ja mam swoja rune osobistą od lat i w każdej trudnej chwili po prostu ją trzymam w dłoni. to nie jest wróżenie, to jest takie... zakotwiczenie się jak napisała Rydwanka.
A jak sie wybiera tę swoją rune osobistą? Losuje czy jakoś inaczej się to robi?
Są różne metody! Można wylosować, można obliczać z daty urodzenia, można medytować nad zestawem i zobaczyć która 'woła'. Mnie moją runę osobistą wskazała wróżka przy odczycie ale znam osoby które same znalazły swoją przez intuicję. To nie ma jednej zasady!
Wróćmy może do sedna bo rozmowa schodzi na boczne tory. Pytanie było o podejście do sesji przy bólu chronicznym. Kilka rzeczy które warto ustalić zanim ktoś w ogóle siądzie do rzutu w takiej sytuacji: po pierwsze, jakie jest twoje pytanie, czy pytasz o przyczynę duchową bólu, o zasoby do radzenia sobie, o przyszłość sytuacji zdrowotnej? To sa zupełnie inne sesje. Po drugie, czy masz stabilny grunt interpretacyjny, tzn. czy znasz runy na tyle, żeby interpretować bez zewnętrznej pomocy? Bo przy bólu i zmęczeniu łatwo wpaść w interpretacje życzeniowe lub katastrofizujące.
Wrozbita napisał konkretnie i to jest pomocne, ale mam pytanie do tego pierwszego punktu - jak to jest z tym pytaniem o przyczyny bólu? Bo chyba nie można traktować run jako diagnozy medycznej, prawda? Tzn. jeśli wypadnie jakaś runa i powiem sobie 'aha, mój ból bierze się ze złości' to to jest moje własne odczytanie, nie jakaś prawda objawiona?
Dokładnie tak. Runa wskazuje kierunek refleksji, nie diagnozuje. To ważne rozróżnienie. Dlatego zanim ktoś siądzie do rzutu przy bólu chronicznym, powinien sobie zadać pytanie - czego właściwie szukam? Jeśli odpowiedź brzmi 'chcę wiedzieć co mi dolega' to runy nie są tu właściwym miejscem. Jeśli odpowiedź brzmi 'chcę lepiej rozumieć co się dzieje z moją energią i nastawieniem' to już inaczej.
To rozróżnienie Wróżbity bardzo mi pomogło, dziękuję. Ale teraz mam nowe pytanie, trochę praktyczne. Jak długa powinna być taka sesja przy bólu? Bo mam wrażenie że jak mi coś dolega to i tak po 10 minutach tracę koncentrację i zaczyna mnie to wszystko irytować zamiast pomagać.
Oj ale 10 minut to strasznie mało chyba? Przecież nawet nie zdążysz się dobrze wyciszyć, a co dopiero nawiązać kontakt z energią run. Zawsze słyszałam że porządna sesja to minimum pół godziny.
No ale jednak jest coś w tym że zbyt krótka sesja to jak... otwierasz drzwi i zaraz zamykasz. Ja zawsze robiłam przynajmniej 20 minut bo inaczej czułam że nie ma czasu na to żeby coś do mnie dotarło. Choć faktycznie przy migrenie to inaczej, wtedy w ogóle nie siadałam, ale przy takim codziennym bólu stawów to robiłam normalnie.
Mam wrażenie że ta dyskusja o długości sesji trochę pomija sedno. Nie chodzi o minuty, chodzi o stan wejściowy. Możesz zrobić sesję trwającą 5 minut i być w niej całkowicie, albo siedzieć godzinę i błądzić myślami między bólem a zakupami. Przy chronicznych dolegliwościach warto przed sesją zrobić choćby chwilę świadomego oddechu - nie żeby 'wyciszyć się' jako rytuał, ale żeby sprawdzić czy w ogóle jesteś w stanie być tu i teraz.
Właśnie to Ninogniewa pisze jest kluczowe i mam to w notatkach od dawna. Stan wejściowy decyduje o jakości interpretacji. Przy bólu problem jest taki że napięcie fizyczne i napięcie mentalne zazwyczaj idą razem, więc nawet jeśli ból nie jest w danej chwili ostry, to może być obecna ta warstwa lękowa, przewidywanie bólu, czekanie na kolejny atak. I to też zaburza odczyt.
O tej warstwie lękowej to warto powiedzieć więcej bo ona jest chyba niedoceniana. Sama miałam przez jakiś czas problem z bólem kręgosłupa i zauważyłam że nawet w 'dobrych' dniach byłam jakoś naprężona, jakby ciało pamiętało i czekało. Na sesji to się przekładało na to że wyciągałam runy jakby na siłę szukając zagrożenia, że każdą interpretowałam przez pryzmat 'co tu jest nie tak'. Dopiero ktoś mi powiedział - popatrz na to co wypadło a nie szukaj co się złego wydarzy.
To co Miloduch pisze jest dokładnie moim problemem! Ja też w sesjach przy bólu szukam potwierdzenia że coś jest źle albo że to nie minie. Chyba podświadomie używam run żeby napędzać niepokój a nie żeby go zmniejszać. Czy to jest w ogóle możliwe, że sesja może pogorszyć nastrój zamiast pomóc?
- tak, to jest możliwe i zdarza się częściej niż myślisz. Każda praktyka wróżebna może stać się mechanizmem szukania potwierdzenia dla lęku zamiast sposóbm rozumienia sytuacji. Przy bólu chronicznym ta tendencja jest silniejsza bo lęk już i tak jest obecny. Dlatego ważne jest żeby przed sesją świadomie sformułować pytanie - i żeby to pytanie było otwarte, a nie prowadzące.
