Mam pytanie do was, bo ostatnio siedzę nad tym i nie mogę się pozbierać. Mam zwyczaj że po każdym rzucie runami zapisuję sobie interpretację w zeszycie, dosłownie przepisuję znaczenia, czasem własne odczucia, sny które potem przyszły itp. I zastanawiam się czy to w ogóle wpływa na energię całego procesu. Bo z jednej strony zapis to jakby utrwalenie intencji, z drugiej strony czytałam gdzieś że runy działają przez bezpośredni kontakt, przez dotyk i skupienie, a nie przez papier. Jak wy to robicie? Macie zeszyty, notatniki, czy trzymacie wszystko w głowie?
Pytanie jest ok, ale sam problem jest trochę przekombinowany. Zeszyt to zeszyt, to jest twój dziennik pracy z runami i nie ma tu żadnej mistycznej energii przenoszonej przez pióro na papier. Co innego gdybyś pytała o wycinanie run w drewnie albo malowanie krwią, to już inna bajka. Ale przepisywanie interpretacji? To po prostu notatki. Pomagają ci zapamiętać, zrozumieć wzorce, zobaczyć jak się twoje odczucia sprawdzają. Wartość jest czysto praktyczna.
No ale Czarku, to czy nie jest tak że sam akt pisania jest formą medytacji i skupienia? Kiedy przepisujesz znaczenie Hagalaz albo Thurisaz, to jakbyś na chwilę całą swoją uwagę kierujesz na tę konkretną energię. W tradycjach orientalnych pisanie mantr jest właśnie praktyką, a nie tylko robieniem notatek. Myślę że intencja za tym stoi i ona może coś robić z tym zapisem.
Eee, ja tam myśle że jednak coś w tym jest bo jak ja przepisuje runy to czuje wyraznie jakies cieplo w dłoni szczegolnie przy Kenaz i Sowulo, moze to placebo ale moze nie placebo. Zawsze mowilem ze kontakt ze słowem pisanym jest inny niz z drukowanym bo własnorecznie wydajesz jakby swoją energie w to pismo. Troche jak podpisywanie umowy krwią ale bez krwi 😉
Ja zaczęłam prowadzić taki zeszyt i powiem wam że to zmieniło moje podejście do rzutów w ogóle. Wcześniej robiłam rzut, patrzyłam, zamykałam i po kilku dniach nie pamiętałam nawet co wypadło. Teraz jak wracam do notatek po tygodniu czy po miesiącu to widzę jak pewne energie się powtarzają, jakieś wzorce. Nie wiem czy to kwestia energii zapisanej w papierze, ale na pewno kwestia mojej własnej energii i uwagi którą daję tej praktyce. Może to jedno i to samo?
No i właśnie tu jest ciekawy punkt, bo ja pamiętam jak stary znajomy mówił mi że w dawnych tradycjach nordyckich samo wykuwanie lub wycinanie runy w materiale było aktem magicznym, a słowo pisane miało moc tylko jeśli było napisane ze świadomością. Teraz nas pytanie: czy nowoczesny długopis i zeszyt w kratkę mają cokolwiek wspólnego z tamtą tradycją? Bo jakoś wątpię że wikingowie pisali w Biedronce kupionej kajetce 😀
Hej, przepraszam że wchodzę bo dopiero zaczynam z runami i może to głupie pytanie, ale jak piszecie o tym śladzie energetycznym to mam wrażenie że to brzmi trochę jak myślenie o runach jak o takich żywych bytach które można zapraszać albo wywoływać. Czy tak właśnie do tego podchodzicie? Bo ja czytałem że każda runa to jakby archetyp, wzorzec energii wszechświata i wtedy rzeczywiście ma sens że zapis może go przywoływać. Ale nie wiem czy dobrze rozumiem.
Ciekawa dyskusja. Ja się zastanawiam nad innym aspektem: czy ma znaczenie w jakim pisze się stanie? Bo jeśli przepisuję interpretację mechanicznie, bez skupienia, to chyba różni się to od sytuacji gdy siedzę w skupieniu, może przy świecy, i świadomie zapisuję każde słowo. To trochę jak różnica między modlitwą a recytowaniem tekstu z nudów.
Ja też prowadzę taki dziennik i powiem wam z własnego doświadczenia że zeszyt z runami traktuje trochę jak przedmiot magiczny sam w sobie. Ładuję go co jakiś czas przy pełni, trzymam razem z kamieniami, nie daję nikomu dotykać. Nie wiem czy to konieczne, ale intuicja mi mówi że to ma sens. Zapisana interpretacja to jakby odbicie moich myśli i energii z danego momentu, coś osobistego zostaje na papierze.
No dobra, ale skoro papier ma strukturę energetyczną to chyba każdy papier, nie tylko ten z notatkami o runach? Twój rachunek za prąd też ma tę samą strukturę energetyczną co twój magiczny dziennik. Przepraszam, ale to logicznie nie trzyma się kupy.
Hej no ale tu jest różnica bo zeszyt z runami ma twoje zamiary wpisane a rachunek za prad nie ma xD intencja to jest kluczowa sprawa, nie sam material. Jakbys wzięła kamień i przez rok codziennie trzymała go z myslą o spokoju to on bedzie inny energetycznie niz kamien lezący w ogrodzie, a fizycznie to ten sam mineral. Tak samo zeszyt.
Przepraszam może głupie pytanie ale jak to jest z tą intencją, tzn czy jak ktos inny przeczyta twoj zeszyt bez twojej wiedzy to ta energia sie rozlewa czy moze cos zlego sie dzieje? Bo kojarze ze podobno z runami nie powino sie nikomu pokazywac wynikow rzutu bez zgody.
Wracając do pytania Mocarnej bo trochę odbiegliśmy: miałam ostatnio doświadczenie że otworzyłam stary zeszyt sprzed może roku i trafiłam na notatkę z rzutu który w tamtym momencie zupełnie nie rozumiałam. I nagle zobaczyłam że idealnie opisywał sytuację która rozegrała się kilka miesięcy temu. To było dziwne uczucie, jakbym czytała list od siebie z przeszłości. Nie wiem czy to energia, ale coś tam jest w tym zapisywaniu i wracaniu.
No i właśnie to jest dla mnie najcenniejsza funkcja zeszytu, ta retrospektywna. Nie jako nośnik energii, ale jako lustro dla własnej drogi. Choć muszę powiedzieć że to co napisała Mocarnej o reaktywacji kontaktu z runą przez powrót do notatki, to jest ciekawe. Może zapis to nie tyle nośnik energii co jakiś bodziec, wyzwalacz który pozwala wróciś do stanu skupienia w którym byłaś przy rzucie?
Wracając do tego co Filemon napisał o reaktywacji kontaktu przez powrót do notatki, bo to mnie uderzyło. Jak wracasz do zeszytu po dłuższym czasie to czy to jest reaktywacja kontaktu z runą, czy raczej reaktywacja własnego stanu z tamtego momentu? Bo mi się wydaje że te dwie rzeczy mogą być zupełnie różne energetycznie.
To co Kasjan mówi to jest bardzo ważne rozróżnienie. Sama się nad tym zastanawiam od jakiegoś czasu. Jeśli to co czujesz wracając do notatki to jest twój własny ślad psychiczny, to przepisywanie interpretacji jest wartościowe jako praktyka refleksyjna, ale nie ma żadnego szczególnego znaczenia energetycznego. Jeśli natomiast jest tam coś więcej...
Mam podobne rozterki z tarota. Jak wracam do notatki po miesiącu to też nie wiem czy czuję kartę czy siebie z tamtego dnia. Powiem szczerze że coraz bardziej skłaniam się ku temu że to ja, nie karta. Ale to nie znaczy że zeszyt jest bez wartości, po prostu ma inną wartość niż myśleliśmy.
No ale zaraz, bo wy teraz mówicie jakby psychiczne i energetyczne to były dwie odrębne sfery. A może właśnie nie? Może ślad psychiczny i ślad energetyczny to jest jedno i to samo tylko opisywane innymi słowami przez różne tradycje. Jak to w ogóle rozdzielić?
Hej no Brygidka ale nikt ci nie mówi ze musisz testowac w laboratorium. Jak u mnie działa, a u ciebie nie działa, to moze po prostu ty nie jesteś na to wrazliwa a nie ze tego nie ma. Nie kazdy widzi kolory tak samo przeciez.
oj no Brygidka ma trochę rację, choć brzmi ostro. Ale mnie bardziej ciekawi inny aspekt, czy przy przepisywaniu ma znaczenie jakim pismem piszemy? Tzn gotykiem, pismem runicznych kształtów, normalnie. Bo intuicyjnie czuję że to może mieć wpływ ale nie wiem jak to uzasadnić.
Tak, dokładnie, ja właśnie piszę runy najpierw rysując sam znak a potem obok słowną interpretację. To chyba najlepszy sposób bo masz kontakt ze znakiem i ze słowem jednocześnie. Próbowałam różnie i ta metoda czuć inaczej, bardziej kompletnie.
A czy jest jakaś różnica czy piszemy piórem, długopisem czy może jeszcze czymś innym? Czytałem gdzieś że w starych tradycjach materiał piszącego miał znaczenie ale nie wiem czy to dotyczy też współczesnych praktyk z runami.
Tu się zatrzymam bo to ważne. Tradycja nordycka ma pojęcie galdr czyli śpiewanej magii runicznej i ristir czyli rycia. Oba te działania były aktywne, wymagały wysiłku i intencji. Pasywne przepisywanie do zeszytu nie ma odpowiednika w źródłach. To nie znaczy że jest złe, po prostu to jest już nasze współczesne neopogaństwo, nie rekonstrukcja historyczna.
Okej, to trochę mnie to dezorientuje, bo skoro to jest neopogaństwo i nie ma historycznych źródeł dla przepisywania, to na jakiej podstawie w ogóle zakładamy że to cokolwiek robi energetycznie? Serio pytam, bo chcę zrozumieć skąd bierze się przekonanie że to działa.
To jest uczciwe pytanie i nie ma na nie jednej odpowiedzi. Część osób pracuje w paradygmacie gdzie skuteczność jest kwestią subiektywnego doświadczenia i intencji, nie historycznej legitymacji. Ja sama nie twierdzę że przepisywanie 'działa magicznie', bardziej pytam czy tworzy jakiś ślad który potem można reaktywować. To różne rzeczy.
I właśnie o to chodzi, to nie musi być magiczne w sensie nadprzyrodzonym żeby być wartościowe. Mój zeszyt działa jak lustro. Wracam, czytam, widzę siebie sprzed roku. Czy to jest ślad wibracyjny runy czy mój własny ślad psychiczny, szczerze nie wiem i coraz mniej mi na tym zależy. Działa w praktyce i to mi wystarczy.
Muszę powiedzieć że ta ostatnia rozmowa trochę mnie zaskoczyła bo oczekiwałam więcej dogmatyzmu. Cieszę się że ktoś w końcu odróżnia historyczną praktykę od współczesnej adaptacji. Sama prowadzę zeszyt z runami od lat i traktuję go czysto jako dziennik obserwacji własnej psychiki. Żadnej energii, żadnego ładowania. I jest bardzo użyteczny.
